będzie na pół mile. 263. EPITALAMIUM DO PANA N. N. LESZCZYŃSKIEGO Z BABĄ
Leszczyną z włosów małe wyparzają dzieci; Że sporą rząsę dała natura waszeci, Podjąłeś się ich, babie przykładając na rzyć, Choć już (prze zgniłą skórę) oblazły, wyparzyć. Lepsza by jej to kąpiel, jeżeli w pierwospy Dworskiej nabawisz, wszak to żołnierski tryb, ospy. 264. DO JEDNEGO
Różni różne dobrego mienia drogi bierą: Ten krwią z Marsem, ten potem szuka go z Cererą, Ten Swadą i językiem, ów handlem i kupią, Inszy Rzeczpospolitą niecnotliwie łupią; Niejeden też zębami po próżnicy kłapa. Najlepszy sposób znalazł ten
będzie na pół mile. 263. EPITALAMIUM DO PANA N. N. LESZCZYŃSKIEGO Z BABĄ
Leszczyną z włosów małe wyparzają dzieci; Że sporą rząsę dała natura waszeci, Podjąłeś się ich, babie przykładając na rzyć, Choć już (prze zgniłą skórę) oblazły, wyparzyć. Lepsza by jej to kąpiel, jeżeli w pierwospy Dworskiej nabawisz, wszak to żołnierski tryb, ospy. 264. DO JEDNEGO
Różni różne dobrego mienia drogi bierą: Ten krwią z Marsem, ten potem szuka go z Cererą, Ten Swadą i językiem, ów handlem i kupią, Inszy Rzeczpospolitą niecnotliwie łupią; Niejeden też zębami po próżnicy kłapa. Najlepszy sposób znalazł ten
Skrót tekstu: PotFrasz2Kuk_II
Strona: 346
Tytuł:
Ogrodu nie wyplewionego część wtora
Autor:
Wacław Potocki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Gatunek:
fraszki i epigramaty
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1677
Data wydania (nie wcześniej niż):
1677
Data wydania (nie później niż):
1677
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Dzieła
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Leszek Kukulski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1987
przez ognie śmiała. W tym jednak/ ni mi się miecz/ ni się ogień zgodzi: O jedyny ojcowski włos gra wszytka chodzi; Ten u mnie droższy złota/ ten mieszkarłat sprawi Fortunną/ ten mię rzeczy pomyślnych nabawi. Tak prawiącą/ trosk wielka matka noc zapadła/ I po ciemnościach śmiałość okrutna przypadła. Były pierwospy/ jak więc z dziennych prac/ osiada Mdłe serca sen/ na pokoj ojcowski się wkrada Milczkiem zdrajczyna: kędy (żal się Boże złego) Cora obiera ojca/ z włosa żywotniego. Tak korzyść pozyskawszy haniebną/ zmierzoną Lupieżą/ wciąż wędruje/ wywarszy się broną; Pośrzodkiem nieprzyjaciół: (poczcie swej dufała)
przez ognie śmiáłá. W tym iednák/ ni mi się miecz/ ni się ogień zgodźi: O iedyny oycowski włos grá wszytká chodźi; Ten v mnie droższy złotá/ ten mieszkárłat spráwi Fortunną/ ten mię rzeczy pomyślnych nábáwi. Tak prawiącą/ trosk wielka mátká noc zápádłá/ Y po ciemnośćiách śmiáłość okrutna przypádłá. Były pierwospy/ iák więc z dźiennych prac/ ośiáda Mdłe sercá sen/ ná pokoy oycowski się wkráda Milczkiem zdrayczyna: kędy (żal się Boże złego) Corá obiera oycá/ z włosá żywotniego. Ták korzyśc pozyskawszy hániebną/ zmierzoną Lupieżą/ wciąż wędruie/ wywárszy się broną; Pośrzodkiem nieprzyiacioł: (poczcie swey dufáłá)
Skrót tekstu: OvŻebrMet
Strona: 190
Tytuł:
Metamorphoseon
Autor:
Publius Ovidius Naso
Tłumacz:
Jakub Żebrowski
Drukarnia:
Franciszek Cezary
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
poematy epickie
Tematyka:
mitologia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1636
Data wydania (nie wcześniej niż):
1636
Data wydania (nie później niż):
1636
battu jednego popuścił, aby łodz nasza wierzchem po łańcuchach przejść mogła. Tak wszytko sporządziwszy naznaczył mi godzinę o której trzeba było, tak jako się rzekło uczynić. wychodzę tedy złożka, zmyśliwszy, że do pokoju drugiego idę, aby Kompanka, która w tejże Iźbie zemną sypiała, nie postrzegła. A że to wpierwospy było, nie poczuła, tak dalece, żeśmy obie z Klaryną mało co się ogarnąwszy oknem za pomocą Bellarysa wyskoczyły na bacik, który odepchnąwszy go od brzegu na srodek rzeki, płynął za wodąz nami. Bellarys lubo był nieumiejętnym Sternikiem, szczęściem jednak bardzij, niż nauką, do łodzi się, na której łańcuch wisiał
battu iednego popuśćił, áby łodz nasza wierzchem po łancuchách przeyść mogła. Ták wszytko sporządźiwszy naznaczył mi godźinę o ktorey trzeba było, ták iáko się rzekło uczynić. wychodzę tedy złożka, zmysliwszy, że do pokoiu drugiego idę, áby Kompanká, ktora w teyże Iźbie zemną sypiałá, nie postrzegła. A że to wpierwospy było, nie poczuła, ták dálece, żesmy obie z Klaryną mało co się ogarnąwszy oknem zá pomocą Bellarysa wyskoczyły na bácik, ktory odepchnąwszy go od brzegu na srodek rzeki, płynął za wodąz námi. Bellarys lubo był nieumieiętnym Sztyrnikiem, szczęściem iednák bárdziy, niż nauką, do łodźi się, ná ktorey łancuch wiśiał
Skrót tekstu: UrfeRubJanAwan
Strona: 170
Tytuł:
Awantura albo Historia światowe rewolucje i niestatecznego alternatę szczęścia zamykająca
Autor:
Honoré d'Urfé
Tłumacz:
Jan Karol Rubinkowski
Drukarnia:
Jan Ludwik Nicolai
Miejsce wydania:
Toruń
Region:
Pomorze i Prusy
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
epika
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1741
Data wydania (nie wcześniej niż):
1741
Data wydania (nie później niż):
1741