ubepieczonych. Była Baszta drzewiana, mając tam złożonych Beczek prochu niemało, której się dobrawszy I pochodni niemało pod nie podmiotawszy, Z trzaskiem wielkim zapali: skąd wielka pożoga, I nigdy nie bywała zaweźmie się trwoga, Miedzy zwłaszcza Białą-Płcią, i gminem lękliwym. A oni w-tym otmecie, z-hukiem przeraźliwym Przepadają na Wały, co się im nawinie Siekąc, i zabijając: że wszytka opłynie Krwią Area. I z tego dopiero się znaku Złość ich ku nam pokaże; gdy nie czynią braku W-żadnej krwi, kompleksji, wszytkich w-pień ścinali: Dziateczki przed oczema Matek rozdzierali, I wbijali na krzyże: Panienkom wprzód kwiaty
ubepieczonych. Była Básztá drzewiána, máiąc tám złożonych Beczek prochu niemało, ktorey sie dobrawszy I pochodni niemało pod nie podmiotawszy, Z trzaskiem wielkim zapali: skąd wielka pożoga, I nigdy nie bywáłá záweźmie sie trwogá, Miedzy zwłaszcza Białą-Płćią, i gminem lękliwym. A oni w-tym otmećie, z-hukiem przeraźliwym Przepadaią ná Wáły, co sie im nawinie Siekąc, i zábiiáiąc: że wszytka opłynie Krwią Area. I z tego dopiero sie znaku Złość ich ku nam pokaże; gdy nie czynią braku W-żadney krwi, komplexyey, wszytkich w-pień śćinali: Dźiateczki przed oczemá Mátek rozdźieráli, I wbiiáli ná krzyże: Panienkom wprzod kwiaty
Skrót tekstu: TwarSWoj
Strona: 14
Tytuł:
Wojna domowa z Kozaki i z Tatary
Autor:
Samuel Twardowski
Drukarnia:
Collegium Calissiensis Societatis Iesu
Miejsce wydania:
Kalisz
Region:
Wielkopolska
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
poematy epickie
Tematyka:
historia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1681
Data wydania (nie wcześniej niż):
1681
Data wydania (nie później niż):
1681
znam swój grzech przed sobą, Wiem, żem na karb włożony głównik już przed Tobą. Stanęły mi nad głową i pierwsze me złości, A strachem sądów Twoich aż trętwieją kości. Patrzyłem bowiem na to, że płacisz sowito, Wtenczas gdy nie myślimy, zatrzymane myto. A iż nie uciec przed Twym duchem przeraźliwym I przed obliczem Twoim nie skryć się straszliwym Nie Iza indziej krom Ciebie, do Ciebie ja wznoszę Serce — jam zły, Tyś dobry, daj mi ucho, proszę! Byli zawdy, o Panie, którzy w każdym wieku Sławili litość Twoją przeciwko człowdeku. Są szlaki miłosierdzia Twego i Twej chęci, Które Dawid
znam swój grzech przed sobą, Wiem, żem na karb włożony głównik już przed Tobą. Stanęły mi nad głową i pierwsze me złości, A strachem sądów Twoich aż trętwieją kości. Patrzyłem bowiem na to, że płacisz sowito, Wtenczas gdy nie myślimy, zatrzymane myto. A iż nie uciec przed Twym duchem przeraźliwym I przed obliczem Twoim nie skryć się straszliwym Nie Iza indziej krom Ciebie, do Ciebie ja wznoszę Serce — jam zły, Tyś dobry, daj mi ucho, proszę! Byli zawdy, o Panie, którzy w każdym wieku Sławili litość Twoię przeciwko człowdeku. Są szlaki miłosierdzia Twego i Twej chęci, Które Dawid
Skrót tekstu: ArciszLamBar_I
Strona: 381
Tytuł:
Lament
Autor:
Krzysztof Arciszewski
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Gatunek:
pieśni
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1622
Data wydania (nie wcześniej niż):
1622
Data wydania (nie później niż):
1622
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Poeci polskiego baroku
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Jadwiga Sokołowska, Kazimiera Żukowska
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1965
ich szcżęśliwe. Wydany/ Roku Pańskiego/ 1620. NA HERB KOZACKI.
Otóż, zacni junacy, pobratyma macie, Na baryle siadł sobie, jako w majestacie. Mars stoi, jako giermek, dodaje mu rady, Żeby się miał do wojny częstej i do zwady. Arcyksiężna zaś z Cypru rozkoszy mu chwali I ogniem przeraźliwym serce jego pali. On na to czyli nie dba, czyli być upitym Woli, niźli wszetecznym, abo więc zabitym. Spytajcież go samego, ja o tym nie mówię, On wam, skoro ten kufel spełni, wnet odpowie. B. ZMRCZ. Ćwiczenie kozackie.
Mężów walecznych śpiewam, których Mawors krwawy
ich szcżęśliwe. Wydány/ Roku Páńskiego/ 1620. NA HERB KOZACKI.
Otóż, zacni junacy, pobratyma macie, Na baryle siadł sobie, jako w majestacie. Mars stoi, jako giermek, dodaje mu rady, Żeby sie miał do wojny częstej i do zwady. Arcyksiężna zaś z Cypru rozkoszy mu chwali I ogniem przeraźliwym serce jego pali. On na to czyli nie dba, czyli być upitym Woli, niźli wszetecznym, abo więc zabitym. Spytajcież go samego, ja o tym nie mówię, On wam, skoro ten kufel spełni, wnet odpowie. B. ZMRCZ. Ćwiczenie kozackie.
Mężów walecznych śpiewam, których Mawors krwawy
Skrót tekstu: ZimBLisBad
Strona: 212
Tytuł:
Żywot Kozaków lisowskich
Autor:
Bartłomiej Zimorowic
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
utwory synkretyczne
Gatunek:
satyry
Tematyka:
obyczajowość
Poetyka żartu:
tak
Data wydania:
1620
Data wydania (nie wcześniej niż):
1620
Data wydania (nie później niż):
1620
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Polska satyra mieszczańska. Nowiny sowiźrzalskie
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Karol Badecki
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Kraków
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Polska Akademia Umiejętności
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1950
; on w drogę stanie wnet gotowy. Zewsząd pióra, a w ręku laska, która ludzi Nie spiących snu nabawia, spiących ze snu budzi Sam Pluto na wysokim tronie, i w okrutnej Wszytek siedzi powadze, marszcząc się przy smutnej Cery chmurze; w tym mrucząc, i zmrożywszy czoła. Rdzawe berło, trzymając, przeraźliwym woła Głosem: gdy mówi Tyran drzą ziemskie pokoje, A Cerber przestraszony tyli garła troje. Więźniów kocyt płaczliwe zatamował dumy, I wrzącego ucichły Flegetontu szumy. Sławny wnuku Atlanta, tak niebu znajome, Jako i piekłu imię, który przez kryjome, Sam tylko dwojakiego świata chodksisz progi: Idź z wiatry, a pysznemu nie
; on w drogę stánie wnet gotowy. Zewsząd piorá, á w ręku laská, ktora ludźi Nie spiących snu nábawia, spiących ze snu budźi Sam Pluto ná wysokim tronie, y w okrutney Wszytek śiedźi powadze, marszcząc się przy smutney Cery chmurze; w tym mrucząc, y zmrożywszy czołá. Rdzáwe berło, trzymáiąc, przeráźliwym woła Głosem: gdy mowi Tyran drzą źiemskie pokoie, A Cerber przestrászony tyli gárła troie. Więźniow kocyt płáczliwe zátámował dumy, Y wrzącego ućichły Flegetontu szumy. Sławny wnuku Atlántá, ták niebu znáiome, Iáko y piekłu imię, ktory przez kryiome, Sam tylko dwoiákiego świátá chodxisz progi: Idź z wiátry, á pysznemu nie
Skrót tekstu: ClaudUstHist
Strona: 6
Tytuł:
Troista historia
Autor:
Claudius Claudianus
Tłumacz:
Jędrzej Wincenty Ustrzycki
Drukarnia:
Franciszek Cezary
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
poematy epickie
Tematyka:
mitologia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1700
Data wydania (nie wcześniej niż):
1700
Data wydania (nie później niż):
1700
wielkości. Tam szatan mówił i odpowiadał przez Oracula księżej: a ci chodzili na te Oracula pospolicie w nocy: przystępowali wspak do bałwana/ a potym kłaniali się głową/ i ciałem zaś ukazowali gest wszeteczny. Tak się kocha w sprosności i nieuczciwości szatan: gdy od niego pytali rady/ odpowiadał im pospolicie świstem ostrym i przeraźliwym/ abo też wrzaskiem straszliwym. Druga Guacha była w Cuzco/ kędy królowie sprowadzili byli wszytkie bogi i boginie narodów sobie poddanych/ jakoby w zakładzie i upewnieniu ich poddaństwa i wierności: a każdego bałwana opatrowała tam jego Prowincja własna aparatami i kosztami nieoszacowanymi. Była tam miedzy inszymi/ statua Solis, ze złota zupełna/ obrócona
wielkośći. Tám szátan mowił y odpowiádał przez Oraculá kśiężey: á ći chodźili ná te Oráculá pospolićie w nocy: przystępowáli wspák do báłwaná/ á potym kłaniáli się głową/ y ćiáłem záś vkázowáli gest wszeteczny. Ták się kocha w sprosnośći y nieuczćiwośći szátan: gdy od niego pytáli rády/ odpowiádał im pospolićie świstem ostrym y przeraźliwym/ ábo też wrzaskiem strászliwym. Druga Guáchá byłá w Cuzco/ kędy krolowie sprowádźili byli wszytkie bogi y boginie narodow sobie poddánych/ iákoby w zakłádzie y vpewnieniu ich poddáństwá y wiernośći: á káżdego báłwaná opátrowáłá tám iego Prowincia własna áppáratámi y kosztámi nieoszácowánymi. Byłá tám miedzy inszymi/ statua Solis, ze złotá zupełna/ obrocona
Skrót tekstu: BotŁęczRel_V
Strona: 7
Tytuł:
Relacje powszechne, cz. V
Autor:
Giovanni Botero
Tłumacz:
Paweł Łęczycki
Drukarnia:
Mikołaj Lob
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Gatunek:
opisy geograficzne
Tematyka:
egzotyka, geografia, religia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1609
Data wydania (nie wcześniej niż):
1609
Data wydania (nie później niż):
1609
, Iść musi, być tam, do kąd go poślemy, Pochwalił Senat rządy Lucypera, Zaden z Ministrów nie radzi odkładać, Tak wielkiej rzeczy ciebie Bohatera, Piekło obrało słuchać, ty nim władać, Masz moc, masz wojska, czyń coć się podoba, Niech Monarchij nie ginie ozdoba, Świśnie Pan piekła przeraźliwym świstem, Pułk diabłów stanął co byli na warcie, Jednemu rzecze; leć prędzej z tym listem, I sam przeczytaj, com napisał w karcie, Splondruj świat cały, zwołaj swych kompanów, Porusz godniejszych i podlejszych Stanów. Sprowadź z kąd możesz sędziwą Starszyznę, Który zgrzybiały, weź go na ramiona,
Niechaj przybędą
, Jść musi, bydź tam, do kąd go poślemy, Pochwalił Senat rządy Lucypera, Zaden z Ministrow nie rádzi odkłádać, Ták wielkiey rzeczy ciebie Bohatera, Piekło obrało słuchać, ty nim władać, Masz moc, masz woyska, czyń coć się podoba, Niech Monarchiy nie ginie ozdoba, Swiśnie Pan piekła przeraźliwym świstem, Pułk diabłow stanął co byli ná warcie, Jednemu rzecze; leć prędzey z tym listem, Y sam przeczytay, com nápisał w kárcie, Splondruy świat cały, zwołay swych kompanow, Porusz godnieyszych y podleyszych Stanow. Zprowadź z kąd możesz sędziwą Stárszyznę, Ktory zgrzybiały, weź go ná ramiona,
Niechay przybędą
Skrót tekstu: DrużZbiór
Strona: 180
Tytuł:
Zbiór rytmów
Autor:
Elżbieta Drużbacka
Miejsce wydania:
Warszawa
Region:
Mazowsze
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
utwory synkretyczne
Gatunek:
pieśni, poematy epickie, satyry, żywoty świętych
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1752
Data wydania (nie wcześniej niż):
1752
Data wydania (nie później niż):
1752
i sam w osobie swojej wybierał się przeciwko niemu, jadł obiad w Budzie mieście Stołecznym; pod czas którego, według zwyczaju, drzwi były zawarte: przychodzi w tym do drzwi Królewskich straszydło jakieś w człowieczej posturze chromej, ręce wykrzywione, i płachty miasto ubioru na sobie czarne i podarte mające: pocznie wołać na Króla głosem przeraźliwym, do rozmowy go z sobą wzywając, nie puszczają go odźwierni, rozumiejąc być jakiegoś ubogiego natręta, ale on tym barziej woła, i napiera się, żeby go do Króla puszczono, mieniąc, że do niego samego ma pilną barzo potrzebę, oczym dowiedziawszy się Król, wysyła Dworzanina podufałego swego, rozkazawszy spytać się
i sam w osobie swoiey wybierał się przeciwko niemu, iadł obiad w Budzie mieście Stołecznym; pod czas którego, według zwyczaiu, drzwi były zawarte: przychodzi w tym do drzwi Królewskich straszydło iakieś w człowieczey posturze chromey, ręce wykrzywione, i płachty miasto ubioru na sobie czarne i podarte maiące: pocznie wołać na Króla głosem przeraźliwym, do rozmowy go z sobą wzywaiąc, nie puszczaią go odźwierni, rozumieiąc być iakiegoś ubogiego natręta, ale on tym barziey woła, i napiera się, żeby go do Króla puszczono, mieniąc, że do niego samego ma pilną barzo potrzebę, oczym dowiedziawszy się Król, wysyła Dworzanina podufałego swego, roskazawszy spytać się
Skrót tekstu: KryszStat
Strona: 101
Tytuł:
Stateczność umysłu
Autor:
Andrzej Kazimierz Kryszpin Kirszensztein
Drukarnia:
Drukarnia J.K.M. i Rzeczypospolitej w Kolegium Societatis Iesu
Miejsce wydania:
Warszawa
Region:
Mazowsze
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty perswazyjne
Gatunek:
dialogi
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1769
Data wydania (nie wcześniej niż):
1769
Data wydania (nie później niż):
1769
się prorokiem, Lęka się nie wiem czego, niezwyczajnie skacze I w lewem boku w żebro najbliższe kołacze. Przyczyny temu nie wiem, nie wiem gdzie zdradzono Kogo — (czysty Hippolit!) — iż parzyste grono Ziarniąt płodnych utracę. A jak to na stronie Łaźnia się odsączyła od miasta — dwie wronie Wszytko mnie poprzedzały przeraźliwym głosem Wrzeszcząc, skorę mi z głowy odciągały z włosem, Który gwałtownie wstawał jak twarde szczeciny Na grzbiecie dzikiej świni w nemejskiej pustyni. Jam tego nie mógł pojąć w bezrozumnym wieku — A był to znać nieszczęścia prognostyk człowieku! Co i teraz, gdy wspomnię — ach! fatalną drogę, Przyznam, od serca i
sie prorokiem, Lęka się nie wiem czego, niezwyczajnie skacze I w lewem boku w żebro najbliższe kołacze. Przyczyny temu nie wiem, nie wiem gdzie zdradzono Kogo — (czysty Hippolit!) — iż parzyste grono Ziarniąt płodnych utracę. A jak to na stronie Łaźnia się odsączyła od miasta — dwie wronie Wszytko mie poprzedzały przeraźliwym głosem Wrzeszcząc, skorę mi z głowy odciągały z włosem, Ktory gwałtownie wstawał jak twarde szczeciny Na grzbiecie dzikiej świni w nemejskiej pustyni. Jam tego nie mogł pojąć w bezrozumnym wieku — A był to znać nieszczęścia prognostyk człowieku! Co i teraz, gdy wspomnię — ach! fatalną drogę, Przyznam, od serca i
Skrót tekstu: KorczWiz
Strona: 30
Tytuł:
Wizerunk złocistej przyjaźnią zdrady
Autor:
Adam Korczyński
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
poematy epickie
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1698
Data wydania (nie wcześniej niż):
1698
Data wydania (nie później niż):
1698
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Roman Pollak, Stefan Saski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Kraków
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Polska Akademia Umiejętności
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1949
i w Mazowszu głód zaledwo w historiach słychany, sprzyczyny wymarzłego zboża przez natężone srodze mrozy. Padali jak muchy ludzie, i zaledwo stawało tyle żywych, żeby grześć niezliczoną liczbę zamorzonych wystarczyli. Okropnych dokazującego głodu przykładów doczytać się u Dziejopisów Inflanckich: dzieci rodziców, rodzice dziatki (naturze gwałt czyniąc) na pożywanie zabijali; inni przeraźliwym jeść proszących dziatek przeniknieni lamentem zapartych w łaźni zadusili; drudzy leniwej z głodu nie znaszając śmierci, sami ją sobie okrutnie przyspieszali. Same obrzydłe w wykopanych trupów wędzonki wygłodzonemu ubóstwu przysmakiem było. Ale w następującym 1318. roku ubłagany BÓG gniew swój zamienił w miłosierdzie, i tak obfitą dał krescencją, że za łaszt żyta w
y w Mazowszu głod záledwo w historyach słychany, zprzyczyny wymarzłego zboża przez nátężone srodze mrozy. Padali jak muchy ludźie, y zaledwo stawało tyle żywych, żeby grześć niezliczoną liczbę zamorzonych wystarczyli. Okropnych dokazującego głodu przykładow doczytać śię u Dźiejopisow Inflantskich: dźieći rodźicow, rodźice dźiatki (naturze gwałt czyniąc) ná pożywanie zábijali; inni przeraźliwym jeść proszących dźiatek przeniknieni lamentem zapartych w łaźni zádusili; drudzy leniwey z głodu nie znaszając śmierći, sami ją sobie okrutnie przyspieszali. Same obrzydłe w wykopanych trupow wędzonki wygłodzonemu ubostwu przysmakiem było. Ale w następującym 1318. roku ubłagany BOG gniew swoy zamienił w miłośierdźie, y tak obfitą dał krescencyą, że za łaszt żyta w
Skrót tekstu: HylInf
Strona: 41
Tytuł:
Inflanty w dawnych swych i wielorakich aż do wieku naszego dziejach i rewolucjach
Autor:
Jan August Hylzen
Drukarnia:
Drukarnia J.K.M. Akademicka Societatis Iesu
Miejsce wydania:
Wilno
Region:
ziemie Wielkiego Księstwa Litewskiego
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Gatunek:
traktaty
Tematyka:
historia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1750
Data wydania (nie wcześniej niż):
1750
Data wydania (nie później niż):
1750