na śmierć morskiemu dziwowi wydaje Piękne panny; chce tam być, ale go tak boli Krzywda cnej Olimpiej, że iść pierwej woli Przeciwko Cimoskowi, królowi Fryzjej, Który trzyma w więzieniu męża Olimpiej. Zabija go i inszych ludzi jego wiele; Olimpia z Birenem jedzie na wesele. AlegORIE. W tej dziewiątej pieśni jest przykład pamiętnej, szczerej i stałej miłości, która się w statecznych i dzielnych białychgłowach pospolicie najduje.
SKŁAD PIERWSZY.
Czego sroga, zdradliwa miłość nie sprawuje, Czego nie czyni z sercem, które opanuje, Jeśli mogła wyrazić Orlandowi cnemu Tę wierność, którą panu winien beł swojemu! Zawżdy mądry i baczny - by tak beł do końca
na śmierć morskiemu dziwowi wydaje Piękne panny; chce tam bydź, ale go tak boli Krzywda cnej Olimpiej, że iść pierwej woli Przeciwko Cimoskowi, królowi Fryzyej, Który trzyma w więzieniu męża Olimpiej. Zabija go i inszych ludzi jego wiele; Olimpia z Birenem jedzie na wesele. ALLEGORYE. W tej dziewiątej pieśni jest przykład pamiętnej, szczerej i stałej miłości, która się w statecznych i dzielnych białychgłowach pospolicie najduje.
SKŁAD PIERWSZY.
Czego sroga, zdradliwa miłość nie sprawuje, Czego nie czyni z sercem, które opanuje, Jeśli mogła wyrazić Orlandowi cnemu Tę wierność, którą panu winien beł swojemu! Zawżdy mądry i baczny - by tak beł do końca
Skrót tekstu: ArKochOrlCz_I
Strona: 171
Tytuł:
Orland Szalony, cz. 1
Autor:
Ludovico Ariosto
Tłumacz:
Piotr Kochanowski
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
poematy epickie
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1620
Data wydania (nie wcześniej niż):
1620
Data wydania (nie później niż):
1620
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Jan Czubek
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Kraków
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Akademia Umiejętności
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1905
skąd się Turczyn w swej imprezie twierdzi, Głowa jego na długiej z wieże wisi żerdzi; Stanisław Koniecpolski polny, tamże wzięty, Jeszcze brząka w żałosnej Jedykule pęty; Słyszy chociaż pod ziemią, gdy na zguby nasze Bismanin, nadzieją opiły, się kasze. Obierz sama, ojczyzno! Sama życz buławy, Kogo do tak pamiętnej godnym widzisz sprawy; Pod którego byś głowy i piersi zaszczytem, Z chwały bożej, z całości swojej depozytem, Bezpieczna zostawała, aż Bóg twój obrońca, Zruci miesiąc pod nogi prawdy swojej słońca. Wszyscy oczy i serca na jednego zgodnie Obrócą Chodkiewicza; tak się zda, że młodnie; Że dzieła nieśmiertelne, których
skąd się Turczyn w swej imprezie twierdzi, Głowa jego na długiej z wieże wisi żerdzi; Stanisław Koniecpolski polny, tamże wzięty, Jeszcze brząka w żałosnej Jedykule pęty; Słyszy chociaż pod ziemią, gdy na zguby nasze Bismmanin, nadzieją opiły, się kasze. Obierz sama, ojczyzno! Sama życz buławy, Kogo do tak pamiętnej godnym widzisz sprawy; Pod którego byś głowy i piersi zaszczytem, Z chwały bożej, z całości swojej depozytem, Bezpieczna zostawała, aż Bóg twój obrońca, Zruci miesiąc pod nogi prawdy swojej słońca. Wszyscy oczy i serca na jednego zgodnie Obrócą Chodkiewicza; tak się zda, że młodnie; Że dzieła nieśmiertelne, których
Skrót tekstu: PotWoj1924
Strona: 49
Tytuł:
Transakcja Wojny Chocimskiej
Autor:
Wacław Potocki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
poematy epickie
Tematyka:
wojskowość
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1670
Data wydania (nie wcześniej niż):
1670
Data wydania (nie później niż):
1670
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Aleksander Brückner
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Kraków
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Zakład Narodowy im. Ossolińskich
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1924
teraz się postrzygli W bojaźliwe zające; do gęstego chrostu Przed jednym, wieczna hańbo! ucieka ich po stu. Tak rzewliwie narzekał, jakoby go ubił, Osman, zwłaszcza gdy wspomni meczet, który ślubił Swemu Mahometowi. Wszyscy spuszczą oczy, Zwieszą karki, bo go ćma starszyny otoczy; Jakoż jeszcze i razu chłosty tak pamiętnej Nie wzięli Turcy na tej wojnie obojętnej, Jako dziś, co i sami z pokornym wzdychaniem Potem przypominali, gdy się traktowaniem W ich obozie bawili naszy komisarze; Jak wiele, jako wielkich, w dzisiejszym pożarze Ludzi, z nieogarnioną szkodą Jasnej bronie I sławnej solimańskiej monarchii płonie; Tam prawie kwiat Afryki, Azji z Europą
teraz się postrzygli W bojaźliwe zające; do gęstego chrostu Przed jednym, wieczna hańbo! ucieka ich po stu. Tak rzewliwie narzekał, jakoby go ubił, Osman, zwłaszcza gdy wspomni meczet, który ślubił Swemu Mahometowi. Wszyscy spuszczą oczy, Zwieszą karki, bo go ćma starszyny otoczy; Jakoż jeszcze i razu chłosty tak pamiętnej Nie wzięli Turcy na tej wojnie obojętnej, Jako dziś, co i sami z pokornym wzdychaniem Potem przypominali, gdy się traktowaniem W ich obozie bawili naszy komisarze; Jak wiele, jako wielkich, w dzisiejszym pożarze Ludzi, z nieogarnioną szkodą Jasnej bronie I sławnej solimańskiej monarchiej płonie; Tam prawie kwiat Afryki, Azyej z Europą
Skrót tekstu: PotWoj1924
Strona: 198
Tytuł:
Transakcja Wojny Chocimskiej
Autor:
Wacław Potocki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
poematy epickie
Tematyka:
wojskowość
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1670
Data wydania (nie wcześniej niż):
1670
Data wydania (nie później niż):
1670
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Aleksander Brückner
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Kraków
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Zakład Narodowy im. Ossolińskich
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1924
powadze, szczodrobliwość swój owoc dawała; A ociec, choć beł skąpy, przecież rad wygadzał Dobrem synom i wolej słusznej nie przeszkadzał.
XLI
Jeśli się trafił kiedy gość, co jechał tędy, Lub umyślnie lub jakie zaniosły go błędy, Tak wdzięcznie beł przyjęty, tak uszanowany, Iż chęć obu rodzonych w sercu jego rany Pamiętnej wnet musiała uczynić miłości, Tem barziej, im wspominał częściej ich ludzkości. Cylander beł nazwany jeden, a drugiego Mianowano Tanakrem u chrztu zwyczajnego.
XL
Oba kawalerowie kształtni, gładcy, śmiali, Czci wiecznej godni, gdyby uwieść się nie dali Tem błazeństwom, które my miłością zowiemy I z dobrej drogi dla nich często zstępujemy
powadze, szczodrobliwość swój owoc dawała; A ociec, choć beł skąpy, przecież rad wygadzał Dobrem synom i wolej słusznej nie przeszkadzał.
XLI
Jeśli się trafił kiedy gość, co jechał tędy, Lub umyślnie lub jakie zaniosły go błędy, Tak wdzięcznie beł przyjęty, tak uszanowany, Iż chęć obu rodzonych w sercu jego rany Pamiętnej wnet musiała uczynić miłości, Tem barziej, im wspominał częściej ich ludzkości. Cylander beł nazwany jeden, a drugiego Mianowano Tanakrem u chrztu zwyczajnego.
XL
Oba kawalerowie kształtni, gładcy, śmiali, Czci wiecznej godni, gdyby uwieść się nie dali Tem błazeństwom, które my miłością zowiemy I z dobrej drogi dla nich często zstępujemy
Skrót tekstu: ArKochOrlCz_III
Strona: 139
Tytuł:
Orland szalony, cz. 3
Autor:
Ludovico Ariosto
Tłumacz:
Piotr Kochanowski
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
poematy epickie
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1620
Data wydania (nie wcześniej niż):
1620
Data wydania (nie później niż):
1620
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Jan Czubek
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Kraków
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Akademia Umiejętności
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1905
/ i jednym się artykułem zastawić niechcemy? Boję się iż to jest więtszy znak/ uderzenia w nas mściwej a nie znośnej ręki Pańskiej/ a niż ta Kometa/ na którąsmy nie dawno z niemałym przestrachem patrzyli. Czytając historie znajduję/ iż ludzie pospolicie po takowych gwałtach/ miejscom świętym wyrządzonych/ jawnej się jakiej a pamiętnej pomsty Pańskiej obawiali. Sokrates historyk Kościelny stary pisze/ iż w Konstantynopolu niewolnicy Pana jednego/ prze srogość i okrucieństwo jego zbiegli/ i do Kościoła wpadli/ i do ołtarza się z bronią rzucili: i tym co ołtarzowe do siebie dobyte bronie w rękach mając/ przystąpić nie dali: i tak w obronie swej/ chudzinę
/ y iednym się ártykułem zástáwić niechcemy? Boię się iż to iest więtszy znák/ vderzenia w nas mśćiwey á nie znośney ręki Páńskiey/ á niż tá Kometá/ ná ktorąsmy nie dawno z niemáłym przestráchem pátrzyli. Czytáiąc historye znáyduię/ iż ludźie pospolićie po tákowych gwałtách/ mieyscom świętym wyrządzonych/ iáwney się iákiey á pámiętney pomsty Páńskiey obawiáli. Sokrátes historyk Kośćielny stáry pisze/ iż w Konstántynopolu niewolnicy Páná iednego/ prze srogość y okrućieństwo iego zbiegli/ y do Kośćiołá wpádli/ y do ołtarzá się z bronią rzucili: y tym co ołtarzowe do śiebie dobyte bronie w rękách máiąc/ przystąpić nie dáli: y ták w obronie swey/ chudźinę
Skrót tekstu: BemKom
Strona: 27.
Tytuł:
Kometa to jest pogróżka z nieba na postrach, przestrogę i upomnienie ludzkie
Autor:
Mateusz Bembus
Drukarnia:
Andrzej Piotrkowczyk
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty perswazyjne
Gatunek:
pisma religijne
Tematyka:
religia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1619
Data wydania (nie wcześniej niż):
1619
Data wydania (nie później niż):
1619