odpowieda gniewie: „Odfiglowano mu też, bo wisi na drzewie.” „Nie nadają się — rzekę — skwapliwe dekrety, Niechajby był przynamniej strawił nocne wety.” 63 (F). MOSKIEWSKA ODPOWIEDŹ
Młodzian jeden, pieczenią rozbierając z wołu, Jakoś pana młodego opryśnie u stołu. A ten: „Opończe, nim mię co więcej doleci!” „Cóż — rzecze krajczy — albo kapie na Waszeci? Dosyć rychło, co prawda, kędy w dachu dziura, I pod opończą zmoknie benigna natura.” „A to jako?” Ów znowu: „Proszę bez urazy: Kto był raz kpem młodzieńcem, małżonkiem dwa
odpowieda gniewie: „Odfiglowano mu też, bo wisi na drzewie.” „Nie nadają się — rzekę — skwapliwe dekrety, Niechajby był przynamniej strawił nocne wety.” 63 (F). MOSKIEWSKA ODPOWIEDŹ
Młodzian jeden, pieczenią rozbierając z wołu, Jakoś pana młodego opryśnie u stołu. A ten: „Opończe, nim mię co więcej doleci!” „Cóż — rzecze krajczy — albo kapie na Waszeci? Dosyć rychło, co prawda, kędy w dachu dziura, I pod opończą zmoknie benigna natura.” „A to jako?” Ów znowu: „Proszę bez urazy: Kto był raz kpem młodzieńcem, małżonkiem dwa
Skrót tekstu: PotFrasz1Kuk_II
Strona: 37
Tytuł:
Ogród nie plewiony
Autor:
Wacław Potocki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Gatunek:
fraszki i epigramaty
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1677
Data wydania (nie wcześniej niż):
1677
Data wydania (nie później niż):
1677
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Dzieła
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Leszek Kukulski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1987
bokami robi. Więc rzymskie rękawiczki i pończoszki żenie, Nuż dzieciom to i owo, co tylko na ścienie, Wszytkiego mi potrzeba, widzę i na stole, A Francuz prezentuje, chwali, ile zdole. Na ostatek kapelusz kupiwszy i bindę, Wydam wszytko i z kramu bez pieniędzy wyńdę. Wtem deszcz. „Opończe nie masz. Kupcież ją co prędzej.” A sługa: „Mości panie, nie stało pieniędzy.” Idę przecie i moknę, już mi kapie z nosa,
Uprzedziła ozdoba potrzebę do trzosa. Szedłszy potem, śmiałem się sam z siebie w ostatku. Żal mi było marnego pieniędzy wydatku: Żyłżem ja
bokami robi. Więc rzymskie rękawiczki i pończoszki żenie, Nuż dzieciom to i owo, co tylko na ścienie, Wszytkiego mi potrzeba, widzę i na stole, A Francuz prezentuje, chwali, ile zdole. Na ostatek kapelusz kupiwszy i bindę, Wydam wszytko i z kramu bez pieniędzy wyńdę. Wtem deszcz. „Opończe nie masz. Kupcież ją co prędzej.” A sługa: „Mości panie, nie stało pieniędzy.” Idę przecie i moknę, już mi kapie z nosa,
Uprzedziła ozdoba potrzebę do trzosa. Szedszy potem, śmiałem się sam z siebie w ostatku. Żal mi było marnego pieniędzy wydatku: Żyłżem ja
Skrót tekstu: PotFrasz1Kuk_II
Strona: 95
Tytuł:
Ogród nie plewiony
Autor:
Wacław Potocki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Gatunek:
fraszki i epigramaty
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1677
Data wydania (nie wcześniej niż):
1677
Data wydania (nie później niż):
1677
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Dzieła
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Leszek Kukulski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1987
tych kłaść, nieboraku, Ślubów — kładźże je dzisiaj na żałosnym haku. Kładłem i na ołtarzu, co wiedzieć co razy, Alem je zawsze łomał, czym boskie obrazy We dwojem ściągnął na się, gdy miasto pokuty Grałem siewkę z Nim aże do dzisiejszej pluty, Gdzie przemokszy do nici, dopiero opończe Szukam, skoro i dzieci, i żywot mój kończę. Wżdy któregokolwiek dnia grzechów człek przestanie, Począwszy pobożnie żyć, pokutuje za nie, Ciało zdepce, wypowie służbę złemu światu, Dostąpi u bożego łaski majestatu. Nie urągajcie, grzechy, nie pastw się językiem Uszczypliwym, zazdrości, nade mną, grzesznikiem, Nad zdeptanym
tych kłaść, nieboraku, Ślubów — kładźże je dzisiaj na żałosnym haku. Kładłem i na ołtarzu, co wiedzieć co razy, Alem je zawsze łomał, czym boskie obrazy We dwojem ściągnął na się, gdy miasto pokuty Grałem siewkę z Nim aże do dzisiejszej pluty, Gdzie przemokszy do nici, dopiero opończe Szukam, skoro i dzieci, i żywot mój kończę. Wżdy któregokolwiek dnia grzechów człek przestanie, Począwszy pobożnie żyć, pokutuje za nie, Ciało zdepce, wypowie służbę złemu światu, Dostąpi u bożego łaski majestatu. Nie urągajcie, grzechy, nie pastw się językiem Uszczypliwym, zazdrości, nade mną, grzesznikiem, Nad zdeptanym
Skrót tekstu: PotAbKuk_III
Strona: 346
Tytuł:
Abrys ostatniego żalu
Autor:
Wacław Potocki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Gatunek:
treny, lamenty
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1691
Data wydania (nie wcześniej niż):
1691
Data wydania (nie później niż):
1691
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Dzieła
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Leszek Kukulski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1987
uściech, te ustawicznie trwały słowa, kto chce Państwa rozprzestrzenić swoje i nabyć sławy, ten się niech trzyma terminów słuszności. Zaczym i Wmć jesteś z tej pretensiej jego, i mów, miał w nabywaniu sławy, i honorów tarczą, toć się ja nie dziwuję że sławę w szabeltasach, a honory w trokach miasto opończe z sobą wozić raczysz. B. Totumfacki, Totumfacki, mój kochany Sekretarzu, który nie tylko o najmniejszych, nie miałeś nie masz, i mieć nie będziesz sekretach wiadomości, ale i nosa sobie po sekretarsku nie wydołasz utrzeć, wiedz dziś, naucz się i pomniej, iż sława chciwością samą i ządzą nabyta
vśćiech, te vstáwicznie trwáły słowá, kto chce Páństwá rosprzestrzenić swoie y nábyć sławy, ten się niech trzyma terminow słusznośći. Záczym y Wmć iesteś z tey praetensiey iego, y mow, miał w nábywániu sławy, y honorow tarczą, toć się ia nie dziwuię żę sławę w szábeltásách, á honory w trokách miásto opończe z sobą woźić raczysz. B. Totumfácki, Totumfacki, moy kochány Sekretarzu, ktory nie tylko o naymnieyszych, nie miałeś nie masz, y mieć nie będźiesz sekretách wiádomośći, ále y nosá sobie po sekretársku nie wydołasz vtrzeć, wiedz dźiś, náucz się y pomniey, iż sławá chćiwośćią sámą y ządzą nábyta
Skrót tekstu: AndPiekBoh
Strona: 67
Tytuł:
Bohatyr straszny
Autor:
Francesco Andreini
Tłumacz:
Krzysztof Piekarski
Drukarnia:
Mikołaj Aleksander Schedel
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
dramat
Gatunek:
dialogi
Poetyka żartu:
tak
Data wydania:
1695
Data wydania (nie wcześniej niż):
1695
Data wydania (nie później niż):
1695
będzie/ co rzeczesz/ gotowo. 22. Prou. 28. 20
Gdzie rozumu nie/ czas pomoże. Grabieżna klacza / kontentuje się i plewami. Głośny dzwonek zła sława. Gdzie dla dwu nagotują/ tam się trzeci naje. Gdy jedziesz w drogę/ ano piecze słońce/ Nie chroni się dla dżdża wziąć sobie opończe. Ingrediare viam, coelo licet vsq; sereno, Ad pluuias nunquam penula desit aquas. Gdzie kogo nie proszą/ tam go kijem wynoszą. Gdy się kto tobie barzo ofiaruje Albo cię już ciął/ albo ciąć gotuje. Głupi daje/ mądry bierze. Głośny bęben za górą/ a kiedy do nas przyjdzie/ alić
będźie/ co rzecżesz/ gotowo. 22. Prou. 28. 20
Gdźie rozumu nie/ cżás pomoże. Grábieżna klácżá / kontentuie się y plewámi. Głośny dzwonek zła sławá. Gdźie dla dwu nágotuią/ tám się trzeći náie. Gdy iedźiesz w drogę/ áno piecże słońce/ Nie chroni się dla dżdża wźiąć sobie opońcże. Ingrediare viam, coelo licet vsq; sereno, Ad pluuias nunquam penula desit aquas. Gdźie kogo nie proszą/ tám go kiiem wynoszą. Gdy się kto tobie bárzo ofiáruie Albo ćię iuż ćiął/ álbo ćiąć gotuie. Głupi dáie/ mądry bierze. Głośny bęben zá gorą/ á kiedy do nas przyidźie/ álić
Skrót tekstu: RysProv
Strona: B4
Tytuł:
Proverbium polonicorum
Autor:
Salomon Rysiński
Drukarnia:
Piotr Blastus Kmita
Miejsce wydania:
Lubcz
Region:
ziemie Wielkiego Księstwa Litewskiego
Typ tekstu:
mieszany
Rodzaj:
teksty perswazyjne
Gatunek:
przysłowia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1618
Data wydania (nie wcześniej niż):
1618
Data wydania (nie później niż):
1618