swoję, zdrowie, wierność, stateczność i z cnotą. 557. Do tejże.
Tym ma nad Macedona Aleksandra moja: Ow świat jeżdżąc zwojował, a do tej podwoja Od ziemskich bohatyrów wolny hołd oddany; Ow w ciele, Aleksandra w sercu czyni rany; Ow zbrojnymi szeregi, ta przeraża wzrokiem; Ow ogniem płomienistym, ta świat pali okiem. 558. Do Kupidyna o tejże.
Okrutny Bisurmańcze, Kupido zuchwały, Upatrując tych ślicznych oczu wzrok wspaniały Widzę, żeś się w nich koszem warownym położył, Byś się z nich nad mym sercem swym zagonem srożył. Uczyń cud, o Kupido! cud niewysłowiony, We mnie
swoję, zdrowie, wierność, stateczność i z cnotą. 557. Do tejże.
Tym ma nad Macedona Aleksandra moja: Ow świat jeżdżąc zwojował, a do tej podwoja Od ziemskich bohatyrow wolny hołd oddany; Ow w ciele, Aleksandra w sercu czyni rany; Ow zbrojnymi szeregi, ta przeraża wzrokiem; Ow ogniem płomienistym, ta świat pali okiem. 558. Do Kupidyna o tejże.
Okrutny Bisurmańcze, Kupido zuchwały, Upatrując tych ślicznych oczu wzrok wspaniały Widzę, żeś się w nich koszem warownym położył, Byś się z nich nad mym sercem swym zagonem srożył. Uczyń cud, o Kupido! cud niewysłowiony, We mnie
Skrót tekstu: NaborWierWir_I
Strona: 275
Tytuł:
Wiersze
Autor:
Daniel Naborowski
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
między 1620 a 1640
Data wydania (nie wcześniej niż):
1620
Data wydania (nie później niż):
1640
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Wirydarz poetycki
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Aleksander Brückner
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Lwów
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Towarzystwo dla Popierania Nauki Polskiej
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1910
niewolę. Dźwiga czartowski tłomok poproźnicy/ Czart go prowadzi na żelaznej smyczy. Podczas mu rzkomo wodzy kęs popuści/ Lecz się do Boga wrócić niedopuści. Przez zakamiałe serce złym stwardziałe/ Brzydkie Aniołom grzechem zaśmierdziałe W piekło go pędzi/ oczy mu związawszy/ Bindą złej żądze/ mocno skrępowawszy. Biczem go z tyłu płomienistym siecze/ Postępuj (prawi) przeklęty człowiecze. I co ma głosu z piersi go dobywa/ A urągając te mu piosnkę śpiewa: Gdyś mógł żyć skromno/ niechciałeś nędzniku/ Brzydki mnie/ złego Pana robotniku. Gdy chcesz nie możesz/ bo gdyś mógł niedbałeś/ Przez złą swąwolą/
niewolę. Dzwiga czártowski tłomok poproźnicy/ Czárt go prowadźi na żelazney smyczy. Podczás mu rzkomo wodzy kęs popuśći/ Lecz się do Boga wroćić niedopuśći. Przez zakamiałe serce złym stwardźiáłe/ Brzydkie Anyołom grzechem zaśmierdźiáłe W piekło go pędźi/ oczy mu związawszy/ Bindą złey żądze/ mocno skrępowawszy. Biczem go z tyłu płomienistym śiecze/ Postępuy (prawi) przeklęty człowiecze. Y co ma głosu z pierśi go dobywa/ A vrągaiąc te mu piosnkę śpiewa: Gdyś mogł żyć skromno/ niechćiałeś nędzniku/ Brzydki mnie/ złego Paná robotniku. Gdy chcesz nie możesz/ bo gdyś mogł niedbałeś/ Przez złą swąwolą/
Skrót tekstu: TwarKŁodz
Strona: C3
Tytuł:
Łódź młodzi z nawałności do brzegu płynąca
Autor:
Kasper Twardowski
Drukarnia:
Drukarnia dziedziców Jakuba Siebeneychera
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
poematy epickie
Tematyka:
religia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1618
Data wydania (nie wcześniej niż):
1618
Data wydania (nie później niż):
1618
jej wymiotem, Wszyscy jej łzami, wszyscy przypłacamy potem; I słusznie, bo tak Ewę diabeł w raju zwiedzie, Że pozna złe i dobre po onym obiedzie. My, wiedząc to z owocu, który sam Bóg poda, Do tamtego się znowu wkradamy ogroda, Nie bojąc, który w bramie na wieczną śmierć ścina Płomienistym złodziejów mieczem, Cherubina.
Przebóg, a któż by, żeby na serce nie bolał, Czernią kopać motyką i pniaków nie wolał? Noc ma swym odpoczynkiem spracowana ręka, ... Zarasta coraz ranna od sępa wątroba, Jako bają poeci; serdeczna choroba, Którą mi żal po tobie, żono moja, zada,
jej wymiotem, Wszyscy jej łzami, wszyscy przypłacamy potem; I słusznie, bo tak Ewę diabeł w raju zwiedzie, Że pozna złe i dobre po onym obiedzie. My, wiedząc to z owocu, który sam Bóg poda, Do tamtego się znowu wkradamy ogroda, Nie bojąc, który w bramie na wieczną śmierć ścina Płomienistym złodziejów mieczem, Cherubina.
Przebóg, a któż by, żeby na serce nie bolał, Czernią kopać motyką i pniaków nie wolał? Noc ma swym odpoczynkiem spracowana ręka, ... Zarasta coraz ranna od sępa wątroba, Jako bają poeci; serdeczna choroba, Którą mi żal po tobie, żono moja, zada,
Skrót tekstu: PotFrasz2Kuk_II
Strona: 512
Tytuł:
Ogrodu nie wyplewionego część wtora
Autor:
Wacław Potocki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Gatunek:
fraszki i epigramaty
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1677
Data wydania (nie wcześniej niż):
1677
Data wydania (nie później niż):
1677
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Dzieła
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Leszek Kukulski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1987
/ Niedziw ze rzeczy do niszcza wywraca.
In Statuam amoris. ANgele że cię słuszniej tym uczczę imieniem/ Który nad wszem/ zwyciężną strzałą/ przyródżeniem Potrzęsujesz. Czem Matka mieć nagim cię chciała? Ni Sydońską członki twe purpurą zodziała? Czy że ognia z natury pełnyś? po Wulkanie Ojcu mając to/ Lemny płomienistym Panie? Czy żebyś stej nagości/ natur swych odkrytych Snadniej dobył dusz twardych/ i serc niepożytych? A ty na to. Wyraz mój snadno to wydaje/ Gdziem jest/ jestem odkrycie/ ani tam się taję/ Lub kto zemną spółkuje/ i pod memi znaki Buja/ bywa w nagości/ jako i
/ Niedźiw ze rzeczy do nisczá wywráca.
In Statuam amoris. ANgele że ćię słuszniey tym vczczę imieniem/ Ktory nád wszem/ zwyćiężną strzáłą/ przyrodżeniem Potrzęsuiesz. Czem Mátká mieć nágim ćię chćiáłá? Ni Sydońską członki twe purpurą zodźiáłá? Czy że ogniá z nátury pełnyś? po Wulkánie Oycu máiąc to/ Lemny płomienistym Pánie? Czy żebyś ztey nágośći/ nátur swych odkrytych Snádniey dobył dusz twardych/ y serc niepożytych? A ty ná to. Wyraz moy snádno to wydáie/ Gdźiem iest/ iestem odkryćie/ áni tám się táię/ Lub kto zemną społkuie/ y pod memi znáki Buia/ bywa w nágośći/ iáko y
Skrót tekstu: GawDworz
Strona: 112
Tytuł:
Dworzanki albo epigramata polskie
Autor:
Jan Gawiński
Drukarnia:
Balcer Smieszkowicz
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Gatunek:
fraszki i epigramaty
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1664
Data wydania (nie wcześniej niż):
1664
Data wydania (nie później niż):
1664
czynię/ co uczynić mogę/ Dam ci do tego z nauką przestrogę. Pięć Strzał ognistych/ będziesz miał odemnie/ Wszystkie w niebieskiej odkowane Lemnie. PIERWSZA STRZAŁA Miłości Bożej. SERCA RozpALENIE.
TO jest gruntowna/ i pierwsza nauka/ Miedzy mądrością naprzedniejsza sztuka: Kto do miłości Bożej przystępuje/ Niech się być naprzód płomienistym czuje. Jeśliże pierwej serca nie rozgrzeje/ Lada wiatr jego zamysły rozwieje, Bo nierzkąc miłość z płomienia się rodzi: Ale i sam Bóg wszystek w ogniu chodzi. Heb: 12.
Bóg jest sam ogniem, w ogniu przyszedł z nieba/ Aby na ziemi rozpalił co trzeba. Jeśliż jest miłość podobna
czynię/ co vczynić mogę/ Dam ći do tego z náuką przestrogę. Pięć Strzáł ognistych/ będziesz miał odemnie/ Wszystkie w niebieskiey odkowáne Lemnie. PIERWSZA STRZAŁA Miłośći Bożey. SERCA ROSPALENIE.
TO iest gruntowna/ y pierwsza náuká/ Miedzy mądrośćią naprzednieysza sztuká: Kto do miłośći Bożey przystępuie/ Niech sie być naprzod płomienistym czuie. Ieśliże pierwey sercá nie rozgrzeie/ Ládá wiátr iego zamysły rozwieie, Bo nierzkąc miłość z płomieniá sie rodzi: Ale y sam Bog wszystek w ogniu chodzi. Heb: 12.
Bog iest sam ogniem, w ogniu przyszedł z niebá/ Aby na ziemi rospalił co trzebá. Ieśliż iest miłość podobna
Skrót tekstu: TwarKPoch
Strona: F4v
Tytuł:
Pochodnia miłości bożej
Autor:
Kasper Twardowski
Drukarnia:
Walerian Piątkowski
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
poematy epickie
Tematyka:
religia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1628
Data wydania (nie wcześniej niż):
1628
Data wydania (nie później niż):
1628