120, owies zł. 20, kura zł. 1 gr. 6 i t. d. Co większa nie dostawano zboża. Rzadko w miastach chleba i piwa dostano, a po miasteczkach i karczmach tem bardziej. Psów nie było czem karmić, dlatego każdy z psiarnią miarkował się.
23^go^ Septembris we środę, zaćmienie słoneczne było. Kalendarze straszyły srogością jego, że ciemność niezwyczajna być miała; ale z łaski Bożej, mało co ciemności znać było: co zaś za skutki tego zaćmienia, conatabit potem. Panie Boże odwróć wszystko złe od nas, wiernych sług Twoich. Anno 1700 suczka brytanica nie wielka, pilna państwa, wozów i domu,
120, owies zł. 20, kura zł. 1 gr. 6 i t. d. Co większa nie dostawano zboża. Rzadko w miastach chleba i piwa dostano, a po miasteczkach i karczmach tém bardziej. Psów nie było czém karmić, dlatego każdy z psiarnią miarkował się.
23^go^ Septembris we środę, zaćmienie słoneczne było. Kalendarze straszyły srogością jego, że ciemność niezwyczajna być miała; ale z łaski Bożéj, mało co ciemności znać było: co zaś za skutki tego zaćmienia, conatabit potém. Panie Boże odwróć wszystko złe od nas, wiernych sług Twoich. Anno 1700 suczka brytanica nie wielka, pilna państwa, wozów i domu,
Skrót tekstu: ZawiszaPam
Strona: 362
Tytuł:
Pamiętniki
Autor:
Krzysztof Zawisza
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
ziemie Wielkiego Księstwa Litewskiego
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Gatunek:
pamiętniki
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
między 1715 a 1717
Data wydania (nie wcześniej niż):
1715
Data wydania (nie później niż):
1717
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Julian Bartoszewicz
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Jan Zawisza
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1862
litości. DO SERCA
Serce, nie skarż na okowy, Całuj ogniwa tego łańcucha, W którym cię trzyma na okup nowy Dobra otucha! Wolności stracenie Miej za zysk i dziękuj uniżenie, Bo ślicznej Heleny Jak twarz nie ma ceny, Tak i więzienie.
Twarde pęta to-ć osłodzi, Że-ć wiecznie świeci słoneczne lice, Bo gdzie twarz jej swe blaski rozwodzi, Nie masz ciemnice; Ani cię łzy głośne, Ani frasunki strapią nieznośne, Bo bytność Heleny Powypędza treny Z ust twych żałośne.
Cierp, me serce, cierp niewolą, Ani się szczęściu żałuj o szkodę; Wszytkie me zmysły tę służbę wolą Niźli swobodę. Niech cię
litości. DO SERCA
Serce, nie skarż na okowy, Całuj ogniwa tego łańcucha, W którym cię trzyma na okup nowy Dobra otucha! Wolności stracenie Miej za zysk i dziękuj uniżenie, Bo ślicznej Heleny Jak twarz nie ma ceny, Tak i więzienie.
Twarde pęta to-ć osłodzi, Że-ć wiecznie świeci słoneczne lice, Bo gdzie twarz jej swe blaski rozwodzi, Nie masz ciemnice; Ani cię łzy głośne, Ani frasunki strapią nieznośne, Bo bytność Heleny Powypędza treny Z ust twych żałośne.
Cierp, me serce, cierp niewolą, Ani się szczęściu żałuj o szkodę; Wszytkie me zmysły tę służbę wolą Niźli swobodę. Niech cię
Skrót tekstu: MorszAUtwKuk
Strona: 284
Tytuł:
Utwory zebrane
Autor:
Jan Andrzej Morsztyn
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1654
Data wydania (nie wcześniej niż):
1654
Data wydania (nie później niż):
1654
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Utwory zebrane
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Leszek Kukulski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1971
ukosa jak w zimie, przystępując cokolowiek do perpendykularnej linii ciepło w kraju sprawuje: a że w zimie nie tak Słońce guruje nad naszym Horyzontem jak w lecie, i rzuca promienie nierównie bardziej zukośnie jak w lecie, a zatym ani jego światło i ciepło nie tak długo bawi jak w lecie na Horyzoncie, ani promienia Słoneczne nie tak wprost jak w lecie, ale oddalając się od linii perpendykularnej zukosa bez przyzwoitej sobie siły na Horyzont biją: przeto niedziw, że za zbliżeniem się Słońca mamy zimę, za wygurowaniem onegoż lato. NAUKA O SFERZE. ROZDZIAŁ III.
O KsIĘŻYCU. Księżyc biego swój odprawuje od Zachodu do Wschodu.,
ukosa iak w zimie, przystępuiąc cokolowiek do perpendykularney linii ciepło w kraiu sprawuie: a że w zimie nie tak Słońce guruie nad naszym Horyzontem iak w lecie, y rzuca promienie nierownie bardziey zukośnie iak w lecie, a zatym ani iego światło y ciepło nie tak długo bawi iak w lecie na Horyzoncie, ani promienia Słoneczne nie tak wprost iak w lecie, ale oddalaiąc się od linii perpendykularney zukosa bez przyzwoitey sobie siły na Horyzont biią: przeto niedziw, że za zbliżeniem się Słońca mamy zimę, za wygurowaniem onegoż lato. NAUKA O SFERZE. ROZDZIAŁ III.
O XIĘŻYCU. Xiężyc biego swoy odprawuye od Zachodu do Wschodu.,
Skrót tekstu: SzybAtlas
Strona: 270
Tytuł:
Atlas dziecinny
Autor:
Dominik Szybiński
Drukarnia:
Michał Groell
Miejsce wydania:
Warszawa
Region:
Mazowsze
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty naukowo-dydaktyczne lub informacyjno-poradnikowe
Gatunek:
podręczniki
Tematyka:
astronomia, geografia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1772
Data wydania (nie wcześniej niż):
1772
Data wydania (nie później niż):
1772
; zaćmienie nazywa się całkowite, jeżeli cokolwiek z boku cień zarywa miesiąca: zaćmienie nazywa się nie całkowite. Słońca zaćmienie nazywa się nie całkowite. Słońca zaćmienie przypada przy złączeniu się tego luminarza z Księżycem na Ekliptyce: wtedy albowiem stanąwszy Księżyc wprost między Słońcem i naszą ziemią, odbiera nam po części, mniej albo więcej światło Słoneczne: i to się zaćmieniem Słońca nazywa. NAUKA O SFERZE. ROZDZIAŁ III.
Inne pięć Planet, jako to Wenus, Merkujjusz, Mars, Jowisz, i Saturnus, odprawują swój obrót od Zachodu do Wschodu. Ich biegu Cyrkuły rozmaicie na Eklipty ce wychodzą: żadna Planeta nie idzie torem drugiej. Jak zaś długo swój
; zaćmienie nazywa się całkowite, ieżeli cokolwiek z boku cień zarywa miesiąca: zaćmienie nazywa się nie całkowite. Słońca zaćmienie nazywa się nie całkowite. Słońca zaćmienie przypada przy złączeniu się tego luminarza z Xiężycem na Ekliptyce: wtedy albowiem stanąwszy Xiężyc wprost między Słońcem y naszą ziemią, odbiera nam po części, mniey albo więcey światło Słoneczne: y to się zaćmieniem Słońca nazywa. NAUKA O SFERZE. ROZDZIAŁ III.
Inne pięć Planet, iako to Venus, Merkuyiusz, Mars, Jowisz, y Saturnus, odprawuią swoy obrot od Zachodu do Wschodu. Ich biegu Cyrkuły rozmaicie na Eklipty ce wychodzą: żadna Planeta nie idzie torem drugiey. Jak zaś długo swoy
Skrót tekstu: SzybAtlas
Strona: 273
Tytuł:
Atlas dziecinny
Autor:
Dominik Szybiński
Drukarnia:
Michał Groell
Miejsce wydania:
Warszawa
Region:
Mazowsze
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty naukowo-dydaktyczne lub informacyjno-poradnikowe
Gatunek:
podręczniki
Tematyka:
astronomia, geografia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1772
Data wydania (nie wcześniej niż):
1772
Data wydania (nie później niż):
1772
i dymu. Pliniusz przydaje: iż ziemia około Modeny czasem ognie wyrzuca.
90 3879
40. W znaku Panny.
87 3882
41.
60 3909
42. Obserwów[...] a od Postidoniusza, jako namienia Seneka mówiąc l.7 9. nat. c. 20. Wiele komet niewidziemy dla tego, iż je światło słoneczne ukrywa, które gdy było zaćmione postrzeżono kometę, która w bliskości słońca zostając promieniami jego zasypana była. Świeciła dni 10.
57 trzęsienie ziemi w Polencyj mieście Marchii Ankonitańskiej.
50 3919
43. Około tego czasu zaczęła się wojna Cezara z Pompejuszem.
47 3922
44.
45 3924
45.
44. 3925
46. Podobno
y dymu. Pliniusz przydaie: iż ziemia około Modeny czasem ognie wyrzuca.
90 3879
40. W znaku Panny.
87 3882
41.
60 3909
42. Obserwow[...] a od Postidoniusza, iako namienia Seneka mowiąc l.7 9. nat. c. 20. Wiele komet niewidziemy dla tego, iż ie światło słoneczne ukrywa, które gdy było zaćmione postrzeżono kometę, która w bliskości słońca zostaiąc promieniami iego zasypana była. Świeciła dni 10.
57 trzęsienie ziemi w Polencyi mieście Marchii Ankonitańskiey.
50 3919
43. Około tego czasu zaczęła się woyna Cezara z Pompeiuszem.
47 3922
44.
45 3924
45.
44. 3925
46. Podobno
Skrót tekstu: BohJProg_II
Strona: 12
Tytuł:
Prognostyk Zły czy Dobry Komety Roku 1769 y 1770
Autor:
Jan Bohomolec
Drukarnia:
Drukarnia J.K.M. i Rzeczypospolitej w Kollegium Societatis Jesu
Miejsce wydania:
Warszawa
Region:
Mazowsze
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Gatunek:
kroniki, traktaty
Tematyka:
astronomia, historia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1770
Data wydania (nie wcześniej niż):
1770
Data wydania (nie później niż):
1770
było na świecie, może nieco potrafić. Starajmy się, ile chcemy, i róbmy planty ustanowienia status bez żadnego defektu, szukajmy sposobu jak naj-
bezpieczniejszego rządzenia ludźmi i ich uczynienia lepszymi, wynajdujmy, ile myśl podnieść się może, doskonalszą rzeplitej formę niż Platona Rzplita, niż Atlantis Bakona, niż Utopia Mora, niż Miasto słoneczne Kampanelli i jeżeli można, niż Fenelona romans, zrobi się idea bardzo doskonałego rządu, ale musi zostać w samej spekulacji. Chociaż rzecz pożyteczna jest stawiać ludziom przed oczy, co być najdoskonalszego może, aby się zachęcali zawsze do czego lepszego. Ta zaś idea, gdy ją zechcemy przyprowadzić do praktyki, natenczas pokaże się,
było na świecie, może nieco potrafić. Starajmy się, ile chcemy, i róbmy planty ustanowienia status bez żadnego defektu, szukajmy sposobu jak naj-
bezpieczniejszego rządzenia ludźmi i ich uczynienia lepszymi, wynajdujmy, ile myśl podnieść się może, doskonalszą rzeplitej formę niż Platona Rzplita, niż Atlantis Bakona, niż Utopia Mora, niż Miasto słoneczne Kampanelli i jeżeli można, niż Fenelona romans, zrobi się idea bardzo doskonałego rządu, ale musi zostać w samej spekulacyi. Chociaż rzecz pożyteczna jest stawiać ludziom przed oczy, co być najdoskonalszego może, aby się zachęcali zawsze do czego lepszego. Ta zaś idea, gdy ją zechcemy przyprowadzić do praktyki, natenczas pokaże się,
Skrót tekstu: KonSSpos
Strona: 298
Tytuł:
O skutecznym rad sposobie
Autor:
Stanisław Konarski
Miejsce wydania:
Warszawa
Region:
Mazowsze
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty perswazyjne
Gatunek:
pisma polityczne, społeczne
Tematyka:
polityka
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
między 1760 a 1763
Data wydania (nie wcześniej niż):
1760
Data wydania (nie później niż):
1763
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Pisma wybrane
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Juliusz Nowak-Dłużewski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1955
, i Materyj złotych? Żebym znowu co więcej przyczynili do tych Z którymi po Kabakach lada się monstruje Dzisiaj Szewluch! O! jeszcze coś się nam buduje.
Uprzedzały te burze i nasze ruine Znaki w-zgóre nebieskie. (Jeźli im dam wine Wiedząc że w-tym nad wolą wyższą, przyrodzenie Nic nie robi) Słoneczne rok przedtym zaćmienie Nie zwyczajnie straszliwe. lako w-srogiej owej Na on, czas defekcjej, przy Zbawicielowej Śmierci było widziane. Także prędko potym, Rozczochrany Kometa, niźli się kto o tym Mógł dowiedzieć, dni dziesięć strzelając od siebie Jadowite za raży, przegorzał na Niebie. Nawet tedy gdy się ta Chimera rodziła, Szarańcza nie
, i Máteryy złotych? Zebym znowu co wiecey przyczynili do tych Z ktorymi po Kabakách lada sie monstruie Dźiśiay Szewluch! O! ieszcze coś sie nám buduie.
Vprzedzały te burze i násze ruine Znaki w-zgore nebieskie. (Ieźli im dam wine Wiedząc że w-tym nád wolą wyższą, przyrodzenie Nic nie robi) Słoneczne rok przedtym záćmienie Nie zwyczaynie straszliwe. láko w-srogiey owey Na on, czas defekcyey, przy Zbáwićielowey Smierci było widźiáne. Tákże pretko potym, Rozczochrany Kometa, niźli sie kto o tym Mogł dowiedźieć, dni dźiesieć strzelaiąc od siebie Iádowite zá raży, przegorzał ná Niebie. Náwet tedy gdy sie ta Chimerá rodźiła, Száráńcza nie
Skrót tekstu: TwarSWoj
Strona: 2
Tytuł:
Wojna domowa z Kozaki i z Tatary
Autor:
Samuel Twardowski
Drukarnia:
Collegium Calissiensis Societatis Iesu
Miejsce wydania:
Kalisz
Region:
Wielkopolska
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
poematy epickie
Tematyka:
historia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1681
Data wydania (nie wcześniej niż):
1681
Data wydania (nie później niż):
1681
tak cienka/ potrzeba się domniemawać/ że albo przymieszanie jakowe ma w sobie innych rzeczy/ albo też od ciepła bądź słonecznego/ bądź podziemnego zstaje się grubą i ciemną. Na przykład: Morska woda jest grubsza/ i nie tak przeźrzoczysta jako inne wody: a to nie skąd inąd ma morska woda; jedno iż ciepło słoneczne ustawicznem paleniem i warzeniem/ subtylniejsze i cieńsze cząstki onej wody morskiej ku gorze wyciąga/ (co znać i z pary i dymów/ które się wieszają ledwie nie zawsze nad morzem) a grubsza woda zostaje w morzu. I przetoż morze nie tylko tak wielkie statki na sobie zstrzymawa/ ale też wody słodkie które z
ták ćięnka/ potrzebá się domniemáwáć/ że álbo przymieszánie iákowe ma w sobie innych rzecży/ álbo też od ćiepłá bądź słonecżnego/ bądź podźiemnego zstáie się grubą y ćiemną. Ná przykład: Morska wodá iest grubsza/ y nie ták przeźrzocżysta iáko inne wody: á to nie zkąd inąd ma morska wodá; iedno iż ćiepło słonecżne vstáwicżnem paleniem y wárzeniem/ subtylnieysze y ćięnsze cżąstki oney wody morskiey ku gorze wyćiąga/ (co znáć y z páry y dymow/ ktore się wieszáią ledwie nie záwsze nád morzem) á grubsza wodá zostáie w morzu. Y przetoż morze nie tylko ták wielkie státki ná sobie zstrzymawa/ ále też wody słodkie ktore z
Skrót tekstu: SykstCiepl
Strona: 73,
Tytuł:
O cieplicach we Skle ksiąg troje
Autor:
Erazm Sykstus
Drukarnia:
Krzysztof Wolbramczyk
Miejsce wydania:
Zamość
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty naukowo-dydaktyczne lub informacyjno-poradnikowe
Gatunek:
encyklopedie, kompendia
Tematyka:
medycyna
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1617
Data wydania (nie wcześniej niż):
1617
Data wydania (nie później niż):
1617
gór wysokich/ które z przyrodzenia swego są twarde i miąższe: skąd znać/ że słońce nie jest przyczyną ciepła onych wód. Ale i to ich może zrazić z ich mniemania/ że źrzodła wód cieplicznych częstokroć znajdują się głęboko w ziemi/ i głębiej aniżeli korzenie drzew: a trzyma to wiele ludzi mądrych/ iż ciepło słoneczne w ziemię nie przenika głębiej/ jedno jako korzenie drzew w głąb idą/ jako pisze Teofrastus. Ale i to Filozofa tego mogło zawstydać/ i odwieść od swego omylnego mniemania: iż słońce będąc bliższe pojśrzednej krainy powietrza kędy się rodzą dżdże/ grady/ śniegi/ gromy/ nie może rozegrzać: gdyż jako się wszyscy zgadzają
gor wysokich/ ktore z przyrodzenia swego są twárde y miąższe: zkąd znáć/ że słońce nie iest przycżyną ćiepłá onych wod. Ale y to ich może zráźić z ich mniemánia/ że źrzodłá wod ćieplicżnych cżęstokroć znayduią się głęboko w źiemi/ y głębiey ánizeli korzenie drzew: á trzyma to wiele ludźi mądrych/ iż ćiepło słonecżne w źiemię nie przenika głębiey/ iedno iáko korzenie drzew w głąb idą/ iáko pisze Theophrástus. Ale y to Philozophá tego mogło záwstydáć/ y odwieść od swego omylnego mniemánia: iż słońce będąc bliższe poyśrzedney kráiny powietrza kędy się rodzą dżdże/ grády/ śniegi/ gromy/ nie może rozegrzać: gdyż iáko się wszyscy zgadzáią
Skrót tekstu: SykstCiepl
Strona: 85.
Tytuł:
O cieplicach we Skle ksiąg troje
Autor:
Erazm Sykstus
Drukarnia:
Krzysztof Wolbramczyk
Miejsce wydania:
Zamość
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty naukowo-dydaktyczne lub informacyjno-poradnikowe
Gatunek:
encyklopedie, kompendia
Tematyka:
medycyna
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1617
Data wydania (nie wcześniej niż):
1617
Data wydania (nie później niż):
1617
ziemią. Na ostatek woda z przyrodzenia swego właśnie jest zimna/ a ogień albo promienie słoneczne są górace/ a zimna rzecz nie może się zstać gorąca/ jedno od wielkiego góraca/ jakoż to mogą uczynić promienie/ gdy innych rzeczy/ które są sposobniejsze do zagrzania/ nie mogą rozpalić. Nie jest tedy przyczyną ciepło słoneczne ciepła wód cieplicznych. Demokritus on wielki i przedywny Filozof/ który ustawiczuje się śmiał/ blizej przystąpił do przyczyny Cieplic tych wód: albowiem tak rozumiał/ że ono ciepło nie skąd inąd onym wodom przychodzi/ jedno z wapna niegaszonego/ a popiołu podziemnego/ które obiedwie materie gdy bywają od wody zmoczone/ ciepło z siebie wypuszczają
źiemią. Ná ostátek wodá z przyrodzenia swego własnie iest źimna/ á ogień albo promienie słonecżne są gorace/ á źimna rzecż nie może się zstáć gorąca/ iedno od wielkiego goracá/ iákosz to mogą vcżynić promienie/ gdy innych rzecży/ ktore są sposobnieysze do zágrzaniá/ nie mogą rospalić. Nie iest tedy przycżyną ćiepło słonecżne ćiepłá wod ćieplicżnych. Demokritus on wielki y przediwny Philozoph/ ktory vstáwicżuie się śmiał/ blizey przystąpił do przycżyny Cieplic tych wod: álbowiem ták rozumiáł/ że ono ćiepło nie zkąd inąd onym wodom przychodźi/ iedno z wapná niegászonego/ á popiołu podźiemnego/ ktore obiedwie máterie gdy bywáią od wody zmocżone/ ćiepło z śiebie wypuszcżáią
Skrót tekstu: SykstCiepl
Strona: 86.
Tytuł:
O cieplicach we Skle ksiąg troje
Autor:
Erazm Sykstus
Drukarnia:
Krzysztof Wolbramczyk
Miejsce wydania:
Zamość
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty naukowo-dydaktyczne lub informacyjno-poradnikowe
Gatunek:
encyklopedie, kompendia
Tematyka:
medycyna
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1617
Data wydania (nie wcześniej niż):
1617
Data wydania (nie później niż):
1617