. Bo gdy często rozwazał, jakby miał poradzić Sobie, żeby na potem mógł wcześnie prowadzić W obfitem szczęściu lata swe, jeden uczony Mędrzec rozpowiedział mu o zwyczaju strony Onej życzliwie: to jest, jak już Panów wiele Obnażonych ze wszytkich dóbr obywatele Miasta na końcu roku za morze wygnali, Jak ni chleba, ni wiotchej płachetki nie dali.
Zrozumiawszy tedy czas prędko naznaczony, Którego miał być z tronu od miasta zrzucony, I na wyspę wygnany, a Królestwo one Dać po sobie drugiemu gwałtem zostawione, Otworzył skarby drogie, nad któremi władał, A nabrawszy dość złota; i dość skarbów, zadał Na tę wyspę, na której miał być,
. Bo gdy często rozwazał, iákby miał porádźić Sobie, żeby ná potem mogł wcześnie prowádźić W obfitem szcżęśćiu látá swe, ieden vczony Mędrzec rospowiedźiał mu o zwyczáiu strony Oney życzliwie: to iest, iák iuż Pánow wiele Obnażonych ze wszytkich dobr obywátele Miástá na końcu roku zá morze wygnáli, Iák ni chlebá, ni wiotchey płáchetki nie dáli.
Zrozumiawszy tedy czás prędko náznáczony, Ktorego miał bydź z thronu od miástá zrzucony, Y ná wyspę wygnány, á Krolestwo one Dáć po sobie drugiemu gwałtem zostáwione, Otworzył skárby drogie, nád ktoremi władał, A nábrawszy dość złota; y dość skárbow, zádał Ná tę wyspę, ná ktorey miał bydź,
Skrót tekstu: DamKuligKról
Strona: 100
Tytuł:
Królewic indyjski
Autor:
Jan Damasceński
Tłumacz:
Mateusz Ignacy Kuligowski
Drukarnia:
Mikołaj Aleksander Schedel
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
żywoty świętych
Tematyka:
religia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1688
Data wydania (nie wcześniej niż):
1688
Data wydania (nie później niż):
1688
barzo pierdziały, jazem musiał miasto nosa usy zatykać. A jeden, to jak pocwara jaki, zawiesiwsy na sobie dziezę, jak to kijami pocnie ją prac, to to tak becy, jak kiedy owo Pan B(og) po niebie z kołacami jeździ! A było ta- kich pocwar pod dwadzieścia set, przy tkorych płachetki rozwiesano rozmaite: na jednej bot żółty, sydło; na drugiej satan wie co pomachlowano! Oproc insych był na nietkorej chłop z kuśpielem, kozły, barany, woły, tkorem ściał bicykiem pognać; jacy, ze wysocko stały, nie mogłech dosiąć. Tkora to płachta jak pocął sołdra wykręcać, to to jak
barzo pierdziały, jazem musiał miasto nosa usy zatykać. A jeden, to jak pocwara jaki, zawiesiwsy na sobie dziezę, jak to kijami pocnie ją prac, to to tak becy, jak kiedy owo Pan B(og) po niebie z kołacami jezdzi! A było ta- kich pocwar pod dwadzieścia set, przy tkorych płachetki rozwiesano rozmaite: na jednej bot zołty, sydło; na drugiej satan wie co pomachlowano! Oproc insych był na nietkorej chłop z kuśpielem, kozły, barany, woły, tkorem ściał bicykiem pognać; jacy, ze wysocko stały, nie mogłech dosiąć. Tkora to płachta jak pocął sołdra wykręcać, to to jak
Skrót tekstu: BarMazBad
Strona: 276
Tytuł:
Prawdziwa jazda Bartosza Mazura
Autor:
Anonim
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
utwory synkretyczne
Gatunek:
satyry
Tematyka:
obyczajowość
Poetyka żartu:
tak
Data wydania:
1643
Data wydania (nie wcześniej niż):
1643
Data wydania (nie później niż):
1643
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Polska satyra mieszczańska. Nowiny sowiźrzalskie
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Karol Badecki
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Kraków
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Polska Akademia Umiejętności
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1950