Bowiembyś przepadła Wierż już była. Też i ta dopiero tu wpadła Piękna Nimfa/ przed jednym Cyklopem się kryjąc Wielkim nie pomierzonym. Ze ją gdzieś tam myjąc Zoczył niepostrzeżoną/ i stąd ku niebodze Plugawym apetytem zapalił się srodze/ Co noc jej tu czatując. Gdy ona gdzie może Abo w te niedostępne wisze i rogoże/ Abo czasem i do mnie przed nim tu ucieka/ On się zatym jako pies jadowity wścieka/ I uchopić nie mogąc tak wdzięcznej zdobyczy Po brzegach tych około przeraźliwie krzyczy/ Słyszysz oto głos jego. A kto się nawinie/ Zabija i pożera/ znosząc do jaskinie Stąd tu bliskiej. I cóż jest tego za przyczyna
Bowiembyś przepádłá Wierż iuż byłá. Też y tá dopiero tu wpádłá Piękna Nimfá/ przed iednym Cyklopem się kryiąc Wielkim nie pomierzonym. Ze ią gdzieś tám myiąc Zoczył niepostrzeżoną/ y ztąd ku niebodze Plugawym áppetytem zápalił się srodze/ Co noc iey tu czatuiąc. Gdy oná gdzie może Abo w te niedostępne wisze y rogoże/ Abo czásem y do mnie przed nim tu ucieka/ On się zátym iáko pies iadowity wścieka/ Y vchopić nie mogąc ták wdzięczney zdobyczy Po brzegách tych około przeráźliwie krzyczy/ Słyszysz oto głos iego. A kto się náwinie/ Zábiia y pożera/ znosząc do iáskinie Ztąd tu bliskiey. Y coż iest tego zá przyczyná
Skrót tekstu: TwarSPas
Strona: 52
Tytuł:
Nadobna Paskwalina
Autor:
Samuel Twardowski
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
poematy epickie
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1701
Data wydania (nie wcześniej niż):
1701
Data wydania (nie później niż):
1701
/ Cyprysy/ i Sośnie wysokie/ On będąc w cnotę wielką obleczony/ Prowadzi żywot Bogu ulubiony Tu na tej puszczy: a na małym kęsie/ Z czeladkąswoją on kontentuje się. A chociaż start nigdy nie próżnuje/ Ale ustawnie w domku swym pracuje. Czasem czeladkę ku niebu kieruje: Czasem nabożne piosnki pośpiewuje: Abo rogoże z dartego sitowia Przeplata/ abo koszyki odnawia: On zastarzałe w tobie wszeteczności/ Wymorzy cnotą swojej żarzliwości. A ty mu swoje odkrywszy sumnienie/ Obiecuj pewne grzechów pokajenie. Bieżże do niego/ bo on o tej dobie/ Już przy robocie przyśpiewuje sobie. To skoro wyrzekł: Amor w ocemgnieniu/ Podniósł się k
/ Cyprysy/ y Sośnie wysokie/ On będąc w cnotę wielką obleczony/ Prowadźi żywot Bogu vlubiony Tu ná tey puszczy: á na małym kęśie/ Z czeladkąswoią on contentuie się. A choćiaż start nigdy nie proznuie/ Ale vstáwnie w domku swym prácuie. Czásem czeladkę ku niebu kieruie: Czásem nabożne piosnki pośpiewuie: Abo rogoże z dartego śitowia Przeplata/ abo koszyki odnawia: On zastarzałe w tobie wszetecznośći/ Wymorzy cnotą swoiey żarźliwośći. A ty mu swoie odkrywszy sumnienie/ Obiecuy pewne grzechow pokaienie. Bieżże do niego/ bo on o tey dobie/ Iuż przy roboćie przyśpiewuie sobie. To skoro wyrzekł: Amor w ocemgnieniu/ Podniosł się k
Skrót tekstu: TwarKŁodz
Strona: Cv
Tytuł:
Łódź młodzi z nawałności do brzegu płynąca
Autor:
Kasper Twardowski
Drukarnia:
Drukarnia dziedziców Jakuba Siebeneychera
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
poematy epickie
Tematyka:
religia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1618
Data wydania (nie wcześniej niż):
1618
Data wydania (nie później niż):
1618
i obnosy, ze ich nie trzeba nigdy prać, choćby ich do skonu zażywał. Cóż, kiedy się u niego płótna dokupić nie może dla Moskalów, którzy na jego robotę ode dwu lat czekają — czeladzi nie chowa.
(24) W możdżerskim powiecie jest monastyr, gdzie czerńcy robią łyżki, talerze, kobiele, rogoże, łyczane statki, pudla, leziwa etc. Między inszem urobili żałubki, do których konia nie trzeba tylko góry, same jadą by z najcięższym ciężarem. A pod górę mają żurawia, jako u studnie; podniósszy, same postawią na górze i jadą gdzie chcą; na równinie lada wiatr popycha za koniem. Widziałem
i obnosy, ze ich nie trzeba nigdy prać, choćby ich do skonu zażywał. Cóż, kiedy się u niego płótna dokupić nie może dla Moskalów, którzy na jego robotę ode dwu lat czekają — czeladzi nie chowa.
(24) W możdżerskim powiecie jest monastyr, gdzie czerńcy robią łyżki, talerze, kobiele, rogoże, łyczane statki, pudla, leziwa etc. Między inszem urobili załubki, do których konia nie trzeba tylko góry, same jadą by z najcięższym ciężarem. A pod górę mają żurawia, jako u studnie; podniósszy, same postawią na górze i jadą gdzie chcą; na równinie leda wiatr popycha za koniem. Widziałem
Skrót tekstu: SzemTorBad
Strona: 289
Tytuł:
Z nowinami torba kursorska
Autor:
Fryderyk Szembek
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
utwory synkretyczne
Gatunek:
satyry
Poetyka żartu:
tak
Data wydania:
1645
Data wydania (nie wcześniej niż):
1645
Data wydania (nie później niż):
1645
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Polska satyra mieszczańska. Nowiny sowiźrzalskie
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Karol Badecki
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Kraków
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Polska Akademia Umiejętności
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1950
już nie miej nadziei, Ja po Pogrzebie do Domu powracam. Grób nawiedz, z resztą żądze swe uspokoj, Cnoty naśladuj, a grzechom daj pokoj. Stawam nad grobem Twoim Święta Pani, Któż mi łez doda? kto żalu pomoże? Wpuść mię do swojej pokutnej otchłani, Z chęcią wymieniam puchy, za rogoże! Łzy z żalem mięszać będę na przemiany, Skała przyczyni kropel z zimnej ściany. Kiedym nie była w to szczęście dostatnią, Oglądać Ciebie pokutnych Obrazie, Pamiętaj gdy mię śmierć zagarnie w matnią, Ty bądź Patronką w niebezpiecznym razie, Ty piekielnego odstraż rybołowce, Niech Chrystusowe, w sieć nie łapa Owce. Święta
iuż nie miey nádziei, Já po Pogrzebie do Domu powracam. Grob náwiedz, z resztą żądze swe uspokoy, Cnoty naśladuy, á grzechom day pokoy. Stáwam nád grobem Twoim Swięta Pani, Ktoż mi łez doda? kto żalu pomoże? Wpuść mię do swoiey pokutney otchłani, Z chęcią wymieniam puchy, zá rogoże! Łzy z żalem mięszać będę ná przemiany, Skáła przyczyni kropel z zimney ściany. Kiedym nie była w to szczęście dostátnią, Oglądać Ciebie pokutnych Obrazie, Pamiętay gdy mię śmierć zágarnie w matnią, Ty bądź Patronką w niebespiecznym razie, Ty piekielnego odstraż rybołowce, Niech Chrystusowe, w sieć nie łápa Owce. Swięta
Skrót tekstu: DrużZbiór
Strona: 196
Tytuł:
Zbiór rytmów
Autor:
Elżbieta Drużbacka
Miejsce wydania:
Warszawa
Region:
Mazowsze
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
utwory synkretyczne
Gatunek:
pieśni, poematy epickie, satyry, żywoty świętych
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1752
Data wydania (nie wcześniej niż):
1752
Data wydania (nie później niż):
1752
wyrozumiawszy sprawę, odesłał ich do najgłówniejszego w onem mieście lekarza. Lekarz, wysłuchawszy ich, konowała wolnym uczyniwszy, owego zgromił, iż on do konowała, co bydlęta leczy, z oczyma choremi się udał. Żaden mądry nie jest tak na się niełaskawy, Aby miał na głupiego kłaść poważne sprawy. I toć rzemiosło robić rogoże, lecz kto-li Za jedwabne go krosna posadzić pozwoli? POWIEŚĆ XIII.
Uczony jeden miał jedynego kochanego syna. Ten chorobą zdjęty, umarł mu. Gdy do pogrzebu przyszło, pytano go: — „Co za nagrobek synowi swemu napisać każesz?”
Odpowiedział: — „Słowa święte na kamieniu pisać niesłuszną widzę,
wyrozumiawszy sprawę, odesłał ich do najgłówniejszego w oném mieście lekarza. Lekarz, wysłuchawszy ich, konowała wolnym uczyniwszy, owego zgromił, iż on do konowała, co bydlęta leczy, z oczyma choremi się udał. Żaden mądry nie jest tak na się niełaskawy, Aby miał na głupiego kłaść poważne sprawy. I toć rzemięsło robić rogoże, lecz kto-li Za jedwabne go krosna posadzić pozwoli? POWIEŚĆ XIII.
Uczony jeden miał jedynego kochanego syna. Ten chorobą zdjęty, umarł mu. Gdy do pogrzebu przyszło, pytano go: — „Co za nagrobek synowi swemu napisać każesz?”
Odpowiedział: — „Słowa święte na kamieniu pisać niesłuszną widzę,
Skrót tekstu: SaadiOtwSGul
Strona: 211
Tytuł:
Giulistan to jest ogród różany
Autor:
Saadi
Tłumacz:
Samuel Otwinowski
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
mieszany
Rodzaj:
utwory synkretyczne
Gatunek:
przypowieści, specula (zwierciadła)
Tematyka:
religia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
między 1610 a 1625
Data wydania (nie wcześniej niż):
1610
Data wydania (nie później niż):
1625
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
I. Janicki
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Świdzińscy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1879