a lasem, w którym większą część piechoty zasadzoną miał, szyję ostawiwszy. Spodziewając się i ja, że już P. Bóg miał tę szczęśliwą godzinę zwiedzenia bitwy przysłać, wywiodłem wojsku W. K. Mści pół milę od obozu, którem był z przodku zakrył, rozumiejąc, że miał dalej awansować, chcąc te reduty, którem postawił na górach, atakować; ale obaczywszy, że się niebierze do nas, przyszło mi mu część większą wojska odkryć nastąpiwszy nań, gdzie podobieństwo było do zwiedzenia bitwy i onemu plac wyniść z tamtej ciasnoty ostawiwszy. Staliśmy kilka godzin w sprawie przeciwko sobie; niechciał się z swego fortelu ruszyć
a lasem, w którym większą część piechoty zasadzoną miał, szyję ostawiwszy. Spodziewając się i ja, że już P. Bóg miał tę sczęśliwą godzinę zwiedzenia bitwy przysłać, wywiodłem wojsku W. K. Mści puł milę od obozu, którem był z przodku zakrył, rozumiejąc, że miał dalej awansować, chcąc te reduty, którem postawił na górach, attakować; ale obaczywszy, że się niebierze do nas, przyszło mi mu część większą wojska odkryć nastąpiwszy nań, gdzie podobieństwo było do zwiedzenia bitwy i onemu plac wyniść z tamtéj ciasnoty ostawiwszy. Staliśmy kilka godzin w sprawie przeciwko sobie; niechciał się z swego fortelu ruszyć
Skrót tekstu: KoniecSListy
Strona: 117
Tytuł:
Listy Stanisława Koniecpolskiego Hetmana
Autor:
Stanisław Koniecpolski
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
listy
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1672
Data wydania (nie wcześniej niż):
1672
Data wydania (nie później niż):
1672
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Pamiętniki o Koniecpolskich. Przyczynek do dziejów polskich XVII wieku
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Stanisław Przyłęcki
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Lwów
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Leon Rzewuski
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1842
w kompanii w stancji z imć panem Walerianem, kasztelanicem naówczas sierpskim, wujem naszym, a bratem rodzonym wyżej wspomnionego imci księdza Mostowskiego jezuity, i z imć panem Józefem Rutkowskim, bratem naszym cioteczno-rodzonym, teraźniejszym sędzią ziemskim dobrzyńskim. Ale mając dyrektorów naszych nie bardzo morigeros, którzy napijania się nie wystrzegali i nas na reduty alias tańce publiczne i gry w karty z sobą brali, znaczną odmianę w dobrej śp. ojca mego edukacji miałem. Między innymi głupstwami i płochościami mymi najprzód wielką presumpcją o mojej umiejętności nadęty byłem, do nauk cale oleniwiałem, kłócić się i pić nie wystrzegałem się, tak dalece, że raz przed dialogiem
w kompanii w stancji z jmć panem Walerianem, kasztelanicem naówczas sierpskim, wujem naszym, a bratem rodzonym wyżej wspomnionego jmci księdza Mostowskiego jezuity, i z jmć panem Józefem Rutkowskim, bratem naszym cioteczno-rodzonym, teraźniejszym sędzią ziemskim dobrzyńskim. Ale mając dyrektorów naszych nie bardzo morigeros, którzy napijania się nie wystrzegali i nas na reduty alias tańce publiczne i gry w karty z sobą brali, znaczną odmianę w dobrej śp. ojca mego edukacji miałem. Między innymi głupstwami i płochościami mymi najprzód wielką presumpcją o mojej umiejętności nadęty byłem, do nauk cale oleniwiałem, kłócić się i pić nie wystrzegałem się, tak dalece, że raz przed dialogiem
Skrót tekstu: MatDiar
Strona: 40
Tytuł:
Diariusz życia mego, t. I
Autor:
Marcin Matuszewicz
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
ziemie Wielkiego Księstwa Litewskiego
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Gatunek:
pamiętniki
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
między 1754 a 1765
Data wydania (nie wcześniej niż):
1754
Data wydania (nie później niż):
1765
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Bohdan Królikowski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1986
1651
przyszła, że i ci pospieszają, z wojskiem tym, którzy byli pod Sokalem około 40000, pod Beresteczko ruszył się i tam za rzeką Styrem, który pod tym miasteczkiem płynie, na miejscu równym i do boju sposobnym stanął. A niżeli insze nastąpiły wojska, piechotami około wału obozowego pilno robić rozkazał, szańce i reduty rozmaicie opodal trochę wałów wysypawszy. Tymczasem co dzień, a prawie co godzina tak pospólstwa jako i zaciężnych przybywało ludzi.
Aleć i Chmielnicki nic tym nieustraszony z ordą przeciwko królowi następował, których gdy straż wojskowa postrzegła w dzień śrzedni i języka dostała, król wyrozumiawszy o potędze nieprzyjacielskiej pierwszemu Koniecpolskiemu, chorążemu koronnemu co napadszy na
1651
przyszła, że i ci pospieszają, z wojskiem tym, którzy byli pod Sokalem około 40000, pod Beresteczko ruszył się i tam za rzeką Styrem, który pod tym miasteczkiem płynie, na miejscu równym i do boju sposobnym stanął. A niżeli insze nastąpiły wojska, piechotami około wału obozowego pilno robić rozkazał, szańce i reduty rozmaicie opodal trochę wałów wysypawszy. Tymczasem co dzień, a prawie co godzina tak pospólstwa jako i zaciężnych przybywało ludzi.
Aleć i Chmielnicki nic tym nieustraszony z ordą przeciwko królowi następował, których gdy straż wojskowa postrzegła w dzień śrzedni i języka dostała, król wyrozumiawszy o potędze nieprzyjacielskiej pierwszemu Koniecpolskiemu, chorążemu koronnemu co napadszy na
Skrót tekstu: JemPam
Strona: 77
Tytuł:
Pamiętnik dzieje Polski zawierający
Autor:
Mikołaj Jemiołowski
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Gatunek:
kroniki
Tematyka:
historia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
między 1683 a 1693
Data wydania (nie wcześniej niż):
1683
Data wydania (nie później niż):
1693
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Jan Dzięgielewski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
"DIG"
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
2000
ś swej fortunie wyrzuciwszy lece, w lot ukraimskie odebrał fortece, obronny Bracław (gdzie w złośliwem związku, smakując sobie swobodę po kąsku, przez trzydzieści Ruś wiarołomna roków z Tatary, którzy na Polaki oków kuć nie nastarczą, zawarli się społu) wziął i hardemu przytarłeś róg czołu. Mocny Mohilów w mury i w reduty, nieraz oblany krwią, trupem osuty, wielkiem się polskiem hetmanom opierał, tobie zamknione bromy pootwierał. Stamtąd gdyś się chciał uderzyć o Ścianę i tać się zniży, widzący odmianę Marsa z buławą. A tych idąc torem, nie chcąc z twym szczęściem insze iść uporem długą swąwolą wyuzdane bydło, przyjmują raczej w paszczęki
ś swej fortunie wyrzuciwszy lece, w lot ukraimskie odebrał fortece, obronny Bracław (gdzie w złośliwem związku, smakując sobie swobodę po kąsku, przez trzydzieści Ruś wiarołomna roków z Tatary, którzy na Polaki oków kuć nie nastarczą, zawarli się społu) wziął i hardemu przytarłeś róg czołu. Mocny Mohilów w mury i w reduty, nieraz oblany krwią, trupem osuty, wielkiem się polskiem hetmanom opierał, tobie zamknione bromy pootwierał. Stamtąd gdyś się chciał uderzyć o Ścianę i tać się zniży, widzący odmianę Marsa z buławą. A tych idąc torem, nie chcąc z twym szczęściem insze iść uporem długą swąwolą wyuzdane bydło, przyjmują raczej w paszczeki
Skrót tekstu: PotPocztaKarp
Strona: 71
Tytuł:
Poczta
Autor:
Wacław Potocki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Gatunek:
panegiryki
Tematyka:
polityka
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1674
Data wydania (nie wcześniej niż):
1674
Data wydania (nie później niż):
1674
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Muza polska: na tryjumfalny wjazd najaśniejszego Jana III
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Adam Karpiński
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Instytut Badań Literackich PAN, Stowarzyszenie "Pro Cultura Litteraria"
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1996
i skąpy i głupi. Od trzeciej skarga zachodzi osoby Mówiąc fraszka, to, godna śmiechu sprawa, Mnieby zapłakać gdy nieznam co roby, Sejmów niewidzę, niewiem gdzie Warszawa,
Choć by mi boków nastursano w ciżbie Bylem zraz była w Senatorskiej Izbie. Niewiem co jest bal, asamble, reduty, Mój mnie Jegomość osadził przy kurach, Paź do ogona ma łatane buty, O Blondynowych niechce garniturach Wiedzieć, żebym je mieć mogła na modę, Otoż z tych racyj z gapiem się rozwiodę. Czwarta z westchnieniem rzecze: ja się cieszę Zem nie ja tylko sama nieszczęśliwa Mój borys niechciał sprawić
y skąpy y głupi. Od trzeciey skárga záchodzi osoby Mowiąc fraszka, to, godna śmiechu spráwa, Mnieby zápłákać gdy nieznam co roby, Seymow niewidzę, niewiem gdzie Warszawa,
Choć by mi bokow nástursano w ciżbie Bylem zráz była w Senátorskiey Jzbie. Niewiem co iest bal, assamble, reduty, Moy mnie Jegomość osadził przy kurach, Paź do ogona ma łátane buty, O Blondynowych niechce gárniturach Wiedzieć, żebym ie mieć mogła ná modę, Otoż z tych rácyi z gápiem się rozwiodę. Czwárta z westchnięniem rzecze: ia się cieszę Zem nie ia tylko sama nieszczęśliwa Moy borys niechciał spráwić
Skrót tekstu: DrużZbiór
Strona: 352
Tytuł:
Zbiór rytmów
Autor:
Elżbieta Drużbacka
Miejsce wydania:
Warszawa
Region:
Mazowsze
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
utwory synkretyczne
Gatunek:
pieśni, poematy epickie, satyry, żywoty świętych
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1752
Data wydania (nie wcześniej niż):
1752
Data wydania (nie później niż):
1752
Sroki. Jęk, stęk, szmer, i mruk, i zębów zgrzytanie A toż masz korzyść, hardy Bissurmanie. 29. Uciekaj tedy, jeśliś który żywy Swej tu już słusznie przypłaciwszy buty Ale nie długo Orzeł popędliwy I tam cię z przyszłej sparzy resoluty Bo jeśli cię stąd wygnał zapalczywy Gdzieś miał aprossy i ślepe reduty Jakże się w polu oprzesz na przestrzeni I w Słońce wejrzysz; przywykły do cieni? 30. Infanterie rzucaj i Armaty Podawszy łupem swoje magazyny Na podział miedzy ubogie żołdaty Rakuskie oraz piechotne drużyny, Dojdą cię w krótce pilnych Orłów czaty Mściwe za murów Wiedeńskich ruiny, Które od szturmów, choć ledwie już stoją Zmocnią się
Sroki. Ięk, stęk, szmer, y mruk, y zębow zgrzytánie A tosz masz korzyść, hárdy Bissurmánie. 29. Vćiekay tedy, ieśliś ktory żywy Swey tu iuż słusznie przypłaćiwszy buty Ale nie długo Orzeł popędliwy Y tám ćię z przyszłey spárzy resoluty Bo ieśli ćię ztąd wygnał zápálczywy Gdzieś miał ápprossy y ślepe reduty Iákże się w polu oprzesz ná przestrzeni Y w Słońce weyrzysz; przywykły do ćięni? 30. Infánterye rzucay y Armaty Podawszy łupem swoie mágázyny Ná podźiał miedzy vbogie żołdaty Rákuskie oraz piechotne druzyny, Doydą ćię w krotce pilnych Orłow czaty Mśćiwe zá murow Wiedeńskich ruiny, Ktore od szturmow, choć ledwie iuż stoią Zmocnią się
Skrót tekstu: ChrośTrąba
Strona: B3v
Tytuł:
Trąba wiekopomnej sławy
Autor:
[Chrościński Wojciech Stanisław]
Drukarnia:
Karol Ferdynand Schreiber
Miejsce wydania:
Warszawa
Region:
Mazowsze
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Gatunek:
panegiryki
Tematyka:
polityka
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1684
Data wydania (nie wcześniej niż):
1684
Data wydania (nie później niż):
1684
A była w ciemnem kącie; kilka mógł kamieni I wybrać i zastawić niemiż w kącie sieni. Co to za dziura była? — Być musi potrzebny Ktoś kiedyś nią do Paniej łaził czy służebny. A była kamienica owa tuż pod murem Miejskim, który miejscami prosto szedł jak sznurem, Miejscami zaś łamane miał sam tam reduty, Których głęboka fosa strzegła i wał suty, Gdzie w onym interwallu zarosło miejscami Było rozmaitością, krzewiem i cheptami.
Tam się dziurą wycisnął ow ubezpieczony Nadzieją kontentece serwitor złej żony W przyległe tuż w zatyłku badele i ciernie Według ofertów Paniej chcąc usłużyć wiernie. Bez respektu o oczy jak dziki zwierz skoczy Koło z bramkami muru
A była w ciemnem kącie; kilka mogł kamieni I wybrać i zastawić niemiż w kącie sieni. Co to za dziura była? — Być musi potrzebny Ktoś kiedyś nią do Paniej łaził czy służebny. A była kamienica owa tuż pod murem Miejskim, ktory miescami prosto szedł jak sznurem, Miescami zaś łamane miał sam tam reduty, Ktorych głęboka fossa strzegła i wał suty, Gdzie w onym interwallu zarosło miejscami Było rozmaitością, krzewiem i cheptami.
Tam sie dziurą wycisnął ow ubezpieczony Nadzieją kontentece serwitor złej żony W przyległe tuż w zatyłku badele i ciernie Według offertow Paniej chcąc usłużyć wiernie. Bez respektu o oczy jak dziki zwierz skoczy Koło z bramkami muru
Skrót tekstu: KorczWiz
Strona: 22
Tytuł:
Wizerunk złocistej przyjaźnią zdrady
Autor:
Adam Korczyński
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
poematy epickie
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1698
Data wydania (nie wcześniej niż):
1698
Data wydania (nie później niż):
1698
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Roman Pollak, Stefan Saski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Kraków
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Polska Akademia Umiejętności
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1949
Osman w polu obaczy, naprzód każe zwykle Straszne toczyć machiny i z odległych krzaków, Żeby ich nie odbito, strzelać na Kozaków Ale bez wszelkiej szkody; na Denofy potem Ogromnym niespodzianie uderzy obrotem. Gdy Lermunt z pomienioną tych panów piechotą W bok ich sparzy, musieli umykać z sromotą, Że się darmo o one kusili reduty. A wżdy przecie humoru nie tracąc i buty, Palą z dział przeciw samej Lubomirskiej branie, Dosyć z bliska, bo naszy kule po majdanie Zbierali, a co większa, tak szkodliwe wióry Przenosiły i namiot, w którym leżał chory Królewic; więcej szwanku w ludziach ani w bydle Nie było. Stał Gliniecki na tym
Osman w polu obaczy, naprzód każe zwykle Straszne toczyć machiny i z odległych krzaków, Żeby ich nie odbito, strzelać na Kozaków Ale bez wszelkiej szkody; na Denoffy potem Ogromnym niespodzianie uderzy obrotem. Gdy Lermunt z pomienioną tych panów piechotą W bok ich sparzy, musieli umykać z sromotą, Że się darmo o one kusili reduty. A wżdy przecie humoru nie tracąc i buty, Palą z dział przeciw samej Lubomirskiej branie, Dosyć z bliska, bo naszy kule po majdanie Zbierali, a co większa, tak szkodliwe wióry Przenosiły i namiot, w którym leżał chory Królewic; więcej szwanku w ludziach ani w bydle Nie było. Stał Gliniecki na tym
Skrót tekstu: PotWoj1924
Strona: 185
Tytuł:
Transakcja Wojny Chocimskiej
Autor:
Wacław Potocki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
poematy epickie
Tematyka:
wojskowość
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1670
Data wydania (nie wcześniej niż):
1670
Data wydania (nie później niż):
1670
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Aleksander Brückner
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Kraków
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Zakład Narodowy im. Ossolińskich
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1924
by wprzód trzeba zastąpić od spasi. Także nas na każdą noc ta smoła hałasi, I nigdy nie zemszczona; a tej przeszłej nocy, Jako słyszę, już i most mieli w swojej mocy. Byśmy jedno do nieba wytrzeszczając oczy Nie padli przez kretówkę, którą ten gad toczy; Przeto albo wał sypać i gęste reduty, Albo w polu nocną straż stawiać, zwłaszcza u tej Ściany, gdzie to plugastwo, jako w kojcu ptaki, Na każdą noc co lepsze bierze nam junaki. Szturm do nich odwlec radzę i zrozumieć wprzódy, Co ma za fantazyją Lubomirski młody? Jeśli gorący, jak ty, skoro nas przy stole Dziś zwojuje,
by wprzód trzeba zastąpić od spasi. Także nas na każdą noc ta smoła hałasi, I nigdy nie zemszczona; a tej przeszłej nocy, Jako słyszę, już i most mieli w swojej mocy. Byśmy jedno do nieba wytrzeszczając oczy Nie padli przez kretówkę, którą ten gad toczy; Przeto albo wał sypać i gęste reduty, Albo w polu nocną straż stawiać, zwłaszcza u téj Ściany, gdzie to plugastwo, jako w kojcu ptaki, Na każdą noc co lepsze bierze nam junaki. Szturm do nich odwlec radzę i zrozumieć wprzódy, Co ma za fantazyją Lubomirski młody? Jeśli gorący, jak ty, skoro nas przy stole Dziś zwojuje,
Skrót tekstu: PotWoj1924
Strona: 260
Tytuł:
Transakcja Wojny Chocimskiej
Autor:
Wacław Potocki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
poematy epickie
Tematyka:
wojskowość
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1670
Data wydania (nie wcześniej niż):
1670
Data wydania (nie później niż):
1670
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Aleksander Brückner
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Kraków
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Zakład Narodowy im. Ossolińskich
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1924