to potrafiał, choć z wielkim czasu przeciągiem, i przez trudności różne, że musiał król imć przyjąć cessją, i dać przywilej ip. Janowi Sapiezie staroście bobrujskiemu na buławę choć non tam libenter. Stąd gorsze odii semina etc. Interea książęta imć malkontenci sciente podobno Aula różne robią fomenta. Hetman też nowy, młody i rzeźwy, zabiega temu in herba.
Dwór vigoro pactorum ponieważ duo ministeria in una domo być nie mogą, pokazuje incompatibilitatem in ministeriis buławy i marszałkowstwa wielkiego u Sapiehów. Więc Aleksandrowi Sapiezie marszałkowi wielkiemu wielkiego księstwa litewskiego, synowi ip. wojewody a bywszego hetmana czyni propositionem, ponieważ buława dostała się bratu stryjecznemu, aby laski ustąpił,
to potrafiał, choć z wielkim czasu przeciągiem, i przez trudności różne, że musiał król imć przyjąć cessyą, i dać przywilej jp. Janowi Sapiezie staroście bobrujskiemu na buławę choć non tam libenter. Ztąd gorsze odii semina etc. Interea książęta imć malkontenci sciente podobno Aula różne robią fomenta. Hetman téż nowy, młody i rzeźwy, zabiega temu in herba.
Dwór vigoro pactorum ponieważ duo ministeria in una domo być nie mogą, pokazuje incompatibilitatem in ministeriis buławy i marszałkowstwa wielkiego u Sapiehów. Więc Alexandrowi Sapiezie marszałkowi wielkiemu wielkiego księstwa litewskiego, synowi jp. wojewody a bywszego hetmana czyni propositionem, ponieważ buława dostała się bratu stryjecznemu, aby laski ustąpił,
Skrót tekstu: ZawiszaPam
Strona: 259
Tytuł:
Pamiętniki
Autor:
Krzysztof Zawisza
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
ziemie Wielkiego Księstwa Litewskiego
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Gatunek:
pamiętniki
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
między 1715 a 1717
Data wydania (nie wcześniej niż):
1715
Data wydania (nie później niż):
1717
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Julian Bartoszewicz
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Jan Zawisza
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1862
zaś podkasałego. A krzyż i grzbiet tak płaski, że choć czasem w ciele Nie był, przecię położyć na nim się mógł śmiele. Zgoła cokolwiek innym pięknego zdarzyło Przyrodzenie, to wszytko w jednym widzieć było. Chodziwy, gładki, rączy, obrotny, szłapisty, Pracowity, powolny i nienarowisty, Wesoły i stateczny, rzeźwy, natarczywy, Nog pewnych, gęby dobrej, czuły, nielękliwy.
Z. miał na prawym udzie, znaczne z wypalenia, Czy dlatego, że panu takiegoż imienia Dostał się? Czyli ten znak dlatego wyryty, Że znaczny, zawołany był i znamienity? Czyli też (bowiem na Z poczyna się i
zaś podkasałego. A krzyż i grzbiet tak płaski, że choć czasem w ciele Nie był, przecię położyć na nim się mogł śmiele. Zgoła cokolwiek innym pięknego zdarzyło Przyrodzenie, to wszytko w jednym widzieć było. Chodziwy, gładki, rączy, obrotny, szłapisty, Pracowity, powolny i nienarowisty, Wesoły i stateczny, rzeźwy, natarczywy, Nog pewnych, gęby dobrej, czuły, nielękliwy.
Z. miał na prawym udzie, znaczne z wypalenia, Czy dlatego, że panu takiegoż imienia Dostał się? Czyli ten znak dlatego wyryty, Że znaczny, zawołany był i znamienity? Czyli też (bowiem na Z poczyna się i
Skrót tekstu: MorszZWierszeWir_I
Strona: 454
Tytuł:
Wiersze
Autor:
Zbigniew Morsztyn
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Gatunek:
pieśni
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1675
Data wydania (nie wcześniej niż):
1675
Data wydania (nie później niż):
1675
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Wirydarz poetycki
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Aleksander Brückner
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Lwów
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Towarzystwo dla Popierania Nauki Polskiej
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1910
, DWORZANINA JEGO KRÓLEWSKIEJ MOŚCI
Na stronę frasunki, Eustachy kochany, Kiedy mamy kisłe trunki I wystałe dzbany!
Bóg wie, czyje jutro, Prędko nas śmierć juczy, Stare wino, nasze futro, Niech nas dziś utuczy.
Tak-ci umrze trzeźwy, Jako ów przy czopie, A kto z głodu, ten mniej rzeźwy Niż ów, co w potopie.
Śmierć nam tuż na karku, Trzeba z nią litkup pić I jako na złym jarmarku Przynamniej się upić.
Siądźże tedy w rzędzie, Mój drogi Ostafi, Nie każdy, nim wieczór będzie, Do gospody trafi.
Nie za zdrowie panów, Nie za zdrowie króla (Ten ma
, DWORZANINA JEGO KRÓLEWSKIEJ MOŚCI
Na stronę frasunki, Eustachy kochany, Kiedy mamy kisłe trunki I wystałe dzbany!
Bóg wie, czyje jutro, Prędko nas śmierć juczy, Stare wino, nasze futro, Niech nas dziś utuczy.
Tak-ci umrze trzeźwy, Jako ów przy czopie, A kto z głodu, ten mniej rzeźwy Niż ów, co w potopie.
Śmierć nam tuż na karku, Trzeba z nią litkup pić I jako na złym jarmarku Przynamniej się upić.
Siądźże tedy w rzędzie, Mój drogi Ostafi, Nie każdy, nim wieczór będzie, Do gospody trafi.
Nie za zdrowie panów, Nie za zdrowie króla (Ten ma
Skrót tekstu: MorszAUtwKuk
Strona: 97
Tytuł:
Utwory zebrane
Autor:
Jan Andrzej Morsztyn
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1654
Data wydania (nie wcześniej niż):
1654
Data wydania (nie później niż):
1654
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Utwory zebrane
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Leszek Kukulski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1971
wolnej Rzpltej przewyższająca, za interes publiczny królowi Stanisławowi remonstrowana była.
Niemniej też wzbudzała w starodawnych, pierwszymi honorami znamienitych familiach żaluzją przyszła elewacja wojewody mazowieckiego a regimentarza do buławy wielkiej koronnej, który, jak jedni mówią, podczaszego krakowskiego, drudzy, że tylko szlachcica rodowitego syn, będący na twarzy piękny, w sobie hoży, rzeźwy i udatny, najprzód do dworu Lubomirskiego za pokojowego był wzięty. Potem był za kawalera u Leona Sapiehy, koniuszego lit., pod Olkinikami rozsiekanego, i z nim razem jako generałem cesarskim był oficerem w wojsku austriackim. Gdy zatem fatalna dla Sapiehów olkinicka nastąpiła transakcja, tedy wziąwszy abszejt od wojska austriackiego, udał się razem
wolnej Rzpltej przewyższająca, za interes publiczny królowi Stanisławowi remonstrowana była.
Niemniej też wzbudzała w starodawnych, pierwszymi honorami znamienitych familiach żaluzją przyszła elewacja wojewody mazowieckiego a regimentarza do buławy wielkiej koronnej, który, jak jedni mówią, podczaszego krakowskiego, drudzy, że tylko szlachcica rodowitego syn, będący na twarzy piękny, w sobie hoży, rzeźwy i udatny, najprzód do dworu Lubomirskiego za pokojowego był wzięty. Potem był za kawalera u Leona Sapiehy, koniuszego lit., pod Olkinikami rozsiekanego, i z nim razem jako generałem cesarskim był oficerem w wojsku austriackim. Gdy zatem fatalna dla Sapiehów olkinicka nastąpiła transakcja, tedy wziąwszy abszejt od wojska austriackiego, udał się razem
Skrót tekstu: MatDiar
Strona: 72
Tytuł:
Diariusz życia mego, t. I
Autor:
Marcin Matuszewicz
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
ziemie Wielkiego Księstwa Litewskiego
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Gatunek:
pamiętniki
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
między 1754 a 1765
Data wydania (nie wcześniej niż):
1754
Data wydania (nie później niż):
1765
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Bohdan Królikowski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1986
Z wieczną lecieć sromotą pod swoje Arktury. Śpiewało tam co żywo, choć różnymi głosy, Różną notą, wysokie głuszyli niebiosy; Wszytkich jakby rozgrzeszył; już skorą nadzieją Widzą domy, rodzice, krewne; już łzy leją, Wesołego witania skołoźrywe znaki, Trudy, prace i pot już żegnają trojaki. Kto ochoczy, kto rzeźwy, i konni, i pieszy, Bieżą pomacać ciepłych tureckich pieleszy; Bieżą on most kosztowny oglądać, co go tu Dla ich do domu Turcy stawiali powrotu. Nabożeństwonaszych WOJNA CHOCIMSKA
Skoro po nabożeństwie, wszyscy przed namioty Królewicza prowadzą, gdzie one hramoty Katerdziej, ban wołoski, do podpisu poda Podczaszemu i, pierwsza w
Z wieczną lecieć sromotą pod swoje Arktury. Śpiewało tam co żywo, choć różnymi głosy, Różną notą, wysokie głuszyli niebiosy; Wszytkich jakby rozgrzeszył; już skorą nadzieją Widzą domy, rodzice, krewne; już łzy leją, Wesołego witania skołoźrywe znaki, Trudy, prace i pot już żegnają trojaki. Kto ochoczy, kto rzeźwy, i konni, i pieszy, Bieżą pomacać ciepłych tureckich pieleszy; Bieżą on most kosztowny oglądać, co go tu Dla ich do domu Turcy stawiali powrotu. Nabożeństwonaszych WOJNA CHOCIMSKA
Skoro po nabożeństwie, wszyscy przed namioty Królewica prowadzą, gdzie one hramoty Katerdziej, ban wołoski, do podpisu poda Podczaszemu i, pierwsza w
Skrót tekstu: PotWoj1924
Strona: 335
Tytuł:
Transakcja Wojny Chocimskiej
Autor:
Wacław Potocki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
poematy epickie
Tematyka:
wojskowość
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1670
Data wydania (nie wcześniej niż):
1670
Data wydania (nie później niż):
1670
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Aleksander Brückner
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Kraków
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Zakład Narodowy im. Ossolińskich
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1924
woda albo soczewiczny dekokt dobrze wypędza krosty.
Wielce życzę, abyś zaraz pierwszej godziny jak tylko pacjent skarżyć się zacznie lekkie laxativum, lub co lepszego według proporcyj przez wypędzenie znajdującej się w żołądku szkodliwej kliowatej materyj tym mniejsza i nie tak gwałtowna ospa bywa. Gdy tedy ospa przyjemnego gatunku jest i niezlewająca się, pacjent także rzeźwy to nieprzymuszaj go, aby bez ustanku w łóżku zatopiony leżał, pozwoł mu raczej wednie letniego czasu kilka godksin prostu siedzieć: ztym wszystkim złej eryj i oziembienia wystrzegać się trzeba. Pod czas zimy i owszem w wszelki zimny czas niech się pacjent w łóżku ciepło trzyma, a zbytnym nakrywaniem nieobciąza. Izba mierno
woda albo soczewiczny dekokt dobrźe wypędza krosty.
Wielce zyczę, abyś zaraz pierwszey godźiny iak tylko pacyent skarzyć śię zacznie lekkie laxativum, lub co lepszego według proporcyi przez wypędzenie znayduiącey się w żołądku szkodliwey kliowatey materyi tym mnieysza y nie tak gwałtowna ospa bywa. Gdy tedy ospa przyięmnego gatunku iest y niezlewaiąca się, pacyent takźe rzeźwy to nieprzymuszay go, aby bez ustanku w łożku zatopiony leżał, pozwoł mu raczey wednie letniego czasu kilka godxin prostu siedźieć: ztym wszystkim złey aeryi y oźiembienia wystrzegać się trźeba. Pod czas źimy y owszem w wszelki zimny czas niech się pacyent w łożku ciepło trzyma, a zbytnym nakrywaniem nieobciąza. Izba mierno
Skrót tekstu: BeimJelMed
Strona: 66
Tytuł:
Medyk domowy
Autor:
Samuel Beimler
Tłumacz:
Jan Jerzy Jelonek
Drukarnia:
Michał Wawrzyniec Presser
Miejsce wydania:
Leszno
Region:
Wielkopolska
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty naukowo-dydaktyczne lub informacyjno-poradnikowe
Gatunek:
podręczniki
Tematyka:
medycyna
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1749
Data wydania (nie wcześniej niż):
1749
Data wydania (nie później niż):
1749
tego trudno suchem piórem minąć. Zna go Moskwicin z Kazimierzem w zwadzie, zna Turczyn, kiedy z Samsonem chciał ginąć w gęstem ich pułków zawiniony gradzie; z skał podchocimskich przyszło mu się kinąć. Ci mrą, on żyje; nierówna Fortuna, tak, tak, gdy kto ma aniołem piastuna.
77 I rzeczą samą rzeźwy, i przezwiskiem Rzewuski w mocnym osiadł Mohilowie, co nas wiary swej dokumentem śliskiem, jako polegać na kozackiem słowie, nauczy, kędy marsowym igrzyskiem rumem foreca, trupem Tatarowie kilkakroć padli, nie zwyczajną chłostą, za co też chełmskiem pisze się starostą.
78 Toli za waszę krew, za wasze śmierci, wielcy,
tego trudno suchem piórem minąć. Zna go Moskwicin z Kazimierzem w zwadzie, zna Turczyn, kiedy z Samsonem chciał ginąć w gęstem ich pułków zawiniony gradzie; z skał podchocimskich przyszło mu się kinąć. Ci mrą, on żyje; nierówna Fortuna, tak, tak, gdy kto ma aniołem piastuna.
77 I rzeczą samą rzeźwy, i przezwiskiem Rzewuski w mocnym osiadł Mohilowie, co nas wiary swej dokumentem śliskiem, jako polegać na kozackiem słowie, nauczy, kędy marsowym igrzyskiem rumem foreca, trupem Tatarowie kilkakroć padli, nie zwyczajną chłostą, za co też chełmskiem pisze się starostą.
78 Toli za waszę krew, za wasze śmierci, wielcy,
Skrót tekstu: PotMuzaKarp
Strona: 35
Tytuł:
Muza polska
Autor:
Wacław Potocki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Gatunek:
panegiryki
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1676
Data wydania (nie wcześniej niż):
1676
Data wydania (nie później niż):
1676
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Adam Karpiński
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Instytut Badań Literackich PAN, Stowarzyszenie "Pro Cultura Litteraria"
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1996
żywego i rzeźwego nie potrzebuje tak długiego snu, jako Flegmaticzny, stąd często Ludzie na to się skarzą, że wnocy spać nie mogą, będąc przez cały dzień zdrowymi i rzeźwymi, co stąd tylko pochodzi, że się zbyt wcześnie spać kładą, i zbyt późno wstawają. Tę tedy ustanowić możemy regułę: że Człowiek rzeźwy siedm, Flegmaticzny zaś ośm tylko godzin spać powinien. Sanktórius bowiem twierdzi z doświadczenia ze Człowiek który ośm albo dziesięć godzin śpi, wpierwszych piąci godzinach nie wielką ma Transpiracją, która się potym wostatnich trzech pomnaża, i takowy staje się obrotniejszym i lekczejszym. Kiedy sen dłużej trwa, tedy znowu ubywa Transpiracij, cirkulacja
żywego y rzeźwego nie potrzebuje tak długiego snu, jako Flegmaticzny, ztąd często Ludzie na to śię skarzą, że wnocy spać nie mogą, będąc przez cały dzień zdrowymi y rzeźwymi, co ztąd tylko pochodzi, że śię zbyt wcześnie spać kładą, y zbyt pozno wstawają. Tę tedy ustanowić możemy regułę: że Człowiek rzeźwy śiedm, Flegmaticzny zaś ośm tylko godzin spać powinien. Sanktorius bowiem twierdzi z doświadczenia ze Człowiek ktory ośm albo dzieśięć godzin śpi, wpierwszych piąći godzinach nie wielką ma Transpiracyą, ktora śię potym wostatnich trzech pomnaża, y takowy staje śię obrotnieyszym y lekczeyszym. Kiedy sen dłużey trwa, tedy znowu ubywa Transpiracij, cirkulacya
Skrót tekstu: WolfTrakt
Strona: 33
Tytuł:
Traktacik o powietrzu morowym
Autor:
Abraham Emanuel Wolff
Drukarnia:
Michał Wawrzyniec Presser
Miejsce wydania:
Leszno
Region:
Wielkopolska
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty naukowo-dydaktyczne lub informacyjno-poradnikowe
Gatunek:
podręczniki
Tematyka:
medycyna
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1771
Data wydania (nie wcześniej niż):
1771
Data wydania (nie później niż):
1771
też podkasałego. A krzyż i grzbiet tak płaski, że choć czasem w ciele Nie był, przecie położyć na nim się mógł śmiele. Zgoła cokolwiek innym pięknego zdarzyło Przyrodzenie, to wszytko w jednym widzieć było: Gładki, rączy, chodziwy, obrotny, szłanisty, Pracowity, powolny i nienarowisty, Wesoły i stateczny, rzeźwy, natarczywy, Nóg pewnych, gęby dobrej, czuły, nielękliwy. „Z” miał na prawym udzie znaczne z wypalenia, Czy dlatego, że panu takiegoż imienia Dostał się był, czy ten znak dlatego wyryty, Że znaczny, zawołany był i znamienity, Czyli też (bowiem na „Z” poczyna
też podkasałego. A krzyż i grzbiet tak płaski, że choć czasem w ciele Nie był, przecie położyć na nim się mógł śmiele. Zgoła cokolwiek innym pięknego zdarzyło Przyrodzenie, to wszytko w jednym widzieć było: Gładki, rączy, chodziwy, obrotny, szłanisty, Pracowity, powolny i nienarowisty, Wesoły i stateczny, rzeźwy, natarczywy, Nóg pewnych, gęby dobrej, czuły, nielękliwy. „Z” miał na prawym udzie znaczne z wypalenia, Czy dlatego, że panu takiegoż imienia Dostał się był, czy ten znak dlatego wyryty, Że znaczny, zawołany był i znamienity, Czyli też (bowiem na „Z” poczyna
Skrót tekstu: MorszZWybór
Strona: 52
Tytuł:
Wybór wierszy
Autor:
Zbigniew Morsztyn
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
między 1658 a 1680
Data wydania (nie wcześniej niż):
1658
Data wydania (nie później niż):
1680
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Janusz Pelc
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Kraków
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Zakład Narodowy im. Ossolińskich
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1975