A natrudniej odeprzeć takiemu deszczowi, Co przez hełmy przechodzi i szkodzi wzrokowi.
CXII.
Barziej pewnie te łaźnie, niż miecze, szkodziły; I wapna, wysypane z góry, toż czyniły I ognie wyciśnione na nieprzyjacioły I w naczyniach z siarkami przyprawione smoły, Nuż obręczy puszczone i koła ogniste, Które na wszytkie strony swoje płomieniste, I tam i sam szerząc się, włosy rozpuszczały I przykre Sarracenom wieńce posyłały.
CXIII.
Wtem król z Sarce gnał pod mur długi pułk sprawiony, Od Buralda z Ormidą mężnem prowadzony; Za Buraldem, swem wodzem, Garamanci idą, Następują z Marmundy hufce za Ormidą; Klarynda podle siebie ma z lewego boku,
A natrudniej odeprzeć takiemu deszczowi, Co przez hełmy przechodzi i szkodzi wzrokowi.
CXII.
Barziej pewnie te łaźnie, niż miecze, szkodziły; I wapna, wysypane z góry, toż czyniły I ognie wyciśnione na nieprzyjacioły I w naczyniach z siarkami przyprawione smoły, Nuż obręczy puszczone i koła ogniste, Które na wszytkie strony swoje płomieniste, I tam i sam szerząc się, włosy rozpuszczały I przykre Sarracenom wieńce posyłały.
CXIII.
Wtem król z Sarce gnał pod mur długi pułk sprawiony, Od Buralda z Ormidą mężnem prowadzony; Za Buraldem, swem wodzem, Garamanci idą, Następują z Marmundy hufce za Ormidą; Klarynda podle siebie ma z lewego boku,
Skrót tekstu: ArKochOrlCz_I
Strona: 323
Tytuł:
Orland Szalony, cz. 1
Autor:
Ludovico Ariosto
Tłumacz:
Piotr Kochanowski
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
poematy epickie
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1620
Data wydania (nie wcześniej niż):
1620
Data wydania (nie później niż):
1620
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Jan Czubek
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Kraków
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Akademia Umiejętności
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1905
lubo same dzieci w sposób i manijerę teraźniejszych czasów o to się nie starali ani przez gwałt, przez wszelkie niebezpieczeństwa i trudności desperacko usiłowali, przecież im lepiej i szczęśliwiej bywało na szlak starszych zażywać kroju stanu swojego, bo im to obierano, co swobodzie życia całego i ukontentowaniu służyło. Nie silił serca kawaler na żadne płomieniste amory, komplementa i synceryzacyje ani wysługi gwałtownej na azard zamysłów łożył, czekając w panieńskim wstydzie i skromności, dokąd go starszych poprowadzi dyspozycja, a zawsze pozyskał przyjaciela według intencji i serca swojego. Ani dama na upodobanie się i zalecenie sforcowała obyczajów do manijery wytwornej, nie znosiła naprzykrzonych o swój afekt importunów i czołobitności, a
lubo same dzieci w sposób i manijerę teraźniejszych czasów o to się nie starali ani przez gwałt, przez wszelkie niebezpieczeństwa i trudności desperacko usiłowali, przecież im lepiej i szczęśliwiej bywało na szlak starszych zażywać kroju stanu swojego, bo im to obierano, co swobodzie życia całego i ukontentowaniu służyło. Nie silił serca kawaler na żadne płomieniste amory, komplementa i synceryzacyje ani wysługi gwałtownej na azard zamysłów łożył, czekając w panieńskim wstydzie i skromności, dokąd go starszych poprowadzi dyspozycyja, a zawsze pozyskał przyjaciela według intencyi i serca swojego. Ani dama na upodobanie się i zalecenie sforcowała obyczajów do manijery wytwornej, nie znosiła naprzykrzonych o swój afekt importunów i czołobitności, a
Skrót tekstu: MałpaCzłow
Strona: 256
Tytuł:
Małpa Człowiek
Autor:
Anonim
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
utwory synkretyczne
Gatunek:
satyry, traktaty
Tematyka:
obyczajowość
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1715
Data wydania (nie wcześniej niż):
1715
Data wydania (nie później niż):
1715
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Archiwum Literackie
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Paulina Buchwaldówna
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Wroclaw
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Zakład Narodowy im. Ossolińskich
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1962
!». § III O padole straszliwym
Gdy tedy szli pospołu, światłości nie było oprócz samej anielskiej, co duszę cieszyło. Nadeszli do padołu dziwnie straszliwego, ciemnego i mgłą śmierci cale pokrytego: był głęboki, ognistym węglem napełniony, szyją cienką u wierzchu potężnie zamkniony; wieko było miąższości łokci sześć mające, nad węgle płomieniste ogniem pałające. Stamtąd smrody takowe brzydkie wychodziły, iż przeszłe strachy duszy nie tak ciężkie były. Na blachę onę straszną dusze zstępowały, gdzie jak ołów stopione w płomieniu gorzały. Przez blachę onę, gdy je jak wosk przecadzono, znowu je na tęż mękę nazad powrócono. Rozkazano tu potym, aby zachowano większe męki tym
!». § III O padole straszliwym
Gdy tedy szli pospołu, światłości nie było oprócz samej anielskiej, co duszę cieszyło. Nadeszli do padołu dziwnie straszliwego, ciemnego i mgłą śmierci cale pokrytego: był głęboki, ognistym węglem napełniony, szyją cienką u wierzchu potężnie zamkniony; wieko było miąższości łokci sześć mające, nad węgle płomieniste ogniem pałające. Stamtąd smrody takowe brzydkie wychodziły, iż przeszłe strachy duszy nie tak ciężkie były. Na blachę onę straszną dusze zstępowały, gdzie jak ołów stopione w płomieniu gorzały. Przez blachę onę, gdy je jak wosk przecadzono, znowu je na tęż mękę nazad powrócono. Rozkazano tu potym, aby zachowano większe męki tym
Skrót tekstu: BolesEcho
Strona: 89
Tytuł:
Przeraźliwe echo trąby ostatecznej
Autor:
Klemens Bolesławiusz
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
Wielkopolska
Typ tekstu:
mieszany
Rodzaj:
utwory synkretyczne
Gatunek:
kazania
Tematyka:
religia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1670
Data wydania (nie wcześniej niż):
1670
Data wydania (nie później niż):
1670
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Jacek Sokolski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Instytut Badań Literackich PAN, Stowarzyszenie "Pro Cultura Litteraria"
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
2004
od brzegu do brzegu, ze dna się aż pod obłoki podnosi, i znowu w swoje odpada siedliska. A chociażby i tych nie doznawał nawałności, codzienne jednak przez przybywanie i upływanie wód swoich, ponosi przemiany. Ziemia, o której rozumiemy że nie poruszona na swym stoi fundamencie, raz niby gorączki jakiej rozpalona ogniem, płomieniste po niektórych miejscach wypuszcza jeziora, wiecznie pobliższe w perzynę obracając Prowincje. Drugi raz jakoby febry gwałtownej mocą przyciśniona, trzęsie się ogromnie, i żywy grób we wnętrznościach swoich otwiera biednym, które temu nieszczęściu podległe żyją, krajom; Tak jest wieść, że straszne barzo za panowania Tyberiusza Cesarza Rzymskiego, w Azyj, i we
od brzegu do brzegu, ze dna się aż pod obłoki podnosi, i znowu w swoie odpada siedliska. A chociażby i tych nie doznawał nawałności, codzienne iednak przez przybywanie i upływanie wod swoich, ponosi przemiany. Ziemia, o którey rozumiemy że nie poruszona na swym stoi fundamencie, raz niby gorączki iakiey rospalona ogniem, płomieniste po niektórych mieyscach wypuszcza ieziora, wiecznie pobliższe w perzynę obracaiąc Prowincye. Drugi raz iakoby febry gwałtowney mocą przyciśniona, trzęśie się ogromnie, i żywy grob we wnętrznościach swoich otwiera biednym, które temu nieszczęściu podległe żyią, kraiom; Tak iest wieść, że straszne barzo za panowania Tyberyusza Cesarza Rzymskiego, w Azyi, i we
Skrót tekstu: KryszStat
Strona: 56
Tytuł:
Stateczność umysłu
Autor:
Andrzej Kazimierz Kryszpin Kirszensztein
Drukarnia:
Drukarnia J.K.M. i Rzeczypospolitej w Kolegium Societatis Iesu
Miejsce wydania:
Warszawa
Region:
Mazowsze
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty perswazyjne
Gatunek:
dialogi
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1769
Data wydania (nie wcześniej niż):
1769
Data wydania (nie później niż):
1769
ramiona/ bok/ pierś/ w źrzodło giną. Wżęły naweet skazone woda się rumuje: Ani już więcej czego jać by się znajduje. Mać tym czasem żałosna szukała po włościach Wszech dziecięcia szukała po wszech głębokościach. Z mokrym zorza warkoczem wschodząc nie baczyła/ Ni Hesper jej spoczynku: onaż zapaliła W Etnie oboją rękąsosny płomieniste/ A z niemi obchodziła ciemności śrzoniste. Znowu jak dzienna światłość gwiazdy rozegnała/ Od schodu/ na słońca wscohd/ dziewki upatrzała. Strudzona upragnęła; ile w tym frasunku Przez wszytek czas nie piwszy; ujzrzała z trafunku Lepiąneczkę pod słomą/ i zakołatała W drzwiczki: babsko wylazło: Boginią ujzrzała. Tej proszącej o wodę
ramiona/ bok/ pierś/ w źrzodło giną. Wżęły náweet skazone woda się rumuie: Ani iuż więcey czego iać by się znáyduie. Máć tym czásem żałosna szukáłá po włośćiách Wszech dźiećięćia szukała po wszech głębokościách. Z mokrym zorzá wárkoczem wschodząc nie baczyłá/ Ni Hesper iey spoczynku: onaż zápaliłá W AEthnie oboią rękąsosny płomieniste/ A z niemi obchodźiłá ciemnośći śrzoniste. Znowu iak dźienna światłośc gwiazdy rozegnáłá/ Od schodu/ ná słonca wscohd/ dźiewki vpatrzáłá. Strudzoná vprágnęłá; ile w tym frásunku Przez wszytek czás nie piwszy; vyzrźałá z tráfunku Lepiąneczkę pod słomą/ y zakołátáłá W drzwiczki: bábsko wylázło: Boginią vyzrzáłá. Tey proszącey o wodę
Skrót tekstu: OvŻebrMet
Strona: 118
Tytuł:
Metamorphoseon
Autor:
Publius Ovidius Naso
Tłumacz:
Jakub Żebrowski
Drukarnia:
Franciszek Cezary
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
poematy epickie
Tematyka:
mitologia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1636
Data wydania (nie wcześniej niż):
1636
Data wydania (nie później niż):
1636
ślepym/ biedny starzec Fineus/ zamęcie Oglądan/ i tamże przez Aquilowe syny/ Dziewcze ptastwo odbite od starca chudziny. I wiele z cnym Jasonem niewczasów wyżyli Aż w nurt bystry Fasida mętnego się wbili. Tam gdy/ będąc przed Królem/ proszą Fryksa wełny/ I głos/ Minijscy/ słyszą prac okrytnych pełny; Medea płomieniste yzarywa miłości. Z którą nabiedziwszy się/ gdy zapalczywości Zdość rozumem nie może/ tak z sobą rokuje: Darmosilna Medea: Bóg ciektóryś psuje. A dziwna co jest? Czy to co miłością zową? Bo cóż mi sięOjcowska zda kaśń być surową? Lub surowa dla czego raz kogo chudzina Ujźrzawszy/ on sięboję? co
ślepym/ biedny stárzec Phineus/ zamęćie Oglądan/ y támże przez Aquilowe syny/ Dźiewcze ptástwo odbite od stárcá chudźiny. Y wiele z cnym Iásonem niewczásow wyżyli Aż w nurt bystry Phásidá mętnego się wbili. Tám gdy/ będąc przed Krolem/ proszą Phryxá wełny/ Y głos/ Miniyscy/ słyszą prac okrytnych pełny; Medea płomieniste yzárywa miłośći. Z ktorą nábiedźiwszy się/ gdy zápalczywości Zdość rozumem nie może/ tak z sobą rokuie: Dármośilna Medea: Bog ćiektoryś psuie. A dźiwna co iest? Czy to co miłośćią zową? Bo coż mi sięOycowska zda kaśń być surową? Lub surowa dla czego raz kogo chudźiná Vyźrzawszy/ on sięboię? co
Skrót tekstu: OvŻebrMet
Strona: 160
Tytuł:
Metamorphoseon
Autor:
Publius Ovidius Naso
Tłumacz:
Jakub Żebrowski
Drukarnia:
Franciszek Cezary
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
poematy epickie
Tematyka:
mitologia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1636
Data wydania (nie wcześniej niż):
1636
Data wydania (nie później niż):
1636