przygania: Tak pospolicie mylą nas własne mniemania.
CV.
Przeto umyślił stamtąd ukradkiem przed bratem Aż do Antiochii sam jechać, a zatem Wziąć tę, która mu serce jego była wzięła I teraz mu je gwałtem za sobą ciągnęła, I nad tem, co mu ją wziął, aby tylko smętną Duszę ucieszył, pomstę uczynić pamiętną. - Ale kończę, a skoro wytchnę sobie mało, W drugiej pieśni wam powiem, co się potem stało.
KONIEC PIEŚNI PIĘTNASTEJ. PIEŚŃ SZESNASTA. ARGUMENT. Gryfon się Orygille szukać wyprawuje, Którą z marnem Martanem nakoniec najduje Niedaleko Damaszku. W boju chrześcijanie Tysiącami padają, także i poganie. Ale jeśli pogaństwo
przygania: Tak pospolicie mylą nas własne mniemania.
CV.
Przeto umyślił stamtąd ukradkiem przed bratem Aż do Antyochiej sam jechać, a zatem Wziąć tę, która mu serce jego była wzięła I teraz mu je gwałtem za sobą ciągnęła, I nad tem, co mu ją wziął, aby tylko smętną Duszę ucieszył, pomstę uczynić pamiętną. - Ale kończę, a skoro wytchnę sobie mało, W drugiej pieśni wam powiem, co się potem stało.
KONIEC PIEŚNI PIĘTNASTEJ. PIEŚŃ SZESNASTA. ARGUMENT. Gryfon się Orygille szukać wyprawuje, Którą z marnem Martanem nakoniec najduje Niedaleko Damaszku. W boju chrześcijanie Tysiącami padają, także i poganie. Ale jeśli pogaństwo
Skrót tekstu: ArKochOrlCz_I
Strona: 356
Tytuł:
Orland Szalony, cz. 1
Autor:
Ludovico Ariosto
Tłumacz:
Piotr Kochanowski
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
poematy epickie
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1620
Data wydania (nie wcześniej niż):
1620
Data wydania (nie później niż):
1620
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Jan Czubek
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Kraków
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Akademia Umiejętności
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1905
w niósł, w którym jaka stanie za staraniem i powodem Naszym konklusia, Uprzejmości Waszej oznajmić nie omieszkamy. Naten czas, upewniając Uprzejmość Waszę, że wszytkie cnotliwe, i tego wieku rzadkie, uczynki Uprzejmości Waszej, nad wieczne dobre Imię, i insze nagrody, któremi sama sobie cnota zwykła płacić, nie odmienną i pamiętną wdzięczność Naszę przeciwko Uprzejmości Waszej pociągną. Dobrego zatym od P.Boga zdrowia Uprzejmości Waszej Zyczemy. Dan w Opolu. Dnia XVIII. Listopada, M.DC.LV. Roku. JAN KAZIMIERZ Król. Drugi list, podobny temu dla doskonalszego objaśnienia inducuję. Manifest Jawnej Niewinności Rozdział II. JAN KAZIMIERZ z Łaski Bożej
w niosł, w ktorym iáka stánie zá stárániem y powodem Nászym conclusia, Vprzeymośći Wászey oznaymić nie omieszkamy. Náten czás, vpewniáiąc Vprzeymość Wászę, że wszytkie cnotliwe, y tego wieku rzadkie, vczynki Vprzeymośći Wászey, nád wieczne dobre Imię, y insze nagrody, ktoremi sámá sobie cnotá zwykłá płáćić, nie odmienną y pámiętną wdzięczność Nászę przećiwko Vprzeymośći Wászey poćiągną. Dobrego zátym od P.Bogá zdrowia Vprzeymośći Wászey Zyczemy. Dan w Opolu. Dniá XVIII. Listopadá, M.DC.LV. Roku. IAN KAZIMIERZ KROL. Drugi list, podobny temu dla doskonálszego obiáśńienia inducuię. Mánifest Iáwney Niewinnośći Rozdźiał II. IAN KAZIMIERZ z Łáski Bożey
Skrót tekstu: LubJMan
Strona: 10
Tytuł:
Jawnej niewinności manifest
Autor:
Jerzy Sebastian Lubomirski
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty perswazyjne
Gatunek:
pisma polityczne, społeczne
Tematyka:
polityka
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1666
Data wydania (nie wcześniej niż):
1666
Data wydania (nie później niż):
1666
co solicitus?
Acz dla takiej przysługi wiele się ważyło Ich w-te droge, cóż? Przebyć? niepodobne dzieło. I im się kto żarliwiej za wielką nagrode Kusił o to jakoby kamień rzucił w-wode, Przepadł każdy. Aż pośród swoich tych starania, I fatyg świątobliwych, dostanie pisania Od Kursora owego, którego ochote, I pamiętną na wieki pochwaliwszy cnote, Kiedy z niego zrozumie, że tylkoż przynoszą Nedze swoje, a przebóg o ratunek proszą, Trwać kilku dni nie mogąc, w-tej ciężkości więcej Przyszło zaczym pomykać ku nim się co precej Noclegami sporszymi. Nie czekając dali luż na owych, co tedy z-domów się ruszali Ah! nie
co solicitus?
Acz dla takiey przysługi wiele sie ważyło Ich w-te droge, coż? Przebyć? niepodobne dźieło. I im sie kto żarliwiey zá wielką nagrode Kuśił o to iákoby kamień rzućił w-wode, Przepadł każdy. Aż posrzod swoich tych starania, I fátyg świątobliwych, dostanie pisania Od Kursora owego, ktorego ochote, I pamietną na wieki pochwaliwszy cnote, Kiedy z niego zrozumie, że tylkoż przynoszą Nedze swoie, a przebog o ratunek proszą, Trwáć kilku dni nie mogąc, w-tey ćieżkości wiecey Przyszło zaczym pomykać ku nim sie co precey Noclegami sporszymi. Nie czekaiąc dali luż na owych, co tedy z-domow sie ruszali Ah! nie
Skrót tekstu: TwarSWoj
Strona: 78
Tytuł:
Wojna domowa z Kozaki i z Tatary
Autor:
Samuel Twardowski
Drukarnia:
Collegium Calissiensis Societatis Iesu
Miejsce wydania:
Kalisz
Region:
Wielkopolska
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
poematy epickie
Tematyka:
historia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1681
Data wydania (nie wcześniej niż):
1681
Data wydania (nie później niż):
1681
ofiarował Kapłan/ i stawi ją przed oblicznością Pańską: 17. I weźmie Kapłan wody świętej w naczynie gliniane: i prochu/ który będzie na tle Przybytku/ weźmie Kapłan/ a wsypie do wody. 18. Potym postawi Kapłan Niewiastę przed PAnem/ i odkryje głowę niewiasty/ a da w ręce jej ofiarę śniedną/ pamiętną: Ofiara to śniedna podejrzenia: a Kapłan będzie miał w ręce wodę gorzką przeklęctwa: 19. I poprzysięże ją Kapłan/ i rzecze do niewiasty: Jeśli nie spał kto inszy z tobą/ a jeśliś się nie uniosła w grzech nieczysty przy mężu swym/ bądź nie naruszona od tej wody gorzkiej przeklęctwa: 20.
ofiárował Kápłan/ y stáwi ją przed oblicżnośćią Páńską: 17. Y weźmie Kápłan wody świętey w naczynie gliniáne: y prochu/ ktory będźie ná tle Przybytku/ weźmie Kápłan/ á wsypie do wody. 18. Potym postáwi Kápłan Niewiástę przed PAnem/ y odkryje głowę niewiásty/ á da w ręce jey ofiárę śniedną/ pámiętną: Ofiárá to śniedna podejrzenia: á Kápłan będźie miał w ręce wodę gorzką przeklęctwá: 19. Y poprzyśięże ją Kápłan/ y rzecże do niewiásty: Iesli nie spał kto inszy z tobą/ á jeśliś śię nie uniosłá w grzech nieczysty przy mężu swym/ bądź nie náruszona od tey wody gorzkiey przeklęctwá: 20.
Skrót tekstu: BG_Lb
Strona: 143
Tytuł:
Biblia Gdańska, Księga Liczb
Autor:
Anonim
Tłumacz:
Daniel Mikołajewski
Drukarnia:
Andreas Hünefeld
Miejsce wydania:
Gdańsk
Region:
Pomorze i Prusy
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
Biblia
Tematyka:
religia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1632
Data wydania (nie wcześniej niż):
1632
Data wydania (nie później niż):
1632
swoje obróciła.
LXXII.
Akwilant się u niego dowiadował potem, Jeśli też Gryfonowi co powiedział o tem. Skoro rzekł, że powiedział, łatwie w onej chwili Ostatka się obadwa zaraz domyślili, I że rzecz jawna była, że się do Syriej Puścił za Orygillą do Antiochii Z tym umysłem, aby ją z pomstą gamratowi Pamiętną odjął swemu spółmiłośnikowi.
LXXIII.
Nie mógł wytrwać Akwilant, aby w cudze strony Dla tej sprawy sam jachać miał jego rodzony, I wdziawszy zbroję, którą w drodze zawsze nosił, Puścił się za niem; ale wprzód Astolfa prosił, Aby odłożył swoję drogę do Francjej Dotąd, ażby się wrócił w zad z Antiochii
swoje obróciła.
LXXII.
Akwilant się u niego dowiadował potem, Jeśli też Gryfonowi co powiedział o tem. Skoro rzekł, że powiedział, łatwie w onej chwili Ostatka się obadwa zaraz domyślili, I że rzecz jawna była, że się do Syryej Puścił za Orygillą do Antyochiej Z tym umysłem, aby ją z pomstą gamratowi Pamiętną odjął swemu spółmiłośnikowi.
LXXIII.
Nie mógł wytrwać Akwilant, aby w cudze strony Dla tej sprawy sam jachać miał jego rodzony, I wdziawszy zbroję, którą w drodze zawsze nosił, Puścił się za niem; ale wprzód Astolfa prosił, Aby odłożył swoję drogę do Francyej Dotąd, ażby się wrócił w zad z Antyochiej
Skrót tekstu: ArKochOrlCz_II
Strona: 54
Tytuł:
Orland szalony, cz. 2
Autor:
Ludovico Ariosto
Tłumacz:
Piotr Kochanowski
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
poematy epickie
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1620
Data wydania (nie wcześniej niż):
1620
Data wydania (nie później niż):
1620
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Jan Czubek
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Kraków
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Akademia Umiejętności
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1905
zaniechali/ wiedząc/ że wszystko /cokolwiek nieprzystojnego w kościele czynicie/ i pod kazaniem mówicie/ Diabeł spisuje/ i przed sądem Bożym pokazuje. Strigen. in Itiner Emaunt. Conc. II. cit. Tit. in L. T. H. p.m. 400. seq.
Strigenitius on zawołany Kaznodzieja pamiętną o tym wylicza Historyją/ pisząc o jednym pobożnym starym Mnichu (Księdzu) który Chłopczyka swego/ kiedy kazać miał/ zawsze z sobą na kazalnicę brał/ aby kazania tym pilniej słuchał. Przytrafiło się czasu jednego/ że on Kaznodzieja na uroczyste święta przy wielkim ludzi gronie kazanie miał. Przeciw kazalnicy stało kilka zacnych ludzi (
zániecháli/ wiedząc/ że wszystko /cokolwiek nieprzystoynego w kośćiele czynićie/ y pod kazániem mowićie/ Dyiabeł spisuie/ y przed sądem Bożym pokázuie. Strigen. in Itiner Emaunt. Conc. II. cit. Tit. in L. T. H. p.m. 400. seq.
Strigenitius on záwołány Káznodźieiá pámiętną o tym wylicza Historiią/ pisząc o iednym pobożnym stárym Mnichu (Xiędzu) ktory Chłopczyká swego/ kiedy kazać miał/ záwsze z sobą ná kázálnicę brał/ áby kazánia tym pilniey słuchał. Przytráfiło śię czásu iednego/ że on Káznodźieiá ná uroczyste świętá przy wielkim ludźi gronie kazánie miał. Przećiw kázálnicy stało kilká zacnych ludźi (
Skrót tekstu: GdacPan
Strona: Ciiiiv
Tytuł:
O pańskim i szlacheckim [...] stanie dyszkurs
Autor:
Adam Gdacjusz
Drukarnia:
Jan Krzysztof Jakub
Miejsce wydania:
Brzeg
Region:
Śląsk
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty perswazyjne
Tematyka:
obyczajowość, religia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1679
Data wydania (nie wcześniej niż):
1679
Data wydania (nie później niż):
1679
temu kto się niewinnym czyni choć do inszych winnych Regulowana przykra się widzi luba niewielka przymówka stąd że niech bierze miarę jak Ciężko musi być temu kto nietylko że nie zarabiał nigdy Ojczyźnie na żadną niewdzięczność ale i owszem wszelaką meruit gratitudinis rekompensę, Będąc in Plano Niewinny a taką jako ja teraz odbiera infamią obelgę i długo pamiętną kontumelią.
Ze zaś WMM Pan mówisz od jednego Towarzysza ledwie nie dołożywszy Lichego i WMM Pan sam memor es zes sam z Towarzysza senatorem został A i teraz nie należało by uboższych lekce wazyć Sacerdos de una missa.
Rozgniewał się okrutnie pocznie z ympetem mówić A tak że to nas Będziesz po jednemu obiezdzał? I ja
temu kto się niewinnym czyni choc do inszych winnych Regulowana przykra się widzi luba niewielka przymowka ztąd że niech bierze miarę iak Cięszko musi bydz temu kto nietylko że nie zarabiał nigdy Oyczyznie na zadną niewdzięczność ale y owszem wszelaką meruit gratitudinis rekompensę, Będąc in Plano Niewinny a taką iako ia teraz odbiera infamią obelgę y długo pamiętną kontumelią.
Ze zas WMM Pan mowisz od iednego Towarzysza ledwie nie dołozywszy Lichego y WMM Pan sąm memor es zes sąm z Towarzysza senatorem został A y teraz nie nalezało by uboszszych lekce wazyć Sacerdos de una missa.
Rozgniewał się okrutnie pocznie z ympetem mowic A tak że to nas Będziesz po iednemu obiezdzał? I ia
Skrót tekstu: PasPam
Strona: 140v
Tytuł:
Pamiętniki
Autor:
Jan Chryzostom Pasek
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Gatunek:
pamiętniki
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
między 1656 a 1688
Data wydania (nie wcześniej niż):
1656
Data wydania (nie później niż):
1688
w Kanach, Że lepszy rząd pod jednym, niż we dwu hetmanach; I Jeruzalem dłużej, każdy się doczyta W żydowskich historiach, bawiłoby Tyta, Gdyby pod rządem jednej zostawało głowy. Zazdrość nieszczęsna, sławy apetyt niezdrowy Między trzoma hetmany w izraelskiej rzeszy Boskim dekretem zgubę ostatnią przyspieszy. Wspomnię i naszę, długo ojczyźnie pamiętną, Dla trzech hetmanów, klęskę pilawiecką szpetną. Toż widzieć w chrześcijańskiej rzeczypospolitej, Gdzie by Turczyna, który tak wielekroć bity, Konać, kędy Polacy, cnoty swej dowody Pokazując, pierwsze z nim przełomali lody; Aż sami w się, aż Turczyn znowu głowę dźwiga, Aż się tylko nie pada między nimi liga
w Kanach, Że lepszy rząd pod jednym, niż we dwu hetmanach; I Jeruzalem dłużej, każdy się doczyta W żydowskich historyjach, bawiłoby Tyta, Gdyby pod rządem jednej zostawało głowy. Zazdrość nieszczęsna, sławy apetyt niezdrowy Między trzoma hetmany w izraelskiej rzeszy Boskim dekretem zgubę ostatnią przyspieszy. Wspomnię i naszę, długo ojczyźnie pamiętną, Dla trzech hetmanów, klęskę pilawiecką szpetną. Toż widzieć w chrześcijańskiej rzeczypospolitej, Gdzie by Turczyna, który tak wielekroć bity, Konać, kędy Polacy, cnoty swej dowody Pokazując, pierwsze z nim przełomali lody; Aż sami w się, aż Turczyn znowu głowę dźwiga, Aż się tylko nie pada między nimi liga
Skrót tekstu: PotMorKuk_III
Strona: 196
Tytuł:
Moralia
Autor:
Wacław Potocki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Gatunek:
fraszki i epigramaty, pieśni
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1688
Data wydania (nie wcześniej niż):
1688
Data wydania (nie później niż):
1688
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Dzieła
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Leszek Kukulski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1987
żołnierz i kawaler, był trochę i na inszych żołnierzów, osobliwie w związku o zasługi swoje skonfederowanych, lubo komilitonów swoich, baczniejszy i dyskretniejszy, w tak wielkiej jednak sławie. Fortuny swej, potomkiem męskiej płci od Boga upośledzony, córkom tylko swoim dwom, za zacnych ludzi i senatorów wydanym, dóbr swoich i królewskich pamiętną, osobliwie tykocińskiej włości, partycyją zostawił.
Te w Ukrainie rzeczy, gdy dzielnością Czarnieckiego działy się, w Polsce nowe wyniknęły kłótnie, a to z tej miary. Od kilku lat niechętny król Kazimierz i królowa Ludowika Lubomirskiemu, marszałkowi i hetmanowi polnemu, z różnych okazji, osobliwie z przeszkody elekcji nowego króla za żywota Kazimierzowego
żołnierz i kawaler, był trochę i na inszych żołnierzów, osobliwie w związku o zasługi swoje skonfederowanych, lubo komilitonów swoich, baczniejszy i dyskretniejszy, w tak wielkiej jednak sławie. Fortuny swej, potomkiem męskiej płci od Boga upośledzony, córkom tylko swoim dwom, za zacnych ludzi i senatorów wydanym, dóbr swoich i królewskich pamiętną, osobliwie tykocińskiej włości, partycyją zostawił.
Te w Ukrainie rzeczy, gdy dzielnością Czarnieckiego działy się, w Polscze nowe wyniknęły kłótnie, a to z tej miary. Od kilku lat niechętny król Kazimierz i królowa Ludowika Lubomirskiemu, marszałkowi i hetmanowi polnemu, z różnych okazyi, osobliwie z przeszkody elekcyi nowego króla za żywota Kazimierzowego
Skrót tekstu: JemPam
Strona: 344
Tytuł:
Pamiętnik dzieje Polski zawierający
Autor:
Mikołaj Jemiołowski
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Gatunek:
kroniki
Tematyka:
historia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
między 1683 a 1693
Data wydania (nie wcześniej niż):
1683
Data wydania (nie później niż):
1693
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Jan Dzięgielewski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
"DIG"
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
2000
sto zajęcy. Płakał przecie jako bóbr, a ze łzami szczery Jad mu pryskał po piersiach, kiedy kawalery I swych widzi rycerzów, jednych jako wory Na wozach, drugich jako bydło do obory Gnanych z pola, i chociaż nie śmie słowa z gęby Wypuścić, kiedyż-tedyż ostrzy na nas zęby. Jakoż wzięli dziś chłostę tak pamiętną, że by Sześćniedzielne z Turkami zrównała potrzeby. Kiedy tak znacznie spuścił kwintą Osman hardy, I u swych, i u naszych przychodził do wzgardy, Bo z której spadł nadzieje, naszy ją w też tropy Chwycili, do większych dzieł biorący pochopy, WOJNA CHOCIMSKA
Gdy swoich sześciudziesiąt nie straciwszy więcej, Położyli na placu Turków
sto zajęcy. Płakał przecie jako bóbr, a ze łzami szczery Jad mu pryskał po piersiach, kiedy kawalery I swych widzi rycerzów, jednych jako wory Na wozach, drugich jako bydło do obory Gnanych z pola, i chociaż nie śmie słowa z gęby Wypuścić, kiedyż-tedyż ostrzy na nas zęby. Jakoż wzięli dziś chłostę tak pamiętną, że by Sześćniedzielne z Turkami zrównała potrzeby. Kiedy tak znacznie spuścił kwintą Osman hardy, I u swych, i u naszych przychodził do wzgardy, Bo z której spadł nadzieje, naszy ją w też tropy Chwycili, do większych dzieł biorący pochopy, WOJNA CHOCIMSKA
Gdy swoich sześciudziesiąt nie straciwszy więcej, Położyli na placu Turków
Skrót tekstu: PotWoj1924
Strona: 271
Tytuł:
Transakcja Wojny Chocimskiej
Autor:
Wacław Potocki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
poematy epickie
Tematyka:
wojskowość
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1670
Data wydania (nie wcześniej niż):
1670
Data wydania (nie później niż):
1670
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Aleksander Brückner
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Kraków
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Zakład Narodowy im. Ossolińskich
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1924