w Kielcach był edukowany, a przy wielkiej pamięci tak był dobrym gramatykiem, że gdy z księdzem Giżyckim przyjechał z Kielc do Rasnej, tedy mu ksiądz Giżycki kazał dysputować z nami z konstrukcji, którego pamięć i łatwość mówienia po łacinie wszystkich z podziwieniem ukontentowała. Ksiądz Giżycki wziął z sobą imć pana Wacława do Brzeżan, gdzie poszczwany psem od swego swywolnego kondyscypuła, spadł z schodów z trzeciego piętra na posadzkę ceglaną i był za umarłego rozumiany, ale gdy księża komunistowie przed obrazem Najświętszej Panny Salve Regina, prosząc o zdrowie dla brata mego, śpiewali, brat mój bez żadnego kalectwa i słabości zdrowym został.
Tegoż roku in aprili urodził się brat mój
w Kielcach był edukowany, a przy wielkiej pamięci tak był dobrym gramatykiem, że gdy z księdzem Giżyckim przyjechał z Kielc do Rasnej, tedy mu ksiądz Giżycki kazał dysputować z nami z konstrukcji, którego pamięć i łatwość mówienia po łacinie wszystkich z podziwieniem ukontentowała. Ksiądz Giżycki wziął z sobą jmć pana Wacława do Brzeżan, gdzie poszczwany psem od swego swywolnego kondyscypuła, spadł z schodów z trzeciego piętra na posadzkę ceglaną i był za umarłego rozumiany, ale gdy księża komunistowie przed obrazem Najświętszej Panny Salve Regina, prosząc o zdrowie dla brata mego, śpiewali, brat mój bez żadnego kalectwa i słabości zdrowym został.
Tegoż roku in aprili urodził się brat mój
Skrót tekstu: MatDiar
Strona: 37
Tytuł:
Diariusz życia mego, t. I
Autor:
Marcin Matuszewicz
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
ziemie Wielkiego Księstwa Litewskiego
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Gatunek:
pamiętniki
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
między 1754 a 1765
Data wydania (nie wcześniej niż):
1754
Data wydania (nie później niż):
1765
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Bohdan Królikowski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1986
postawiwszy koło na podwórzu, Chociaż mu nieraz ule wywracał dla miodu, Złapanego niedźwiedzia chował sobie z młodu. Jakoż często go cieszył, póki był niedźwiadkiem, Abo na dół po drągu spuszczając się zadkiem, Ale przodem w łańcuchu, biorąc na pazury, Żeby kudły wiatr przedął, wspinał się do góry, Abo się więc poszczwany kupie psów odgryzał, Abo jako w bęben bił, kiedy łapę lizał. Lecz skoro urósł, iii bywają niedźwiedzie, O inszej myśli barci i o inszym miedzie: Odwetowa! uciechę, którą pana bawił, Śmiech płaczem, gdy mu serce do śmierci zakrwawił. Miał tenże szlachcic córkę, nadobną i hożą; Długo
postawiwszy koło na podwórzu, Chociaż mu nieraz ule wywracał dla miodu, Złapanego niedźwiedzia chował sobie z młodu. Jakoż często go cieszył, póki był niedźwiadkiem, Abo na dół po drągu spuszczając się zadkiem, Ale przodem w łańcuchu, biorąc na pazury, Żeby kudły wiatr przedął, wspinał się do góry, Abo się więc poszczwany kupie psów odgryzał, Abo jako w bęben bił, kiedy łapę lizał. Lecz skoro urósł, iii bywają niedźwiedzie, O inszej myśli barci i o inszym miedzie: Odwetowa! uciechę, którą pana bawił, Śmiech płaczem, gdy mu serce do śmierci zakrwawił. Miał tenże szlachcic córkę, nadobną i hożą; Długo
Skrót tekstu: PotPoczKuk_III
Strona: 408
Tytuł:
Poczet herbów szlachty
Autor:
Wacław Potocki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Gatunek:
herbarze
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1696
Data wydania (nie wcześniej niż):
1696
Data wydania (nie później niż):
1696
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Dzieła
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Leszek Kukulski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1987
nią krokiem Nacierać nie przestawał, a jej przybywało Ozdoby w biegu onym, bowiem białe ciało Z trudu otoczyło się szkarłatnym rumieńcem. Chocze z głowy zaplotki upadły jej z wieńcem, Pięknie z wiatrem się wiła kosa rozpostarta. Tak kiedy więc ochota myśliwego charta Za leśnym kotem w polu przeźrzoczystym ciska, A ten, z nieznajomego poszczwany siedliska, Wichrom bystrym wprzód nie da, ile w nim tchu staje Pędzi, ów odpoczynku także mu nie daje, Ale tuż nad nim wisi; już, już myśli nogą Dostać go, już mu w sercu śmierć gotuje srogą, Już chce pysk w szyjej jego utopić za uchem, A zwierz kusy umyka do lasa
nią krokiem Nacierać nie przestawał, a jej przybywało Ozdoby w biegu onym, bowiem białe ciało Z trudu otoczyło się szkarłatnym rumieńcem. Choćże z głowy zaplotki upadły jej z wieńcem, Pięknie z wiatrem się wiła kosa rozpostarta. Tak kiedy więc ochota myśliwego charta Za leśnym kotem w polu przeźrzoczystym ciska, A ten, z nieznajomego poszczwany siedliska, Wichrom bystrym wprzód nie da, ile w nim tchu staje Pędzi, ów odpoczynku także mu nie daje, Ale tuż nad nim wisi; już, już myśli nogą Dostać go, już mu w sercu śmierć gotuje srogą, Już chce pysk w szyjej jego utopić za uchem, A źwierz kusy umyka do lasa
Skrót tekstu: ZimSRoks
Strona: 16
Tytuł:
Roksolanki
Autor:
Szymon Zimorowic
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
utwory synkretyczne
Gatunek:
sielanki
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1654
Data wydania (nie wcześniej niż):
1654
Data wydania (nie później niż):
1654
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Ludwika Ślękowa
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Wrocław
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Zakład Narodowy im. Ossolińskich
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1983
, I tę, co Mitrę sadzała na głowie, Jutro w grób wtrącę, starym młode żony Zabiorę, dzieci jak myszy wyłowię, Na koniec tego, co setnych lat żagle Rozpuścił, w kwadrans zamorduję nagle, Cóż nato mówisz Sylwio? co słyszysz, Z ust moich, pewnie przechodzą cię mory, Jak zwierz poszczwany tak sapisz, tak dyszysz, Przecię iść musisz do Księżej obory,
Choćbyś przeżyła w latach Matuzala, Punkt jeden duszę od ciała oddala. Czemu się trwożysz? i czemu unikasz Od tego? co cię żyjącą nie minie, Co rok, co miesiąc, bliżej kress przymykasz, Indeks skazuje na każdej godzinie, Z
, Y tę, co Mitrę sadzała ná głowie, Jutro w grob wtrącę, stárym młode żony Zábiorę, dzieći iák myszy wyłowię, Ná koniec tego, co setnych lát żagle Rospuścił, w kwádrans zámorduię nágle, Coż náto mowisz Sylwio? co słyszysz, Z ust moich, pewnie przechodzą cię mory, Ják zwierz poszczwány ták sapisz, ták dyszysz, Przecię iść musisz do Xiężey obory,
Choćbyś przeżyła w látach Matuzala, Punkt ieden duszę od ciała oddála. Czemu się trwożysz? y czemu unikasz Od tego? co cię żyiącą nie minie, Co rok, co miesiąc, bliżey kress przymykasz, Jndex skázuie ná każdey godzinie, Z
Skrót tekstu: DrużZbiór
Strona: 264
Tytuł:
Zbiór rytmów
Autor:
Elżbieta Drużbacka
Miejsce wydania:
Warszawa
Region:
Mazowsze
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
utwory synkretyczne
Gatunek:
pieśni, poematy epickie, satyry, żywoty świętych
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1752
Data wydania (nie wcześniej niż):
1752
Data wydania (nie później niż):
1752