; Rzadki żołnierz do nieba trafi, skacząc krzywo. Niech jak najświątobliwiej krzyżem władną księża. Pamiętajcie niewiasty na rajskiego węża: O was się naprzód kusił. Statek w ludziach kocham, Który należy, jako wspomniało się, rochom. Bóg z nieba spektatorem oraz tej gry sędzią, Własne sumnienie świadkiem; kto upadnie piędzią Z niechcenia, ratować go święty anioł zdole,
Ale kto się na czarne gwałtem ciągnie pole, Kto śmierci w garło lezie, nie chce powstać z grzechu, Wiecznie ginie, diabłu się dostawszy do miechu. Ma anioł, ma i diabeł osobliwą puszkę, Do której chowa wziętą z swego pola duszkę, Więc tu każdy żołnierską
; Rzadki żołnierz do nieba trafi, skacząc krzywo. Niech jak najświątobliwiej krzyżem władną księża. Pamiętajcie niewiasty na rajskiego węża: O was się naprzód kusił. Statek w ludziach kocham, Który należy, jako wspomniało się, rochom. Bóg z nieba spektatorem oraz tej gry sędzią, Własne sumnienie świadkiem; kto upadnie piędzią Z niechcenia, ratować go święty anioł zdole,
Ale kto się na czarne gwałtem ciągnie pole, Kto śmierci w garło lezie, nie chce powstać z grzechu, Wiecznie ginie, diabłu się dostawszy do miechu. Ma anioł, ma i diaboł osobliwą puszkę, Do której chowa wziętą z swego pola duszkę, Więc tu każdy żołnierską
Skrót tekstu: PotFrasz1Kuk_II
Strona: 28
Tytuł:
Ogród nie plewiony
Autor:
Wacław Potocki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Gatunek:
fraszki i epigramaty
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1677
Data wydania (nie wcześniej niż):
1677
Data wydania (nie później niż):
1677
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Dzieła
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Leszek Kukulski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1987
sposobem nie pozwolą, deklarują. Nad to, niech Rzeczpospolita weźmie na pytki, wszytkich tych, co u Królowej bywają na audiencjach, cóż innego z niemi podziś dzień traktują? o co, na Pana Marszałka, na Pana Podkanclerzego skarżą się, jeśli nie o zepsowanie Elekcji? Jawna tedy rzecz, że pod pozorem niechcenia, Elekcja gorąco traktowana, per fas nefas praktikowana, aż do tego czasu, i to jest jedyne obiectum wszytkich myśli, rad, subtelności, złości, zgoła wszytkiej nieszczęśćliwości Rzeczypospolitej. do swego Konfidenta.
Żeby zaś z tej okazji, że P. Marszałek honoru i zdrowia broni, musiała Elekcja powstać, dla spustoszenia,
sposobem nie pozwolą, decláruią. Nád to, niech Rzeczpospolita weźmie ná pytki, wszytkich tych, co v Krolowey bywáią ná audiencyách, coż innego z niemi podźiś dźień tráctuią? o co, ná Páná Márszałká, ná Páná Podkánclerzego skárżą się, ieśli nie o zepsowánie Elekcyey? Iáwna tedy rzecz, że pod pozorem niechcenia, Elekcya gorąco tráctowána, per fas nefas práktikowána, áż do tego czásu, y to iest iedyne obiectum wszytkich myśli, rad, subtelnośći, złośći, zgołá wszytkiey nieszczęśćliwośći Rzeczypospolitey. do swego Confidentá.
Zeby zás z tey okáziey, że P. Márszałek honoru y zdrowia broni, muśiáłá Elekcya powstáć, dla spustoszenia,
Skrót tekstu: PersOb
Strona: 53
Tytuł:
Perspektywa na objaśnienie niewinności
Autor:
Anonim
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty perswazyjne
Gatunek:
pisma polityczne, społeczne
Tematyka:
polityka
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1666
Data wydania (nie wcześniej niż):
1666
Data wydania (nie później niż):
1666
nieba. Nie trzebaby Judasza/ Byłby wnet u Annasza. Jak też na Sądzie siedzie/ Bóg wie/ co znami będzie. Sowiżrzałowe. O jednym Starcu.
JEden starzec śledząc blisko przy białejgłowie/ Zapatrzył się jakoś nanię w pilnej rozmowie. Ani otym nigdy myślił co się przydało/ Ze z niechcenia/ przyrodzenie jemu powstało. Co on widząc/ przypadła mu z tego żałoba/ A wstałeś ty/ wstanę ja też/ stojwasz tu oba. Pani mówi: czemuście się panie porwali/ On ją tylko pożegnawszy i poszedł dalej. Rekreacja Szkolna.
TRafiło się że żacy mając rekreacią/ Jako w szkole obyczaj/
niebá. Nie trzebáby Iudaszá/ Byłby wnet v Annaszá. Iák też ná Sądźie śiedźie/ Bog wie/ co známi będźie. Sowiżrzałowe. O iednym Stárcu.
IEden stárzec śledząc blisko przy białeygłowie/ Zápátrzył się iákoś nánię w pilney rozmowie. Ani otym nigdy myślił co się przydáło/ Ze z niechcenia/ przyrodzenie iemu powstało. Co on widząc/ przypádłá mu z tego żáłobá/ A wstałeś ty/ wstánę ia też/ stoywász tu obá. Páni mowi: czemuśćie się pánie porwáli/ On ią tylko pożegnawszy y poszedł dáley. Rekreácya Szkolna.
TRáfiło się że żacy máiąc rekreácią/ Iáko w szkole obyczay/
Skrót tekstu: FraszSow
Strona: Cv
Tytuł:
Fraszki Sowiźrzała nowego
Autor:
Jan z Kijan
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Gatunek:
fraszki i epigramaty
Poetyka żartu:
tak
Data wydania:
1614
Data wydania (nie wcześniej niż):
1614
Data wydania (nie później niż):
1614
wszech stron trudność zagradza mu pole, Słów nie zrozumiał, ani pojął nuty, Ust niecałował; bo takie swywole, W domu Bogini byłyby defektem, Gdzie skromność mięszka, zmięszana z respektem. Dosyć miał szczęścia, wiele pozwolenia, Stanąć za Nimfą, piękną nad pięknemi, Gdy jej kwef upadł na ziemię z niechcenia, Podniósł go prędko Rękoma drzącemi; I nim się Dama po swą zgubę schyli, Widzi ją w Ręku, zdania nie omyli. Krzyknie; cóż to jest? Duch się jakiś Zjawił. Co mi kwef podał, do Rąk moich włożył; Pierwszy w tym miejscu, strachu mnie nabawił, Jeszcze go zwinął, w
wszech stron trudność zágradza mu pole, Słow nie zrozumiał, áni poiął nuty, Ust niecałował; bo tákie swywole, W domu Bogini byłyby defektem, Gdzie skromność mięszka, zmięszana z respektem. Dosyć miał szczęścia, wiele pozwolenia, Stánąć zá Nimfą, piękną nád pięknemi, Gdy iey kwef upádł ná ziemię z niechcenia, Podniosł go prędko Rękoma drzącemi; Y nim się Dama po swą zgubę schyli, Widzi ią w Ręku, zdánia nie omyli. Krzyknie; coż to iest? Duch się iákiś ziawił. Co mi kwef podał, do Rąk moich włożył; Pierwszy w tym mieyscu, stráchu mnie nábawił, Jeszcze go zwinął, w
Skrót tekstu: DrużZbiór
Strona: 57
Tytuł:
Zbiór rytmów
Autor:
Elżbieta Drużbacka
Miejsce wydania:
Warszawa
Region:
Mazowsze
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
utwory synkretyczne
Gatunek:
pieśni, poematy epickie, satyry, żywoty świętych
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1752
Data wydania (nie wcześniej niż):
1752
Data wydania (nie później niż):
1752
Że to ludzie z obozu tureckiego wyszli. Toż Kozacy, nim się ci do końca postrzegą, Dawszy im z działek ognia, skrzydłami zabiegą Z prawej i z lewej strony; tak bez swoich straty, Porażą ich i tabor zagęszczą bachmaty, Trupem pola uścielą, więźniów biorą, co się Podoba; tak z niechcenia zjadła baba prosię; A Kantimir, doznawszy swego szczęścia miary, Uciekł przemierzły między Turki i Tatary. Gdy się tak Zaporożec przed pogaństwem pisze, Chodkiewicz Bernackiego zbiera towarzysze, A mając na każdy dzień tej faryny jeńce, pale nimi osadzać każe i szubieńce. Aż Szemberg, aż Weweli z większą wojną jadą I dalej
Że to ludzie z obozu tureckiego wyszli. Toż Kozacy, nim się ci do końca postrzegą, Dawszy im z działek ognia, skrzydłami zabiegą Z prawej i z lewej strony; tak bez swoich straty, Porażą ich i tabor zagęszczą bachmaty, Trupem pola uścielą, więźniów biorą, co się Podoba; tak z niechcenia zjadła baba prosię; A Kantimir, doznawszy swego szczęścia miary, Uciekł przemierzły między Turki i Tatary. Gdy się tak Zaporożec przed pogaństwem pisze, Chodkiewicz Bernackiego zbiera towarzysze, A mając na każdy dzień tej faryny jeńce, pale nimi osadzać każe i szubieńce. Aż Szemberg, aż Weweli z większą wojną jadą I dalej
Skrót tekstu: PotWoj1924
Strona: 112
Tytuł:
Transakcja Wojny Chocimskiej
Autor:
Wacław Potocki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
poematy epickie
Tematyka:
wojskowość
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1670
Data wydania (nie wcześniej niż):
1670
Data wydania (nie później niż):
1670
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Aleksander Brückner
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Kraków
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Zakład Narodowy im. Ossolińskich
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1924
w koniu; więc Dziambegiereja, Hana ich, srodze boli, ledwie nie umiera, Kiedy nadeń przenosił Osman Kantimira. Własnego poddanego, murze jego z Krymu, Choć już lud stracił, choć już uciekł spod Chocimu, Posadzić w Sylistrii po baszy zabitym Chce, na miejscu nie jemu wierę należytym. Przeto wszytko z niechcenia i robi oporem; Osobnym stawa koszem, osobnym taborem; Ordynansów nie słucha, ale na pogodę Czyha, żeby mógł na swe koło puścić wodę. Tedy się tureckiego dywanu w tej mierze Nie radząc, najmłodszego syna swej macierze, Nuradyna z wojsk swoich posyła wyborem, Pod starych wojenników dla rady dozorem, Żeby pobliższy Wołyń
w koniu; więc Dziambegiereja, Hana ich, srodze boli, ledwie nie umiéra, Kiedy nadeń przenosił Osman Kantimira. Własnego poddanego, murze jego z Krymu, Choć już lud stracił, choć już uciekł spod Chocimu, Posadzić w Sylistryi po baszy zabitym Chce, na miejscu nie jemu wierę należytym. Przeto wszytko z niechcenia i robi oporem; Osobnym stawa koszem, osobnym taborem; Ordynansów nie słucha, ale na pogodę Czyha, żeby mógł na swe koło puścić wodę. Tedy się tureckiego dywanu w tej mierze Nie radząc, najmłodszego syna swej macierze, Nuradyna z wojsk swoich posyła wyborem, Pod starych wojenników dla rady dozorem, Żeby pobliższy Wołyń
Skrót tekstu: PotWoj1924
Strona: 147
Tytuł:
Transakcja Wojny Chocimskiej
Autor:
Wacław Potocki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
poematy epickie
Tematyka:
wojskowość
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1670
Data wydania (nie wcześniej niż):
1670
Data wydania (nie później niż):
1670
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Aleksander Brückner
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Kraków
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Zakład Narodowy im. Ossolińskich
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1924
tak prosta była/ Gładkość za wstyd/ a za grzech/ lubionam być miała. Pomnię z Stymfalskiej/ pyszcze mdłam wzad powracała. Znoj był/ a znoju praca przyczyniała hojnie. Trafię wody/ bez wirów/ płynące spokojnie/Przyźrzyste po samo dno/ piasekby zrachował Przez nie/ iść by je drugi z niechcenia mianował. Po krajach położystych wierzbiny/ i wodne Topole zawodziły cienie samoródne. Zbliżyłam się/ i stopy nóg wporzd zamaczała/ Toż kolana; z szatem się nawet rozebrała: Te zwiesiwszy na wierzbie/ w wodem nago brnęła: Które tłukac/ gdym różnie pływając garnęła/ A ciskała ramiony; ze dnam usłyszała Gwar
ták prosta byłá/ Gładkość zá wstyd/ á zá grzech/ lubionam być miáłá. Pomnię z Stymphalskiey/ pyszcze mdłam wzad powracáłá. Znoy był/ á znoiu praca przyczyniałá hoynie. Tráfię wody/ bez wirow/ płynące spokoynie/Przyźrzyste po samo dno/ piasekby zráchował Przez nie/ iść by ie drugi z niechcenia miánował. Po kráiách położystych wierzbiny/ y wodne Topole záwodźiły cienie sámorodne. Zbliżyłam się/ y stopy nog wporzd zámaczáłá/ Toż koláná; z szatem sie náwet rozebráłá: Te zwieśiwszy ná wierzbie/ w wodem nágo brnęłá: Ktore tłukac/ gdym rożnie pływáiąc gárnęłá/ A ćiskáłá rámiony; ze dnam vsłyszáłá Gwar
Skrót tekstu: OvŻebrMet
Strona: 123
Tytuł:
Metamorphoseon
Autor:
Publius Ovidius Naso
Tłumacz:
Jakub Żebrowski
Drukarnia:
Franciszek Cezary
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
poematy epickie
Tematyka:
mitologia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1636
Data wydania (nie wcześniej niż):
1636
Data wydania (nie później niż):
1636
pryziaźń/ więc słowa Głosących/ teraz/ teraz/ czas ruszyć nóg/ owa Pospieszaj Hypomene; teraz sił dobywaj: Wygrana twoja pewna/ tylko nie zmięskiwaj. Ani wiedzieć panięli Makarejskie słowa Te radniej słyszał? czy więc cora Schaenejowa? O jak wielekroć ujść go mogąc postawała/ I napatrzywszy się w weń/ z niechcenia bieżała. Z ust zgrzanych dechsuchy tchnie: kres jeszcze gdzieś pewny Owa Neptunic puściłowowc jeden drzewny. Panna za pięknym jabłkiem zdumiała skoczyła/ I pobóg toczące sięzłotopód chwyciła. Wybiegł ją w tym Hypomen: rzesza pokrzykuje. Owa zwłoki/ i czasów zmniejszonych wetuje/ I znowu wygania go. a tak i wtórego Jabłka ciskiem
pryziaźń/ więc słowá Głosących/ teraz/ teraz/ czás ruszyć nog/ owá Pospieszay Hypomene; teraz śił dobyway: Wygrána twoiá pewna/ tylko nie zmięskiway. Ani wiedźieć pąnięli Makáreyskie słowá Te rádniey słyszał? czy więc corá Schaeneiowá? O iák wielekroć vyść go mogąc postawáłá/ Y nápátrzywszy się w weń/ z niechcęnia bieżáłá. Z vst zgrzanych dechsuchy tchnie: kres ieszcze gdźieś pewny Owa Neptunic puśćiłowowc ieden drzewny. Pánná zá pięknym iábłkiem zdumiáła skoczyłá/ Y pobog toczące sięzłotopod chwyćiłá. Wybiegł ią w tym Hypomen: rzeszá pokrzykuie. Owá zwłoki/ y czásow zmnieyszonych wetuie/ Y znowu wygánia go. á ták y wtorego Iábłká ćiskiem
Skrót tekstu: OvŻebrMet
Strona: 264
Tytuł:
Metamorphoseon
Autor:
Publius Ovidius Naso
Tłumacz:
Jakub Żebrowski
Drukarnia:
Franciszek Cezary
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
poematy epickie
Tematyka:
mitologia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1636
Data wydania (nie wcześniej niż):
1636
Data wydania (nie później niż):
1636
znoszącego głosy: Z tychże jedna po sobie rozpuściwszy włosy/ Ta liściem przeplatana/ znak dała bez rany: Drugiej oręże kamień; ten górą w ysłany/ Jeszczeż nawietrze zmiękczon pieniem/ i stronami; I jakby w czym przewinił/ padszy przed nogami/ Podał mu się w pokorę. bitwa się gruntuje Z niechcenia: miary nie masz: jędza zła króluje. Broń każdą iścieby był zwyciężył/ lecz srogi Wrzask więc Berecyntijskich piszczałek głos mnogi/ Bębnów kołat/ z klaskaniem krzyk ogromny/ pienie Jego głuszyły lutnie. w tenże czas kamienie Niesłuchanego wieszczka krwią zamalowane. A naprzód jego pieśnią prawie zadumiane Różne ptastwa/ z wężami zwierzęce
znoszącego głosy: Z tychże iedná po sobie rospuśćiwszy włosy/ Tá liśćiem przeplátána/ znák dáłá bez rány: Drugiey oręże kámień; ten gorą w ysłány/ Ieszczeż náwietrze zmiękczon pieniem/ y stronámi; Y iákby w czym przewinił/ padszy przed nogámi/ Podał mu się w pokorę. bitwá się gruntuie Z niechcenia: miáry nie masz: iędzá zła kroluie. Broń káżdą iśćieby był zwyćiężył/ lecz srogi Wrzask więc Berecyntiyskich piszczáłek głos mnogi/ Bębnow kołát/ z kláskániem krzyk ogromny/ pienie Iego głuszyły lutnie. w tenże czás kámienie Niesłuchánego wieszczká krwią zámálowáne. A naprzod iego pieśnią prawie zadumiáne Rożne ptástwá/ z wężámi źwierzęce
Skrót tekstu: OvŻebrMet
Strona: 267
Tytuł:
Metamorphoseon
Autor:
Publius Ovidius Naso
Tłumacz:
Jakub Żebrowski
Drukarnia:
Franciszek Cezary
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
poematy epickie
Tematyka:
mitologia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1636
Data wydania (nie wcześniej niż):
1636
Data wydania (nie później niż):
1636
sprawił mało poczkawszy? Nuż Morawickiemu, Chmielowskiemu co się stajo? Ale nie nowina to, bo i krew swą rad pijesz. Zebrzydowski nic więcej nie uczynił, tylko, że kołatał pod wiechą do domu, gdzie pijany chłop jakoś bardzo szpetnemi słowy nałajał mu; on odchodząc z gniewu strzelił na dohad. Trafiło się z niechcenia, że żaka w rękę postrzelił. Cóż, zato dałeś krew swą Zebrzydowską katowi rozlać na wieczną pamięć? Zebrzydowskiego, w karczmie pojmawszy, kat ściął. A więc ty masz miłować krew szlachecką! Nie może to być i owszem, jesteś tej krwi urodzonym nieprzyjacielem jeszcze z ojca. o czemby wiele.
sprawił mało poczkawszy? Nuż Morawickiemu, Chmielowskiemu co się staio? Ale nie nowina to, bo i krew swą rad pijesz. Zebrzydowski nic więcej nie uczynił, tylko, że kołatał pod wiechą do domu, gdzie pijany chłop jakoś bardzo szpetnemi słowy nałajał mu; on odchodząc z gniewu strzelił na dohad. Trafiło się z niechcenia, że żaka w rękę postrzelił. Cóż, zato dałeś krew swą Zebrzydowską katowi rozlać na wieczną pamięć? Zebrzydowskiego, w karczmie pojmawszy, kat ściął. A więc ty masz miłować krew szlachecką! Nie może to być i owszem, jesteś tej krwi urodzonym nieprzyjacielem jeszcze z ojca. o czemby wiele.
Skrót tekstu: MarszWojCz_II
Strona: 30
Tytuł:
Od P. Marszałka koronnego do P. Wojewody krakowskiego.
Autor:
Zygmunt Myszkowski
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty perswazyjne
Gatunek:
pisma polityczne, społeczne
Tematyka:
polityka
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1606
Data wydania (nie wcześniej niż):
1606
Data wydania (nie później niż):
1606
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Pisma polityczne z czasów rokoszu Zebrzydowskiego 1606-1608
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Jan Czubek
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Kraków
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Akademia Umiejętności
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1918