chodzę.
Jeżeli wietrzyk między gałązkami Wieje i między liściem sobie poigrywa, Przypominam wzdychania, których z boleściami Miłość mi gwałtem aż z serca dobywa.
Gdy widzę, że się ptaszęta z miłości Całują i spajają z sobą nosek krzywy, Serce się rozstępuje i mówię z zazdrości: Przecz ci kontenci, a ja żałośliwy?
Jeśli ogrodnik kwiateczkom bujności Dodając, grzędy z banie drobną rosą moczy, Zarazem sobie wspomnię łzy, które w żałości, Nie osychając, toczą moje oczy;
Jeśli też jeden szczepek sadzi w drugi Albo z nadzieją plonu zasiewa ogrody, Ja myślę: ten w nadziei — ty za swe posługi Ani łaski proś, ni czekaj nadgrody.
chodzę.
Jeżeli wietrzyk między gałązkami Wieje i między liściem sobie poigrywa, Przypominam wzdychania, których z boleściami Miłość mi gwałtem aż z serca dobywa.
Gdy widzę, że się ptaszęta z miłości Całują i spajają z sobą nosek krzywy, Serce się rozstępuje i mówię z zazdrości: Przecz ci kontenci, a ja żałośliwy?
Jeśli ogrodnik kwiateczkom bujności Dodając, grzędy z banie drobną rosą moczy, Zarazem sobie wspomnię łzy, które w żałości, Nie osychając, toczą moje oczy;
Jeśli też jeden szczepek sadzi w drugi Albo z nadzieją plonu zasiewa ogrody, Ja myślę: ten w nadziei — ty za swe posługi Ani łaski proś, ni czekaj nadgrody.
Skrót tekstu: MorszAUtwKuk
Strona: 23
Tytuł:
Utwory zebrane
Autor:
Jan Andrzej Morsztyn
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1654
Data wydania (nie wcześniej niż):
1654
Data wydania (nie później niż):
1654
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Utwory zebrane
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Leszek Kukulski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1971
I podaje swoje sady Na gnady i na ungnady.
Przydaj wartę, żeby z drzewa Żołdat nie struł sobie trzewa: Śliwki szkodzą i te knechty Poślą wnet do grobu piechty.
Przy tym kto tu grabi, plewie, Lub w Adamie, lubo w Ewie, Wszytko to są chrześcijanie, Szkoda ich zabijać, panie.
Ogrodnik, człowiek spokojny, Nie chce i o żonę wojny; Gani Atrydesa fochy, Za błazny ma wszytkie Włochy.
Strzeż też, Boże, co ściąć ze pnia, Pociecze krew z bożka wstępnia, Bo tu w pniaku i w gałęzi Bogini się jakaś więzi.
Tu jest Dafnis, tu Syreny Córka płacze swej Mireny,
I podaje swoje sady Na gnady i na ungnady.
Przydaj wartę, żeby z drzewa Żołdat nie struł sobie trzewa: Śliwki szkodzą i te knechty Poślą wnet do grobu piechty.
Przy tym kto tu grabi, plewie, Lub w Adamie, lubo w Ewie, Wszytko to są chrześcijanie, Szkoda ich zabijać, panie.
Ogrodnik, człowiek spokojny, Nie chce i o żonę wojny; Gani Atrydesa fochy, Za błazny ma wszytkie Włochy.
Strzeż też, Boże, co ściąć ze pnia, Pociecze krew z bożka wstępnia, Bo tu w pniaku i w gałęzi Bogini się jakaś więzi.
Tu jest Dafnis, tu Syreny Córka płacze swej Mireny,
Skrót tekstu: MorszAUtwKuk
Strona: 340
Tytuł:
Utwory zebrane
Autor:
Jan Andrzej Morsztyn
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1654
Data wydania (nie wcześniej niż):
1654
Data wydania (nie później niż):
1654
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Utwory zebrane
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Leszek Kukulski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1971
okien i wszelakiego porządku.
Zszedszy na dół, izba wedle bramy, nazwiskiem Hajducka, bez pieca i drzwi złe, ławy wkoło są. W Sieni zaś tarcic gotowych leży na zamkową potrzebą dostatek.
Przeciwko tej zaś izby ogrodny Wojciech trzyma, gdzie rzeczy ogrodne chowa w tej izbie.
Izba nazwiskiem Krawiecka, w której Jasiński ogrodnik zioła chowa, ale ze wszytkim porządna.
Izba od Krawieckiej Izby idący, gdzie mieszkał IM. Pan Orlik, tam Jasiński ogrodnik, gdzie ze wszytkim porządna.
Izba przeciwko tej, gdzie teraz P. Malinowski mieszka, a burgrabi Zamku Żółkiewskiego, tam wszytko porządnie i komórka w tej izbie jest, gdzie konfiturnik cukry rabiał
okien i wszelakiego porządku.
Zszedszy na dół, izba wedle bramy, nazwiskiem Hajducka, bez pieca i drzwi złe, ławy wkoło są. W Sieni zaś tarcic gotowych leży na zamkową potrzebą dostatek.
Przeciwko tej zaś izby ogrodny Wojciech trzyma, gdzie rzeczy ogrodne chowa w tej izbie.
Izba nazwiskiem Krawiecka, w której Jasiński ogrodnik zioła chowa, ale ze wszytkim porządna.
Izba od Krawieckiej Izby idący, gdzie mieszkał JM. Pan Orlik, tam Jasiński ogrodnik, gdzie ze wszytkim porządna.
Izba przeciwko tej, gdzie teraz P. Malinowski mieszka, a burgrabi Zamku Żółkiewskiego, tam wszytko porządnie i komórka w tej izbie jest, gdzie konfiturnik cukry rabiał
Skrót tekstu: InwŻółkGęb
Strona: 120
Tytuł:
Inwentarz zamku w Żółkwi
Autor:
Anonim
Miejsce wydania:
Żółkiew
Region:
Ziemie Ruskie
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty urzędowo-kancelaryjne
Gatunek:
inwentarze
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1671
Data wydania (nie wcześniej niż):
1671
Data wydania (nie później niż):
1671
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Materiały źródłowe do dziejów kultury i sztuki XVI-XVIII w.
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Mieczysław Gębarowicz
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Wrocław
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Zakład Narodowy im. Ossolińskich
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1973
są. W Sieni zaś tarcic gotowych leży na zamkową potrzebą dostatek.
Przeciwko tej zaś izby ogrodny Wojciech trzyma, gdzie rzeczy ogrodne chowa w tej izbie.
Izba nazwiskiem Krawiecka, w której Jasiński ogrodnik zioła chowa, ale ze wszytkim porządna.
Izba od Krawieckiej Izby idący, gdzie mieszkał IM. Pan Orlik, tam Jasiński ogrodnik, gdzie ze wszytkim porządna.
Izba przeciwko tej, gdzie teraz P. Malinowski mieszka, a burgrabi Zamku Żółkiewskiego, tam wszytko porządnie i komórka w tej izbie jest, gdzie konfiturnik cukry rabiał, ale w Alkierzu powała się obaliła.
Izba od ogroda ze wszytkim porządna, bez zamku u drzwi, tylko klamka; gdzie
są. W Sieni zaś tarcic gotowych leży na zamkową potrzebą dostatek.
Przeciwko tej zaś izby ogrodny Wojciech trzyma, gdzie rzeczy ogrodne chowa w tej izbie.
Izba nazwiskiem Krawiecka, w której Jasiński ogrodnik zioła chowa, ale ze wszytkim porządna.
Izba od Krawieckiej Izby idący, gdzie mieszkał JM. Pan Orlik, tam Jasiński ogrodnik, gdzie ze wszytkim porządna.
Izba przeciwko tej, gdzie teraz P. Malinowski mieszka, a burgrabi Zamku Żółkiewskiego, tam wszytko porządnie i komórka w tej izbie jest, gdzie konfiturnik cukry rabiał, ale w Alkierzu powała się obaliła.
Izba od ogroda ze wszytkim porządna, bez zamku u drzwi, tylko klamka; gdzie
Skrót tekstu: InwŻółkGęb
Strona: 120
Tytuł:
Inwentarz zamku w Żółkwi
Autor:
Anonim
Miejsce wydania:
Żółkiew
Region:
Ziemie Ruskie
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty urzędowo-kancelaryjne
Gatunek:
inwentarze
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1671
Data wydania (nie wcześniej niż):
1671
Data wydania (nie później niż):
1671
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Materiały źródłowe do dziejów kultury i sztuki XVI-XVIII w.
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Mieczysław Gębarowicz
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Wrocław
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Zakład Narodowy im. Ossolińskich
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1973
, że w ogrodzie nie ma miejsca swego. A tenże owoc niesie, który w polu rodzi, I drzewo i owoc się niczemu nie godzi”. Drzewa zaś co baczniejsze na to powiedziały: „Nie frasuj się, siostrzyczko, czas to barzo mały Okaże, jako szczęście z cierniem się obchodzi. Niechaj baczny ogrodnik tędy się przechodzi, Ciernie wszystko zarazem z gruntu wykorzeni, Zły korzeń wyrzuciwszy, wszystkę mu złość zmieni. I jako się tu w ogród prawie samo wdarło, A na drzewa rodzajne złością swą upadło, Tak skoro je wyrzucą, uschnie gdzie na płocie, Abo będzie leżało więc kędy na błocie”. Tak więc baczny
, że w ogrodzie nie ma miejsca swego. A tenże owoc niesie, który w polu rodzi, I drzewo i owoc się niczemu nie godzi”. Drzewa zaś co baczniejsze na to powiedziały: „Nie frasuj się, siestrzyczko, czas to barzo mały Okaże, jako szczęście z cierniem się obchodzi. Niechaj baczny ogrodnik tędy się przechodzi, Ciernie wszystko zarazem z gruntu wykorzeni, Zły korzeń wyrzuciwszy, wszystkę mu złość zmieni. I jako się tu w ogród prawie samo wdarło, A na drzewa rodzajne złością swą upadło, Tak skoro je wyrzucą, uschnie gdzie na płocie, Abo będzie leżało więc kędy na błocie”. Tak więc baczny
Skrót tekstu: VerdBłażSet
Strona: 97
Tytuł:
Setnik przypowieści uciesznych
Autor:
Giovanni Mario Verdizzotti
Tłumacz:
Marcin Błażewski
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
przypowieści, specula (zwierciadła)
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1608
Data wydania (nie wcześniej niż):
1608
Data wydania (nie później niż):
1608
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Wilhelm Bruchnalski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Kraków
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Akademia Umiejętności
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1897
, ale i cepami zboża młóciły, tylko było nawozić. Urobił organy daleko foremniejsze niż w Lewoczy, słychać było głosy niemal półtrzeciej mile w mokry czas, a kiedy sucho abo mroźno, w półpięty. Tonstenstein kupił je do Skocjej i po dziś dzień grają.
Z Ciemiężyna do Trójbiedzic, P. Kopsadło. Hortulan abo ogrodnik, z Wyszogroda rodzic, miał kota, co mu wszytko w ogrodzie pomagał: i kropił, i sadził; a był morągowaty jako marmorowy. Był tak wyćwiczony, że kiedy mu zagrał na czym, podniózszy się i ogona, skakał w takt. Świecę na stole trzymał; ale jeśli głodny, to nic nie chciał
, ale i cepami zboża młóciły, tylko było nawozić. Urobił organy daleko foremniejsze niż w Lewoczy, słychać było głosy niemal półtrzeciej mile w mokry czas, a kiedy sucho abo mroźno, w półpięty. Tonstenstein kupił je do Skocyej i po dziś dzień grają.
Z Ciemiężyna do Trójbiedzic, P. Kopsadło. Hortulan abo ogrodnik, z Wyszogroda rodzic, miał kota, co mu wszytko w ogrodzie pomagał: i kropił, i sadził; a był morągowaty jako marmorowy. Był tak wyćwiczony, że kiedy mu zagrał na czym, podniózszy się i ogona, skakał w takt. Świecę na stole trzymał; ale jeśli głodny, to nic nie chciał
Skrót tekstu: NowSakBad
Strona: 333
Tytuł:
Sakwy
Autor:
Cadasylan Nowohracki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
utwory synkretyczne
Gatunek:
satyry
Poetyka żartu:
tak
Data wydania:
nie wcześniej niż 1649
Data wydania (nie wcześniej niż):
1649
Data wydania (nie później niż):
1650
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Polska satyra mieszczańska. Nowiny sowiźrzalskie
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Karol Badecki
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Kraków
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Polska Akademia Umiejętności
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1950
, porządne obory, Stajnie, gumno, a nadole Łaźnia z sadzawką w padole. Dwa ogrody: przestrzenniejszy Pod pałacem, ten zaś mniejszy; Choć nie wielki, przyznać muszę, Największemu zrówna, tuszę; A ten drugi dosyć wielki, W nim są drzewa, owoc wszelki. Wkoło kwater piękne płoty Zielone; ogrodnik złoty, Co je sadził, godzien chwały Wprawdzie i wielkiej pochwały. Nuż figownie nisko w ziemi, Rosną figi tuż przy ziemi; Może ich zaczasem mierzyć Korcem, trzeba temu wierzyć.
Kwiatki piękne, rozmaryny, Także sałaty, jarzyny. Inszych wypisać nie mogę, Lecz ich zakusić pomogę. Widzę jakiś staroświecki Szaniec,
, porządne obory, Stajnie, gumno, a nadole Łaźnia z sadzawką w padole. Dwa ogrody: przestrzenniejszy Pod pałacem, ten zaś mniejszy; Choć nie wielki, przyznać muszę, Największemu zrówna, tuszę; A ten drugi dosyć wielki, W nim są drzewa, owoc wszelki. Wkoło kwater piękne płoty Zielone; ogrodnik złoty, Co je sadził, godzien chwały Wprawdzie i wielkiej pochwały. Nuż figownie nizko w ziemi, Rostą figi tuż przy ziemi; Może ich zaczasem mierzyć Korcem, trzeba temu wierzyć.
Kwiatki piękne, rozmaryny, Także sałaty, jarzyny. Inszych wypisać nie mogę, Lecz ich zakusić pomogę. Widzę jakiś staroświecki Szaniec,
Skrót tekstu: JarzGośc
Strona: 81
Tytuł:
Gościniec abo krótkie opisanie Warszawy
Autor:
Adam Jarzębski
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Gatunek:
opisy geograficzne, opisy podróży
Tematyka:
architektura, geografia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1643
Data wydania (nie wcześniej niż):
1643
Data wydania (nie później niż):
1643
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Ignacy Chrzanowski, Władysław Korotyński
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Towarzystwo Opieki nad Zabytkami Przeszłości
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1909
prośba tak poważna, i sąsiedztwo samo Każą wolę twą czynić, moja zacna damo; Więc posyłam gryfików, nic to, choć ich muszki Trochę nadweredziły uriańskiej gruszki. Trudno dostać na starym, młodocianych, drewnie, Lecz świeży pniaczek sprawi, że się przyjmą pewnie: Kiedy się miazgi miazga chwyci, o czym lepiej Wie ogrodnik, karukiem mocniej nie przylepi. Nici, kłaków do tego potrzeba i klinu. Naraiłbym ja gryfik do twego dziardynu, Kiedyś z frukty myśliwa; w jakimkolwiek klocu Wszczepisz go, spodziewaj się przed rokiem owocu. Jako miły i smaczny, choć po tym znać samem, Że się nim Ewa w raju raczyła
prośba tak poważna, i sąsiedztwo samo Każą wolę twą czynić, moja zacna damo; Więc posyłam gryfików, nic to, choć ich muszki Trochę nadweredziły uryjańskiej gruszki. Trudno dostać na starym, młodocianych, drewnie, Lecz świeży pniaczek sprawi, że się przyjmą pewnie: Kiedy się miazgi miazga chwyci, o czym lepiej Wie ogrodnik, karukiem mocniej nie przylepi. Nici, kłaków do tego potrzeba i klinu. Naraiłbym ja gryfik do twego dziardynu, Kiedyś z frukty myśliwa; w jakimkolwiek klocu Wszczepisz go, spodziewaj się przed rokiem owocu. Jako miły i smaczny, choć po tym znać samem, Że się nim Ewa w raju raczyła
Skrót tekstu: PotFrasz3Kuk_II
Strona: 580
Tytuł:
Ogrodu nie wyplewionego część trzecia
Autor:
Wacław Potocki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Gatunek:
fraszki i epigramaty
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1677
Data wydania (nie wcześniej niż):
1677
Data wydania (nie później niż):
1677
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Dzieła
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Leszek Kukulski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1987
oddane. . Niepodobna, jako dobre wiśnie; rozenki nigdy takie tak śliczne być nie mogą. Pierwszą także razą tak dobrze zawieziono i tak w cale wiśnie oddane, że jakoby ich z drzewa dopiero urwał. Porzeczki także roboty du Baron arcydobre. W Żółkwi, znać, że cale zatracili wiśnie białe, bo zdrajca ogrodnik powiedział w Jaworowie, że jeszcze nie dojrzałe, a widzę, że ich cale nie masz. Trzeba do Żółkwi, moja panno, posłać Daniela, żeby tam smażył porzeczki, maliny i wiśnie. A 1'Espine rozkażę, żeby tam zrobił les framboises en dragee; ale on powiada, że to rzecz bardzo trudna. Przysłała
oddane. . Niepodobna, jako dobre wiśnie; rozenki nigdy takie tak śliczne być nie mogą. Pierwszą także razą tak dobrze zawieziono i tak w cale wiśnie oddane, że jakoby ich z drzewa dopiero urwał. Porzeczki także roboty du Baron arcydobre. W Żółkwi, znać, że cale zatracili wiśnie białe, bo zdrajca ogrodnik powiedział w Jaworowie, że jeszcze nie dojrzałe, a widzę, że ich cale nie masz. Trzeba do Żółkwi, moja panno, posłać Daniela, żeby tam smażył porzeczki, maliny i wiśnie. A 1'Espine rozkażę, żeby tam zrobił les framboises en dragee; ale on powiada, że to rzecz bardzo trudna. Przysłała
Skrót tekstu: SobJListy
Strona: 440
Tytuł:
Listy do Marysieńki
Autor:
Jan Sobieski
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
listy
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
między 1665 a 1683
Data wydania (nie wcześniej niż):
1665
Data wydania (nie później niż):
1683
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Leszek Kukulski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
"Czytelnik"
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1962
tarcic na zawiasach i hakach żelaznych, okno jedno małe w ołów, dobre. Do izby idący drzwi z tarcic także na zawiasach i hakach; z niej komora, do której drzwi takież, okna 2 w ołów także dobre, piec kachlowy dobry, kominek w lepiankę; snopkami pokryta. W tej chałupie mieszka Golenia ogrodnik. Blisko wału zanikowego jest chałupa stara, reparowana, chłopska, którą za kontraktem trzyma. Browar na dole, miejscami pod dachówką dobrą, miejscami złą, w podmusk, we 2 rygle, w lepiankę; od łęgu cwela zła, dlaczego od końca do końca podparty dla bezpieczności; z drugiej strony cale pogniły cwele,
tarcic na zawiasach i hakach żelaznych, okno jedno małe w ołów, dobre. Do izby idący drzwi z tarcic także na zawiasach i hakach; z niej komora, do której drzwi takież, okna 2 w ołów także dobre, piec kachlowy dobry, kominek w lepiankę; snopkami pokryta. W tej chałupie mieszka Golenia ogrodnik. Blisko wału zanikowego jest chałupa stara, reparowana, chłopska, którą za kontraktem trzyma. Browar na dole, miejscami pod dachówką dobrą, miejscami złą, w podmusk, we 2 rygle, w lepiankę; od łęgu cwela zła, dlaczego od końca do końca podparty dla bezpieczności; z drugiej strony cale pogniły cwele,
Skrót tekstu: InwChełm
Strona: 11
Tytuł:
Inwentarze dóbr biskupstwa chełmińskiego
Autor:
Anonim
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
Pomorze i Prusy
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty urzędowo-kancelaryjne
Gatunek:
inwentarze
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
między 1723 a 1747
Data wydania (nie wcześniej niż):
1723
Data wydania (nie później niż):
1747
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Ryszard Mienicki
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Toruń
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowe Wydawnictwo Naukowe
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1956