Pasz, przystawmy. Taka bywaj zawsze. Cztery wyszniki w ręku, to pieniążki nasze. Nużeż. Ba witaj mi to, znowu maść jednaka, Podźcie do mnie pieniążki, wszak wygrawa taka? Ten mknie talery, a ten już się z jadu kąsa, Coraz zawiesistego pociągając wąsa, Który mu się jak puhacz na plutę odyma, A kartę jako jastrząb pazurami żdżyma. Panowie, kto przegraje, niechaj się nie gniewa A kto wygrał, z drugiego niechaj nie przedrwiewa. A cóż, by cię zabito! spodkiem do podołka Ściąłeś wnet tuza, jako złodziej czapkę z kołka. To łżesz, by cię zabito! Wej karta znaczona,
Pasz, przystawmy. Taka bywaj zawsze. Cztery wyszniki w ręku, to pieniążki nasze. Nużeż. Ba witaj mi to, znowu maść jednaka, Podźcie do mnie pieniążki, wszak wygrawa taka? Ten mknie talery, a ten już się z jadu kąsa, Coraz zawiesistego pociągając wąsa, Ktory mu się jak puhacz na plutę odyma, A kartę jako jastrząb pazurami żdżyma. Panowie, kto przegraje, niechaj się nie gniewa A kto wygrał, z drugiego niechaj nie przedrwiewa. A coż, by cię zabito! spodkiem do podołka Ściąłeś wnet tuza, jako złodziej czapkę z kołka. To łżesz, by cię zabito! Wej karta znaczona,
Skrót tekstu: MorszZWierszeWir_I
Strona: 451
Tytuł:
Wiersze
Autor:
Zbigniew Morsztyn
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Gatunek:
pieśni
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1675
Data wydania (nie wcześniej niż):
1675
Data wydania (nie później niż):
1675
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Wirydarz poetycki
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Aleksander Brückner
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Lwów
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Towarzystwo dla Popierania Nauki Polskiej
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1910
długi Do tego przywiódł: ,,I o mnie nic — rzecze — I z mego cięcia krew także pociecze. I was, cni bracia, obaczy zaiste Z wielką odwagą pole przeźroczyste. A znać, żebym się nie stał zimnym lodem, Pójdę z Bestkowskim za Boskim powodem I niech Fortuna, jak chce, plutę leje, Mnie ku Ojczyźnie także miłość grzeje Jako i drugich. Wszakże prawym synem Ujrzy mię Matka między krwawym czynem, Gdyż mi się tak zda, że z podjazdu tego Albo co — da Bóg — przyniesiem dobrego, Albo Kozaka na sobie zwiedziemy, Albo krwią żywot zapieczętujemy.” To skoro wyrzekł, pośli wszyscy
długi Do tego przywiódł: ,,I o mnie nic — rzecze — I z mego cięcia krew także pociecze. I was, cni bracia, obaczy zaiste Z wielką odwagą pole przeźroczyste. A znać, żebym się nie stał zimnym lodem, Pójdę z Bestkowskim za Boskim powodem I niech Fortuna, jak chce, plutę leje, Mnie ku Ojczyźnie także miłość grzeje Jako i drugich. Wszakże prawym synem Ujrzy mię Matka między krwawym czynem, Gdyż mi się tak zda, że z podjazdu tego Albo co — da Bóg — przyniesiem dobrego, Albo Kozaka na sobie zwiedziemy, Albo krwią żywot zapieczętujemy.” To skoro wyrzekł, pośli wszyscy
Skrót tekstu: BorzNaw
Strona: 107
Tytuł:
Morska nawigacyja do Lubeka
Autor:
Marcin Borzymowski
Miejsce wydania:
Lublin
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1662
Data wydania (nie wcześniej niż):
1662
Data wydania (nie później niż):
1662
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Roman Pollak
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Gdańsk
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Wydawnictwo Morskie
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1971
ZŁĄ ŻONĘ HERBU KOLUMNA
Z tej przyczyny jednego czynią ludzie świętem, Że całe trzydzieści lat stał na słupie prętem. Wziąłeś żonę herbu Słup, minęło trzydzieści; Czemuż się imię twoje w ten regiestr nie zmieści? Prawda, i tamten zażył wielkiego niewczasu, Przecież nigdy nie cierpiał, jako ty, hałasu. Opończą plutę; wiatr, mróz uskromisz kożuchem; Musisz we dnie i w nocy trwać gomon za uchem. Tamten, prawda, zawsze stał, choć go nogi bolą; Tobie leżeć i siedzieć dał twój słup na wolą. Ale częściej się trafia uciekać z chałupy. Wszytko źle, niechaj ściany podpierają słupy. 54. NA ŻAŁOSNY
ZŁĄ ŻONĘ HERBU KOLUMNA
Z tej przyczyny jednego czynią ludzie świętem, Że całe trzydzieści lat stał na słupie prętem. Wziąłeś żonę herbu Słup, minęło trzydzieści; Czemuż się imię twoje w ten regiestr nie zmieści? Prawda, i tamten zażył wielkiego niewczasu, Przecież nigdy nie cierpiał, jako ty, hałasu. Opończą plutę; wiatr, mróz uskromisz kożuchem; Musisz we dnie i w nocy trwać gomon za uchem. Tamten, prawda, zawsze stał, choć go nogi bolą; Tobie leżeć i siedzieć dał twój słup na wolą. Ale częściej się trafia uciekać z chałupy. Wszytko źle, niechaj ściany podpierają słupy. 54. NA ŻAŁOSNY
Skrót tekstu: PotPoczKuk_III
Strona: 418
Tytuł:
Poczet herbów szlachty
Autor:
Wacław Potocki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Gatunek:
herbarze
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1696
Data wydania (nie wcześniej niż):
1696
Data wydania (nie później niż):
1696
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Dzieła
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Leszek Kukulski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1987
, godzi-li się to rzec, W rzeczach ludzkich: tych na stół, z tamtymi pod korzec 76. BRWI POWIESIĆ
Spytać go nie masz jako, bo nie mówi z nikiem: Brwi zwiesił; pysznym, abo musi być tetrykiem. Zawsze się gniewa, koźli, sępi, pod ponurą, Jako Bieszczad na plutę, kryjąc oczy chmurą. Nie wynidzie na słońce, w jednej siedząc kuczy, Nie gada jako ludzie, jako niedźwiedź mruczy, Jako płonka w głębokim borze zimostradna. Cóż z odludkiem za sprawa, za uciecha? Żadna. 77. MIZERNIE ŻYJE, KTO WEDLE DOKTORA ŻYJE
Krótko i mizernie, kto żyje po doktorsku;
, godzi-li się to rzec, W rzeczach ludzkich: tych na stół, z tamtymi pod korzec 76. BRWI POWIESIĆ
Spytać go nie masz jako, bo nie mówi z nikiem: Brwi zwiesił; pysznym, abo musi być tetrykiem. Zawsze się gniewa, koźli, sępi, pod ponurą, Jako Bieszczad na plutę, kryjąc oczy chmurą. Nie wynidzie na słońce, w jednej siedząc kuczy, Nie gada jako ludzie, jako niedźwiedź mruczy, Jako płonka w głębokim borze zimostradna. Cóż z odludkiem za sprawa, za uciecha? Żadna. 77. MIZERNIE ŻYJE, KTO WEDLE DOKTORA ŻYJE
Krótko i mizernie, kto żyje po doktorsku;
Skrót tekstu: PotMorKuk_III
Strona: 52
Tytuł:
Moralia
Autor:
Wacław Potocki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Gatunek:
fraszki i epigramaty, pieśni
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1688
Data wydania (nie wcześniej niż):
1688
Data wydania (nie później niż):
1688
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Dzieła
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Leszek Kukulski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1987
w kościele odpowiedział na nie. „W łeb księgą — rzecze — że mi przerywa kazanie.” „Więc się o tych rozmówmy rzeczach w izbie z sobą: Będę ja na godzinę Lutrową osobą.” A dzień się trafił dżdżysty. „Jam nie na dysputę — Prawi — ale na obiad w taką przyszedł plutę.” „Nie masz tu o co gniewać — bo się zaindyczy — Odprawiwszy żołądek, niech się dowcip ćwiczy.” Będąc dobrze luterskich argumentów wiadom, Na pierwszą mu kwestyją krótko odpowiadam; Wraz wypiwszy oddaję sporą wina szkleńcę. Porwałby się, ale żal. „Niechaj na szubieńcę Oba idą złodzieje! zdrajca i
w kościele odpowiedział na nie. „W łeb księgą — rzecze — że mi przerywa kazanie.” „Więc się o tych rozmówmy rzeczach w izbie z sobą: Będę ja na godzinę Lutrową osobą.” A dzień się trafił dżdżysty. „Jam nie na dysputę — Prawi — ale na obiad w taką przyszedł plutę.” „Nie masz tu o co gniewać — bo się zaindyczy — Odprawiwszy żołądek, niech się dowcip ćwiczy.” Będąc dobrze luterskich argumentów wiadom, Na pierwszą mu kwestyją krótko odpowiadam; Wraz wypiwszy oddaję sporą wina szkleńcę. Porwałby się, ale żal. „Niechaj na szubieńcę Oba idą złodzieje! zdrajca i
Skrót tekstu: PotMorKuk_III
Strona: 95
Tytuł:
Moralia
Autor:
Wacław Potocki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Gatunek:
fraszki i epigramaty, pieśni
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1688
Data wydania (nie wcześniej niż):
1688
Data wydania (nie później niż):
1688
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Dzieła
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Leszek Kukulski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1987
deszcz; darmoż bym dał za nie dwa grosza?” Wziąwszy ów w kupie ludzi śmiejących odkosza, Widząc, że dyskursami dalszymi nie wskóra: „Jeszcze — rzecze — daleko, panie, do wieczora. Nie w godzinę, nie w kwadrans, lecz w jednę minutę W najweselszy dzień może zebrać się na plutę.” „Więc jej — rzecze — nie zdejmę od takiej przygody; Daleko by posyłać po nią do gospody.” 177. POŁOWICĄ ŻYWOTA INC SIĘ NIE RÓŻNIĄ SZCZĘŚLIWI OD NIESZCZĘŚLIWYCH NA TOŻ DRUGI RAZ
Póki koło na osi biega u woźnice, Żadnej między dzwonami w nim nie masz różnice; Choć jedno będzie w górze
deszcz; darmoż bym dał za nie dwa grosza?” Wziąwszy ów w kupie ludzi śmiejących odkosza, Widząc, że dyskursami dalszymi nie wskóra: „Jeszcze — rzecze — daleko, panie, do wieczora. Nie w godzinę, nie w kwadrans, lecz w jednę minutę W najweselszy dzień może zebrać się na plutę.” „Więc jej — rzecze — nie zdejmę od takiej przygody; Daleko by posyłać po nię do gospody.” 177. POŁOWICĄ ŻYWOTA INC SIĘ NIE RÓŻNIĄ SZCZĘŚLIWI OD NIESZCZĘŚLIWYCH NA TOŻ DRUGI RAZ
Póki koło na osi biega u woźnice, Żadnej między dzwonami w nim nie masz różnice; Choć jedno będzie w górze
Skrót tekstu: PotMorKuk_III
Strona: 105
Tytuł:
Moralia
Autor:
Wacław Potocki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Gatunek:
fraszki i epigramaty, pieśni
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1688
Data wydania (nie wcześniej niż):
1688
Data wydania (nie później niż):
1688
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Dzieła
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Leszek Kukulski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1987
się wam nie zdało brednią/ lub świeżeje Wspomniony żal/ ścierpię wżdam napomnieć swe Jako wysoką Troję pożoga strawiła/ I Pergama płomienie Greckie nakarmiła/ A Narycki Bohatyr/ o Panny szarpanie/ Od panny wciągnął na wszech/ sam winny/ karanie/ Rozleciem się/ i wiatry po morzu noszeni/ Grom/ noc/ plutę/ gniew nieba/ i morza strapieni Grecy wytrzymawamy/ i Kafarskie szkody. Aże nie zdłużę słowy z druntu złej przygody: Sam w tedy płakać by był mógł Priam Grecji/ Lub w zdrowiu dobrym dzielnej piecza Tritoniej Z złej toni/ wywiodła mię: tolim zaź wygnany Z ojczyzny; Wenus na mnie mści się dawnej rany
się wam nie zdáło brednią/ lub świeżeie Wspomniony żal/ śćierpię wżdam napomnieć swe Iáko wysoką Troię pożogá strawiłá/ Y Pergámá płomienie Graeckie nákarmiłá/ A Nárycki Bohátyr/ o Pánny szárpánie/ Od pánny wćiągnął ná wszech/ sam winny/ karánie/ Rozlećiem się/ y wiátry po morzu noszeni/ Grom/ noc/ plutę/ gniew niebá/ y morzá strapieni Graecy wytrzymawamy/ y Káphárskie szkody. Aże nie zdłużę słowy z druntu złey przygody: Sam w tedy płákáć by był mogł Priám Graecyey/ Lub w zdrowiu dobrym dźielney piecza Tritoniey Z złey toni/ wywiodłá mię: tolim zaź wygnány Z oyczyzny; Wenus ná mnie mśći się dawney rány
Skrót tekstu: OvŻebrMet
Strona: 362
Tytuł:
Metamorphoseon
Autor:
Publius Ovidius Naso
Tłumacz:
Jakub Żebrowski
Drukarnia:
Franciszek Cezary
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
poematy epickie
Tematyka:
mitologia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1636
Data wydania (nie wcześniej niż):
1636
Data wydania (nie później niż):
1636
w Żołnierskiej fatydze codziennej, Prowadzić przykro wiek swój nieodmienny, Lepiej na wieży zegaru pilnować, Trąbić, bez myłki godziny rachować. Lepiej się kędy do klasztora wprosić, Ustawy ciężkie Zakonne ponosić. Lepiej Kucharzom w kuchni posługować. Oczy swe ogniem i dymami psować. Lepiej się zimie pustym bawić gmachem; Abo pod rzadkim w plutę mięszkać dachem; Aniżli stanąć na Kobiercu z Wdową, By najgrzeczniejszą jaką białągłową: Bo co ma z Wdową za wesołe lata; Nigdy w miłości nie zażyj z nią świata: Pełno wymówek, Nieboszczyk na czoło, A jakoż ma być z nią kiedy wesoło? Jeśli Pannę/ to się w siadkę ubierze/ niżli
w Zołnierskiey fátydze codźienney, Prowádźić przykro wiek swoy nieodmienny, Lepiey ná wieży zegáru pilnowáć, Trąbić, bez myłki godźiny rachowáć. Lepiey się kedy do klasztorá wprośić, Ustáwy ćięszkie Zakonne ponośić. Lepiey Kuchárzom w kuchni posługowáć. Oczy swe ogniem y dymámi psowáć. Lepiey się źimie pustym báwić gmáchem; Abo pod rzadkim w plutę mięszkáć dáchem; Aniżli stánąć ná Kobiercu z Wdową, By naygrzecznieyszą iáką białągłową: Bo co ma z Wdową za wesołe latá; Nigdy w miłośći nie záżyi z nią świátá: Pełno wymowek, Nieboszczyk ná czoło, A iakosz ma bydź z nią kiedy wesoło? Jeśli Pánnę/ to się w śiadkę ubierze/ niżli
Skrót tekstu: ZłoteJarzmo
Strona: 11
Tytuł:
Złote jarzmo małżeńskie
Autor:
Anonim
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
mieszany
Rodzaj:
teksty perswazyjne
Tematyka:
obyczajowość
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
między 1601 a 1650
Data wydania (nie wcześniej niż):
1601
Data wydania (nie później niż):
1650
pieczeni do Lasa/ i znowu był wilkiem Tak jako pierwej. Toż tu właśnie zwykło bywać. Ci Lizjobraskowie rzadko kiedy cnotą Tylko pozorem idą/ modlitwy trzepocąc/ Które tak właśnie jako pajęczyna zda się Iść do Nieba nie idzie/ i owszem upada. Tak i onych pacierze niedochodzą Nieba. Mgła kiedy idzie wzgórę plutę więc przynosi/ I ich modły takowesz/ nic dobrego nidy Nie uproszą/ bo z serca obludnego idą. Wolę ciebie co idziesz z Panem Bogiem szczerze Nie tymi zalotkami; bo wiem że jak z Bogiem Tak i z ludźmi przestawasz. Powiadają Włoszy/ Że ten co owo nazbyt zwykł Ceremonij Zażywać/ albo odrwił/
pieczeni do Lasá/ y znowu był wilkiem Ták iako pierwey. Tosz tu własnie zwykło bywáć. Ci Lizyobraskowie rzadko kiedy cnotą Tylko pozorem idą/ modlitwy trzepocąc/ Ktore ták własnie iáko páięczyná zda się Iść do Niebá nie idźie/ y owszem vpada. Tak y onych paćierze niedochodzą Niebá. Mgła kiedy idźie wzgorę plutę więc przynośi/ Y ich modły tákowesz/ nic dobrego nidy Nie vproszą/ bo z sercá obludnego idą. Wolę ćiebie co idźiesz z Pánem Bogiem szczerze Nie tymi zálotkámi; bo wiem że iák z Bogiem Ták y z ludźmi przestáwasz. Powiadáią Włoszy/ Że ten co owo názbyt zwykł Ceremonij Záżywáć/ albo odrwił/
Skrót tekstu: OpalKSat1650
Strona: 43
Tytuł:
Satyry albo przestrogi do naprawy rządu i obyczajów w Polszcze
Autor:
Krzysztof Opaliński
Miejsce wydania:
Amsterdam
Region:
zagranica
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
utwory synkretyczne
Gatunek:
satyry
Tematyka:
obyczajowość
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1650
Data wydania (nie wcześniej niż):
1650
Data wydania (nie później niż):
1650
! Cztery wyżniki w ręku to pieniążki nasze”. „Nużeż!” — „Ba, witaj mi to, znowu maść jednaka, Pódźcie do nas, pieniążki, wszak wygraje taka”. Ten mknie talary, a ten już się z jadu kąsa, Coraz zawiesistego pociągając wąsa, Który mu się jak puchacz na plutę odyma, A kartę jako jastrząb kuropatwę zżyma. „Panowie, kto przegraje, niechaj się niegniewa, A kto wygrał, z drugiego niechaj nie przedrwiewa”. „A cóż — by cię zabito! — spodkiem do podołka, Wziąłeś wnet tuza jako złodziej czapkę z kołka?” „To łżesz, by
! Cztery wyżniki w ręku to pieniążki nasze”. „Nużeż!” — „Ba, witaj mi to, znowu maść jednaka, Pódźcie do nas, pieniążki, wszak wygraje taka”. Ten mknie talary, a ten już się z jadu kąsa, Coraz zawiesistego pociągając wąsa, Który mu się jak puchacz na plutę odyma, A kartę jako jastrząb kuropatwę zżyma. „Panowie, kto przegraje, niechaj się niegniewa, A kto wygrał, z drugiego niechaj nie przedrwiewa”. „A cóż — by cię zabito! — spodkiem do podołka, Wziąłeś wnet tuza jako złodziej czapkę z kołka?” „To łżesz, by
Skrót tekstu: MorszZWybór
Strona: 23
Tytuł:
Wybór wierszy
Autor:
Zbigniew Morsztyn
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
między 1658 a 1680
Data wydania (nie wcześniej niż):
1658
Data wydania (nie później niż):
1680
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Janusz Pelc
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Kraków
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Zakład Narodowy im. Ossolińskich
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1975