się nagodzi.
Natura lubi ciepło.
Gdy pieska biją i lewek się bojji.
Co nagle to po diable.
Zbladł jak toruńska Cegła.
Ubogi wszędy bezpieczny.
Jeszcze się nie urodziło, a już się ochrzciło.
Na pochyłe drzewo i kozy skaczą.
Pańskie niedojadki, dobre dla czeladki. Dobra psu mucha, dobra Matiaszkowi płotka.
Chleb z serem zdrowemu lepszy niż jarmuż choremu.
Kot rad jada ryby, ale w wode niechce.
Nie miej tego za przyjaciela, któregoś nie doznał.
Przyjaźń jednana, jako marcowy lód, nie trwała. Wilk chowany, żyd chrzczony, przyjaciel pojednany nie pewny.
Wprzód uważ, niż co czynisz.
Powodu
śię nagodźi.
Natura lubi ciepło.
Gdy pieska biją y lewek śię bojji.
Co nagle to po diable.
Zbladł jak toruńska Cegła.
Ubogi wszędy bespieczny.
Jeszcze śię nie urodźiło, a już śię ochrzćiło.
Na pochyłe drzewo y kozy skaczą.
Pańskie niedojadki, dobre dla czeladki. Dobra psu mucha, dobra Mathiaszkowi płotka.
Chleb z serem zdrowemu lepszy niż jarmuż choremu.
Kot rad jada ryby, ale w wode niechce.
Nie miey tego za przyjaciela, ktoregoś nie doznał.
Przyjaźń jednana, jako marcowy lod, nie trwała. Wilk chowany, żyd chrzczony, przyjaciel pojednany nie pewny.
Wprzod uważ, niż co czynisz.
Powodu
Skrót tekstu: FlorTriling
Strona: 27
Tytuł:
Flores Trilingues
Autor:
Anonim
Drukarnia:
Johannes Zacharias Stollius
Miejsce wydania:
Gdańsk
Region:
Pomorze i Prusy
Typ tekstu:
mieszany
Rodzaj:
teksty perswazyjne
Gatunek:
przysłowia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1702
Data wydania (nie wcześniej niż):
1702
Data wydania (nie później niż):
1702
Cóż, gdy topór nie rąbie, w tarczy środkiem dziura; A pod nieprzyjacielem zawsze taki lęże, Kto się chce wadzić mając niepewne oręże. 15. NA MARCYPAN HERBOWY
Zdrada to, piękna panno, zdrada na cię, wierz mi: Topór na marcypanie. Tak wróble więcierzmi Łowią, tak chwyta w zobi głupia wędę płotka: Oboje to i ciebie w tym cukierku potka. Dzisia włos rozczesany po głowie, jutro go Pod czepcowym więcierzem obaczysz, niebogo. Wspomnisz cukier na wędzie, gdyć ją nie pod skrzele, Lecz gdzie indziej zawiodą w nietykanym ciele; Fraszka węda: większego spodziewaj rozporu, Kiedyć dziecię urodzić przyjdzie od toporu.
Cóż, gdy topór nie rąbie, w tarczy środkiem dziura; A pod nieprzyjacielem zawsze taki lęże, Kto się chce wadzić mając niepewne oręże. 15. NA MARCYPAN HERBOWY
Zdrada to, piękna panno, zdrada na cię, wierz mi: Topór na marcypanie. Tak wróble więcierzmi Łowią, tak chwyta w zobi głupia wędę płotka: Oboje to i ciebie w tym cukierku potka. Dzisia włos rozczesany po głowie, jutro go Pod czepcowym więcierzem obaczysz, niebogo. Wspomnisz cukier na wędzie, gdyć ją nie pod skrzele, Lecz gdzie indziej zawiodą w nietykanym ciele; Fraszka węda: większego spodziewaj rozporu, Kiedyć dziecię urodzić przyjdzie od toporu.
Skrót tekstu: PotPoczKuk_III
Strona: 399
Tytuł:
Poczet herbów szlachty
Autor:
Wacław Potocki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Gatunek:
herbarze
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1696
Data wydania (nie wcześniej niż):
1696
Data wydania (nie później niż):
1696
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Dzieła
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Leszek Kukulski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1987
plebanowi baby, Szyszak abo kopiją kto domatorowi, Psu plewy jeść, kości gryźć podaje osłowi. Niech pies o kościach szczeka, ten o plowach robi; Co komu nie przystoi, niech król w to nie zdobi. Kto godzien jest honoru, słuszna, że go potka; Dobra, mówią, psu mucha, Matysowi płotka. 429. KTO NAZBYT SPIESZY, DWA RAZY JEDNO MUSI ROBIĆ
Chciałem rano wyjechać z domu w pilną drogę. Kwapię się, ubierając, aż ja prawą nogę W lewy bot, lewą w prawy omyliwszy wzuję; Dopiero kiedy mię ten uciska, poczuję. Więc nim znowu odmienię, gdzie który należy, Nim podwiążę
plebanowi baby, Szyszak abo kopiją kto domatorowi, Psu plewy jeść, kości gryźć podaje osłowi. Niech pies o kościach szczeka, ten o plowach robi; Co komu nie przystoi, niech król w to nie zdobi. Kto godzien jest honoru, słuszna, że go potka; Dobra, mówią, psu mucha, Matysowi płotka. 429. KTO NAZBYT SPIESZY, DWA RAZY JEDNO MUSI ROBIĆ
Chciałem rano wyjechać z domu w pilną drogę. Kwapię się, ubierając, aż ja prawą nogę W lewy bot, lewą w prawy omyliwszy wzuję; Dopiero kiedy mię ten uciska, poczuję. Więc nim znowu odmienię, gdzie który należy, Nim podwiążę
Skrót tekstu: PotMorKuk_III
Strona: 256
Tytuł:
Moralia
Autor:
Wacław Potocki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Gatunek:
fraszki i epigramaty, pieśni
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1688
Data wydania (nie wcześniej niż):
1688
Data wydania (nie później niż):
1688
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Dzieła
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Leszek Kukulski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1987
Idem. 80.
Chytry by wół. Vulpes bouem agit. Czego niemasz/ nie obiecuj. Chłopa na Pana nie godzi się wsadzać. Czeka/ jak kania dżdża. D Dwa Pan/ trzej wojsko. Do czasu zbanek wodę nosi. Darowanemu koniowi nie patrzą w zęby. Dobra psu mucha/ a Matyaszkowi płotka. Dobre/ długo się pamięta/ a złe jeszcze dłużej. Dobre daleko słychać/ a złe jeszcze dalej. Fama malum, quo non aliud velocius vllum. Suidas. Centuria Tertia. Maro. 90.
Dziwne sprawy Boskie. Mirabilis est Dominus in operibus suis. Dziwnie Bóg strzeże niewinnego. Datek Pana dobrego/ czyni
Idem. 80.
Chytry by woł. Vulpes bouem agit. Cżego niemasz/ nie obiecuy. Chłopá ná Páná nie godźi się wsadzáć. Cżeka/ iák kániá dżdża. D Dwa Pan/ trzey woysko. Do cżásu zbánek wodę nośi. Dárowánemu koniowi nie pátrzą w zęby. Dobra psu muchá/ á Mátyaszkowi płotká. Dobre/ długo się pámięta/ á złe ieszcże dłużey. Dobre dáleko słycháć/ á złe ieszcze dáley. Fama malum, quo non aliud velocius vllum. Suidas. Centuria Tertia. Maro. 90.
Dźiwne spráwy Boskie. Mirabilis est Dominus in operibus suis. Dźiwnie Bog strzeże niewinnego. Datek Páná dobrego/ cżyni
Skrót tekstu: RysProv
Strona: B
Tytuł:
Proverbium polonicorum
Autor:
Salomon Rysiński
Drukarnia:
Piotr Blastus Kmita
Miejsce wydania:
Lubcz
Region:
ziemie Wielkiego Księstwa Litewskiego
Typ tekstu:
mieszany
Rodzaj:
teksty perswazyjne
Gatunek:
przysłowia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1618
Data wydania (nie wcześniej niż):
1618
Data wydania (nie później niż):
1618
nie tylko więc w Królach Bywa; Lecz i w nasz samych/ którzy to zasługi Nasze wysoko kładziem/ a żadnych nie mamy. Biedny odzwierni chciałby/ by całe Starostwa Brać w nadgrodę od Króla. Odźwierni/ odźwiernym. Koczot Koczotem/ Żołnierz/ Żołnirzem niech będzie/ W uwadze Królów naszych. Dobra powiadają Matyaszowi płotka/ dobra i psu mucha. Więc do tego/ nie tylko ten jest zasłużony Kto w boju ręką czyni/ Lecz i co w Senacie Rozumem/ dobrą radą/ czułym obmyślaniem. A jeżelić też dano jedno/ drugie/ Vacans. Nie przeszkadzaj też drugim. Co rzeczesz kiedy cię Król spyta. Panie Bracie.
nie tylko więc w Krolách Bywa; Lecz y w nasz sámych/ ktorzy to zasługi Násze wysoko kładźiem/ á żadnych nie mamy. Biedny odzwierni chćiałby/ by całe Stárostwá Bráć w nadgrodę od Krolá. Odźwierni/ odźwiernym. Koczot Koczotem/ Żołnierz/ Żołnirzem niech będźie/ W vwadze Krolow nászych. Dobra powiadáią Matyaszowi płotka/ dobra y psu mucha. Więc do tego/ nie tylko ten iest zasłużony Kto w boiu ręką czyni/ Lecz y co w Senaćie Rozumem/ dobrą radą/ czułym obmyślániem. A ieżelić tesz dano iedno/ drugie/ Vacans. Nie przeszkadzay tesz drugim. Co rzeczesz kiedy ćię Krol spyta. Pánie Bráćie.
Skrót tekstu: OpalKSat1650
Strona: 76
Tytuł:
Satyry albo przestrogi do naprawy rządu i obyczajów w Polszcze
Autor:
Krzysztof Opaliński
Miejsce wydania:
Amsterdam
Region:
zagranica
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
utwory synkretyczne
Gatunek:
satyry
Tematyka:
obyczajowość
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1650
Data wydania (nie wcześniej niż):
1650
Data wydania (nie później niż):
1650
/ Tej starości: i ogień której sam przepuszcza/ Przepuść/ ani mię zdzieraj z pobożnej opieki/ Z tąd żadnać korzyść/ z tąd mnie chwała jest na wieki. Dworzanek I. Gawińskiego/ Księgi Pierwsze.
Do Kachny. ZEm cię Wierszem swym złowił/ coś mi rzec nalazła: Plotkaś Kachno czy Płotka/ iżeś w Wiersze wlazła. O Tyllim. Prowadząc Tylli do Grobu krewnego/ Wpadł w dół/ i karku nadłamał swojego: Więc co mu rzekli na taki przypadek! Po swym wziął krewnym Tylli dobry spadek.
O ziwocie. Z Zyciem naszym jak z winem/ tak się właśnie dzieje/ Żywot w końcu troskliwy
/ Tey stárości: y ogien ktorey sam przepuscza/ Przepuść/ áni mię zdzieray z pobożney opieki/ Z tąd żadnać korzyść/ z tąd mnie chwała jest ná wieki. Dworzánek I. Gawinskiego/ Kśięgi Pierwsze.
Do Káchny. ZEm ćię Wierszem swym złowił/ coś mi rzec nálázłá: Plotkáś Káchno czy Płotká/ iżeś w Wiersze wlázłá. O Tyllim. Prowádząc Tylli do Grobu krewnego/ Wpadł w doł/ y kárku nádłamał swoiego: Więc co mu rzekli ná táki przypadek! Po swym wziął krewnym Tylli dobry spadek.
O źywoćie. Z Zyćiem nászym iák z winem/ tak się właśnie dźieie/ Zywot w końcu troskliwy
Skrót tekstu: GawDworz
Strona: 17
Tytuł:
Dworzanki albo epigramata polskie
Autor:
Jan Gawiński
Drukarnia:
Balcer Smieszkowicz
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Gatunek:
fraszki i epigramaty
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1664
Data wydania (nie wcześniej niż):
1664
Data wydania (nie później niż):
1664