, choć nic nie zgubi. My Chrześcijanie jemy, i na Wielkanoc słoninę święciemy, bo jesteśmy od Chrystusa uwolnieni od prawa Żydowskiego. Locha wiele razy na rok ma mieć prosięta, i wieleich razem wydać, niemoże żaden Ekonomista determinować, ad summum razy dwa; bo to należy do natury lochy, bardzo albo mało płodnej; do dobrego kamienia, i swawolnej natury. Na lato locha oproszona piękne wyprowadzi prosięta: w zimie oproszona, jeśli wielkiej wygody, ciepła mieć nie będą, wyginą dla zimna, i zawieruchy. Prosięta w len puszczone nim się zabijają. Chorobie świniej zabieżysz, jeśli w koryta włożysz lisią, albo psią głowę suchą,
, choć nic nie zgubi. My Chrześcianie iemy, y na Wielkanoc słoninę swięciemy, bo iesteśmy od Chrystusa uwolnieni od prawa Zydowskiego. Locha wiele rázy na rok ma mieć prosięta, y wieleich razem wydać, niemoże żaden Ekonomista determinować, ad summum razy dwa; bo to należy do natury lochy, bardzo albo mało płodney; do dobrego kamienia, y swawolney natury. Na lato locha oproszona piękne wyprowadzi prosięta: w zimie oproszona, ieżli wielkiey wygody, ciepła mieć nie będą, wyginą dla zimna, y zawieruchy. Prosięta w len puszczone nim się zabiiaią. Chorobie swiniey zabieżysz, iezli w korytá włożysz lisią, albo psią głowę suchą,
Skrót tekstu: ChmielAteny_III
Strona: 369
Tytuł:
Nowe Ateny, t. 3
Autor:
Benedykt Chmielowski
Miejsce wydania:
Lwów
Region:
Ziemie Ruskie
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty naukowo-dydaktyczne lub informacyjno-poradnikowe
Gatunek:
encyklopedie, kompendia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1754
Data wydania (nie wcześniej niż):
1754
Data wydania (nie później niż):
1754
POCZET HERBÓW szlachty Korony Polskiej i Wielkiego Księstwa Litewskiego
Gniazdo i perspektywa staroświeckiej cnoty, płodnej matki wszytkich świętych i świeckich ozdób po całym świecie, a mianowicie w ojczyźnie naszej, gdzie złotej, w puchu białego Orła wychowanej wolności, jasnemu męstwa, powagi i statku zaraz od pieluch nawykają słońcu Gdzie pomnożenie chwały bożej, całość i nieśmiertelna sława ojczyzny, swoboda tych narodów obu, prześwietna jasność pańskiego przez lat dwanaście set
POCZET HERBÓW szlachty Korony Polskiej i Wielkiego Księstwa Litewskiego
Gniazdo i perspektywa staroświeckiej cnoty, płodnej matki wszytkich świętych i świeckich ozdób po całym świecie, a mianowicie w ojczyźnie naszej, gdzie złotej, w puchu białego Orła wychowanej wolności, jasnemu męstwa, powagi i statku zaraz od pieluch nawykają słońcu Gdzie pomnożenie chwały bożej, całość i nieśmiertelna sława ojczyzny, swoboda tych narodów obu, prześwietna jasność pańskiego przez lat dwanaście set
Skrót tekstu: PotPoczKuk_III
Strona: 381
Tytuł:
Poczet herbów szlachty
Autor:
Wacław Potocki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Gatunek:
herbarze
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1696
Data wydania (nie wcześniej niż):
1696
Data wydania (nie później niż):
1696
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Dzieła
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Leszek Kukulski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1987
wydają za Mahometanówcum periculo perversionis, tacy to są Greccy Kazistowie Biskupi i Księża idą u nich na wojnę jak Laicy, zakrwawionemi rękami w batali, idą ad incruentum Sacrificium: Bogatsi i Panowie mając się żenić, Kościoły wystawiają, których stąd jest tam mnóstwo, ale ubogie, nie porządne, walące się: Zonie nie płodnej, lub podejzrzanej w Wierze Małżeńskiej łatwo rozwód dają: konających duszą jak Żydzi: Ormiańskich Kościołów i Nabożeństw dziwnie nie nawidzą; choćby któremu w nogę ciernie wlazło po przed Kościół Ormiański idącemu, tedy nie ma się schylić, do ciernia z nogi wyciągnienia; ani chramać, aby się tym samym nie zdał kłaniać i wenerować Kościół
wydáią zá Máchometanowcum periculo perversionis, tacy to są Greccy Kazistowie Biskupi y Xięża idą u nich ná woynę iak Laicy, zákrwáwionemi rękámi w batáli, idą ad incruentum Sacrificium: Bogatsi y Pánowie maiąc się żenić, Kościoły wystáwiaią, ktorych ztąd iest tam mnostwo, ale ubogie, nie porządne, wálące się: Zonie nie płodney, lub podeyzrzáney w Wierze Máłżeńskiey łatwo rozwod dáią: konáiących duszą iák Zydźi: Ormiańskich Kościołow y Nábożeństw dźiwnie nie náwidzą; choćby ktoremu w nogę ciernie wlázło po przed Kościoł Ormiański idącemu, tedy nie má się schylić, do ciernia z nogi wyciągnienia; áni chrámać, aby się tym samym nie zdáł kłaniać y wenerowáć Kościoł
Skrót tekstu: ChmielAteny_II
Strona: 512
Tytuł:
Nowe Ateny, t. 2
Autor:
Benedykt Chmielowski
Drukarnia:
J.K.M. Collegium Societatis Iesu
Miejsce wydania:
Lwów
Region:
Ziemie Ruskie
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty naukowo-dydaktyczne lub informacyjno-poradnikowe
Gatunek:
encyklopedie, kompendia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1746
Data wydania (nie wcześniej niż):
1746
Data wydania (nie później niż):
1746
, także ugłaskane Ptastwo gładzi, a kiedy jakie w padnie zwierze W paszczękę, albo w spony, myśliwiec łup bierze; Jastrzęba zaś za pracą główką kontentuje, A charta w nętrznościami zwierząt odprawuje: Tak i ty będąc chciwy w tem z poddanych wielu Państwie, do tego zmierzasz swą chciwością celu, Abyć i z płodnej ziemi od wszelkiego stanu I z niezbrodzonego szedł trybut oceanu. A za te ochotne twych poddanych roboty, Na siebie złoto biorąc, im tylko blask złoty Rzucasz w oczy; i mówisz, że o nich staranie Masz, a ty wieczne onym gotujesz karanie, A naprzód sobie; bo dość masz, jak mniemam, na
, tákże vgłaskáne Ptástwo głádźi, á kiedy iákie w pádnie zwierze W paszczekę, álbo w spony, myśliwiec łup bierze; Iástrzębá záś zá pracą głowką kontentuie, A chártá w nętrznościámi zwierząt odpráwuie: Tak y ty będąc chćiwy w tem z poddánych wielu Páństwie, do tego zmierzasz swą chćiwośćią celu, Abyć y z płodney źiemi od wszelkiego stanu Y z niezbrodzonego szedł trybut oceánu. A zá te ochotne twych poddánych roboty, Ná śiebie złoto biorąc, im tylko blásk złoty Rzucasz w oczy; y mowisz, że o nich stáránie Masz, á ty wieczne onym gotuiesz karánie, A naprzod sobie; bo dość masz, iák mniemam, ná
Skrót tekstu: DamKuligKról
Strona: 167
Tytuł:
Królewic indyjski
Autor:
Jan Damasceński
Tłumacz:
Mateusz Ignacy Kuligowski
Drukarnia:
Mikołaj Aleksander Schedel
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
żywoty świętych
Tematyka:
religia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1688
Data wydania (nie wcześniej niż):
1688
Data wydania (nie później niż):
1688
statecznych, pod swój znak zaciąga, Kogo odwłoka trudność nieodstrasza; Idź a z uwagą pismo w Grocie czytaj, Albo go odrzuć, albo się go chwytaj. Nie zdał się i w tym ADOLF być uparty, Uczcił misterną sztukę Kupidyna, Stał on przy skale, łokciem o nią wsparty, Poznał po członkach, płodnej Matki Syna, Ciało jak żywe, bo w niem skaczą żyłki Chciał go całować, bez gustu omyłki. W ręce pochodnią, nad śnieg bielszą trzyma, Z niej zamiast ognia, woda długie sznury, Na sufit rzuca, zda się że poddymał Wiatr iskry, które, od dołu do gury, Z impetem swoje krople
státecznych, pod swoy znák záciąga, Kogo odwłoka trudność nieodstrásza; Jdź á z uwágą pismo w Groćie czytay, Albo go odrzuć, álbo się go chwytay. Nie zdáł się y w tym ADOLF być upárty, Uczćił misterną sztukę Kupidyna, Stał on przy skale, łokciem o nią wspárty, Poznáł po członkach, płodney Mátki Syna, Ciało iák żywe, bo w niem skáczą żyłki Chciał go cáłować, bez gustu omyłki. W ręce pochodnią, nád śnieg bielszą trzyma, Z niey zámiast ognia, woda długie sznury, Ná sufit rzuca, zda się że poddymał Wiátr iskry, ktore, od dołu do gury, Z impetem swoie krople
Skrót tekstu: DrużZbiór
Strona: 48
Tytuł:
Zbiór rytmów
Autor:
Elżbieta Drużbacka
Miejsce wydania:
Warszawa
Region:
Mazowsze
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
utwory synkretyczne
Gatunek:
pieśni, poematy epickie, satyry, żywoty świętych
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1752
Data wydania (nie wcześniej niż):
1752
Data wydania (nie później niż):
1752
wysiadło. Jest/ a ślepo sięciemne odchlisko rozpadło. Jest pochodzista droga/ którą ociętnego Na dzień/ i śliczny promień/ oczy krzywiacego/ Z diamentu łańcuchy/ Cerbera dopadszy/ Wywindował Herkules; a ów się roziadszy Wiatr napełnił oszczeki oraz trzyraźnemu/ Kpianmi/ pola spryskał zielone/ białemi. Te sięsnadź postrzepały/ i dopądszy płodnej/ I bujnej ziemie karmiej/ mocy doszyły szkodnej. Które że się po skałach twardych wzbyt udają/ Akonitem je ludzie prości nazywają. A to Egeus/ by więc nieprzyjacielowi/ Podał wypić/ za zdradą żeniną/ synowi. Trzymałpodany kubek/ Teseus nieobaczny; Gdy ojciec/ na mieczowej głowicy/ swój znaczny Herb
wyśiádło. Iest/ á ślepo sięćiemne odchlisko rospádło. Iest pochodźista drogá/ ktorą oćiętnego Ná dźien/ y śliczny promień/ oczy krzywiacego/ Z dyámentu łáncuchy/ Cerberá dopadszy/ Wywindował Herkules; á ow się roziadszy Wiátr nápełnił oszczeki oraz trzyráźnemu/ Kpiánmi/ polá spryskał źielone/ białemi. Te sięsnadź postrzepáły/ y dopądszy płodney/ Y buyney źiemie karmiey/ mocy doszyły szkodney. Ktore że się po skáłách twárdych wzbyt vdáią/ Akonitem ie ludźie prośći názywáią. A to AEgeus/ by więc nieprzyiaćielowi/ Podał wypić/ zá zdrádą żeniną/ synowi. Trzymałpodány kubek/ Teseûs nieobáczny; Gdy oyćiec/ ná mieczowey głowicy/ swoy znáczny Herb
Skrót tekstu: OvŻebrMet
Strona: 173
Tytuł:
Metamorphoseon
Autor:
Publius Ovidius Naso
Tłumacz:
Jakub Żebrowski
Drukarnia:
Franciszek Cezary
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
poematy epickie
Tematyka:
mitologia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1636
Data wydania (nie wcześniej niż):
1636
Data wydania (nie później niż):
1636
tych sobie bronisz/ i żałujesz. Tak innych oszukawszy sam się oszukujesz.
Na utratnego. AMfiarego niegdy ziemia zżarła. Tyś zaś ziemię zżarł w zbytku swego garła.
Z łacińskiego. PIerwszemu mężu/ niewierna drugiemu/ Pod Kaptur Paula nieznana żadnemu: Czystą dla sławy/ i kary; z niewoli: Niechcąc nasienia płodnej zwierzać roli. Choć ją miłośnik częsty usiłował; Kiedy jej jeden/ więc nikt niemiłościwą mianował.
Do Hanny. Hanno niewyjezdzaj ku mnie/ Z sławą Dziadów twoich dumnie/ Dworzanek I. Gawińskiego/
Co mi po nich/ co i tobie W cudzej szczycić się ozdobie. Nic i ta zwierzchnia krasota/ Jeśli jej nie
tych sobie bronisz/ y żáłuiesz. Ták innych oszukáwszy sam się oszukujesz.
Ná vtrátnego. AMphiárego niegdy źiemiá zżárła. Tyś záś źiemię zżárł w zbytku swego gárłá.
Z lácińskiego. PIerwszemu mężu/ niewierna drugiemu/ Pod Káptur Paulá nieznána żadnemu: Czystą dla sławy/ y káry; z niewoli: Niechcąc naśienia płodney zwierzáć roli. Choć ią miłośnik częsty vśiłował; Kiedy iey ieden/ więc nikt niemiłościwą miánował.
Do Hánny. Hanno niewyiezdzay ku mnie/ Z sławą Dźiádow twoich dumnie/ Dworzánek I. Gawinskiego/
Co mi po nich/ co y tobie W cudzey sczyćić się ozdobie. Nic y tá zwierzchnia krasotá/ Ieśli iey nie
Skrót tekstu: GawDworz
Strona: 63
Tytuł:
Dworzanki albo epigramata polskie
Autor:
Jan Gawiński
Drukarnia:
Balcer Smieszkowicz
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Gatunek:
fraszki i epigramaty
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1664
Data wydania (nie wcześniej niż):
1664
Data wydania (nie później niż):
1664
koniec zepsowanego w obyczajach kraju nastąpić musi.
Strasznym na potomne wieki przykładem idącej w tropy za niepomierną szczęśliwością zguby stały się Inflanty. Pięćdziesiąt- letni żadną z boku przeciwnością niezalterowany pokoj wprowadził w kraj obfitujący nie tylko do potrzeby, albo wygody, ale do wszelkiej rozkoszy dostatek; z dostatków rodził się zbytek: z tej zaś płodnej wszelkiego złego matki rozkrzewiły się emulacje w aparencjach, rozrzutność w biesiadach, wyuzdana w rozkoszach rozpusta, wiarołomna u Księży, i Krzyżaków lubieżność. A zatym nastąpiło skwapliwe chwytanie się takowej zwodniczej religii, która pobłażając występkom, a chuciom dogadzając, i poślubioną Bogu czystość za nic nie ważąc, dokuczające zawiedzionego sumnienia gryzoty potłumiała, i
koniec zepsowanego w obyczajach kraju nastąpić muśi.
Strasznym na potomne wieki przykładem idącey w tropy za niepomierną szczęśliwośćią zguby stały śię Inflanty. Pięćdźieśiąt- letni żadną z boku przećiwnośćią niezalterowany pokoy wprowadźił w kray obfitujący nie tylko do potrzeby, albo wygody, ale do wszelkiey rozkoszy dostatek; z dostatkow rodźił śię zbytek: z tey zaś płodney wszelkiego złego matki rozkrzewiły śię emulacye w apparencyach, rozrzutność w bieśiadach, wyuzdana w roskoszach rospusta, wiarołomna u Xięży, y Krzyżakow lubieżność. A zatym nastąpiło skwapliwe chwytanie śię takowey zwodniczey religii, która pobłażając występkom, á chućiom dogadzając, y poślubioną Bogu czystość zá nic nie ważąc, dokuczające zawiedźionego sumnienia gryzoty potłumiała, y
Skrót tekstu: HylInf
Strona: 88
Tytuł:
Inflanty w dawnych swych i wielorakich aż do wieku naszego dziejach i rewolucjach
Autor:
Jan August Hylzen
Drukarnia:
Drukarnia J.K.M. Akademicka Societatis Iesu
Miejsce wydania:
Wilno
Region:
ziemie Wielkiego Księstwa Litewskiego
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Gatunek:
traktaty
Tematyka:
historia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1750
Data wydania (nie wcześniej niż):
1750
Data wydania (nie później niż):
1750