skarb nieba i ziemie Bóstwo wydało za ciebie. Nie przedawaj że się tanie dla grzechów na potępienie. Stoi dusza, znać po niej, że już natuczona ciałem Pana JEZUSOWYM i Krwią jego, ozdobiona drogimi Kanakami, to jest wlaną wiarą, nadzieją, miłością, i innymi darami nadprzyrodzonymi, a przez to wszystko przebija się rumianość nieoszacowana, rumianość Krwie Pana JEZUSOWEJ. Z-drugiej strony czart, cóż przyniósł? dziękciu i smoły piekielnej! Ej Duszo nie przedawajże się tanie, dla grzechów na potępienie. 6. Uczyniłem przedsięwzięcie na ten Rok, przy Kazaniu moim na końcu powiedzieć Historyją jaką, z-żywota którego Świętego, na ten
skarb niebá i źiemie Bostwo wydáło zá ćiebie. Nie przedaway że się tanie dla grzechow ná potępienie. Stoi duszá, znáć po niey, że iuż nátuczona ćiáłem Páná IEZUSOWYM i Krwią iego, ozdobiona drogimi Kánakámi, to iest wlaną wiárą, nádźieią, miłośćią, i innymi dárámi nádprzyrodzonymi, á przez to wszystko przebija się rumiáność nieoszácowána, rumiáność Krwie Páná IEZUSOWEY. Z-drugiey strony czárt, coż przyniosł? dźiekćiu i smoły piekielney! Ey Duszo nie przedawayże się tanie, dla grzechow ná potępienie. 6. Uczyniłem przedśięwźięćie ná ten Rok, przy Kazániu moim ná końcu powiedźieć Historyią iáką, z-żywotá ktorego Swiętego, ná ten
Skrót tekstu: MłodzKaz
Strona: 22
Tytuł:
Kazania i homilie
Autor:
Tomasz Młodzianowski
Drukarnia:
Collegium Poznańskiego Societatis Iesu
Miejsce wydania:
Poznań
Region:
Wielkopolska
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty perswazyjne
Gatunek:
kazania
Tematyka:
religia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1681
Data wydania (nie wcześniej niż):
1681
Data wydania (nie później niż):
1681
ziemie Bóstwo wydało za ciebie. Nie przedawaj że się tanie dla grzechów na potępienie. Stoi dusza, znać po niej, że już natuczona ciałem Pana JEZUSOWYM i Krwią jego, ozdobiona drogimi Kanakami, to jest wlaną wiarą, nadzieją, miłością, i innymi darami nadprzyrodzonymi, a przez to wszystko przebija się rumianość nieoszacowana, rumianość Krwie Pana JEZUSOWEJ. Z-drugiej strony czart, cóż przyniósł? dziękciu i smoły piekielnej! Ej Duszo nie przedawajże się tanie, dla grzechów na potępienie. 6. Uczyniłem przedsięwzięcie na ten Rok, przy Kazaniu moim na końcu powiedzieć Historyją jaką, z-żywota którego Świętego, na ten pospolicie Tydzień przypadającego
źiemie Bostwo wydáło zá ćiebie. Nie przedaway że się tanie dla grzechow ná potępienie. Stoi duszá, znáć po niey, że iuż nátuczona ćiáłem Páná IEZUSOWYM i Krwią iego, ozdobiona drogimi Kánakámi, to iest wlaną wiárą, nádźieią, miłośćią, i innymi dárámi nádprzyrodzonymi, á przez to wszystko przebija się rumiáność nieoszácowána, rumiáność Krwie Páná IEZUSOWEY. Z-drugiey strony czárt, coż przyniosł? dźiekćiu i smoły piekielney! Ey Duszo nie przedawayże się tanie, dla grzechow ná potępienie. 6. Uczyniłem przedśięwźięćie ná ten Rok, przy Kazániu moim ná końcu powiedźieć Historyią iáką, z-żywotá ktorego Swiętego, ná ten pospolićie Tydźień przypadáiącego
Skrót tekstu: MłodzKaz
Strona: 22
Tytuł:
Kazania i homilie
Autor:
Tomasz Młodzianowski
Drukarnia:
Collegium Poznańskiego Societatis Iesu
Miejsce wydania:
Poznań
Region:
Wielkopolska
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty perswazyjne
Gatunek:
kazania
Tematyka:
religia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1681
Data wydania (nie wcześniej niż):
1681
Data wydania (nie później niż):
1681
od świę-
tych, uweselając ich zewsząd w pokoju Twoim, który przechodzi zmysł wszelki. Tam wesele nieskończone, radość bez smutku, zdrowie bez boleści, droga bez prace, światło bez ciemności, żywot bez śmierci, wszelkie dobro bez wszelkiego złego. Gdzie się młodość nigdy nie starzeje, gdzie żywot końca nie zna, gdzie rumianość nigdy nie blednieje, gdzie miłość nigdy nie krzepnie, gdzie zdrowie nigdy nie więdnie, gdzie wesela nigdy nie ubywa, gdzie boleści nigdy nie czuć, gdzie stękania nigdy nie słychać, gdzie smutnego nigdy nic nie widać, gdzie radość zawsze przebywa, gdzie się żadnego złego nie boją, albowiem tam Najwyższe Dobro mają, co
od świę-
tych, uweselając ich zewsząd w pokoju Twoim, który przechodzi zmysł wszelki. Tam wesele nieskończone, radość bez smutku, zdrowie bez boleści, droga bez prace, światło bez ciemności, żywot bez śmierci, wszelkie dobro bez wszelkiego złego. Gdzie się młodość nigdy nie starzeje, gdzie żywot końca nie zna, gdzie rumianość nigdy nie blednieje, gdzie miłość nigdy nie krzepnie, gdzie zdrowie nigdy nie więdnie, gdzie wesela nigdy nie ubywa, gdzie boleści nigdy nie czuć, gdzie stękania nigdy nie słychać, gdzie smutnego nigdy nic nie widać, gdzie radość zawsze przebywa, gdzie się żadnego złego nie boją, albowiem tam Najwyższe Dobro mają, co
Skrót tekstu: BolesEcho
Strona: 103
Tytuł:
Przeraźliwe echo trąby ostatecznej
Autor:
Klemens Bolesławiusz
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
Wielkopolska
Typ tekstu:
mieszany
Rodzaj:
utwory synkretyczne
Gatunek:
kazania
Tematyka:
religia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1670
Data wydania (nie wcześniej niż):
1670
Data wydania (nie później niż):
1670
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Jacek Sokolski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Instytut Badań Literackich PAN, Stowarzyszenie "Pro Cultura Litteraria"
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
2004
skarb, to serca pociecha mojego, bo wszystek śliczny i wszystek rumiany by śnieg z szarłatną farbą pomieszany abo jak wonny kwiat różej czerwony po wierzchu mlekiem szczerem pokropiony. Stąd me kochanie śliczne i udatne, bo ciałko Jego białe i szarłatne, obiedwie farbie w Nim się pomieszały. Powiem, przecz taki Synaczek mój mały: rumianość znaczy, że ogień miłości grzeje i pali w Nim wszystkie wnętrzności; z tej zasię białej i ślicznej postawy znajcie niewinność, znajcie, że Bóg prawy. Więc Go przekładam nad wszystkie bogactwa, nad skarb, nad wszystkie tego świata carstwa. W tej wadze u mnie On, tak Go szacuję, a jednym słowem –
skarb, to serca pociecha mojego, bo wszystek śliczny i wszystek rumiany by śnieg z szarłatną farbą pomieszany abo jak wonny kwiat różej czerwony po wierzchu mlekiem szczerem pokropiony. Stąd me kochanie śliczne i udatne, bo ciałko Jego białe i szarłatne, obiedwie farbie w Nim się pomieszały. Powiem, przecz taki Synaczek mój mały: rumianość znaczy, że ogień miłości grzeje i pali w Nim wszystkie wnętrzności; z tej zasię białej i ślicznej postawy znajcie niewinność, znajcie, że Bóg prawy. Więc Go przekładam nad wszystkie bogactwa, nad skarb, nad wszystkie tego świata carstwa. W tej wadze u mnie On, tak Go szacuję, a jednym słowem –
Skrót tekstu: GrochWirydarz
Strona: 26
Tytuł:
Wirydarz abo kwiatki rymów duchownych o Dziecięciu Panu Jezusie
Autor:
Stanisław Grochowski
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Tematyka:
religia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1608
Data wydania (nie wcześniej niż):
1608
Data wydania (nie później niż):
1608
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Justyna Dąbkowska
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
"Pro Cultura Litteraria"
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1997
nim, bogate spuścizny, Wszytko to pofantował mej opiekun blizny Rodzicielki siroty, bo zawisne jędze Małą osirociwszy — ustrzygnięciem przędze Życia ojca i matki od piersi w opiece Zostawiły przy krewnych. A wiesz — każdy ręce Z natury ma ku sobie. Co niżbym skończyła, Wprzodby się w morskich pianach śliczna zanurzyła Twoja, Febie, rumianość, wprzodby gwiazda drogi Żeglarskie kierowała i miesiąc dwurogi Wprzodby z ciemnych poruszył siedlisk wielkiej głowy I oczów z szpetnem krzykiem puchacze i sowy, — Niżbym wypowiedziała, jako wierna praca Mego dziadusia poszła i gdzie się obraca«.
To gdy w konfidencji przed rzezańcem owem Prawiła lamentując, za każdem jej słowem Potakiwał pochlebca nie żeby to
nim, bogate spuścizny, Wszytko to pofantował mej opiekun blizny Rodzicielki siroty, bo zawisne jędze Małą osirociwszy — ustrzygnięciem przędze Życia ojca i matki od piersi w opiece Zostawiły przy krewnych. A wiesz — kożdy ręce Z natury ma ku sobie. Co niżbym skończyła, Wprzodby sie w morskich pianach śliczna zanurzyła Twoja, Febie, rumianość, wprzodby gwiazda drogi Żeglarskie kierowała i miesiąc dwurogi Wprzodby z ciemnych poruszył siedlisk wielkiej głowy I oczow z szpetnem krzykiem puchacze i sowy, — Niżbym wypowiedziała, jako wierna praca Mego dziadusia poszła i gdzie się obraca«.
To gdy w konfidencyej przed rzezańcem owem Prawiła lamentując, za kożdem jej słowem Potakiwał pochlebca nie żeby to
Skrót tekstu: KorczWiz
Strona: 38
Tytuł:
Wizerunk złocistej przyjaźnią zdrady
Autor:
Adam Korczyński
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
poematy epickie
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1698
Data wydania (nie wcześniej niż):
1698
Data wydania (nie później niż):
1698
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Roman Pollak, Stefan Saski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Kraków
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Polska Akademia Umiejętności
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1949
czas dobry/ gdzie idzie o dobro duszy. Nie trzeba też z tą Książką czekać Postu smutnego wielkiego/ abo wesołego Bożego Narodzenia; zawsze ucieszyć może/ białorumiana Dziecina JEZUS. który też nigdy na świecie żyjąc nie był bez męki/ nie był bez wesołości; i owszem im mękę większą miał przed oczyma; tym się rumianość większa na bielszą nad śnieg twarz jego wydawała/ jakoby od skoków zafarbowana. Nie rozumiej też/ żebym te Plęsy samym Zakonnym oczom pokazował wszyscy się z nich ucieszyć mogą/ tak Duchowni jako i świeccy; wszak też dla wszytkich skakał do Krzyża JEZUS, lubo nie wszyscy skok krzyżowy pojąć usiłują. Skoro przeczytasz/
czás dobry/ gdźie idźie o dobro duszy. Nie trzebá też z tą Kśiążką czekáć Postu smutnego wielkiego/ ábo wesołego Bożego Národzenia; záwsze vćieszyć może/ białorumiána Dźiećina IEZVS. ktory też nigdy ná świećie żyiąc nie był bez męki/ nie był bez wesołośći; y owszem im mękę większą miał przed oczymá; tym się rumianość większa ná bielszą nad śnieg twarz iego wydawáłá/ iákoby od skokow záfarbowána. Nie rozumiey też/ żebym te Plęsy sámym Zakonnym oczom pokazował wszyscy się z nich vćieszyć mogą/ ták Duchowni iáko y świeccy; wszák też dla wszytkich skakał do Krzyżá IEZVS, lubo nie wszyscy skok krzyżowy poiąć vśiłuią. Skoro przeczytasz/
Skrót tekstu: HinPlęsy
Strona: 31
Tytuł:
Plęsy Jezusa z aniołami
Autor:
Marcin Hińcza
Drukarnia:
Franciszek Cezary
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty perswazyjne
Tematyka:
religia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1636
Data wydania (nie wcześniej niż):
1636
Data wydania (nie później niż):
1636
podane. Za nic i sława/ i rodziciele/ za nic i która następuje wieczna sromota/ gdy się rozświecą takie na sercu świetności od ulubionych posłane. Woli dla tego cierniową JEZUS koronę/ która choć głowę rani. przecię nic serca nie karbuje. Włożyć chciej temu Dzieciątku i z wonnej roży uwity wieniec/ niech się rumianość z kwiatu wybija białego/ obłoż kubeczek samymi kwiatków listkami/ powiąż już nie kręconym ale drapanym jedwabiem/ niech zgoła głowy nic nie dolega JEZUSOWEJ, niech się wszelaka miękkość najduje/ garnąć się będzie Dziecina do ostrości. Widzi bowiem że wonne roże często zawodzą siła dusz ludźkich/ i swym zapachem/ do zguby wiecznej ich
podáne. Zá nic y sławá/ y rodźićiele/ zá nic y ktora nástępuie wieczna sromotá/ gdy się rozświecą tákie ná sercu świetnośći od vlubionych posłáne. Woli dla tego ćierniową IEZVS koronę/ ktora choć głowę ráni. przećię nic sercá nie kárbuie. Włożyć chćiey temu Dźiećiątku y z wonney roży vwity wieniec/ niech się rumiáność z kwiátu wybiia białego/ obłoż kubeczek sámymi kwiatkow listkami/ powiąż iuż nie kręconym ále drapánym iedwabiem/ niech zgołá głowy nic nie dolega IEZUSOWEY, niech się wszeláká miękkość náyduie/ gárnąć się będźie Dźiećina do ostrośći. Widźi bowiem że wonne roże często záwodzą śiłá dusz ludźkich/ y swym zapáchem/ do zguby wieczney ich
Skrót tekstu: HinPlęsy
Strona: 269
Tytuł:
Plęsy Jezusa z aniołami
Autor:
Marcin Hińcza
Drukarnia:
Franciszek Cezary
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty perswazyjne
Tematyka:
religia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1636
Data wydania (nie wcześniej niż):
1636
Data wydania (nie później niż):
1636
to podoba, czego by się wstydzić trzeba. 48. Czemu jedni się kochają w porządku a drudzy nie? V takich porządku szukać którzy mają odmienne fantazyje albo też zgoła ospali, że o nie niedbają, albo w innych rzeczach myśl swoję zatopili. 49. Czemu się dzieci łacno wstydają? Wstydliwość jest kiedy się rumianość na twarzy pokaże, a ta pochodzi ze krwie do twarzy występującej: w dzieciach zaś na twarzy skorka cieńsza, zaczym się krew przez nie lacniej wyda, rozum też hamuje apetytu, za tym apetyt za tym idąc co fantazyja okaze, łacno krew burzy. 50. Czemu pijanice namiętności mają barzo potężne? W takich wilgotności
to podobá, czego by się wstydzić trzebá. 48. Czemu iedni się kochaią w porządku á drudzy nie? V tákich porządku szukáć ktorzy máią odmienne fántazyie álbo też zgoła ospáli, że o nie niedbaią, álbo w innych rzeczách mysl swoię zatopili. 49. Czemu się dzieći łácno wstydaią? Wstydliwość iest kiedy sie rumianość ná twarzy pokaże, a tá pochodzi ze krwie do twarzy występuiącey: w dzieciách záś ná twarzy skorká cienszá, záczym się krew przez nie lácniey wyda, rozum też hamuie appetytu, za tym appetyt zá tym idąc co fantazyia okáze, łacno krew burzy. 50. Czemu piianice namiętnośći máią barzo potężne? W tákich wilgotnośći
Skrót tekstu: TylkRoz
Strona: 276
Tytuł:
Uczone rozmowy
Autor:
Wojciech Tylkowski
Miejsce wydania:
Warszawa
Region:
Mazowsze
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty naukowo-dydaktyczne lub informacyjno-poradnikowe
Gatunek:
encyklopedie, kompendia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1692
Data wydania (nie wcześniej niż):
1692
Data wydania (nie później niż):
1692
kształtu wyraz. Bez ciała się nadzieje chwyta/ i zrozmiewa Cień ciała się nadzieje chwyta/ i zrozmiewa Cień ciałem być: zaczym się sam sobie zdumiewa/ Twarz w słup dał/ jał z marmoru Parskiego poczwara. Widzi paluszki Bacha/ Faeba godne włosy/ Widzi szyję słoniowa/ policzek bezwłosy/ Usta wdzięczne/ przy ślicznej rumianość białości. Wszytko w dziw/ czym sam dziwny. sam z nieostrożności Waży na się: chwałebny sam tenże/ co chwali: Ten proszencem/ kto prosi: ten pała/ kto pali. Wielekroć źrzodło darmo całował zdradliwe? Wielekroć dostać szyje chcąc widzianej/ chciwe W bród ręce pchnął/ gdzie mu sięchwytanie nie darzy
kształtu wyraz. Bez ćiáłá się nádźieie chwyta/ y zrozmiewa Cień ćiáłá się nádźieie chwyta/ y zrozmiewa Cień ćiáłem być: záczym sie sam sobie zdumiewa/ Twarz w słup dał/ iáł z mármoru Parskiego poczwárá. Widźi páluszki Bacchá/ Phaebá godne włosy/ Widźi szyię słoniowa/ policzek bezwłosy/ Vstá wdźięczne/ przy śliczney rumiáność białośći. Wszytko w dźiw/ czym sam dźiwny. sam z nieostrożnośći Waży ná sie: chwałebny sam tenże/ co chwali: Ten proszencem/ kto prośi: ten pała/ kto pali. Wielekroć źrzodło dármo cáłował zdrádliwe? Wielekroć dostáć szyie chcąc widźiáney/ chciwe W brod ręce pchnął/ gdźie mu sięchwytánie nie dárzy
Skrót tekstu: OvŻebrMet
Strona: 67
Tytuł:
Metamorphoseon
Autor:
Publius Ovidius Naso
Tłumacz:
Jakub Żebrowski
Drukarnia:
Franciszek Cezary
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
poematy epickie
Tematyka:
mitologia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1636
Data wydania (nie wcześniej niż):
1636
Data wydania (nie później niż):
1636
włosy. Przez dni dziewięć nie jedząc/ ani pijąc/ rosy Szczególnej/ a samych łez żywych pożywała. Ni się z miejsca ruszyła/ w twarz tylko patrzała Boga mijającego/ i wzrok po nim niosła/ Dotąd aż marnym ciałem w onoż miejsce wrosła. Jej cześć ozdoby/ bladość ześniała wegnała W martwe zioła/ rumianość w części pozostała: Usta kwiat/ jak fijołek nakrył/ i lud wrosła/ Zrży za słońcem/ i lubi/ lub zmianę odniosła. Skończyła rzecz. Cudo to wszytkim wlazło w głowę: Czego jedne niechcą mieć za prawdziwą mowę: Drugie w tej mierze dzierżą z bogami możnemi/ A wszkże przecię Bachus nie
włosy. Przez dni dźiewięć nie iedząc/ áni piiąc/ rosy Szczegulney/ a sámych łez żywych pożywáłá. Ni się z mieyscá ruszyłá/ w twarz tylko pátrzáłá Bogá miiáiącego/ y wzrok po nim niosła/ Dotąd áż márnym ćiáłem w onoż mieysce wrosłá. Iey cześć ozdoby/ bladość ześniáłá wegnáłá W martwe źiołá/ rumiáność w częśći pozostáłá: Vstá kwiát/ iak fiiołek nakrył/ y lud wrosłá/ Zrży zá słoncem/ y lubi/ lub zmianę odniosłá. Skonczyła rzecz. Cudo to wszytkim wlázło w głowę: Czego iedne niechcą mieć zá prawdźiwą mowę: Drugie w tey mierze dźierżą z bogámi możnemi/ A wszkże przećię Bachus nie
Skrót tekstu: OvŻebrMet
Strona: 87
Tytuł:
Metamorphoseon
Autor:
Publius Ovidius Naso
Tłumacz:
Jakub Żebrowski
Drukarnia:
Franciszek Cezary
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
poematy epickie
Tematyka:
mitologia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1636
Data wydania (nie wcześniej niż):
1636
Data wydania (nie później niż):
1636