, on mu też odpowie Trefnie barzo, a zatym koniec swojej mowie Uczynił, co bynajmniej bożkowi niemiło. Przymowkim tej zapomniał, coś o zadku było. Znowu zaczął Kupido, Mars go ręką srogi Po rumianej twarzyczce siągnął przez dwa bogi. Wnet bożek tą zniewagą srodze się rozżarzy, Rzucił się rozgniewany do Marsowej twarzy. Paznokty go podrapał, ucieszył się z tego, Że krew obaczył Marsa niezwyciężonego. A Mars też nie do broni, nie jak bitwę zwodzą Waleczni zapaśnicy, gdy za pasy chodzą, Ale go ujął za łeb a ręce Marsowe W szczyrojedwabne włosy wplotły się bożkowe. Jako gdy jedwab robi bombiks, robak mały, Tak się ręce
, on mu też odpowie Trefnie barzo, a zatym koniec swojej mowie Uczynił, co bynajmniej bożkowi niemiło. Przymowkim tej zapomniał, coś o zadku było. Znowu zaczął Kupido, Mars go ręką srogi Po rumianej twarzyczce siągnął przez dwa bogi. Wnet bożek tą zniewagą srodze się rozżarzy, Rzucił się rozgniewany do Marsowej twarzy. Paznokty go podrapał, ucieszył się z tego, Że krew obaczył Marsa niezwyciężonego. A Mars też nie do broni, nie jak bitwę zwodzą Waleczni zapaśnicy, gdy za pasy chodzą, Ale go ujął za łeb a ręce Marsowe W szczyrojedwabne włosy wplotły się bożkowe. Jako gdy jedwab robi bombix, robak mały, Tak się ręce
Skrót tekstu: NaborWierWir_I
Strona: 311
Tytuł:
Wiersze
Autor:
Daniel Naborowski
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
między 1620 a 1640
Data wydania (nie wcześniej niż):
1620
Data wydania (nie później niż):
1640
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Wirydarz poetycki
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Aleksander Brückner
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Lwów
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Towarzystwo dla Popierania Nauki Polskiej
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1910
psczoły rozegnał, i dobrę biesiadę. By wżdy co był godnego, chłop jakiś opiły, Wszytkim serce upadło, co wesołe były. Bacząc to one panie, poczęły mu łajać, Ba chciały go po trosze na kawalce krajać. Bardzo to niebożęta obciążały sobie, Uszy mu obrywały, ba i oczy obie Pięściami spodbijały, paznokty podarły. Ledwie iże on zdrajca nie został umarły. Od tamtych czas poczęły miedzy sobą radzić, Co takiemu uczynić, co się pocznie wadzić. My (prawi) nie możemy chłopów za łeb wodzić, Próżno trzeba nam z bronią jakąkolwiek chodzić. Bo nas takie despekty często potykają, Chłopi się nas nie boję, bo
psczoły rozegnał, i dobrę biesiadę. By wżdy co był godnego, chłop jakiś opiły, Wszytkim serce upadło, co wesołe były. Bacząc to one panie, poczęły mu łajać, Ba chciały go po trosze na kawalce krajać. Bardzo to niebożęta obciążały sobie, Uszy mu obrywały, ba i oczy obie Pięściami spodbijały, paznokty podarły. Ledwie iże on zdrajca nie został umarły. Od tamtych czas poczęły miedzy sobą radzić, Co takiemu uczynić, co sie pocznie wadzić. My (prawi) nie możemy chłopów za łeb wodzić, Próżno trzeba nam z bronią jakąkolwiek chodzić. Bo nas takie despekty często potykają, Chłopi się nas nie boję, bo
Skrót tekstu: SejmBiałBad
Strona: 63
Tytuł:
Sejm białogłowski
Autor:
Anonim
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
utwory synkretyczne
Gatunek:
satyry
Tematyka:
obyczajowość
Poetyka żartu:
tak
Data wydania:
nie wcześniej niż 1617
Data wydania (nie wcześniej niż):
1617
Data wydania (nie później niż):
1650
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Polska satyra mieszczańska. Nowiny sowiźrzalskie
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Karol Badecki
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Kraków
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Zakład Narodowy im. Ossolińskich
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1950