. Różne miłość przysmaki, różne ma swe gusty, A to i Gusmanowi sprawiła zapusty. Więc żeby pysk wypłukał z przysmaków miłości, Porwawszy się, do studnie bieży jak najprościej. 42 (P). MIEJSKA PRZYJAŹŃ
Mylą się, co tak lekko miejską przyjaźń cenią, Że więcej w niej krom rożna nie masz na pieczenią, Bo moja gospodyni kształtem żyje rożnem: Gotowa dać pieczeni, kto przyjedzie z rożnem. 43. MAZOWIECKIE KURY
Rano trefunkiem idę po warszawskim trecie, Aż baba gawronięta przedaje kobiecie. „Za cóż mi tego dacie, co to z gołą rzycią?” „Za trzy grosze.” A mieszczka: „Pospołu z
. Różne miłość przysmaki, różne ma swe gusty, A to i Gusmanowi sprawiła zapusty. Więc żeby pysk wypłukał z przysmaków miłości, Porwawszy się, do studnie bieży jak najprościej. 42 (P). MIEJSKA PRZYJAŹŃ
Mylą się, co tak lekko miejską przyjaźń cenią, Że więcej w niej krom rożna nie masz na pieczenią, Bo moja gospodyni kształtem żyje rożnem: Gotowa dać pieczeni, kto przyjedzie z rożnem. 43. MAZOWIECKIE KURY
Rano trefunkiem idę po warszawskim trecie, Aż baba gawronięta przedaje kobiecie. „Za cóż mi tego dacie, co to z gołą rzycią?” „Za trzy grosze.” A mieszczka: „Pospołu z
Skrót tekstu: PotFrasz4Kuk_I
Strona: 223
Tytuł:
Fraszki albo Sprawy, Powieści i Trefunki.
Autor:
Wacław Potocki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Gatunek:
fraszki i epigramaty
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1669
Data wydania (nie wcześniej niż):
1669
Data wydania (nie później niż):
1669
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Dzieła
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Leszek Kukulski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1987
polewaj masłem/ zdejmi z różna na MIsę/ żeby polewka była na misie, gdy to przestygnie/ powybieraj miesiste miejsca/ a kościste rozbierz w członki pięknie/ utłucz to mięsiste dobrze w Moździerzu jako masło/ przebij przez sito/ Jajec kokoszych uwarz/ żółtki wybierz/ przebij przez sito/ wprzód w Moździerzu utłukszy/ Weźmij pieczenią wołową mięsista/ i Baranią/ piecz bez soli/ a gdy się dopieka zdyjmij na misę/ do onej pierwszej co z Kapłonów polewki/ pokol/ wyciśnij polewkę/ złoż to tłuczone mięso i jajca społem/ zmieszaj/ rozpuść rosołem/ który masz w garncu/ włóż na misę Grzanek suchych z chleba białego/
poleway másłem/ zdeymi z rozná ná MIsę/ żeby polewka byłá na miśie, gdy to przestygnie/ powybieray miesiste mieyscá/ á kościste rozbierz w członki pieknie/ vtłucz to mięśiste dobrze w Moźdźierzu iáko masło/ przebiy przez śito/ Iáiec kokoszych vwarz/ żołtki wybierz/ przebiy przez śito/ wprzod w Mozdźierzu vtłukszy/ Weźmiy pieczenią wołową mięśista/ y Báránią/ piecz bez soli/ á gdy sie dopieká zdiymiy ná misę/ do oney pierwszey co z Kapłonow polewki/ pokol/ wyćiśniy polewkę/ złoż to tłuczone mięso y iaycá społem/ zmieszay/ rospuść rosołem/ ktory masz w gárncu/ włoż ná misę Grzanek suchych z chlebá białego/
Skrót tekstu: CzerComp
Strona: 40
Tytuł:
Compendium ferculorum albo zebranie potraw
Autor:
Stanisław Czerniecki
Drukarnia:
Jerzy i Mikołaj Schedlowie
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty naukowo-dydaktyczne lub informacyjno-poradnikowe
Gatunek:
poradniki
Tematyka:
kulinaria
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1682
Data wydania (nie wcześniej niż):
1682
Data wydania (nie później niż):
1682
Rzym stał, przenoście mieszkanie, Ustępujcie czym prędzej do Wejów, Rzymianie; Gdzie kiedy Rzym Francuzi obrócą w perzyny, Chcieliście, lecz rozradził Kamil przenosiny. Dalej z Polski, potomku cnotliwego Piasta! Księża i wsi, i wszytkie wykupili miasta. Jeśli które szlachecką dzierżawą się mienią, Ubogi szlachcic rożen, ksiądz trzyma pieczenią. Wyderkafy, decymy, rozliczne fundusze, Przed kilkuset lat zmarłe wykupując dusze Na każdy rok; choć w ordzie, oddawszy raz, jak się Kto szacował, na wieki wolen będzie w taksie. Już orzeł nie ma gniazdu miejsca na swej jedli, Kiedy sępi konary do wierzchu osiedli. Lewici w pokolenie Judy się przetworzą
Rzym stał, przenoście mieszkanie, Ustępujcie czym prędzej do Wejów, Rzymianie; Gdzie kiedy Rzym Francuzi obrócą w perzyny, Chcieliście, lecz rozradził Kamil przenosiny. Dalej z Polski, potomku cnotliwego Piasta! Księża i wsi, i wszytkie wykupili miasta. Jeśli które szlachecką dzierżawą się mienią, Ubogi szlachcic rożen, ksiądz trzyma pieczenią. Wyderkafy, decymy, rozliczne fundusze, Przed kilkuset lat zmarłe wykupując dusze Na każdy rok; choć w ordzie, oddawszy raz, jak się Kto szacował, na wieki wolen będzie w taksie. Już orzeł nie ma gniazdu miejsca na swej jedli, Kiedy sępi konary do wierzchu osiedli. Lewici w pokolenie Judy się przetworzą
Skrót tekstu: PotFrasz3Kuk_II
Strona: 637
Tytuł:
Ogrodu nie wyplewionego część trzecia
Autor:
Wacław Potocki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Gatunek:
fraszki i epigramaty
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1677
Data wydania (nie wcześniej niż):
1677
Data wydania (nie później niż):
1677
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Dzieła
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Leszek Kukulski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1987
ośród lata; Kilkunastu sąsiadów do szlachcica brata Zmówiwszy się przyjadą; każą owsa, siana Dla koni brać, co trzeba. Sami, wódki z rana Zażywszy z gospodarzem, szli na miasto, żeby Każdy swoje do domu kupował potrzeby. Gotuje, co kto przyniósł, dziewka ochędożna, Garka na sztukę mięsa, na pieczenią rożna Nie żałuje; były też kapłony oprawne, Miejska przyjaźń, przysłowie jako mówi dawne. Proszą szlachcica brata jeść z sobą pospołu: Siadł z żoną i co miał sam, każe dać do stołu. Więc jaki miejski zwyczaj przed knapy, przed szewce, Każe piwa przed szlachtę postawić w konewce. Kaczmarz zaczyna rzędy
ośród lata; Kilkunastu sąsiadów do szlachcica brata Zmówiwszy się przyjadą; każą owsa, siana Dla koni brać, co trzeba. Sami, wódki z rana Zażywszy z gospodarzem, szli na miasto, żeby Każdy swoje do domu kupował potrzeby. Gotuje, co kto przyniósł, dziewka ochędożna, Garka na sztukę mięsa, na pieczenią rożna Nie żałuje; były też kapłony oprawne, Miejska przyjaźń, przysłowie jako mówi dawne. Proszą szlachcica brata jeść z sobą pospołu: Siadł z żoną i co miał sam, każe dać do stołu. Więc jaki miejski zwyczaj przed knapy, przed szewce, Każe piwa przed szlachtę postawić w konewce. Kaczmarz zaczyna rzędy
Skrót tekstu: PotMorKuk_III
Strona: 238
Tytuł:
Moralia
Autor:
Wacław Potocki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Gatunek:
fraszki i epigramaty, pieśni
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1688
Data wydania (nie wcześniej niż):
1688
Data wydania (nie później niż):
1688
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Dzieła
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Leszek Kukulski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1987
MAŁEJ KUPIE JEŚĆ, A W WIELKIEJ SIĘ BlĆ
Dawnej przyjaźni ze mną złączony obligiem Zacny senator w mój dom przyjedzie kuligiem Niespodzianie, gdyżem był odległym sąsiadem, Z wielkim orszakiem i sług, i przyjaciół. Radem. Skoro po długich trelach z maszkar się wylenią, Proszę, i co przy niej być może, na pieczenią. Pozastawiano stoły, dano wina chustem, Niech będzie znój, ma-li być łaźnia. Mięsopustem Mięsopust. Piwnica mnie, ufam, nie zasmuci. Potem spać, jako rani ozwą się koguci. Tymczasem starożytnej, wdowcem bywszy, baby Proszę o wczesny obiad; aż owa: „Trzeba by Wołu i wieprza zabić
MAŁEJ KUPIE JEŚĆ, A W WIELKIEJ SIĘ BlĆ
Dawnej przyjaźni ze mną złączony obligiem Zacny senator w mój dom przyjedzie kuligiem Niespodzianie, gdyżem był odległym sąsiadem, Z wielkim orszakiem i sług, i przyjaciół. Radem. Skoro po długich trelach z maszkar się wylenią, Proszę, i co przy niej być może, na pieczenią. Pozastawiano stoły, dano wina chustem, Niech będzie znój, ma-li być łaźnia. Mięsopustem Mięsopust. Piwnica mnie, ufam, nie zasmuci. Potem spać, jako rani ozwą się koguci. Tymczasem starożytnej, wdowcem bywszy, baby Proszę o wczesny obiad; aż owa: „Trzeba by Wołu i wieprza zabić
Skrót tekstu: PotMorKuk_III
Strona: 306
Tytuł:
Moralia
Autor:
Wacław Potocki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Gatunek:
fraszki i epigramaty, pieśni
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1688
Data wydania (nie wcześniej niż):
1688
Data wydania (nie później niż):
1688
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Dzieła
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Leszek Kukulski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1987
sobie jasny dzień wrota otwiera, Febus posiane perły z Rosy zbiera. Porwie się Dziecko zrządzi z niedospania, Ziewa, a coraz głowę palcy skrobie, Ręce przeciąga, co mi do kochania Czy-iego, i tak mrucząc, gada sobie: KSIĄŻĘ się kocha, mnie noc na dzień mienią, Ja trzymam Rożen, on weźmie Pieczenią. Przerwie chłopięciu ADOLF dyskurs pusty, Pieści, przytula do serca, do twarzy Wziąwszy na Ręce łący usta z usty, Spyta: coć się to mój Zefirze marzy? Czyń coś obiecał, panuj nad swym słowem, Mnie uszczęśliwij fortunnym połowem.
Uznał sam Zefir, że zaczęło świtać, Gotów na podroż,
sobie iasny dzień wrota otwiera, Febus posiane perły z Rosy zbiera. Porwie się Dziecko zrządzi z niedospania, Ziewa, á coraz głowę pálcy skrobie, Ręce przeciąga, co mi do kochania Czy-iego, y ták mrucząc, gáda sobie: XIĄZĘ się kocha, mnie noc ná dzień mienią, Já trzymam Rożen, on weźmie Pieczenią. Przerwie chłopięciu ADOLF dyskurs pusty, Pieści, przytula do serca, do twárzy Wziąwszy ná Ręce łączy usta z usty, Spyta: coć się to moy Zefirze marzy? Czyń coś obiecał, panuy nad swym słowem, Mnie uszczęśliwij fortunnym połowem.
Uznał sam Zefir, że záczeło świtać, Gotow ná podroż,
Skrót tekstu: DrużZbiór
Strona: 26
Tytuł:
Zbiór rytmów
Autor:
Elżbieta Drużbacka
Miejsce wydania:
Warszawa
Region:
Mazowsze
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
utwory synkretyczne
Gatunek:
pieśni, poematy epickie, satyry, żywoty świętych
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1752
Data wydania (nie wcześniej niż):
1752
Data wydania (nie później niż):
1752
Cygan w bieli. In hospitio formoso hospes deformis. Miejskie dziecię jako prosię/ a szlacheckie jako szczenię. Miejsce i czas często śmiałości dodają. Miłośnice/ drapieżnice. 10
Miłości/ tylko cię do śmierci. Miece się by pies na łańcuchu. Tanquam leo corda vinctus agitur. Miejska przyjaźń konwie na piwo a różna na pieczenią nie bronić. Mierzy go łakomy/ wolałby sam. Mamli świnie paść/ wolę całą trzodę. Praestat vitis vlmum esse, quam hederae. Miedzy dwiema siekiera zginęła. Mówiwszy po baranie/ trzeba też co i po wilku rzec. Miło tam patrzyć/ gdzie w nadobnym ciele/ Cnota z Rozumem gniazdo sobie ściele
Cygan w bieli. In hospitio formoso hospes deformis. Mieyskie dźiećię iáko prośię/ á szlácheckie iáko szcżenię. Mieysce y cżas cżęsto śmiáłośći dodáią. Miłośnice/ drapieżnice. 10
Miłośći/ tylko ćię do śmierći. Miece się by pies ná łáńcuchu. Tanquam leo corda vinctus agitur. Mieyska przyiaźń konwie ná piwo á rożna ná pieczenią nie bronić. Mierźi go łákomy/ wolałby sam. Mamli świnie páść/ wolę cáłą trzodę. Praestat vitis vlmum esse, quam hederae. Miedzy dwiemá śiekierá zginęłá. Mowiwszy po báranie/ trzebá też co y po wilku rzec. Miło tám pátrzyć/ gdźie w nadobnym ćiele/ Cnotá z Rozumem gniazdo sobie śćiele
Skrót tekstu: RysProv
Strona: E3v
Tytuł:
Proverbium polonicorum
Autor:
Salomon Rysiński
Drukarnia:
Piotr Blastus Kmita
Miejsce wydania:
Lubcz
Region:
ziemie Wielkiego Księstwa Litewskiego
Typ tekstu:
mieszany
Rodzaj:
teksty perswazyjne
Gatunek:
przysłowia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1618
Data wydania (nie wcześniej niż):
1618
Data wydania (nie później niż):
1618
, i wszytkim płacisz należyto. Tam gdy inszych województw komisarze piszą, Pewnie się w obóz i ty nie wewleczesz myszą, Najpierwszej ziemie szafarz: coć z ozdobą naszą Przyzna wojsko, że nie ślesz po bazarach z flaszą; Nie patrzysz, gdzie się kurzy, gdzie mocno korzenią, Rychło cię pośle hetman prosić na pieczenią. Pod opończą nie jadasz, lecz na sławę braci Pełen twej cześci obóz: niech tak każdy traci! PRZEMOWA
Nie żebrzesz workowego. Jeśli żołnierzowi Nie dasz, pewnie nie weźmiesz: niech się tak obłowi Każdy na województwie! wszakeś jeszcze wioski Nie kupił, przestawając w cnocie na ojcoskiej. A kto w bratniej usłudze
, i wszytkim płacisz należyto. Tam gdy inszych województw komisarze piszą, Pewnie się w obóz i ty nie wewleczesz myszą, Najpierwszej ziemie szafarz: coć z ozdobą naszą Przyzna wojsko, że nie ślesz po bazarach z flaszą; Nie patrzysz, gdzie się kurzy, gdzie mocno korzenią, Rychło cię pośle hetman prosić na pieczenią. Pod opończą nie jadasz, lecz na sławę braci Pełen twej cześci obóz: niech tak każdy traci! PRZEMOWA
Nie żebrzesz workowego. Jeśli żołnierzowi Nie dasz, pewnie nie weźmiesz: niech się tak obłowi Każdy na województwie! wszakeś jeszcze wioski Nie kupił, przestawając w cnocie na ojcoskiej. A kto w bratniej usłudze
Skrót tekstu: PotWoj1924
Strona: 404
Tytuł:
Transakcja Wojny Chocimskiej
Autor:
Wacław Potocki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
poematy epickie
Tematyka:
wojskowość
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1670
Data wydania (nie wcześniej niż):
1670
Data wydania (nie później niż):
1670
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Aleksander Brückner
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Kraków
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Zakład Narodowy im. Ossolińskich
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1924
mową. 486. NA GLINIANE MISECZKI DO STOŁU
Wziął mię galantom jeden z sobą do obiadu. Wszytko z francuska, wszytko net, wszytko do ładu. Siędziem, ze srebrnej ręce umywszy nalewki. Aż gliniana miseczka; patrz, że mi polewki Albo kaszki naleją. Czemuż nie talerza, Bo mój żołądek dawno na pieczenią zmierza. Dadzą potem kapłona, dadzą mięsa sztukę; Pewnie ja to błazeństwo, krając nożem, stłukę: Chłopcze, szukaj talerza z drzewa albo z cyny. Niech z pisanej jadają położnice gliny. 487. NA UTRACJUSZA
Brwi spuścił, nos powiesił, stracił wszytkie zmysły, Oczy słupem stanęły, wąsy mu obwisły; O
mową. 486. NA GLINIANE MISECZKI DO STOŁU
Wziął mię galantom jeden z sobą do obiadu. Wszytko z francuska, wszytko net, wszytko do ładu. Siędziem, ze srebrnej ręce umywszy nalewki. Aż gliniana miseczka; patrz, że mi polewki Albo kaszki naleją. Czemuż nie talerza, Bo mój żołądek dawno na pieczenią zmierza. Dadzą potem kapłona, dadzą mięsa sztukę; Pewnie ja to błazeństwo, krając nożem, stłukę: Chłopcze, szukaj talerza z drzewa albo z cyny. Niech z pisanej jadają położnice gliny. 487. NA UTRACJUSZA
Brwi spuścił, nos powiesił, stracił wszytkie zmysły, Oczy słupem stanęły, wąsy mu obwisły; O
Skrót tekstu: PotFrasz2Kuk_II
Strona: 475
Tytuł:
Ogrodu nie wyplewionego część wtora
Autor:
Wacław Potocki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Gatunek:
fraszki i epigramaty
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1677
Data wydania (nie wcześniej niż):
1677
Data wydania (nie później niż):
1677
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Dzieła
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Leszek Kukulski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1987
/ jeślibyś mógł (mogła) dobrą pieczenią dostać. Kup mięsa wołowego, m. cielęcego/ m. wieprzowego, mięsa skopowego/ jagnięcego. Albo kup wołowinę/ cielęcinę/ wieprzowinę/ szkopowinę, jagnięcinę. Ćwierć skopowego mięsa, pułjagnięcia. A za co ta sztuka mięsa? A cóż wam mam dać za tę pieczenią? A co mi dacie/ dajcie mi dwie grzywnie. O mój smętku wielki, dwie grzywnie. Tak drogiego mięsa nie widziałem (widziałam) jako żywo. A cóż czynić/ sami też mamy drogo. Wżdy podajcie cokolwiek. Nie wiem/ co wa mam podać/ kiedy je tak drogo cenicie. Oto
/ jeslibyś mogł (mogłá) dobrą piecżenią dostáć. Kup mięsá wołowego, m. ćielęcego/ m. wieprzowego, mięsá skopowego/ jágnięcego. Albo kup wołowinę/ ćielęcinę/ wieprzowinę/ szkopowinę, jágnięćinę. Cżwierć skopowego mięsá, pułjágnięćiá. A zá co tá sztuká mięsá? A coż wam mam dáć zá tę piecżenią? A co mi daćie/ dayćie mi dwie grzywnie. O moy smętku wielki, dwie grzywnie. Ták drogiego mięsá nie widźiałem (widźiáłám) jáko żywo. A coż cżynić/ sámi też mamy drogo. Wżdy podayćie cokolwiek. Nie wiem/ co wa mam podáć/ kiedy je ták drogo cenićie. Oto
Skrót tekstu: VolcDial
Strona: 36v
Tytuł:
Viertzig dialogi
Autor:
Nicolaus Volckmar
Miejsce wydania:
Toruń
Region:
Pomorze i Prusy
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty naukowo-dydaktyczne lub informacyjno-poradnikowe
Gatunek:
rozmówki do nauki języka
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1612
Data wydania (nie wcześniej niż):
1612
Data wydania (nie później niż):
1612