Sędziego strasznego, nigdybyś go był nie śmiał śmiertelnym grzechem obrazić. Bracie kiedybyś ty widział piekło przed sobą, plotki to są, co mówicie: wolałbym w-piekło wlecieć, aniżeli tego nie uczynić; plotki to są mówię, przypal się jeno dobrze ogniem, każ jedno sobie szkło za paznokty zabijać, obaczysz czy tak śpiewać będziesz. otoż człowiecze grzeszny, nie znasz ty P. Boga twojego jako Sędziego. Zgrzeszywszy raz, nie wiesz czyć kiedykolwiek Bóg da żal abo miłość nadprzyrodzoną. Wiara cię uczy że jeżeli raz się na cię Bóg przy śmierci rozgniewa, nigdy się przez wszystkę wieczność tobie, nigdy wszytkim
Sędźiego strásznego, nigdybyś go był nie śmiał śmiertelnym grzechem obráźić. Bráćie kiedybyś ty widźiał piekło przed sobą, plotki to są, co mowićie: wolałbym w-piekło wlećieć, ániżeli tego nie vczynić; plotki to są mowię, przypal się ieno dobrze ogniem, każ iedno sobie szkło zá páznokty zábijáć, obaczysz czy ták spiewáć będźiesz. otoż człowiecze grzeszny, nie znasz ty P. Bogá twoiego iáko Sędźiego. Zgrzeszywszy raz, nie wiesz czyć kiedykolwiek Bog da żal ábo miłość nádprzyrodzoną. Wiárá ćię vczy że ieżeli raz się ná ćię Bog przy śmierći rozgniewa, nigdy się przez wszystkę wieczność tobie, nigdy wszytkim
Skrót tekstu: MłodzKaz
Strona: 57
Tytuł:
Kazania i homilie
Autor:
Tomasz Młodzianowski
Drukarnia:
Collegium Poznańskiego Societatis Iesu
Miejsce wydania:
Poznań
Region:
Wielkopolska
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty perswazyjne
Gatunek:
kazania
Tematyka:
religia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1681
Data wydania (nie wcześniej niż):
1681
Data wydania (nie później niż):
1681
śmiercią miał dogodzić? Wierzę, że i Hektor mężny był dlatego, Wiedząc, iż z murów zamku trojańskiego Pięknej Andromachy oko sędzim było, Gdy jego męstwo w polu dowodziło. Szczęsny Priamicze, mówię, z każdej strony, Żeś mężnie poległ w oczach własnej żony, Która płacząc ciebie włos złoty stargała, Rożane lice paznokty zdrapała I rany twe łzami omyła własnymi, Coraz całując usty rożanymi,
I żałosny popiół spalonego ciała Należnym grobem smutna darowała. I ja chociaż siły nie mam Hektorowej, Takim sposobem umrzeciem gotowy W twoich oczach, Anno, a tybyś z litości Zimnym marmurem przykryła me kości, Na którym ten napis byłby wydrożony: Tu
śmiercią miał dogodzić? Wierzę, że i Hektor mężny był dlatego, Wiedząc, iż z murow zamku trojańskiego Pięknej Andromachy oko sędzim było, Gdy jego męstwo w polu dowodziło. Szczęsny Priamicze, mowię, z każdej strony, Żeś mężnie poległ w oczach własnej żony, Ktora płacząc ciebie włos złoty stargała, Rożane lice paznokty zdrapała I rany twe łzami omyła własnymi, Coraz całując usty rożanymi,
I żałosny popioł spalonego ciała Należnym grobem smutna darowała. I ja chociaż siły nie mam Hektorowej, Takim sposobem umrzeciem gotowy W twoich oczach, Anno, a tybyś z litości Zimnym marmurem przykryła me kości, Na ktorym ten napis byłby wydrożony: Tu
Skrót tekstu: TrembWierszeWir_II
Strona: 225
Tytuł:
Wiersze
Autor:
Jakub Teodor Trembecki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Gatunek:
fraszki i epigramaty, pieśni
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
między 1643 a 1719
Data wydania (nie wcześniej niż):
1643
Data wydania (nie później niż):
1719
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Wirydarz poetycki
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Aleksander Brückner
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Lwów
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Towarzystwo dla Popierania Nauki Polskiej
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1911
Pyra, quae multos deuoret una reos etc. (Pyra, tojest stos ognisty.) Intereasque feris dilaniatus equis etc. Mors Christianis ludus est. mówi tenże,
Pierwsza katowania Species Equueeus,alias proba Tortury,wyciągającej Ciało, instrument dla drapania i czesania żelaznemi drapaczkami, albo paznokciami.
Druga spectes Ungulie, tojest paznokty, pazory żelazne jak u drapieżnych bestii, któremi wyciągnione Ciała Męczenników drapano i szarpano okrutnie
Trzecia species Candentes Laminae, tojest rozpalone w ogniu blachy, któremi SS Męczenników ściskano boki, łytki etc.
Czwarta species Puimbutae, tojest Basałyki, alias kul ołowianych na końcu sznura nawiązanie, któremi Męczenników po Ciele, osobliwie w kark bito
Pyra, quae multos deuoret una reos etc. (Pyra, toiest stos ognisty.) Intereasque feris dilaniatus equis etc. Mors Christianis ludus est. mowi tenże,
Pierwsza katowania Species Equueeus,alias proba Tortury,wyciągaiącey Ciało, instrument dla drapania y czesania żelaznemi drapaczkami, albo paznokciami.
Druga spectes Ungulie, toiest paznokty, pazory żelazne iak u drapieżnych bestyi, ktoremi wyciągnione Ciała Męczennikow drapano y szarpano okrutnie
Trzecia species Candentes Laminae, toiest rospalone w ogniu blachy, ktoremi SS Męczennikow ściskano boki, łytki etc.
Czwarta species Puimbutae, toiest Basałyki, alias kul ołowianych ná końcu sznura nawiązanie, ktoremi Męczennikow po Ciele, osobliwie w kark bito
Skrót tekstu: ChmielAteny_I
Strona: 1012
Tytuł:
Nowe Ateny, t. 1
Autor:
Benedykt Chmielowski
Drukarnia:
J.K.M. Collegium Societatis Iesu
Miejsce wydania:
Lwów
Region:
Ziemie Ruskie
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty naukowo-dydaktyczne lub informacyjno-poradnikowe
Gatunek:
encyklopedie, kompendia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1755
Data wydania (nie wcześniej niż):
1755
Data wydania (nie później niż):
1755
choroba ta Hiszpanów się nie imowała i Murzynów/ aż pierwej Indiany zaraziwszy. Druga/ że inszy Indianowie przychodniowie wolni od tej zarazy zostawali/ póki do ich krainy to złe nie dochodziło. Przypadała ta choroba z bólem nerek/ z petociami/ i z koliką: gnojąc palce u nóg i u rąk/ twarz i paznokty łupiąc/ i skorę ciała wszytkiego odmieniając/ i barwę i włosy i powieki. X. Rektor tego tam Kolegium pierwej niżeli się choroba zajęła/ na rynku każąc/ częstokroć wszytkich w powinności przestrzegał/ jako chorych w tej ich przygodzie winni byli ratować/ a Plebany i kapłany osobliwie jako ich cieszyć i naświętszych Sakramentów im udzielać
chorobá tá Hiszpanow się nie imowáłá y Murzynow/ áż pierwey Indyany záráźiwszy. Druga/ że inszy Indyanowie przychodniowie wolni od tey zarázy zostawáli/ poki do ich kráiny to złe nie dochodźiło. Przypadáłá tá chorobá z bolem nerek/ z petoćiámi/ y z koliką: gnoiąc pálce u nog y u rąk/ twarz y páznokty łupiąc/ y skorę ćiáłá wszytkiego odmieniáiąc/ y bárwę y włosy y powieki. X. Rektor tego tám Collegium pierwey niżeli się chorobá záięłá/ ná rynku każąc/ częstokroć wszytkich w powinnośći przestrzegał/ iáko chorych w tey ich przygodźie winni byli rátowáć/ á Plebany y kápłany osobliwie iáko ich ćieszyć y naświętszych Sákrámentow im udźieláć
Skrót tekstu: TorRoz
Strona: 8.
Tytuł:
O rozszerzeniu wiary świętej chrześcijańskiej katolickiej w Ameryce na Nowym Świecie
Autor:
Diego de Torres
Tłumacz:
Anonim
Drukarnia:
Andrzej Piotrkowczyk
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Gatunek:
relacje
Tematyka:
egzotyka, geografia, religia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1603
Data wydania (nie wcześniej niż):
1603
Data wydania (nie później niż):
1603
tortury Nad wynalazek czekały człowieczy Czegoć nie dadzą; coć słusznie należy Ze za Twą Tarczą? w swej kwitną odzieży? 11. Sąsiedzkie Państwo, i Orzeł dwojgłowy Z swoich nie dawno ozdób wypierzony A w rzeczy samej brudny, i zle zdrowy Jako Mongibel ogniem opalony Ze się na przyszłe animując łowy W pierże, paznokty, odrasta i spony; Któż mu powabem? iżalisz nie złoty? Puklerz Twój do dzieł; i takiej ochoty? 12. Już na Tatarskie świszcze nielękliwy By nań i wszytkie wysuli kołczany Sajdaczny Strzelec; już u niego dziwy I rogatego Księżyca tumany Pójdzie za toba; ruin swoich mściwy Na te harpije; dzikie Bissurmany
tortury Nád wynálazek czekáły człowieczy Czegoć nie dádzą; coć słusznie należy Ze zá Twą Tarczą? w swey kwitną odźieży? 11. Sąśiedzkie Páństwo, y Orzeł dwoygłowy Z swoich nie dawno ozdob wypierzony A w rzeczy sámey brudny, y zle zdrowy Iáko Mongibel ogniem opalony Ze się ná przyszłe animuiąc łowy W pierże, páznokty, odrasta y spony; Ktoż mu powabem? iżálisz nie złoty? Puklerz Twoy do dźieł; y tákiey ochoty? 12. Iuż ná Tátárskie świszcze nielękliwy By nań y wszytkie wysuli kołczany Sáydáczny Strzelec; iuż v niego dźiwy Y rogátego Xiężycá tumány Poydźie zá tobá; ruin swoich mśćiwy Ná te hárpije; dźikie Bissurmány
Skrót tekstu: ChrośTrąba
Strona: B
Tytuł:
Trąba wiekopomnej sławy
Autor:
[Chrościński Wojciech Stanisław]
Drukarnia:
Karol Ferdynand Schreiber
Miejsce wydania:
Warszawa
Region:
Mazowsze
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Gatunek:
panegiryki
Tematyka:
polityka
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1684
Data wydania (nie wcześniej niż):
1684
Data wydania (nie później niż):
1684
herbownym Przytępił szablę; nie unoś się płochy Tą Viktórią; i niebądź tak mownym Doznasz wnet z Matki, fortuny, Macochy. Co się zaś męstwem chlubisz powetownym Dasz przykład z siebie, Marsa alternaty Za trzeciodniowe, gdyć dobiją straty. 65. Na obłów Orły, na łup, i zdobyczy Gotujcie skrzydła, paznokty i spony, Już przeciwko wam, tłum się Sępów liczy Za swej powodem gromadnych Latony Niecierpcie; aby w porze rowienniczy Śmieli się zwami pocierać Bistony Wzbijcie się lotem, na ich szyję raczy I do ostatniej potłumcie rozpaczy. 66. Niechaj kark złamie; niech szyją nałoży Ani o sobie tak wiele rozumie Ze w
herbownym Przytępił száblę; nie vnoś się płochy Tą Viktorią; y niebądź ták mownym Doznasz wnet z Mátki, fortuny, Mácochy. Co się záś męstwem chlubisz powetownym Dasz przykład z śiebie, Marsa álternaty Zá trzećiodniowe, gdyć dobiią stráty. 65. Ná obłow Orły, ná łup, y zdobyczy Gotuyćie skrzydłá, páznokty y spony, Iuż przećiwko wam, tłum się Sępow liczy Zá swey powodem gromádnych Látony Niećierpćie; áby w porze rowienniczy Smieli się zwámi poćieráć Bistony Wzbiyćie się lotem, ná ich szyię ráczy Y do ostátniey potłumćie rospáczy. 66. Niechay kárk złamie; niech szyią náłoży Ani o sobie ták wiele rozumie Ze w
Skrót tekstu: ChrośTrąba
Strona: C4
Tytuł:
Trąba wiekopomnej sławy
Autor:
[Chrościński Wojciech Stanisław]
Drukarnia:
Karol Ferdynand Schreiber
Miejsce wydania:
Warszawa
Region:
Mazowsze
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Gatunek:
panegiryki
Tematyka:
polityka
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1684
Data wydania (nie wcześniej niż):
1684
Data wydania (nie później niż):
1684
nasycony dymem; Przeto się dziś bez swego nie puszczę kucharza”. Nie zawszeż się, nie zawsze taki bankiet zdarza, Na który cię proszono, choć bębnią, choć trąbią: Dopieroż nie chodź, kiedy na cię nie zarąbią; Często nożem, na cudze umytym biskokty, Chleba nie jadł pasorzyt i dłubał paznokty Miasto zębów; nieraz spać bez wieczerzy chodził, Gdy swojej nie gotując kto, na cudzą godził. Na tych rozmowach, które poświadczają jedni, Drudzy przeczą, czas trawił, aże się rozedni; Armata do Kamieńca CZĘŚĆ DZIEWIĄTA
Zda mu się, że noc roście i każdego pyta, Jeżeli się dzień robi? Jeżeli już
nasycony dymem; Przeto się dziś bez swego nie puszczę kucharza”. Nie zawszeż się, nie zawsze taki bankiet zdarza, Na który cię proszono, choć bębnią, choć trąbią: Dopieroż nie chodź, kiedy na cię nie zarąbią; Często nożem, na cudze umytym biskokty, Chleba nie jadł pasorzyt i dłubał paznokty Miasto zębów; nieraz spać bez wieczerzy chodził, Gdy swojej nie gotując kto, na cudzą godził. Na tych rozmowach, które poświadczają jedni, Drudzy przeczą, czas trawił, aże się rozedni; Armata do Kamieńca CZĘŚĆ DZIEWIĄTA
Zda mu się, że noc roście i każdego pyta, Jeżeli się dzień robi? Jeżeli już
Skrót tekstu: PotWoj1924
Strona: 288
Tytuł:
Transakcja Wojny Chocimskiej
Autor:
Wacław Potocki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
poematy epickie
Tematyka:
wojskowość
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1670
Data wydania (nie wcześniej niż):
1670
Data wydania (nie później niż):
1670
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Aleksander Brückner
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Kraków
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Zakład Narodowy im. Ossolińskich
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1924
/ toć onego było/ Dobra miłego/ gdy się zaświeciło. Tom ich z wierzchu przykrył zaś drugim przetakiem/ Duszyłem ich/ a poście jadałem ich z makiem. Sobole.
SOblam ra pojmał/ a on łowił myszy/ Ogon miał jako rożen/ sam bury a łysy. Ale mię był po rękach paznokty podrapał/ A wszytko miau śpiewał/ gdym tgo rękami łapał. Sarny.
SArnech też obszedł u chłopa na gnoju/ Wszytko na mię szczekała nie miałem pokoju. Kuropatwy.
Chodziełem też raz z sakiem koło wody/ Najdę Kurpatw stado na kępie u wody. A ony sobie kord/ kord nadobnie śpiewały/
/ toć onego było/ Dobrá miłego/ gdy się záświećiło. Tom ich z wierzchu przykrył záś drugim przetákiem/ Duszyłem ich/ á pośćie iádałem ich z mákiem. Sobole.
SOblám ra poimał/ á on łowił myszy/ Ogon miał iako rożen/ sam bury á łysy. Ale mię był po rękách páznokty podrápał/ A wszytko miáu śpiewał/ gdym tgo rękámi łápał. Sárny.
SArnech też obszedł v chłopá ná gnoiu/ Wszytko ná mię szczekáłá nie miałem pokoiu. Kuropatwy.
Chodźiełem też raz z sákiem koło wody/ Naydę Kurpatw stádo ná kępie v wody. A ony sobie kord/ kord nádobnie śpiewáły/
Skrót tekstu: NowSow
Strona: A3v
Tytuł:
Nowy Sowiźrzał abo raczej Nowyźrzał
Autor:
Anonim
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Gatunek:
fraszki i epigramaty
Poetyka żartu:
tak
Data wydania:
1684
Data wydania (nie wcześniej niż):
1684
Data wydania (nie później niż):
1684