nie może/ okaż tajemną oną Noego Archę/ w którejbym się od srogiego onego ognistego potopu za pomocą twoją mógł uchronic. Szczęśliwy bowiem ten jest i nadder szczęśliwy/ kogo Pan nieba i ziemie do tej Boską prawicą swoją wszczepionej winnicy powoła/ a powoławszy wiernie wniej pracować/ i z ochotą ciężkość dziennej roboty i upalenie słoneczne znosić zdarzy/ który przychodzi rychło/ a zapłata jego z nim jest/ Pragnącemu da z studnice wody żywej, darmo. A łaknącego owocem Drzewa żywotnego, które jest w Raju, nakarmi. Szczęśliwy ten jest i po wtóre mówię/ który tych ostatecznych i płaczu godnych czasów/ gdy już prawie wszystkie te które dzień sądny
nie może/ okaż táiemną oną Noego Archę/ w ktoreybym się od srogiego onego ognistego potopu zá pomocą twoią mogł vchronic. Szcżęśliwy bowiem ten iest y nádder szcżęśliwy/ kogo Pan niebá y źiemie do tey Boską práwicą swoią wszcżepioney winnicy powoła/ á powołáwszy wiernie wniey prácowáć/ y z ochotą ćięszkość dźienney roboty y vpalenie słonecżne znośic zdárzy/ ktory przychodźi rychło/ á zapłátá iego z nim iest/ Prágnącemu da z studnice wody żywey, dármo. A łáknącego owocem Drzewá żywotnego, ktore iest w Ráiu, nákármi. Szcżęśliwy ten iest y po wtore mowię/ ktory tych ostatecżnych y płácżu godnych cżásow/ gdy iuż práwie wszystkie te ktore dźień sądny
Skrót tekstu: SmotLam
Strona: 16
Tytuł:
Threnos, to iest lament [...] wschodniej Cerkwi
Autor:
Melecjusz Smotrycki
Miejsce wydania:
Wilno
Region:
ziemie Wielkiego Księstwa Litewskiego
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty perswazyjne
Gatunek:
pisma religijne
Tematyka:
religia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1610
Data wydania (nie wcześniej niż):
1610
Data wydania (nie później niż):
1610
głowę/ jakowe są w Kampaniej/ i innych rozmaitych wiele jest/ które rozmaite choroby rodzą. O czym Plinius i Vitruujus barzo wicle i szeroko pisali. To tylko przydawszy/ zakończę to już. iż potrzeba wiedzieć czas/ którego mamy doświadczać wód/ bo w wielkie gorąca nie dobrze/ to dla tego/ iż gorąco słoneczne wyciąga barzo wszystkę moc każdej rzeczy: zimie zaś grubość tego powietrza nie dopuszcza nam prawdziwego rozsądku czynić o wodach: ale najpewniej doświadczemy wody na końcu księżyca Sierpnia/ albo na początku Września/ przed porównaniem dnia z nocą: bo w ten czas pomierniejszy czas jest niżkiedy inedy/ i niemają tak wiele w sobie namieszanych wód
głowę/ iákowe są w Kampániey/ y innych rozmáitych wiele iest/ ktore rozmaite choroby rodzą. O cżym Plinius y Vitruuius bárzo wicle y szeroko pisáli. To tylko przydawszy/ zakońcżę to iuż. iż potrzeba wiedźieć cżas/ ktorego mamy doświadcżáć wod/ bo w wielkie gorącá nie dobrze/ to dla tego/ iż goraco słonecżne wyćiąga bárzo wszystkę moc káżdey rzecży: źimie zaś grubosć tego powietrza nie dopuszcża nam prawdziwe^o^ rozsądku cżynić o wodách: ale naypewniey doświadcżemy wody ná końcu księżycá Sierpniá/ albo na początku Wrześniá/ przed porownániem dniá z nocą: bo w ten cżas pomiernieyszy cżás iest niżkiedy inedy/ y niemáią tak wiele w sobie námieszánych wod
Skrót tekstu: SykstCiepl
Strona: 35.
Tytuł:
O cieplicach we Skle ksiąg troje
Autor:
Erazm Sykstus
Drukarnia:
Krzysztof Wolbramczyk
Miejsce wydania:
Zamość
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty naukowo-dydaktyczne lub informacyjno-poradnikowe
Gatunek:
encyklopedie, kompendia
Tematyka:
medycyna
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1617
Data wydania (nie wcześniej niż):
1617
Data wydania (nie później niż):
1617
co się Ciebie tycze, Ty wszego świata granice, zaszłe w wiecznej nocy cieniu, przywodzisz ku oświeceniu. Więc Twe światło jasnośliczne ni u kogo nie pożyczne, ale my znamy do siebie, że jasność bierzem od Ciebie. Twojej, według przystojności, nie wypowie nikt jasności; zgoła Tyś sam światło wdzięczne, nad słoneczne, nad miesięczne. XI
. GWIAZDY NIEBIESKIE
Decora Virgo, qualis
Panno przemożna, niebieska Królowa, co to za gwiazda przy piersiach Twych nowa? Jako się błyszczą jej wdzięczne promienie, ciemnego błędu oświecając cienie! Nasz Wódz przedniejszy już niebo opuścił, już się na łono Twoje, Panno, spuścił. Przy piersiach Twoich obrał
co się Ciebie tycze, Ty wszego świata granice, zaszłe w wiecznej nocy cieniu, przywodzisz ku oświeceniu. Więc Twe światło jasnośliczne ni u kogo nie pożyczne, ale my znamy do siebie, że jasność bierzem od Ciebie. Twojej, według przystojności, nie wypowie nikt jasności; zgoła Tyś sam światło wdzięczne, nad słoneczne, nad miesięczne. XI
. GWIAZDY NIEBIESKIE
Decora Virgo, qualis
Panno przemożna, niebieska Królowa, co to za gwiazda przy piersiach Twych nowa? Jako się błyszczą jej wdzięczne promienie, ciemnego błędu oświecając cienie! Nasz Wódz przedniejszy już niebo opuścił, już się na łono Twoje, Panno, spuścił. Przy piersiach Twoich obrał
Skrót tekstu: GrochWirydarz
Strona: 33
Tytuł:
Wirydarz abo kwiatki rymów duchownych o Dziecięciu Panu Jezusie
Autor:
Stanisław Grochowski
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Tematyka:
religia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1608
Data wydania (nie wcześniej niż):
1608
Data wydania (nie później niż):
1608
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Justyna Dąbkowska
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
"Pro Cultura Litteraria"
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1997
miała iniquitatem fatorum, wychowała w Świątnicy tej swej Pańskiej, gdzie wszystkie wysokie Panieńskiego wstydu przymioty, wszystkie wypolerowanej grzeczności ozdoby, wszystkie doskonałej pobożność i skromności decora stateczną sobie zatadziły Stolicę. Cuda robicie Najjaśnieisze Miłościwe Państwo, różne Nieba, odległe od siebie łączycie climata, divisos totô Orbe Britannos naturalizujecie w Polski Naszej Horyzont, jako słoneczne sydus bez braku wszędzie przechodząc po sferze Universi huius wszędzie rozgrzewa, wszędzie rozświeca, tak W. K. MCi Syderum Nostrorum radii co za dziw, że oświecają i rozgrzewają Terras alio sub Sole iacentes. Spojone teraz Narody concurrent, i ubiegać się będą do usługi Pańskiej W. K. M. faworów Copiae. Tak
miáłá iniquitatem fatorum, wychowáłá w Swiątnicy tey swey Páńskiey, gdźie wszystkie wysokie Pánieńskiego wstydu przymioty, wszystkie wypolerowáney grzecznośći ozdoby, wszystkie doskonałey pobożność y skromnośći decora stateczną sobie zátádźiły Stolicę. Cudá robićie Náyiáśnieisze Miłośćiwe Páństwo, rożne Niebá, odległe od siebie łączyćie climata, divisos totô Orbe Britannos náturalizuiećie w Polski Nászey Horyzont, iáko słoneczne sydus bez bráku wszędźie przechodząc po sferze Universi huius wszędźie rozgrzewá, wszędźie rozświeca, ták W. K. MCi Syderum Nostrorum radii co zá dźiw, że oświecáią y rozgrzewáią Terras alio sub Sole iacentes. Spoione teráz Národy concurrent, y ubiegáć się będą do usługi Páńskiey W. K. M. fáworow Copiae. Ták
Skrót tekstu: DanOstSwada
Strona: 5
Tytuł:
Swada polska i łacińska t. 1, vol. 2
Autor:
Jan Danejkowicz-Ostrowski
Drukarnia:
J.K.M. Collegium Societatis Jesu
Miejsce wydania:
Lublin
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty perswazyjne
Gatunek:
mowy okolicznościowe
Tematyka:
obyczajowość
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1745
Data wydania (nie wcześniej niż):
1745
Data wydania (nie później niż):
1745
którego Nie mógł sprawić pewnego dzieła pobożnego. PIEŚŃ XX.
CXVIII.
Zerbin długo biegając daremnie po lesie, Szukał swojego zdrajce pilnie w onem czesie; Ale on tak gnał dobrze i tak wczas uprzedził, Że go zacny królewic szocki nie dopędził, Bo i lasem się ukrył i mgłą, która była W on czas światło słoneczne z rana zasłoniła. Gonił Zerbin tak długo, aż mu z oczu zginął I aż go gniew, którem był zagrzany, ominął.
CXIX.
Choć się gniewał, gdy babie Zerbin wejźrzał w oczy, Począł się śmiać do zdechu onej szpetnej mocy. Różna mu się daleko stara twarz widziała Od szat, które na sobie
którego Nie mógł sprawić pewnego dzieła pobożnego. PIEŚŃ XX.
CXVIII.
Zerbin długo biegając daremnie po lesie, Szukał swojego zdrajce pilnie w onem czesie; Ale on tak gnał dobrze i tak wczas uprzedził, Że go zacny królewic szocki nie dopędził, Bo i lasem się ukrył i mgłą, która była W on czas światło słoneczne z rana zasłoniła. Gonił Zerbin tak długo, aż mu z oczu zginął I aż go gniew, którem był zagrzany, ominął.
CXIX.
Choć się gniewał, gdy babie Zerbin wejźrzał w oczy, Począł się śmiać do zdechu onej szpetnej mocy. Różna mu się daleko stara twarz widziała Od szat, które na sobie
Skrót tekstu: ArKochOrlCz_II
Strona: 143
Tytuł:
Orland szalony, cz. 2
Autor:
Ludovico Ariosto
Tłumacz:
Piotr Kochanowski
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
poematy epickie
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1620
Data wydania (nie wcześniej niż):
1620
Data wydania (nie później niż):
1620
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Jan Czubek
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Kraków
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Akademia Umiejętności
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1905
dziwy. Cierpią głodne, odlecą, skoro syte, muchy. Czemuż tam nie ma grobu, gdzie miał król pieluchy? Na Polaków od wszytkich państw patrzmy odludki, Jakie po dziś dzień widzą swych elekcyj skutki: Co raz nowe sadzając po zaćmieniu słońce, Nie mają gospodarza, nie mają obrońcę; Choćby lepsze, słoneczne odbywszy zaćmienie, Ojcowskie w pozostałym potomstwie promienie. Kędy różni od pana poddanych natura, Kaczor wodzi kurczęta, młode kaczki kura. 496. ZRAZU JAK PO SZYDLE, DALEJ JAK PO MYDLE
I to też moim zdaniem ujdzie za przysłowie: Jest chęć, jest materia do pisania w głowie, Papier, kałamarz, pióro na
dziwy. Cierpią głodne, odlecą, skoro syte, muchy. Czemuż tam nie ma grobu, gdzie miał król pieluchy? Na Polaków od wszytkich państw patrzmy odludki, Jakie po dziś dzień widzą swych elekcyj skutki: Co raz nowe sadzając po zaćmieniu słońce, Nie mają gospodarza, nie mają obrońcę; Choćby lepsze, słoneczne odbywszy zaćmienie, Ojcowskie w pozostałym potomstwie promienie. Kędy różni od pana poddanych natura, Kaczor wodzi kurczęta, młode kaczki kura. 496. ZRAZU JAK PO SZYDLE, DALEJ JAK PO MYDLE
I to też moim zdaniem ujdzie za przysłowie: Jest chęć, jest materyja do pisania w głowie, Papier, kałamarz, pióro na
Skrót tekstu: PotMorKuk_III
Strona: 299
Tytuł:
Moralia
Autor:
Wacław Potocki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Gatunek:
fraszki i epigramaty, pieśni
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1688
Data wydania (nie wcześniej niż):
1688
Data wydania (nie później niż):
1688
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Dzieła
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Leszek Kukulski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1987
, za despekt, którędyś wlazł tędyż wylęż: Niedźwiednią mógłbyś Wmć. wygodzić owemu wczorajszemu Kwestarzowi, i niebyłbyś w tarasie u tego zapalczywego Siwosza. B. Niedługomci tam rezydował, łbem uderzywszy w fortę nieba Saturnusowego, wypadszy młyncem lecąc ku dołowi, z dziurawiłem niebo Jowiszowe, Marsowe, Słoneczne, Wenerzyne, Merkuriuszowe, i Księżyca bladawego, stawając obiema nogami na rynku Konstantynopolskim, in praesentia samego Sołtan Sulimana, który się przejezdzał na ten czas po Bisantium starodawnym Mieście. T. Coli rzekł Turczyn widząc Wmści. jak Diabła lecącego z nieba? B. Pytał mię swą Turecką mową, skąd Wjazd mój
, zá despekt, ktorędyś wlazł tędyż wylęż: Niedźwiednią mogłbyś Wmć. wygodźić owemu wczorayszemu Questarzowi, y niebyłbyś w táráśie u tego zápalczywego Siwoszá. B. Niedługomći tám rezydował, łbem vderzywszy w fortę niebá Sáturnusowego, wypadszy młyncem lecąc ku dołowi, z dziuráwiłem niebo Iowiszowe, Marsowe, Słoneczne, Venerzyne, Merkuryuszowe, y Xiężycá bládáwego, stawáiąc obiemá nogámi ná rynku Konstántynopolskim, in praesentia sámego Sołtan Sulimáná, ktory się przeiezdzał ná ten czás po Bisantium stárodawnym Mieśćie. T. Coli rzekł Turczyn widząc Wmśći. iák Diabłá lecącego z niebá? B. Pytał mię swą Turecką mową, zkąd wiazd moy
Skrót tekstu: AndPiekBoh
Strona: 14
Tytuł:
Bohatyr straszny
Autor:
Francesco Andreini
Tłumacz:
Krzysztof Piekarski
Drukarnia:
Mikołaj Aleksander Schedel
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
dramat
Gatunek:
dialogi
Poetyka żartu:
tak
Data wydania:
1695
Data wydania (nie wcześniej niż):
1695
Data wydania (nie później niż):
1695
Bóg, żywot pożądany. EMBLEMA 89
Oblubienica patrzy na obroty niebieskie przez perspektywę. Napis: Któż bowiem jest na niebie i na ziemi, kogo bym chciał okrom Ciebie. Psalm 72, 25.
Któż nierad patrzy na śliczne lazury Jasnego nieba, gdy od mgły i chmury Wolne, gdy rany dzień niesie wesoło Słoneczne koło.
Piękne i nocy pogodnych są cienie, Gdy gwiazd ogniste iskrzą się płomienie, Gdy swój kieruje w pełni księżyc śliczny Bieg ustawiczny.
Ale choć to wzrok rwie na się człowieczy, Insze rozum nasz upatruje rzeczy I nad to, gdzie sięjiko zapatruje, Wyżej wstępuje.
A cóż mam widzieć na wysokim niebie, Co
Bóg, żywot pożądany. EMBLEMA 89
Oblubienica patrzy na obroty niebieskie przez perspektywę. Napis: Któż bowiem jest na niebie i na ziemi, kogo bym chciał okrom Ciebie. Psalm 72, 25.
Któż nierad patrzy na śliczne lazury Jasnego nieba, gdy od mgły i chmury Wolne, gdy rany dzień niesie wesoło Słoneczne koło.
Piękne i nocy pogodnych są cienie, Gdy gwiazd ogniste iskrzą się płomienie, Gdy swój kieruje w pełni księżyc śliczny Bieg ustawiczny.
Ale choć to wzrok rwie na się człowieczy, Insze rozum nasz upatruje rzeczy I nad to, gdzie sięjiko zapatruje, Wyżej wstępuje.
A cóż mam widzieć na wysokim niebie, Co
Skrót tekstu: MorszZEmbWyb
Strona: 332
Tytuł:
Emblemata
Autor:
Zbigniew Morsztyn
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Gatunek:
emblematy
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
między 1658 a 1680
Data wydania (nie wcześniej niż):
1658
Data wydania (nie później niż):
1680
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Wybór wierszy
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Janusz Pelc
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Kraków
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Zakład Narodowy im. Ossolińskich
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1975
aby postronekz łańcuchem na szyję zarzucili: tak bowiem w pewnym kraju łowią dzikiego zwierza. Ale w Dziecinie nie widzieć nic dzikiego. miluchne Dziecię/ mile na matkę/ oczki obraca/ mile usteczek nad rubin rumieniuchnych/ do miluchnego matki nadstawia pocałowania; a gdyby można przed powiciem/ rączkiby swoje do twarzy Panny nad światło słoneczne ozdobniejszej przyłożyło. więc i pod brodę do szyje bielszej nad kość słoniową garnęłoby się miłym głaskaniem/ i co nie może mową wyrazić/ dlatego że się stało chcąc niemowlątkiem/ to usteczkami i wdzięcznym śmiechem miłość wyraża ku ślicznej Matce. IV. Bydlęta pono chcą wiązać ci Duchowie: żeby wół z osłem niewczasu swym bieganiem
áby postronekz łáńcuchem ná szyię zárzućili: ták bowiem w pewnym kráiu łowią dźikiego źwierzá. Ale w Dźiećinie nie widźieć nic dźikiego. miluchne Dźiećię/ mile ná mátkę/ oczki obráca/ mile vsteczek nad rubin rumieniuchnych/ do miluchnego mátki nádstawia pocáłowánia; á gdyby można przed powićiem/ rączkiby swoie do twarzy Pánny nád świátło słoneczne ozdobnieyszey przyłożyło. więc y pod brodę do szyie bielszey nád kość słoniową gárnęłoby się miłym głaskániem/ y co nie może mową wyráźić/ dlatego że się sstáło chcąc niemowlątkiem/ to vsteczkami y wdźięcznym śmiechem miłość wyraża ku śliczney Mátce. IV. Bydlętá pono chcą wiązáć ći Duchowie: żeby woł z osłem niewczásu swym biegániem
Skrót tekstu: HinPlęsy
Strona: 68
Tytuł:
Plęsy Jezusa z aniołami
Autor:
Marcin Hińcza
Drukarnia:
Franciszek Cezary
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty perswazyjne
Tematyka:
religia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1636
Data wydania (nie wcześniej niż):
1636
Data wydania (nie później niż):
1636
powieki. Tych zatwardza, tych miękczy, tych rodzi, tych morzy, Krukiem łabędzia, śniegiem murzyna przetworzy, Tych grzeje, inszych ziąbi; aż jednym mrok wieczny W piekle, a drugim w niebie dzień sprawi słoneczny. 249 (D). ZAĆMIENIE DWOJAKIE
Piszą astrologowie, i wierzyć się godzi, Że kiedy pod słoneczne koło miesiąc wchodzi, Tak światu swoim grubym kręgiem go zacieni, Że częstokroć jasny dzień w ponurą noc mieni. Oto miesiąc, pod którym, ufając swej tuszy, Pogaństwo się zuchwałe na wschód słońca puszy. Oparszy swą pod słońcem wiecznej prawdy sferę, Co rok dalej pomyka ciemności kwaterę, Że w jednym prawie kącie tej
powieki. Tych zatwardza, tych miękczy, tych rodzi, tych morzy, Krukiem łabędzia, śniegiem murzyna przetworzy, Tych grzeje, inszych ziąbi; aż jednym mrok wieczny W piekle, a drugim w niebie dzień sprawi słoneczny. 249 (D). ZAĆMIENIE DWOJAKIE
Piszą astrologowie, i wierzyć się godzi, Że kiedy pod słoneczne koło miesiąc wchodzi, Tak światu swoim grubym kręgiem go zacieni, Że częstokroć jasny dzień w ponurą noc mieni. Oto miesiąc, pod którym, ufając swej tuszy, Pogaństwo się zuchwałe na wschód słońca puszy. Oparszy swą pod słońcem wiecznej prawdy sferę, Co rok dalej pomyka ciemności kwaterę, Że w jednym prawie kącie tej
Skrót tekstu: PotFrasz2Kuk_II
Strona: 340
Tytuł:
Ogrodu nie wyplewionego część wtora
Autor:
Wacław Potocki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Gatunek:
fraszki i epigramaty
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1677
Data wydania (nie wcześniej niż):
1677
Data wydania (nie później niż):
1677
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Dzieła
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Leszek Kukulski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1987