strzała puszczona z cięciwy Prędko nie leci/ nigdy boju chciwy Tak żartko żołnierz/ na swym żartkim koniu Nie pokazuje po Marsowym błoniu. Jakom ja w ten czas/ częścią przestraszony/ Częścią niebieskim ogniem zapalony Czynił nadzwyczaj szalone poskoki/ A strach mię chwytał nie mały za boki. Jeszcze Cyntia w ciemnym złotogłowie/ Tkała Opończe na Szarej osnowie. Na niebie jasny Miesiąc świecił jeszcze/ Na pożądane gdym przybieżał miejsce. W gęstwie zarosłej/ gliną oblepiony/ Widziałem domek/ z chrostu upleciony/ Rzeka szumiąca podeń podpływała/ Między brzegami cichuchno szmerała: Stanę pod oknem otworzonym/ które Światło dawało od kagańca spore. I ujźrzę w cieniu
strzałá puszczona z ćięćiwy Prędko nie leći/ nigdy boiu chćiwy Tak żartko żołnierz/ na swym żartkim koniu Nie pokázuie po Marsowym błoniu. Iákom ia w ten czás/ częśćią przestraszony/ Częśćią niebieskim ogniem zapalony Czynił nadzwyczay szalone poskoki/ A strach mię chwytał nie mały zá boki. Ieszcze Cynthia w ćiemnym złotogłowie/ Tkáła Opończe na Szárey osnowie. Na niebie iasny Mieśiąc świecił ieszcze/ Na pożądáne gdym przybieżał mieysce. W gęstwie zarosłey/ gliną oblepiony/ Widźiałem domek/ z chrostu vplećiony/ Rzeka szumiąca podeń podpływała/ Między brzegami ćichuchno szmeráłá: Stánę pod oknem otworzonym/ ktore Swiatło dawało od kágáńcá spore. Y vyźrzę w ćieniu
Skrót tekstu: TwarKŁodz
Strona: C2
Tytuł:
Łódź młodzi z nawałności do brzegu płynąca
Autor:
Kasper Twardowski
Drukarnia:
Drukarnia dziedziców Jakuba Siebeneychera
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
poematy epickie
Tematyka:
religia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1618
Data wydania (nie wcześniej niż):
1618
Data wydania (nie później niż):
1618
kędyś na Żuławie, co także dzieci ukradką jada, ale jako urośnie, będzie podobno chłopy i niewiasty połykał. Ludzie się go barzo strzegą. Ma ostre kły kiernozie w gębie. Ex diario Prus: Heliae Volfangi Civis Dersavien.
(58) Roku 1629. W Tolkmocie był taki zdun, co kiwiory, kapelusze i opończe robił z gliny, polewane na deszcz, a nie barzo drogie. Czego mu zajrząc, knapi oskarżeli do sołtysa, powiadając, że kradł folardę pańską. Którego chcąc obiesić, podjął się taki piec zrobić, jakiego na świecie nie masz, a torfem tylko miał w nim palić, i to raz w rok w wigilią
kędyś na Żuławie, co także dzieci ukradką jada, ale jako urośnie, będzie podobno chłopy i niewiasty połykał. Ludzie sie go barzo strzegą. Ma ostre kły kiernozie w gębie. Ex diario Prus: Heliae Volfangi Civis Dersavien.
(58) Roku 1629. W Tolkmocie był taki zdun, co kiwiory, kapelusze i opończe robił z gliny, polewane na deszcz, a nie barzo drogie. Czego mu zajrząc, knapi oskarżeli do sołtysa, powiadając, że kradł folardę pańską. Którego chcąc obiesić, podjął sie taki piec zrobić, jakiego na świecie nie masz, a torfem tylko miał w nim palić, i to raz w rok w wigiliją
Skrót tekstu: SzemTorBad
Strona: 316
Tytuł:
Z nowinami torba kursorska
Autor:
Fryderyk Szembek
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
utwory synkretyczne
Gatunek:
satyry
Poetyka żartu:
tak
Data wydania:
1645
Data wydania (nie wcześniej niż):
1645
Data wydania (nie później niż):
1645
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Polska satyra mieszczańska. Nowiny sowiźrzalskie
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Karol Badecki
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Kraków
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Polska Akademia Umiejętności
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1950
dawno leży, połamawszy okowy już wyniść ma wieży. Niemniej Matkę wesołym rytmem przywitają, której też te przymioty spólnie przyznawają: «Tyś – mówią – bójnym prątkiem, a bez sęku, onym co w Jessowym zakwitnął ogrodzie zielonym, Tyś pełne rosy runo, gdy pałało słońce i zaś suche, gdy wołał Gedeon opończe. Tyś fórtą ślepym zamkiem zawartą, od której Bóg schował klucz, ani tam otworzy już wtóry; Tyś basztą Dawidową tak mocną i twardą, co i szturmom nasroższym stoisz zawsze hardą; Tyś Panienką i Matką – razem godna Bogu». A z tym nie chcąc odchodzą od świętego progu, jedno iż
dawno leży, połamawszy okowy już wyniść ma wieży. Niemniej Matkę wesołym rytmem przywitają, której też te przymioty spólnie przyznawają: «Tyś – mówią – bójnym prątkiem, a bez sęku, onym co w Jessowym zakwitnął ogrodzie zielonym, Tyś pełne rosy runo, gdy pałało słońce i zaś suche, gdy wołał Gedeon opończe. Tyś fórtą ślepym zamkiem zawartą, od której Bóg schował klucz, ani tam otworzy już wtóry; Tyś basztą Dawidową tak mocną i twardą, co i szturmom nasroższym stoisz zawsze hardą; Tyś Panienką i Matką – razem godna Bogu». A z tym nie chcąc odchodzą od świętego progu, jedno iż
Skrót tekstu: MiasKZbiór
Strona: 46
Tytuł:
Zbiór rytmów
Autor:
Kacper Miaskowski
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
Wielkopolska
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Gatunek:
epitafia, fraszki i epigramaty
Tematyka:
religia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1612
Data wydania (nie wcześniej niż):
1612
Data wydania (nie później niż):
1612
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Alina Nowicka-Jeżowa
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Instytut Badań Literackich PAN, Stowarzyszenie "Pro Cultura Litteraria"
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1995
ba i wszytka praeda, z gardła prawie temu nieprzyjacielowi wydarta została, której poganin sprosnie uciekając odbieżał.
Dopieroż gdy na zasieczy (bo przed kilką dni rozkazał był J. M. Pan Hetman lasy zasiec) Tatarowie trafili, za nastąpieniem i okrzykiem naszych, bo tam ciasne ścieżki, już i swoje rzeczy kazany, opończe miotali, kolbaki z pod siebie wyrzucali, i w rozsypkę poszli, niektórzy po lesiech piechotą których chłopi bili. Tak uciekali sromotnie, że w piątek równo ze dniem ośm mil za trzy godziny pod Chocimierzem padł ostatek tego pogaństwa. Kantemir sam trzykroć postrzelony; a raz w łeb, do tego przyszło że we dwudziestu koni
ba y wszytka praeda, z gardła prawie temu nieprzyiacielowi wydarta została, którey poganin sprosnie uciekaiąc odbieżał.
Dopierosz gdy na zasieczy (bo przed kilką dni roskazał był J. M. Pan Hetman lasy zasiec) Tatarowie trafili, za nastąpieniem y okrzykiem naszych, bo tam ciasne ścieżki, iuż y swoie rzeczy kazany, opończe miotali, kolbaki z pod siebie wyrzucali, y w rozsypkę poszli, niektórzy po lesiech piechotą których chłopi bili. Tak uciekali sromotnie, że w piątek równo ze dniem ośm mil za trzy godziny pod Chocimierzem padł ostatek tego pogaństwa. Kantemir sam trzykroć postrzelony; a raz w łeb, do tego przyszło że we dwudziestu koni
Skrót tekstu: TatKoniec
Strona: 256
Tytuł:
Pogrom Tatarski
Autor:
Anonim
Miejsce wydania:
Warszawa
Region:
Mazowsze
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Gatunek:
relacje
Tematyka:
wojskowość
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1624
Data wydania (nie wcześniej niż):
1624
Data wydania (nie później niż):
1624
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Pamiętniki o Koniecpolskich. Przyczynek do dziejów polskich XVII wieku
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Stanisław Przyłęcki
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Lwów
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Leon Rzewuski
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1842