? co jedzenie? Do największej nędze Śmiem go równać, kto żywot prowadzi w włóczędze. A nuż w dom imojazdą szlachecki wyboczy, Gospodarz się na gościa skrzywi nieochoczy; Co byś dał, bez swojego żeby dyshonoru, Bez onej dyskrecyjej wymknąć z jego dworu. Suknie na grzbiet przystojnej i świeżego bota, Częściej opończą włożysz i skórnie dla błota. Lecz któż wszytkie podróżne wyliczy niesmaki! Wżdy i teraz niejeden znajduje się taki, Co na dyszlu umierać i niż gospodarzem, Trudu, kosztu nie łożąc, woli być pocztarzem. Nałóg druga natura w człowieku, a kto ma Ciało zawsze na wozie i umysł nie doma, Już tam statku
? co jedzenie? Do największej nędze Śmiem go równać, kto żywot prowadzi w włóczędze. A nuż w dom imojazdą szlachecki wyboczy, Gospodarz się na gościa skrzywi nieochoczy; Co byś dał, bez swojego żeby dyshonoru, Bez onej dyskrecyjej wymknąć z jego dworu. Suknie na grzbiet przystojnej i świeżego bota, Częściej opończą włożysz i skórnie dla błota. Lecz któż wszytkie podróżne wyliczy niesmaki! Wżdy i teraz niejeden znajduje się taki, Co na dyszlu umierać i niż gospodarzem, Trudu, kosztu nie łożąc, woli być posztarzem. Nałóg druga natura w człowieku, a kto ma Ciało zawsze na wozie i umysł nie doma, Już tam statku
Skrót tekstu: PotFrasz1Kuk_II
Strona: 24
Tytuł:
Ogród nie plewiony
Autor:
Wacław Potocki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Gatunek:
fraszki i epigramaty
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1677
Data wydania (nie wcześniej niż):
1677
Data wydania (nie później niż):
1677
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Dzieła
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Leszek Kukulski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1987
63 (F). MOSKIEWSKA ODPOWIEDŹ
Młodzian jeden, pieczenią rozbierając z wołu, Jakoś pana młodego opryśnie u stołu. A ten: „Opończe, nim mię co więcej doleci!” „Cóż — rzecze krajczy — albo kapie na Waszeci? Dosyć rychło, co prawda, kędy w dachu dziura, I pod opończą zmoknie benigna natura.” „A to jako?” Ów znowu: „Proszę bez urazy: Kto był raz kpem młodzieńcem, małżonkiem dwa razy.” 64 (P). OZDOBA NIE WYGODA WYGODA Z BRODY
Szlachcic jeden ubogi, ale z wielką brodą, Był u mnie; potem, skoro mu konia wywiodą
63 (F). MOSKIEWSKA ODPOWIEDŹ
Młodzian jeden, pieczenią rozbierając z wołu, Jakoś pana młodego opryśnie u stołu. A ten: „Opończe, nim mię co więcej doleci!” „Cóż — rzecze krajczy — albo kapie na Waszeci? Dosyć rychło, co prawda, kędy w dachu dziura, I pod opończą zmoknie benigna natura.” „A to jako?” Ów znowu: „Proszę bez urazy: Kto był raz kpem młodzieńcem, małżonkiem dwa razy.” 64 (P). OZDOBA NIE WYGODA WYGODA Z BRODY
Szlachcic jeden ubogi, ale z wielką brodą, Był u mnie; potem, skoro mu konia wywiodą
Skrót tekstu: PotFrasz1Kuk_II
Strona: 37
Tytuł:
Ogród nie plewiony
Autor:
Wacław Potocki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Gatunek:
fraszki i epigramaty
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1677
Data wydania (nie wcześniej niż):
1677
Data wydania (nie później niż):
1677
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Dzieła
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Leszek Kukulski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1987
wstało, Zawsze wino w kieliszkach pełnych zostawało, Naszych chłopców obrywka; bo jeszcze pan stoi, Jeszcze patrzy, a to już każdy swoję doi. Towarzysz, co podle mnie u obiadu siedzi, Wypiwszy wino, w szkleńcę uryny nacedzi I postawi przed sobą. Już się wety kończą; Pijak jeden, trzymając za panem opończą, Żeby kto inszy do niej nie uprzedził z boku, Ledwie staniem na nogach, jeszcze drugi kroku Od stołu się nie umknął, ten jako dopadnie Owej pełnej, mało co zostało się na dnie. Toż skoro go po garle niezwykły smak rzeże, Uważa, potem wącha i nie wprzód postrzeże, Aż drugi raz skosztuje
wstało, Zawsze wino w kieliszkach pełnych zostawało, Naszych chłopców obrywka; bo jeszcze pan stoi, Jeszcze patrzy, a to już każdy swoję doi. Towarzysz, co podle mnie u obiadu siedzi, Wypiwszy wino, w szkleńcę uryny nacedzi I postawi przed sobą. Już się wety kończą; Pijak jeden, trzymając za panem opończą, Żeby kto inszy do niej nie uprzedził z boku, Ledwie staniem na nogach, jeszcze drugi kroku Od stołu się nie umknął, ten jako dopadnie Owej pełnej, mało co zostało się na dnie. Toż skoro go po garle niezwykły smak rzeże, Uważa, potem wącha i nie wprzód postrzeże, Aż drugi raz skosztuje
Skrót tekstu: PotFrasz4Kuk_I
Strona: 417
Tytuł:
Fraszki albo Sprawy, Powieści i Trefunki.
Autor:
Wacław Potocki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Gatunek:
fraszki i epigramaty
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1669
Data wydania (nie wcześniej niż):
1669
Data wydania (nie później niż):
1669
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Dzieła
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Leszek Kukulski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1987
NA ZŁĄ ŻONĘ HERBU KOLUMNA
Z tej przyczyny jednego czynią ludzie świętem, Że całe trzydzieści lat stał na słupie prętem. Wziąłeś żonę herbu Słup, minęło trzydzieści; Czemuż się imię twoje w ten regiestr nie zmieści? Prawda, i tamten zażył wielkiego niewczasu, Przecież nigdy nie cierpiał, jako ty, hałasu. Opończą plutę; wiatr, mróz uskromisz kożuchem; Musisz we dnie i w nocy trwać gomon za uchem. Tamten, prawda, zawsze stał, choć go nogi bolą; Tobie leżeć i siedzieć dał twój słup na wolą. Ale częściej się trafia uciekać z chałupy. Wszytko źle, niechaj ściany podpierają słupy. 54. NA
NA ZŁĄ ŻONĘ HERBU KOLUMNA
Z tej przyczyny jednego czynią ludzie świętem, Że całe trzydzieści lat stał na słupie prętem. Wziąłeś żonę herbu Słup, minęło trzydzieści; Czemuż się imię twoje w ten regiestr nie zmieści? Prawda, i tamten zażył wielkiego niewczasu, Przecież nigdy nie cierpiał, jako ty, hałasu. Opończą plutę; wiatr, mróz uskromisz kożuchem; Musisz we dnie i w nocy trwać gomon za uchem. Tamten, prawda, zawsze stał, choć go nogi bolą; Tobie leżeć i siedzieć dał twój słup na wolą. Ale częściej się trafia uciekać z chałupy. Wszytko źle, niechaj ściany podpierają słupy. 54. NA
Skrót tekstu: PotPoczKuk_III
Strona: 418
Tytuł:
Poczet herbów szlachty
Autor:
Wacław Potocki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Gatunek:
herbarze
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1696
Data wydania (nie wcześniej niż):
1696
Data wydania (nie później niż):
1696
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Dzieła
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Leszek Kukulski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1987
było sztuki mięsa na obiad z Ogórkiem — Nie siędzie bez cymentu dziś za podwieczorkiem, Bez zwierzyn, bez konfitur, choćby z świata kraju; Przestało się na piwku — dziś wina z Tokaju: Więcej jedna kolejna, jedna go wiwata Wyszynkuje, niż piwa wyszło za trzy lata; Przedtem się jadło ledwie że nie pod opończą — Dziś kapela poczyna, gdzie trębacze skończą. Tego przy senatorskim sława chce dostatku; Prawda, że się to czasem mieni na ostatku: Jeśli śmierć nie uprzedzi tej odmiany cicha, Niejeden, w pół ustawszy, na fortunę wzdycha. Ktoć spadnie blisko kresu, nie tak ludzi śmieszy; Kto daleko, wędrować długo
było sztuki mięsa na obiad z Ogórkiem — Nie siędzie bez cymentu dziś za podwieczorkiem, Bez zwierzyn, bez konfitur, choćby z świata kraju; Przestało się na piwku — dziś wina z Tokaju: Więcej jedna kolejna, jedna go wiwata Wyszynkuje, niż piwa wyszło za trzy lata; Przedtem się jadło ledwie że nie pod opończą — Dziś kapela poczyna, gdzie trębacze skończą. Tego przy senatorskim sława chce dostatku; Prawda, że się to czasem mieni na ostatku: Jeśli śmierć nie uprzedzi tej odmiany cicha, Niejeden, w pół ustawszy, na fortunę wzdycha. Ktoć spadnie blisko kresu, nie tak ludzi śmieszy; Kto daleko, wędrować długo
Skrót tekstu: PotMorKuk_III
Strona: 58
Tytuł:
Moralia
Autor:
Wacław Potocki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Gatunek:
fraszki i epigramaty, pieśni
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1688
Data wydania (nie wcześniej niż):
1688
Data wydania (nie później niż):
1688
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Dzieła
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Leszek Kukulski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1987
przysięgi; Zwłaszcza dzieci nie mając. O, chciwość łakoma! Żyjąc prawie na dyszlu, mówić: miłe doma. 100. NA TOŻ PIĄTY RAZ
Swar, dym, deszcz, te o jednej sylabie trzy rzeczy Niemiłe doma czynią: komu żona skrzeczy, Komin kurzy, dach kapie — wolałby na wozie Pod opończą, abo żyć pod szopą w obozie. Jest na dach gont, na komin jest glina dziurawy; Ze swarliwą niewiastą nikt nie dojdzie sprawy. Mularz jej nie zalepi, cieśla nie załata: Kurzy i kapie. Chyba grobowa łopata. 101. PTACY BEZ NÓG
Są też ptacy apodes, jako o nich piszą, Bez
przysięgi; Zwłaszcza dzieci nie mając. O, chciwość łakoma! Żyjąc prawie na dyszlu, mówić: miłe doma. 100. NA TOŻ PIĄTY RAZ
Swar, dym, deszcz, te o jednej sylabie trzy rzeczy Niemiłe doma czynią: komu żona skrzeczy, Komin kurzy, dach kapie — wolałby na wozie Pod opończą, abo żyć pod szopą w obozie. Jest na dach gont, na komin jest glina dziurawy; Ze swarliwą niewiastą nikt nie dojdzie sprawy. Mularz jej nie zalepi, cieśla nie załata: Kurzy i kapie. Chyba grobowa łopata. 101. PTACY BEZ NÓG
Są też ptacy apodes, jako o nich piszą, Bez
Skrót tekstu: PotMorKuk_III
Strona: 64
Tytuł:
Moralia
Autor:
Wacław Potocki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Gatunek:
fraszki i epigramaty, pieśni
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1688
Data wydania (nie wcześniej niż):
1688
Data wydania (nie później niż):
1688
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Dzieła
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Leszek Kukulski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1987
w lisiej chodzi szubie, Szydłem suknią, igłą bot łata, a przy stole Łyżką kraje pieczenią, nożem kaszę kole, Cepami chce opasać, podpierać się worem, Siano żąć, żyto kosić, nadstawiać humorem Jawnej nędze, choć żebrze sztuki chleba z kijem, Śmieć drabowi, że szlachcic, sieść za stołem czyjem, Opończą drze w pogodę, suknią podczas mokwy, Takiemu piątej w głowie niedostaje krokwy. 320. GORĄCO UCHWYCIŁ
Zimny jeden, gorący drugi koniec w rożnie. Barzo trzeba, kto go chce, w kuchni brać ostrożnie. Palcem pierwej pomacać, ba, i to nie gołem, Nie chceszli garści brukać gorzej niż popiołem
w lisiej chodzi szubie, Szydłem suknią, igłą bot łata, a przy stole Łyżką kraje pieczenią, nożem kaszę kole, Cepami chce opasać, podpierać się worem, Siano żąć, żyto kosić, nadstawiać humorem Jawnej nędze, choć żebrze sztuki chleba z kijem, Śmieć drabowi, że szlachcic, sieść za stołem czyjem, Opończą drze w pogodę, suknią podczas mokwy, Takiemu piątej w głowie niedostaje krokwy. 320. GORĄCO UCHWYCIŁ
Zimny jeden, gorący drugi koniec w rożnie. Barzo trzeba, kto go chce, w kuchni brać ostrożnie. Palcem pierwej pomacać, ba, i to nie gołem, Nie chceszli garści brukać gorzej niż popiołem
Skrót tekstu: PotMorKuk_III
Strona: 189
Tytuł:
Moralia
Autor:
Wacław Potocki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Gatunek:
fraszki i epigramaty, pieśni
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1688
Data wydania (nie wcześniej niż):
1688
Data wydania (nie później niż):
1688
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Dzieła
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Leszek Kukulski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1987
MARSA
Syn ojca w cnotach, uczeń magistra w naukach Pierwszy czyni pamiątkę; już gaśnie we wnukach. A co dalej, to bardziej: trzeci wiek nie minie, Aż w potomstwie ojcowska pamiątka zaginie. Tak śnieg grudniowy trzyma styczeń abo luty, W marcu poczyna tajać, kwietniowe go pluty, Potem pieszczone ciepła majowe, opończą Zdjąwszy z ziemie habianą, ostatka dokończą. Aleć i trawę krótko letna pora trzyma, Bo, jako znowu, ziemię opanuje zima. Każda część w roku bywszy mija i zaś wraca, Słońce odmienia, słońce to koło obraca, Jedna kolej z początku trwa do końca świata. W człeku tylko nie idzie taka alternata
MARSA
Syn ojca w cnotach, uczeń magistra w naukach Pierwszy czyni pamiątkę; już gaśnie we wnukach. A co dalej, to bardziej: trzeci wiek nie minie, Aż w potomstwie ojcowska pamiątka zaginie. Tak śnieg grudniowy trzyma styczeń abo luty, W marcu poczyna tajać, kwietniowe go pluty, Potem pieszczone ciepła majowe, opończą Zdjąwszy z ziemie habianą, ostatka dokończą. Aleć i trawę krótko letna pora trzyma, Bo, jako znowu, ziemię opanuje zima. Każda część w roku bywszy mija i zaś wraca, Słońce odmienia, słońce to koło obraca, Jedna kolej z początku trwa do końca świata. W człeku tylko nie idzie taka alternata
Skrót tekstu: PotMorKuk_III
Strona: 261
Tytuł:
Moralia
Autor:
Wacław Potocki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Gatunek:
fraszki i epigramaty, pieśni
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1688
Data wydania (nie wcześniej niż):
1688
Data wydania (nie później niż):
1688
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Dzieła
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Leszek Kukulski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1987
śmiele, Którzy góry szerokim obłokiem zalegli, I tych, co do Kozaków szturmowali, strzegli. Toż gdy przyszła piechota, a przez trzy szeregi Dali w twarz ognia Turkom, natychmiast w rozbiegi Pójdą, pierzchną i próżno laski o nich tłucze Starszyna; bo skoro ich drugi raz przepłucze Deszcz ołowiany, który najtęższą przemoczy Opończą, i starszynę ta hałastra stłoczy; Ucieką. Kozacy też chcą za nimi z wału, Ale cóż, gdy nie masz sił z takiego opału; Szli Niemcy i Węgrowie, gdy nośne muszkiety Wypalą, łby pogaństwu karbując i grzbiety Kiedy się tu Kozacy z bisurmany kłócą, Z drugiej strony swe hałła Tatarzy bełkocą, Gdzie
śmiele, Którzy góry szerokim obłokiem zalegli, I tych, co do Kozaków szturmowali, strzegli. Toż gdy przyszła piechota, a przez trzy szeregi Dali w twarz ognia Turkom, natychmiast w rozbiegi Pójdą, pierzchną i próżno laski o nich tłucze Starszyna; bo skoro ich drugi raz przepłucze Deszcz ołowiany, który najtęższą przemoczy Opończą, i starszynę ta hałastra stłoczy; Ucieką. Kozacy też chcą za nimi z wału, Ale cóż, gdy nie masz sił z takiego opału; Szli Niemcy i Węgrowie, gdy nośne muszkiety Wypalą, łby pogaństwu karbując i grzbiety Kiedy się tu Kozacy z bisurmany kłócą, Z drugiej strony swe hałła Tatarzy bełkocą, Gdzie
Skrót tekstu: PotWoj1924
Strona: 165
Tytuł:
Transakcja Wojny Chocimskiej
Autor:
Wacław Potocki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
poematy epickie
Tematyka:
wojskowość
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1670
Data wydania (nie wcześniej niż):
1670
Data wydania (nie później niż):
1670
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Aleksander Brückner
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Kraków
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Zakład Narodowy im. Ossolińskich
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1924
płacisz należyto. Tam gdy inszych województw komisarze piszą, Pewnie się w obóz i ty nie wewleczesz myszą, Najpierwszej ziemie szafarz: coć z ozdobą naszą Przyzna wojsko, że nie ślesz po bazarach z flaszą; Nie patrzysz, gdzie się kurzy, gdzie mocno korzenią, Rychło cię pośle hetman prosić na pieczenią. Pod opończą nie jadasz, lecz na sławę braci Pełen twej cześci obóz: niech tak każdy traci! PRZEMOWA
Nie żebrzesz workowego. Jeśli żołnierzowi Nie dasz, pewnie nie weźmiesz: niech się tak obłowi Każdy na województwie! wszakeś jeszcze wioski Nie kupił, przestawając w cnocie na ojcoskiej. A kto w bratniej usłudze upatruje zysku,
płacisz należyto. Tam gdy inszych województw komisarze piszą, Pewnie się w obóz i ty nie wewleczesz myszą, Najpierwszej ziemie szafarz: coć z ozdobą naszą Przyzna wojsko, że nie ślesz po bazarach z flaszą; Nie patrzysz, gdzie się kurzy, gdzie mocno korzenią, Rychło cię pośle hetman prosić na pieczenią. Pod opończą nie jadasz, lecz na sławę braci Pełen twej cześci obóz: niech tak każdy traci! PRZEMOWA
Nie żebrzesz workowego. Jeśli żołnierzowi Nie dasz, pewnie nie weźmiesz: niech się tak obłowi Każdy na województwie! wszakeś jeszcze wioski Nie kupił, przestawając w cnocie na ojcoskiej. A kto w bratniej usłudze upatruje zysku,
Skrót tekstu: PotWoj1924
Strona: 404
Tytuł:
Transakcja Wojny Chocimskiej
Autor:
Wacław Potocki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
poematy epickie
Tematyka:
wojskowość
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1670
Data wydania (nie wcześniej niż):
1670
Data wydania (nie później niż):
1670
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Aleksander Brückner
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Kraków
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Zakład Narodowy im. Ossolińskich
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1924