z daleka i z bliska.” Tak bywało przed laty. Aksamitna dzisia, Sobola będzie abo ferezyja rysia Na chłopku, choćby mu też dobra i barania, Nikt nań nie kracze, owszem, z daleka się kłania. Nikt nie mógł w karmazynie chodzić okrom szlachty; Inszym gunie, siermięgi, derhy, zgrzebne płachty. Stąd kiedy kto wątpliwym herbu swego synem, Po dziś dzień go Polacy zwą niekarmazynem. Już go dziś nie ma Kraków, zły znak, nie ma Wilno; Żeby w szlachcie nie zginął, trzeba czuć, a pilno. 125. NADZIEJA W UTRAPIENIU PORTEM
Nic to, choć tego roku siane zginie zboże; Siej
z daleka i z bliska.” Tak bywało przed laty. Aksamitna dzisia, Sobola będzie abo ferezyja rysia Na chłopku, choćby mu też dobra i barania, Nikt nań nie kracze, owszem, z daleka się kłania. Nikt nie mógł w karmazynie chodzić okrom szlachty; Inszym gunie, siermięgi, derhy, zgrzebne płachty. Stąd kiedy kto wątpliwym herbu swego synem, Po dziś dzień go Polacy zwą niekarmazynem. Już go dziś nie ma Kraków, zły znak, nie ma Wilno; Żeby w szlachcie nie zginął, trzeba czuć, a pilno. 125. NADZIEJA W UTRAPIENIU PORTEM
Nic to, choć tego roku siane zginie zboże; Siej
Skrót tekstu: PotMorKuk_III
Strona: 76
Tytuł:
Moralia
Autor:
Wacław Potocki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Gatunek:
fraszki i epigramaty, pieśni
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1688
Data wydania (nie wcześniej niż):
1688
Data wydania (nie później niż):
1688
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Dzieła
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Leszek Kukulski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1987
jest rozłożona/ na kształt Rzymskich legij/ po prowincjach. Nie bijają się Tartarowie pieszo pospolicie/ oprócz Vachenów/ którzy nie są od wielkim Chamem. Oręże ich przedniejsze jest łuk z strzałami/ którymi wiele mogą/ tak uciekając/ jako i nacierając. Jadą na wojnę lekko i nie obciążeni: nawiętsze ich rupieci są niektóre płachty abo opończe tkane/ pod które się schraniają kiedy idzie deszcz. Żywią się po więtszej części mlekiem/ które oni odjąwszy wprzód masło/ suszą na słońcu: a czasu potrzeby/ krwią szkap swych. Na wojnach nie ścierają się wstępnym bojem z nieprzyjacioły/ ale ich biją z boków i z przodku/ puszczając ustawicznie jako deszcz
iest rozłożona/ ná kształt Rzymskich legiy/ po prouinciách. Nie biiáią się Tártárowie pieszo pospolićie/ oprocz Váchenow/ ktorzy nie są od wielkim Chámem. Oręże ich przednieysze iest łuk z strzałámi/ ktorymi wiele mogą/ ták vćiekáiąc/ iáko y náćieráiąc. Iádą ná woynę lekko y nie obćiążeni: nawiętsze ich rupieći są niektore płáchty ábo opończe tkáne/ pod ktore się zchraniáią kiedy idźie descz. Zywią się po więtszey częśći mlekiem/ ktore oni odiąwszy wprzod másło/ suszą na słońcu: á czásu potrzeby/ krwią szkap swych. Ná woynách nie śćieráią się wstępnym boiem z nieprzyiaćioły/ ále ich biią z bokow y z przodku/ pusczáiąc vstáwicznie iáko descz
Skrót tekstu: BotŁęczRel_III
Strona: 87
Tytuł:
Relacje powszechne, cz. III
Autor:
Giovanni Botero
Tłumacz:
Paweł Łęczycki
Drukarnia:
Mikołaj Lob
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Gatunek:
opisy geograficzne
Tematyka:
egzotyka, geografia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1609
Data wydania (nie wcześniej niż):
1609
Data wydania (nie później niż):
1609