około siebie a czułych pasterzów Tak pilno potrzebując, jego w wielkie cnoty Bogatego i świętej pełnego ochoty Jak obiecaną ziemię tylkoć pokazano, A potym się skryć prędko pod ziemię kazano. O nieposzlakowany w drogach twoich, Boże! Któż kiedy zbrodzić twoje tajemnice może? Jak wiele takich żyje, którzy dla swych zbrodni, I słonecznego światła zażywać niegodni, Niegodni deptać ziemie, a tego godności I takich cnot chwalebnych w najpierwszej młodości W nierozkwitłym pączewiu Atropos łakoma Jakoś nielitościwymi uszczknęła rękoma?
Nie takiej ci pociechy, ojcze żałościwy Po tym synu doczekać miał twój włos szedziwy, Miał ci on w twe i w przodków wstąpiwszy strzemiona Sprawić, żeby te zacne żyły
około siebie a czułych pasterzow Tak pilno potrzebując, jego w wielkie cnoty Bogatego i świętej pełnego ochoty Jak obiecaną ziemię tylkoć pokazano, A potym się skryć prędko pod ziemię kazano. O nieposzlakowany w drogach twoich, Boże! Ktoż kiedy zbrodzić twoje tajemnice może? Jak wiele takich żyje, ktorzy dla swych zbrodni, I słonecznego światła zażywać niegodni, Niegodni deptać ziemie, a tego godności I takich cnot chwalebnych w najpierwszej młodości W nierozkwitłym pączewiu Atropos łakoma Jakoś nielitościwymi uszczknęła rękoma?
Nie takiej ci pociechy, ojcze żałościwy Po tym synu doczekać miał twoj włos szedziwy, Miał ci on w twe i w przodkow wstąpiwszy strzemiona Sprawić, żeby te zacne żyły
Skrót tekstu: MorszZWierszeWir_I
Strona: 430
Tytuł:
Wiersze
Autor:
Zbigniew Morsztyn
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Gatunek:
pieśni
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1675
Data wydania (nie wcześniej niż):
1675
Data wydania (nie później niż):
1675
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Wirydarz poetycki
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Aleksander Brückner
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Lwów
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Towarzystwo dla Popierania Nauki Polskiej
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1910
Planet ciemnistych bywają zaćmienia, najwidoczniejsze są jednak Księżyca i Słońca, które wolnym okiem możemy obserwować. Księżyca w tedy przypada zaćmienie, kiedy na przeciwko Słońca w Cyrkule Ekliptyki stanie: na ten czas bowiem trafia się, iż ziemia między temi dwiema Planetami wprost trzymająca sytuacją, bywa na przeszkodzie, zasłaniając swoim korpusem miesiąc od światła Słonecznego, że to tylko, jak zwyczajnie na pełni, miesiąc nie oświeca się, ale się umbrą ziemi zaciemnia. Zaćmienie miesiąca czasem bywa całe, a czasem nie całe, tylko jakiej części jego: idzie to od umbry ziemi: jeżeli wpost, ziemi umbra, pada na miesiąc; zaćmienie nazywa się całkowite, jeżeli
Planet ciemnistych bywaią zaćmienia, naywidocznieysze są iednak Xiężyca y Słońca, ktore wolnym okiem możemy obserwować. Xiężyca w tedy przypada zaćmienie, kiedy na przeciwko Słońca w Cyrkule Ekliptyki stanie: na ten czas bowiem trafia się, iż ziemia między temi dwiema Planetami wprost trzymaiąca sytuacyą, bywa na przeszkodzie, zasłaniaiąc swoim korpusem miesiąc od światła Słonecznego, że to tylko, iak zwyczaynie na pełni, miesiąc nie oświeca się, ale się umbrą ziemi zaciemnia. Zaćmienie miesiąca czasem bywa całe, a czasem nie całe, tylko iakiey części iego: idzie to od umbry ziemi: ieżeli wpost, ziemi umbra, pada na miesiąc; zaćmienie nazywa się całkowite, ieżeli
Skrót tekstu: SzybAtlas
Strona: 273
Tytuł:
Atlas dziecinny
Autor:
Dominik Szybiński
Drukarnia:
Michał Groell
Miejsce wydania:
Warszawa
Region:
Mazowsze
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty naukowo-dydaktyczne lub informacyjno-poradnikowe
Gatunek:
podręczniki
Tematyka:
astronomia, geografia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1772
Data wydania (nie wcześniej niż):
1772
Data wydania (nie później niż):
1772
Świętego Marka Pieczarskiego (który przez drugi dzień tego obroku używał) a ostatkiem z wiarą jako niekiedyś ciało swoje w rzece Jordanie Naaman/ obmył oczy swoje/ przepłokał raz i drugi/ i odszedł. Potym snad mając niejakąś do Kijowa potrzebkę jachał/ a zwracając się gdy wyiżdża na górę rzeczoną Wzdychalnica/ a od blasku słonecznego oczy sobie zasłania/ zsiada z woza/ i na górę idzie/ w tym iściu/ za modłami Świętych odetknąwszy zawiasę od oka swego/ przeyźrzał/ i zdrowy zostawszy wielbił Pana Boga/ który ma pilną pieczą/ aby włos z głowy człowieczej bez woli jego nie wypadł: temu i my pokłon oddawszy/ prośmy aby i
Swiętego Márká Pieczárskiego (ktory przez drugi dźień tego obroku używał) á ostátkiem z wiárą iáko niekiedyś ćiáło swoie w rzece Iordanie Náámán/ obmył oczy swoie/ przepłokał raz y drugi/ y odszedł. Potym snad máiąc nieiákąś do Kiiowá potrzebkę iáchał/ á zwracáiąc się gdy wyiżdża ná gorę rzeczoną Wzdychálnicá/ á od blásku słonecznego oczy sobie zásłánia/ zśiáda z wozá/ y ná gorę idźie/ w tym iśćiu/ zá modłámi Swiętych odetknąwszy zawiásę od oká swego/ przeyźrzał/ y zdrowy zostawszy wielbił Páná Bogá/ ktory ma pilną pieczą/ áby włos z głowy człowieczey bez woli iego nie wypadł: temu y my pokłon oddawszy/ prośmy áby y
Skrót tekstu: KalCuda
Strona: 154
Tytuł:
Teratourgema lubo cuda
Autor:
Atanazy Kalnofojski
Drukarnia:
Drukarnia Kijowopieczerska
Miejsce wydania:
Kijów
Region:
Ziemie Ruskie
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Gatunek:
relacje
Tematyka:
religia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1638
Data wydania (nie wcześniej niż):
1638
Data wydania (nie później niż):
1638
ś jaśnie widział Praw: Czyt: w dzisiejszym Cudzie/ gdy SS. naszy Ojcowie Pieczarscy pilnie się nami dziatkami swemi piekłują/ i aby ni naczym nam nie zbywało/ usiłują. Którą to prouisią praesentują kształt na sobie tego/ który tak wszystkiego dogląda/ jako pilnuje kokosz kurcząt swoich; jako liście zasłania owoce od słonecznego upalenia; jako twarde skorupy nasienia swego bronią. Sianem nadto/ liliami/ ptastwem powietrznym; prawda Ewangelska prowadzi nas do przedziwnej Bożej koło człowieka opatrzności: Pojźrzycie na lilie polne jako rosną; ni przędą/ ni robią; patrzcie na ptastwo niebieskie; które ni sieje/ ani żnie/ a Pan karmi je. Azaliż dwu
ś iásnie widźiał Práw: Czyt: w dźieśieyszym Cudźie/ gdy SS. nászy Oycowie Pieczárscy pilnie się námi dźiatkámi swemi piekłuią/ y áby ni náczỹ nam nie zbywáło/ vśiłuią. Ktorą to prouisią praesentuią kształt ná sobie tego/ ktory ták wszystkiego dogląda/ iáko pilnuie kokosz kurcząt swoich; iáko liście zásłánia owoce od słonecznego vpalenia; iáko twárde skorupy naśienia swego bronią. Siánem nádto/ liliámi/ ptástwem powietrznym; prawdá Ewángelska prowádźi nas do przedźiwney Bożey koło człowieká opátrzności: Poyźrzyćie ná lilie polne iáko rostą; ni przędą/ ni robią; pátrzćie ná ptástwo niebieskie; ktore ni śieie/ áni żnie/ á Pan karmi ie. Azaliż dwu
Skrót tekstu: KalCuda
Strona: 205.
Tytuł:
Teratourgema lubo cuda
Autor:
Atanazy Kalnofojski
Drukarnia:
Drukarnia Kijowopieczerska
Miejsce wydania:
Kijów
Region:
Ziemie Ruskie
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Gatunek:
relacje
Tematyka:
religia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1638
Data wydania (nie wcześniej niż):
1638
Data wydania (nie później niż):
1638
dostał się w ręce to Saracenów. to Turków, nie szanujących Obrazów, ten Bałwan soli, mógł cudem Boskim zniknąć. Podobne ratiocinium być może o Jabłkach namienionych, że albo na gruntach bardzo suchych piaszczystych, siarczystych, popiołu pełnych, kilka mil rozciągłych, wyschły drzewa, które ten Frukt rodziły; albo też od gorąca słonecznego zajeły się i zgorzały, ile na gruntach siarczzystych, jako się i u nas w Europie nie raz praktykowało, że od spieki, lasy i ziemia gorzały. Lub też mniemać potrzeba, że od nagłych połamane wiatrów, albo od Pielgrzymów na szczepy, chcąc je przynieść do swoich Krajów, ucinających po gałązce, wysuszone,
dostał się w ręce to Saracenow. to Turkow, nie szanuiących Obrazow, ten Bałwan soli, mogł cudem Boskim zniknąć. Podobne ratiocinium bydź może o Iabłkach namienionych, że albo na gruntach bardzo suchych piaszczystych, śiarczystych, popiołu pełnych, kilka mil rościągłych, wyschły drzewa, ktore ten Frukt rodziły; albo też od gorąca słonecznego zaieły się y zgorzały, ile na gruntach śiarczzystych, iako się y u nas w Europie nie raz praktykowało, że od spieki, lasy y ziemia gorzały. Lub też mniemać potrzeba, że od nagłych połamane wiatrow, albo od Pielgrzymow na szczepy, chcąc ie przynieść do swoich Kraiow, ucinaiących po gałązce, wysuszone,
Skrót tekstu: ChmielAteny_I
Strona: 119
Tytuł:
Nowe Ateny, t. 1
Autor:
Benedykt Chmielowski
Drukarnia:
J.K.M. Collegium Societatis Iesu
Miejsce wydania:
Lwów
Region:
Ziemie Ruskie
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty naukowo-dydaktyczne lub informacyjno-poradnikowe
Gatunek:
encyklopedie, kompendia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1755
Data wydania (nie wcześniej niż):
1755
Data wydania (nie później niż):
1755
OCCHI, z którego gałęzi z rana miód kapie: W Hiszpanii z pewnego DRZEWA gałąź uciąwszy, mleko płynie, według Strabona. W KrólESTWIE KALEKUT w Indyj jest pewne DRZEWO (MELAPOLANGE zowie go Ludovicus Bartema, traktując o Indyj) o czterech tylko, albo 5. listkach, ale tak wielkich, że Człeka od gorąca Słonecznego, i od dżdżu zasłoni wygodnie: te są na Drzewie tym miasto gałęzi liście. W MEKsYKU znajduje się DRZEWO MAGVEIS, z którego pnia sok płynie do picia przyjemny i upijający, Kora uchodzi za przędziwo same Drzewo suche zdaje się na igły i szpilki. Masenius ex Maiolo. W KrólESTWIE GRANATEŃSKIM, teraz Prowincyj Hiszpańskiej,
OCCHI, z ktorego gałęzi z rana miod kapie: W Hiszpanii z pewnego DRZEWA gałąź uciąwszy, mleko płynie, według Strabona. W KROLESTWIE KALEKUT w Indyi iest pewne DRZEWO (MELAPOLANGE zowie go Ludovicùs Barthema, traktuiąc o Indyi) o czterech tylko, albo 5. listkach, ale tak wielkich, że Człeka od gorąca Słonecznego, y od dzdzu zasłoni wygodnie: te są na Drzewie tym miasto gałęzi liście. W MEXYKU znayduie się DRZEWO MAGVEIS, z ktorego pnia sok płynie do picia przyiemny y upiiaiący, Kora uchodzi za przędziwo same Drzewo suche zdaie się na igły y szpilki. Masenius ex Maiolo. W KROLESTWIE GRANATENSKIM, teraz Prowincyi Hiszpańskiey,
Skrót tekstu: ChmielAteny_I
Strona: 638
Tytuł:
Nowe Ateny, t. 1
Autor:
Benedykt Chmielowski
Drukarnia:
J.K.M. Collegium Societatis Iesu
Miejsce wydania:
Lwów
Region:
Ziemie Ruskie
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty naukowo-dydaktyczne lub informacyjno-poradnikowe
Gatunek:
encyklopedie, kompendia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1755
Data wydania (nie wcześniej niż):
1755
Data wydania (nie później niż):
1755
800, szerokości na 450. Inni od Zachodu na Wschód, z Krajami nie dawno zawojowanemi wzdluż Państwa Rosyjskiego mierzą mil 3000. Niemieckich; w szerz, na mil 280. Certum, że Państwo wielkie, ale lasami zarosłe. W Moskwie od pułnocy mrozy, uszy, nosy ludziom umrażają: W południowej Części od gorąca słonecznego jeziora, rzeki wysychają. Hapel in Mundi mirab: Co się mówiło tu o Kijowie w Województwie tego imienia traktując, tu się ma referować magna ex parte. Rossji Stolicą teraz PETERBURG, aliàs Petrogrod Piotrowe Miasto, od Piotra Aleksiewicza założone, jakom opisał w Części II. Aten fol: 428. pierwszej edycyj.
800, szerokości na 450. Inni od Zachodu na Wschod, z Kraiami nie dawno zawoiowanemi wzdluż Państwa Rossyiskiego mierzą mil 3000. Niemieckich; w szerz, na mil 280. Certum, że Państwo wielkie, ále lasami zarosłe. W Moskwie od pułnocy mrozy, uszy, nosy ludziom umrażaią: W południowey Części od gorąca słonecznego ieziora, rzeki wysychaią. Hapel in Mundi mirab: Co się mowiło tu o Kiiowie w Woiewodztwie tego imienia traktuiąc, tu się ma referować magna ex parte. Rossii Stolicą teraz PETERBURG, aliàs Petrogrod Piotrowe Miasto, od Piotra Alexiewicza założone, iákom opisał w Części II. Aten fol: 428. pierwszey edycyi.
Skrót tekstu: ChmielAteny_IV
Strona: 418
Tytuł:
Nowe Ateny, t. 4
Autor:
Benedykt Chmielowski
Miejsce wydania:
Lwów
Region:
Ziemie Ruskie
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty naukowo-dydaktyczne lub informacyjno-poradnikowe
Gatunek:
encyklopedie, kompendia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1756
Data wydania (nie wcześniej niż):
1756
Data wydania (nie później niż):
1756
, Gdyż różno przyrodzenie wydawa godności. Wtenczas pozna, kiedy już do rzeczy przychodzi, Że nigdy czci nieśmiałe serce nie dowodzi. XCV. Kot niełowny – chłop niemowny. O ŁASCE Z NIEDOPERZEM.
Niedoperz, który w wieczór rad po domach trzpiata, A choć przez pierza, jednak przez całą noc lata, I światła słonecznego barzo nierad widzi, W ciemnościach się zakochał, bo się światłem brzydzi.
Padł na ziemię z trafunku, łaska przybieżała, Chciał się porwać, a w tym go ona pojmała. Widząc się we złej toniej, gdy mu nie szły groźby, A żywot był na łyczku, udał się do prośby: Prosił, aby
, Gdyż różno przyrodzenie wydawa godności. Wtenczas pozna, kiedy już do rzeczy przychodzi, Że nigdy czci nieśmiałe serce nie dowodzi. XCV. Kot niełowny – chłop niemowny. O ŁASCE Z NIEDOPERZEM.
Niedoperz, który w wieczór rad po domach trzpiata, A choć przez pierza, jednak przez całą noc lata, I światła słonecznego barzo nierad widzi, W ciemnościach się zakochał, bo się światłem brzydzi.
Padł na ziemię z trafunku, łaska przybieżała, Chciał się porwać, a w tym go ona poimała. Widząc się we złej toniej, gdy mu nie szły groźby, A żywot był na łyczku, udał się do prośby: Prosił, aby
Skrót tekstu: VerdBłażSet
Strona: 88
Tytuł:
Setnik przypowieści uciesznych
Autor:
Giovanni Mario Verdizzotti
Tłumacz:
Marcin Błażewski
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
przypowieści, specula (zwierciadła)
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1608
Data wydania (nie wcześniej niż):
1608
Data wydania (nie później niż):
1608
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Wilhelm Bruchnalski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Kraków
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Akademia Umiejętności
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1897
wód. Abym jaśniej o tej probie mówił: woda z przyrodzenia swego zawsze jest czysta/ cienka/ i przeyźroczysta/ jako to widziemy w źrzodłach i krynicach: przeto która woda nie jest przeyźroczysta i tak cienka/ potrzeba się domniemawać/ że albo przymieszanie jakowe ma w sobie innych rzeczy/ albo też od ciepła bądź słonecznego/ bądź podziemnego zstaje się grubą i ciemną. Na przykład: Morska woda jest grubsza/ i nie tak przeźrzoczysta jako inne wody: a to nie skąd inąd ma morska woda; jedno iż ciepło słoneczne ustawicznem paleniem i warzeniem/ subtylniejsze i cieńsze cząstki onej wody morskiej ku gorze wyciąga/ (co znać i z pary
wod. Abym iasniey o tey probie mowił: wodá z przyrodzenia swego záwsze iest cżysta/ ćięnka/ y przeyźrocżystá/ iáko to widźiemy w źrzodłách y krynicach: przeto ktora wodá nie iest przeyźrocżysta y ták ćięnka/ potrzebá się domniemáwáć/ że álbo przymieszánie iákowe ma w sobie innych rzecży/ álbo też od ćiepłá bądź słonecżnego/ bądź podźiemnego zstáie się grubą y ćiemną. Ná przykład: Morska wodá iest grubsza/ y nie ták przeźrzocżysta iáko inne wody: á to nie zkąd inąd ma morska wodá; iedno iż ćiepło słonecżne vstáwicżnem paleniem y wárzeniem/ subtylnieysze y ćięnsze cżąstki oney wody morskiey ku gorze wyćiąga/ (co znáć y z páry
Skrót tekstu: SykstCiepl
Strona: 73,
Tytuł:
O cieplicach we Skle ksiąg troje
Autor:
Erazm Sykstus
Drukarnia:
Krzysztof Wolbramczyk
Miejsce wydania:
Zamość
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty naukowo-dydaktyczne lub informacyjno-poradnikowe
Gatunek:
encyklopedie, kompendia
Tematyka:
medycyna
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1617
Data wydania (nie wcześniej niż):
1617
Data wydania (nie później niż):
1617
się czemu rozmaite smaki źrzodła i rzeki mają: nie inną przyczynę daje/ jedno że ognie gorające najdują się pod ziemią. Także w tejże księdze niżej powiada/ iż ziemia wiele ognia i gorąca ma w sobie. I jeszcze niżej pisząc o trzęsieniu ziemie/ uczy/ iż od gorąca wnętrznego ziemie/ i od ciepła słonecznego rodzi się wiele wiatrów i duchów/ które potym czynią trzęsienie ziemie/ kiedy chcą na wierzch wypaść. Ale jaśniej jeszcze na onymże miejscu pierwszym tejże księgi to pokazuje/ gdy się pyta/ czemu niektóre źrzodła i rzeki wynikają i płyną zimne/ a przecię są słone. Nie daje innej przyczyny jedno tę/ że
się cżemu rozmáite smáki źrzodłá y rzeki máią: nie inną przycżynę dáie/ iedno że ognie goráiące náyduią się pod źiemią. Tákże w teyże kśiędze niżey powiáda/ iż źiemiá wiele ogniá y gorącá ma w sobie. Y ieszcże niżey pisząc o trzęśieniu źiemie/ vcży/ iż od gorącá wnętrznego źiemie/ y od ćiepłá słonecżnego rodźi się wiele wiátrów y duchów/ które potym cżynią trzęśienie źiemie/ kiedy chcą na wierzch wypáść. Ale iáśniey ieszcże ná onymże mieyscu pierwszym teyże kśięgi to pokázuie/ gdy się pyta/ cżemu niektóre źrzodłá y rzeki wynikáią y płyną źimne/ á przećię są słone. Nie dáie inney przycżyny iedno tę/ że
Skrót tekstu: SykstCiepl
Strona: 99.
Tytuł:
O cieplicach we Skle ksiąg troje
Autor:
Erazm Sykstus
Drukarnia:
Krzysztof Wolbramczyk
Miejsce wydania:
Zamość
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty naukowo-dydaktyczne lub informacyjno-poradnikowe
Gatunek:
encyklopedie, kompendia
Tematyka:
medycyna
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1617
Data wydania (nie wcześniej niż):
1617
Data wydania (nie później niż):
1617