, Na ziemi co się dzieje, na niebie, nie zgadza. I odpuść: nie mnie tylko, wiele inszych zdradza. Spuściwszy się na śniegi i na twoje mrozy, Posłałem sanie po sól, com miał posłać wozy;
Aż błoto miasto mrozu, deszcze miasto śniegu, Że ją przyszło na pierwszym porzucić noclegu. Często luty frymarczy swoję chwilę na maj. Alboż nie pisz minucyj, albo w nich nie kłamaj. 68 (N). BABY A OWCE
Fizycy albo raczej naturalistowie Twierdzą, że każda owca ma robaka w głowie, Który gdy jej zagiemzi gdzieś między rogami, Lub się z sobą tryksają, lubo z baranami
, Na ziemi co się dzieje, na niebie, nie zgadza. I odpuść: nie mnie tylko, wiele inszych zdradza. Spuściwszy się na śniegi i na twoje mrozy, Posłałem sanie po sól, com miał posłać wozy;
Aż błoto miasto mrozu, deszcze miasto śniegu, Że ją przyszło na pierwszym porzucić noclegu. Często luty frymarczy swoję chwilę na maj. Alboż nie pisz minucyj, albo w nich nie kłamaj. 68 (N). BABY A OWCE
Fizycy albo raczej naturalistowie Twierdzą, że każda owca ma robaka w głowie, Który gdy jej zagiemzi gdzieś między rogami, Lub się z sobą tryksają, lubo z baranami
Skrót tekstu: PotFrasz1Kuk_II
Strona: 39
Tytuł:
Ogród nie plewiony
Autor:
Wacław Potocki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Gatunek:
fraszki i epigramaty
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1677
Data wydania (nie wcześniej niż):
1677
Data wydania (nie później niż):
1677
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Dzieła
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Leszek Kukulski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1987
na Podgorze. Nie wiesz, Jonaszu, kogo Bóg chce wsadzić w dyby, Że znajdzie i na suchej ziemi wieloryby? Stanie wieża za ksieniec, więc i ty na spodzie, Gdzieś spłukał pierworodny grzech w święconej wodzie. 23. CHROMY ŻOŁNIERZ
Widząc rotmistrz chromego żołnierza w szeregu, Żartując: zostać było doma na noclegu. A ten, jakby odpowiedź miał gotową, rzecze: Bodaj nie rychlej zdrowy niż chromy uciecze. 24. NA SŁUGĘ JEDNOOKIEGO
Wszytko z dobrymi laty, co z samej czeladzi, Każdy mi przyznać musi, od nas się prowadzi: Nie wiernie, nie życzliwie, źle, na oku służą; Owszem, na pańską
na Podgorze. Nie wiesz, Jonaszu, kogo Bóg chce wsadzić w dyby, Że znajdzie i na suchej ziemi wieloryby? Stanie wieża za ksieniec, więc i ty na spodzie, Gdzieś spłukał pierworodny grzech w święconej wodzie. 23. CHROMY ŻOŁNIERZ
Widząc rotmistrz chromego żołnierza w szeregu, Żartując: zostać było doma na noclegu. A ten, jakby odpowiedź miał gotową, rzecze: Bodaj nie rychlej zdrowy niż chromy uciecze. 24. NA SŁUGĘ JEDNOOKIEGO
Wszytko z dobrymi laty, co z samej czeladzi, Każdy mi przyznać musi, od nas się prowadzi: Nie wiernie, nie życzliwie, źle, na oku służą; Owszem, na pańską
Skrót tekstu: PotFrasz4Kuk_I
Strona: 217
Tytuł:
Fraszki albo Sprawy, Powieści i Trefunki.
Autor:
Wacław Potocki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Gatunek:
fraszki i epigramaty
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1669
Data wydania (nie wcześniej niż):
1669
Data wydania (nie później niż):
1669
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Dzieła
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Leszek Kukulski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1987
pragnę pałaców, gardząc dołem ziemskim! Tam przykromroźna zima nie rzuca śniegami, ani zła eria przykrzy się plutami; mroźne wiatry eolskie miejsca tam nie mają, które z kłosów dojrzałych ziarnka wytrząsają. Stoi cicho powietrze ani go turbuje Akwilo, bo tryb wieczną pogodę sprawuje. Tu zawsze Febus złoty koniom wypoczywa ani u Antypodów na noclegu bywa; nie tłumi gwiazd dzień ani ujmuje światłości słońce, nie ustępuje dzień nocnej ciemności; żadna noc nie zaciemnia światła gwiazdecznego, skrywszy słońce, ani snu zaprasza twardego. Na wygnanie posłano z nieba nocy ciemne, a kazano, żeby dni świeciły przyjemne. Tu dzień jasny, pogodny, siedm razy przechodzi Febusa, który
pragnę pałaców, gardząc dołem ziemskim! Tam przykromroźna zima nie rzuca śniegami, ani zła aeryja przykrzy się plutami; mroźne wiatry eolskie miejsca tam nie mają, które z kłosów dojrzałych ziarnka wytrząsają. Stoi cicho powietrze ani go turbuje Akwilo, bo tryb wieczną pogodę sprawuje. Tu zawsze Febus złoty koniom wypoczywa ani u Antypodów na noclegu bywa; nie tłumi gwiazd dzień ani ujmuje światłości słońce, nie ustępuje dzień nocnej ciemności; żadna noc nie zaciemnia światła gwiazdecznego, skrywszy słońce, ani snu zaprasza twardego. Na wygnanie posłano z nieba nocy ciemne, a kazano, żeby dni świeciły przyjemne. Tu dzień jasny, pogodny, siedm razy przechodzi Febusa, który
Skrót tekstu: HugLacPrag
Strona: 174
Tytuł:
Pobożne pragnienia
Autor:
Herman Hugon
Tłumacz:
Aleksander Teodor Lacki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
ziemie Wielkiego Księstwa Litewskiego
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Tematyka:
religia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1673
Data wydania (nie wcześniej niż):
1673
Data wydania (nie później niż):
1673
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Krzysztof Mrowcewicz
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
"Pro Cultura Litteraria"
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1997
częstowałem według przemożenia mego, i zdawało mi się, żem ich sobie łaskę i przyjaźń zobligował.
Wyniosłem aktorat przeciwko Grabowskiemu sędziemu i Parowińskiej dość wysoki, a potem z Wilna pobiegłem do Rasny z bratem moim Wacławem. Jechaliśmy na Białystok. Hetmana znaleźliśmy polującego około Wojszków, tam otrzymałem na noclegu w Wojszkach deklaracją chorążstwa w regimencie pieszym dla brata mego Wacława.
Pojechałem potem z Rasny na roczki juniowe do Brześcia, które odsądziwszy, znowu pobiegłem do Wilna, dla sprawy z Grabowskim i z Parowińską. Przyjechałem do Wilna ustawicznymi podróżami i ekspensami ekswiscerowany. Dosyć mi trudno i cięż-
ko było. Ociec mój
częstowałem według przemożenia mego, i zdawało mi się, żem ich sobie łaskę i przyjaźń zobligował.
Wyniosłem aktorat przeciwko Grabowskiemu sędziemu i Parowińskiej dość wysoki, a potem z Wilna pobiegłem do Rasny z bratem moim Wacławem. Jechaliśmy na Białystok. Hetmana znaleźliśmy polującego około Wojszków, tam otrzymałem na noclegu w Wojszkach deklaracją chorążstwa w regimencie pieszym dla brata mego Wacława.
Pojechałem potem z Rasny na roczki juniowe do Brześcia, które odsądziwszy, znowu pobiegłem do Wilna, dla sprawy z Grabowskim i z Parowińską. Przyjechałem do Wilna ustawicznymi podróżami i ekspensami ekswiscerowany. Dosyć mi trudno i cięż-
ko było. Ociec mój
Skrót tekstu: MatDiar
Strona: 180
Tytuł:
Diariusz życia mego, t. I
Autor:
Marcin Matuszewicz
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
ziemie Wielkiego Księstwa Litewskiego
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Gatunek:
pamiętniki
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
między 1754 a 1765
Data wydania (nie wcześniej niż):
1754
Data wydania (nie później niż):
1765
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Bohdan Królikowski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1986
kowie Manną nazywają. Którego czasu obficie płynie, obfitość wszelką obiecuje obywatelom; jeśli skąpo się sączy, mierność też wszystkiego ominuje. Idem 14. Ianuarti. Vadingus Tomo III. świadczy, iż B. Odoryk Zakonu Z. Franciszka, gdy prowadził ciała z sobą Braci Męczenników, i gdy się dom zajął z niemi na noclegu, tedy w jeden kąt się z niemi przytulił; trzy kąty domu zgorzały, ten został cały. Drugi raz na morzu wiatru pomyslnego nie mając, kostkę Świętą wrzucił, wlot wiać począł zgogdny do żeglugi.
Paweł II. Papież groby SS. Męczenników, co były extra muros Rzymu, do miasta posprowadzał, aby od
kowie Manną nazywaią. Ktorego cżasu obficie płynie, obfitość wszelką obiecuie obywatelom; ieśli skąpo się sącży, mierność też wszystkiego ominuie. Idem 14. Ianuarti. Vadingus Tomo III. swiadcży, iż B. Odoryk Zakonu S. Franciszka, gdy prowadził ciała z sobą Braci Męczennikow, y gdy się dom zaiął z niemi na noclegu, tedy w ieden kąt się z niemi przytulił; trzy kąty domu zgorzały, ten został cały. Drugi raz na morzu wiatru pomyslnego nie maiąc, kostkę Swiętą wrzucił, wlot wiać pocżął zgogdny do żeglugi.
Paweł II. Papież groby SS. Męcżennikow, co były extra muros Rzymu, do miasta posprowadzał, aby od
Skrót tekstu: ChmielAteny_III
Strona: 93
Tytuł:
Nowe Ateny, t. 3
Autor:
Benedykt Chmielowski
Miejsce wydania:
Lwów
Region:
Ziemie Ruskie
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty naukowo-dydaktyczne lub informacyjno-poradnikowe
Gatunek:
encyklopedie, kompendia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1754
Data wydania (nie wcześniej niż):
1754
Data wydania (nie później niż):
1754
Dworzanin Konstantyna W. Cesarza kupiwszy Folwark Joanny w Jeruzalem, i tam na fundacją Klasztora kopiąc fundamenta dzban znalazł gliniany marmurową nakryty tablicą z pismem Hebrajskim świadczącym, że to Głowa Z. Jana Syna Zachariasza; ten drogi depozyt ów wynalazca u siebie konserwował. A że był hojny dla podróżnych, Mnichów dwóch miał u siebie na noclegu, idących do Jeruzalem: tym Z. Jan przez sen objawił się, iż tam był, i żeby go z sobą wzięli. Jakoż z nią w mantyą alias w płaszcz uwinowszy uszli. Nie miała ta Świeta Relikwia po drogach od nich poszanowania, wiec się garnczarz z Egiptu do nich przywiązał towarzysz podroży; da
Dworzanin Konstantyna W. Cesarza kupiwszy Folwark Ioanny w Ieruzalem, y tam na fundacyą Klasztora kopiąc fundamenta dzban znalazł gliniany marmurową nakryty tablicą z pismem Hebrayskim swiadcżącym, że to Głowa S. Iana Syna Zacharyasza; ten drogi depozyt ow wynalazca u siebie konserwował. A że był hoyny dla podrożnych, Mnichow dwoch miał u siebie na noclegu, idących do Ieruzalem: tym S. Ian przez sen obiawił się, iż tam był, y żeby go z sobą wzieli. Iakoż z nią w mantyą alias w płascz uwinowszy uszli. Nie miała ta Swieta Relikwia po drogach od nich poszanowania, wiec sie garnczarz z Egyptu do nich przywiązał towarzysz podroży; da
Skrót tekstu: ChmielAteny_III
Strona: 150
Tytuł:
Nowe Ateny, t. 3
Autor:
Benedykt Chmielowski
Miejsce wydania:
Lwów
Region:
Ziemie Ruskie
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty naukowo-dydaktyczne lub informacyjno-poradnikowe
Gatunek:
encyklopedie, kompendia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1754
Data wydania (nie wcześniej niż):
1754
Data wydania (nie później niż):
1754
się w swoim śnie trwóg nie obawiają. Mnie sumnienie me zawsze trwoży, a za boki Strach lękającego się chwyta wielooki, A do kąd bieżę, niewiem? o do twej obrony Strachem zdjęty uciekam Boże niezmierzony! Lamentu dzień pierwszy.
Już noc odprawowała w swym pół drogi biegu, A ludzie snem przykryci przy lubym noclegu Sfatygowaną pamięć z dniowych prac uspioną Trzymali pod cichego milczenia zasłoną; A odemnie Morfeusz w stronę odstępuje; Bo mię turbuje trwoga, strach serce przejmuje. Zdrowia niemasz w mym ciele prze strach gniewu twego Boże, kościom pokoju od występku mego. Ty sam o wieczny Panie! o Boże litości Nie racz mię odstępować
się w swoim śnie trwog nie obawiáią. Mnie sumnienie me záwsze trwoży, á zá boki Strách lękáiącego się chwyta wielooki, A do kąd bieżę, niewiem? o do twey obrony Stráchem zdięty vćiekam Boże niezmierzony! Lámentu dźień pierwszy.
Iuż noc odpráwowáła w swym puł drogi biegu, A ludźie snem przykryći przy lubym noclegu Sfatygowáną pámięć z dniowych prác vspioną Trzymáli pod ćichego milczenia zasłoną; A odemnie Morpheusz w stronę odstępuie; Bo mię turbuie trwogá, strách serce przeymuie. Zdrowia niemász w mym ćiele prze strách gniewu tweg^o^ Boże, kośćiom pokoiu od występku mego. Ty sam o wieczny Pánie! o Boże lutośći Nie rácz mię odstępowáć
Skrót tekstu: BesKuligHer
Strona: 3
Tytuł:
Heraklit chrześcijański
Autor:
Piotr Besseusz
Tłumacz:
Mateusz Ignacy Kuligowski
Drukarnia:
Kollegium Scholarum Piarum
Miejsce wydania:
Warszawa
Region:
Mazowsze
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Tematyka:
religia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1694
Data wydania (nie wcześniej niż):
1694
Data wydania (nie później niż):
1694
hetmańskie, dopiero pułk królewski, na pułki hetmańskie, na pułki różnych panów, na przednią straż, na piechoty et id genus, to wszystko zaś wydawano z regestru, który już był pierwej, nim wojsko przyszło, do każdego magazynu podany. Tegoż zaś prowiantu taka suficiencja była, że nasi musieli połowę na każdym noclegu, co cztery mile, odchodzić. Potem już ku Widniowi, jak minęliśmy Berno miasteczko, nie mogli Niemcy wystarczyć dawać nam prowiantów, a to dla opustoszenia kraju przez inkursyją tatarską. I tak ciągnęliśmy do Dunaju, ku Tulnu miasteczku, natenczas wcale zburzonemu, gdzie tylko zamek jakikolwiek był i w nim praesidium.
hetmańskie, dopiero pułk królewski, na pułki hetmańskie, na pułki różnych panów, na przednią straż, na piechoty et id genus, to wszystko zaś wydawano z regestru, który już był pierwej, nim wojsko przyszło, do każdego magazynu podany. Tegoż zaś prowiantu taka sufficiencyja była, że nasi musieli połowę na każdym noclegu, co cztery mile, odchodzić. Potem już ku Widniowi, jak minęliśmy Berno miasteczko, nie mogli Niemcy wystarczyć dawać nam prowiantów, a to dla opustoszenia kraju przez inkursyją tatarską. I tak ciągnęliśmy do Dunaju, ku Tulnu miasteczku, natenczas wcale zburzonemu, gdzie tylko zamek jakikolwiek był i w nim praesidium.
Skrót tekstu: DyakDiar
Strona: 44
Tytuł:
Diariusz wiedeńskiej okazji
Autor:
Mikołaj Dyakowski
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Gatunek:
pamiętniki, relacje
Tematyka:
historia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
między 1717 a 1720
Data wydania (nie wcześniej niż):
1717
Data wydania (nie później niż):
1720
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Józef A. Kosiński, Józef Długosz
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Ministerstwo Obrony Narodowej
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1983
i luźnych więcej jak tysiąc, którzy w okamgnieniu rozkupili tiutiuń, każdy listek od ręki do ręki płacąc po orlance, tak, że kilka tysięcy, nie spodziewając się, zebrał orlanek, ufundowawszy sobie pierwej bezpieczeństwo u janczarów królewskich, którzy go pilnowali od napaści. Z pod Sabinowa, jakieśmy się ruszyli, tak na noclegu odłączył się Król od wojska i poszedł na miasteczko węgierskie Plawcze, a hetman z wojskiem ciągnął na Muszynę, miasteczko, do biskupstwa krakowskiego należące, gdzie odprawiwszy koło generalne wojskowe, a wojskowi pobrawszy asygnacyje, rozeszły się chorągwie na konsystencyje. Król zaś z Pławczy poszedł do Lubomli z senatorami, biskupami asystującymi, którędy też spieszył
i luźnych więcej jak tysiąc, którzy w okamgnieniu rozkupili tiutiuń, każdy listek od ręki do ręki płacąc po orlance, tak, że kilka tysięcy, nie spodziewając się, zebrał orlanek, ufundowawszy sobie pierwej bezpieczeństwo u janczarów królewskich, którzy go pilnowali od napaści. Z pod Sabinowa, jakieśmy się ruszyli, tak na noclegu odłączył się Król od wojska i poszedł na miasteczko węgierskie Plawcze, a hetman z wojskiem ciągnął na Muszynę, miasteczko, do biskupstwa krakowskiego należące, gdzie odprawiwszy koło generalne wojskowe, a wojskowi pobrawszy assygnacyje, rozeszły się chorągwie na konsystencyje. Król zaś z Pławczy poszedł do Lubomli z senatorami, biskupami asystującymi, którędy też spieszył
Skrót tekstu: DyakDiar
Strona: 88
Tytuł:
Diariusz wiedeńskiej okazji
Autor:
Mikołaj Dyakowski
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Gatunek:
pamiętniki, relacje
Tematyka:
historia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
między 1717 a 1720
Data wydania (nie wcześniej niż):
1717
Data wydania (nie później niż):
1720
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Józef A. Kosiński, Józef Długosz
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Ministerstwo Obrony Narodowej
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1983
. z Chudej Woli. Kiedyśmy jeździli z rewizorami ukryjskimi po Dzikich Polach, miałem jednego czeladnika przebieglca wielkiego; coś było abo Niemiec, abo Szkot, umiał po polsku, już to temu kilka lat, zwano go Lorenc Gielc. Ten, jako był własny szaławiła, w każdy kąt najźrzal; a na jednym noclegu, głęboko w polach, przy jednej studni, było kupa kamieni i trupich głów gromada. On tam gmerał tak długo, aż wygmerał księgi wielkie w opalonym klocu zawarte. Jedni mówili, że to Owidiuszowe; ale drudzy, mianowicie pop z Bilogroda, że to Sybille którejś. Czytać ich żaden nie mógł, bo charaktery
. z Chudej Woli. Kiedyśmy jeździli z rewizorami ukryjskimi po Dzikich Polach, miałem jednego czeladnika przebieglca wielkiego; coś było abo Niemiec, abo Szkot, umiał po polsku, już to temu kilka lat, zwano go Lorenc Gielc. Ten, jako był własny szaławiła, w każdy kąt najźrzal; a na jednym noclegu, głęboko w polach, przy jednej studni, było kupa kamieni i trupich głów gromada. On tam gmerał tak długo, aż wygmerał księgi wielkie w opalonym klocu zawarte. Jedni mówili, że to Owidyuszowe; ale drudzy, mianowicie pop z Bilogroda, że to Sybille którejś. Czytać ich żaden nie mógł, bo charaktery
Skrót tekstu: NowSakBad
Strona: 329
Tytuł:
Sakwy
Autor:
Cadasylan Nowohracki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
utwory synkretyczne
Gatunek:
satyry
Poetyka żartu:
tak
Data wydania:
nie wcześniej niż 1649
Data wydania (nie wcześniej niż):
1649
Data wydania (nie później niż):
1650
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Polska satyra mieszczańska. Nowiny sowiźrzalskie
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Karol Badecki
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Kraków
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Polska Akademia Umiejętności
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1950