rzekszy. Iże rzadko komu/ W podeszłym wieku Wenus nie zadała sromu. Jeno to Tomas Farus/ żyjąc sto czterdzieści/ Lat/ przecię mu nie straszny był fartuch niewieści A mający poważnej Sędziwości fanty Kusił czegoś u pieknej prosić Atalanty. Wstydź się nie rzezwa młodzi twojej ociężności Ze latom zaniedbywasz/ przystojnej miłości. Ani cię sanna droga/ długie Mięsopusty Powabią; Bachusowej miłej do rozpusty. Ani cię Kupidowe fawory zapalą/ Które więc wstarym ganią/ w młodym wieku chwalą Ono was Sambor ubiegł własce Cytaerei Gdy chyżo do Małżeńskiej poskoczywszy kniei. Obłowił się tak długo czekaną zwierzyną/ Wierzcie mi: bo już woła herap pod pierzyną. Cóż na
rzekszy. Iże rzadko komu/ W podeszłym wieku Venus nie zádáłá sromu. Ieno to Thomás Phárus/ żyiąc sto czterdźieśći/ Lat/ przećię mu nie strászny był fártuch niewieśći A máiący poważney Sędźiwośći fánty Kuśił czegoś v piekney prośić Atálánty. Wstydź się nie rzezwa młodźi twoiey oćiężnośći Ze látom zániedbywasz/ przystoyney miłośći. Ani ćię sánna drogá/ długie Mięsopusty Powabią; Bachusowey miłey do rospusty. Ani ćię Kupidowe fawory zápalą/ Ktore więc wstárym gánią/ w młodym wieku chwalą Ono was Sambor vbiegł włásce Cythaerei Gdy chyzo do Małzeńskiey poskoczywszy kniei. Obłowił się ták długo czekáną zwierzyną/ Wierzcie mi: bo iuż woła herap pod pierzyną. Coż ná
Skrót tekstu: KochProżnLir
Strona: 209
Tytuł:
Liryka polskie
Autor:
Wespazjan Kochowski
Drukarnia:
Wojciech Górecki
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Gatunek:
pieśni
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1674
Data wydania (nie wcześniej niż):
1674
Data wydania (nie później niż):
1674
jedni brać muły, a drudzy najmować krzesła, w których chłopi nieśli na górę, ponieważ na koniech jechać niepodobna dla przykrości góry i skały barzo śliskiej, i wąskiej dróżki (lubo tameczne konie nadzwyczaj do skał przywykłe). Na tę górę jechaliśmy cały dzień, dość się spiesząc, na wierzchu z pół mile równiny sanna, barzo dobra droga; lubo słońce niesłychanie paliło, jednak z dołu mróz potężny, śnieg mocno zmarzły nic od upału słonecznego nie tajał. Z tej góry na dół także mil jest ze sztery polskich, a my za kwadrans na dole stanęlichmy hoc modo.
Są tam na górze chaty, w którech z tego chłopa
jedni brać muły, a drudzy najmować krzesła, w których chłopi nieśli na górę, ponieważ na koniech jechać niepodobna dla przykrości góry i skały barzo śliskiej, i wąskiej dróżki (lubo tameczne konie nadzwyczaj do skał przywykłe). Na tę górę jechaliśmy cały dzień, dość się spiesząc, na wierzchu z pół mile równiny sanna, barzo dobra droga; lubo słońce niesłychanie paliło, jednak z dołu mróz potężny, śnieg mocno zmarzły nic od upału słonecznego nie tajał. Z tej góry na dół także mil jest ze sztery polskich, a my za kwadrans na dole stanęlichmy hoc modo.
Są tam na górze chaty, w którech z tego chłopa
Skrót tekstu: BillTDiar
Strona: 276
Tytuł:
Diariusz peregrynacji po Europie
Autor:
Teodor Billewicz
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Gatunek:
opisy podróży, pamiętniki
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
między 1677 a 1678
Data wydania (nie wcześniej niż):
1677
Data wydania (nie później niż):
1678
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Marek Kunicki-Goldfinger
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Biblioteka Narodowa
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
2004
choć sto lat minie, Nie uczerni białego włosa człek w czuprynie. Więc łysi, którym głowy czupryna nie jeży, Ponieważ zakaz Pański do was nie należy, Przysięgajcie bezpiecznie, przysięgajcie krzywo: Kudłatych się grzech imię, ale was jak żywo. 157. KULIK
W mięsopusty, o zwadzie nie myślący z nikiem, Droga sanna, wybrał się sąsiad mój kulikiem (Zawsze o nas z nieszczęściem pokusa pamięta, Dopieroż w swoje gody, Bachusowe święta); Aż do niespodzianego przyszło mu hałasu: Potyka się z możniejszym; śniegi wyżej pasu; Noc ciemna; tamten „Z drogi!”, ten też „Z drogi!” woła.
choć sto lat minie, Nie uczerni białego włosa człek w czuprynie. Więc łysi, którym głowy czupryna nie jeży, Ponieważ zakaz Pański do was nie należy, Przysięgajcie bezpiecznie, przysięgajcie krzywo: Kudłatych się grzech imie, ale was jak żywo. 157. KULIK
W mięsopusty, o zwadzie nie myślący z nikiem, Droga sanna, wybrał się sąsiad mój kulikiem (Zawsze o nas z nieszczęściem pokusa pamięta, Dopieroż w swoje gody, Bachusowe święta); Aż do niespodzianego przyszło mu hałasu: Potyka się z możniejszym; śniegi wyżej pasu; Noc ciemna; tamten „Z drogi!”, ten też „Z drogi!” woła.
Skrót tekstu: PotFrasz3Kuk_II
Strona: 612
Tytuł:
Ogrodu nie wyplewionego część trzecia
Autor:
Wacław Potocki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Gatunek:
fraszki i epigramaty
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1677
Data wydania (nie wcześniej niż):
1677
Data wydania (nie później niż):
1677
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Dzieła
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Leszek Kukulski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1987
non vacuis manibus odprawił rajtara. Królowi im. zaraz oddałem listy, nie czytał ich, aż wszyscy wyszli z pokoju, przy królowej im. Ps.
Jutro frącymer, imp. markiz, imp. wojewoda ruski wyjeżdżają do Warszawy. Die 10 decembris. W Żółkwi
Nad insze dni dzisiejszy dzień był bardzo mroźniejszy i sanna droga się uczyniła bardzo foremna i dobra. Summo tedy mane imp. markiez d’Arqujen z imp. konte de Maligny wyjachał do Warszawy, tegoż dnia i damy górne, wszyscy z ciężarami królowej im. na noc do Magierowa. Król im. wesół był, lekką miał słabość od przeszłych, z ks.
non vacuis manibus odprawił rajtara. Królowi jm. zaraz oddałem listy, nie czytał ich, aż wszyscy wyszli z pokoju, przy królowej jm. Ps.
Jutro frącymer, jmp. markiz, jmp. wojewoda ruski wyjeżdżają do Warszawy. Die 10 decembris. W Żółkwi
Nad insze dni dzisiejszy dzień był bardzo mroźniejszy i sanna droga się uczyniła bardzo foremna i dobra. Summo tedy mane jmp. markiez d’Arquien z jmp. conte de Maligny wyjachał do Warszawy, tegoż dnia i damy górne, wszyscy z ciężarami królowej jm. na noc do Magierowa. Król jm. wesół był, lekką miał słabość od przeszłych, z ks.
Skrót tekstu: SarPam
Strona: 72
Tytuł:
Pamiętnik z czasów Jana Sobieskiego
Autor:
Kazimierz Sarnecki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Gatunek:
pamiętniki
Tematyka:
historia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
między 1690 a 1696
Data wydania (nie wcześniej niż):
1690
Data wydania (nie później niż):
1696
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Janusz Woliński
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Wrocław
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Zakład Narodowy im. Ossolińskich
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1958
niedzieli, o poniedziałku albo wtorku, pewnie król im. stąd się ruszy et citatis equis nie uchybi terminu złożonego sejmu; tymczasem zwątlonemu zdrowiu kilkudniowym odpocznieniem inducias pozwoli. Frącymer o piątku rusza przodem z imp. wojewodziną kijowską. Trzy mrozy tak dobrze drogę ustanowiły z śniegiem, że lepsza nie może być, jak jest droga sanna. Daj Boże onej na miejscu stanąć dla samej wygody króla im.
Obligował mię pewny człowiek, abym nie oznajmywał w.ks.m. dobrodziejowi o sejmiku żmudzkim, pokornie w.ks.m. o sekret, bo bym i u króla im. kredyt stracił, suplikuję.
P. Szyszka powiózł
niedzieli, o poniedziałku albo wtorku, pewnie król jm. stąd sie ruszy et citatis equis nie uchybi terminu złożonego sejmu; tymczasem zwątlonemu zdrowiu kilkudniowym odpocznieniem inducias pozwoli. Frącymer o piątku rusza przodem z jmp. wojewodziną kijowską. Trzy mrozy tak dobrze drogę ustanowiły z śniegiem, że lepsza nie może być, jak jest droga sanna. Daj Boże onej na miejscu stanąć dla samej wygody króla jm.
Obligował mię pewny człowiek, abym nie oznajmywał w.ks.m. dobrodziejowi o sejmiku żmudzkim, pokornie w.ks.m. o sekret, bo bym i u króla jm. kredyt stracił, suplikuję.
P. Szyszka powiózł
Skrót tekstu: SarPam
Strona: 263
Tytuł:
Pamiętnik z czasów Jana Sobieskiego
Autor:
Kazimierz Sarnecki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Gatunek:
pamiętniki
Tematyka:
historia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
między 1690 a 1696
Data wydania (nie wcześniej niż):
1690
Data wydania (nie później niż):
1696
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Janusz Woliński
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Wrocław
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Zakład Narodowy im. Ossolińskich
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1958
. Zdybał mię na gołym polu/ gdziem się nigdziej nie mógł (mogła) schronić. Zmokłem (zmokłam) do miłego szczęta/ nie nalazłby był na mnie i jednej suchej nitki. Wszędy woda wielka na polu/ i po drogach. Śnieg pada. Spadł śnieg aż do kolan. Będzie dobra sanna droga. A między płotami zaspy sa mało nie na chłopie. Jest taka kurzawa na dworze, że i świata nie widać/ że człowiek i oczu nie może otworzyć. Grad pada. Nie daleko stąd/ powiedają/ że spadł wielki grad/ który zboże potłukł/ i wszystkie owoce strącił. Powiedają też/ że gałki
. Zdybał mię ná gołym polu/ gdźiem śię nigdźiey nie mogł (mogłá) schronić. Zmokłem (zmokłám) do miłego szcżętá/ nie nálazłby był ná mnie y jedney suchey nitki. Wszędy wodá wielka ná polu/ y po drogách. Snieg páda. Spadł śnieg áż do kolan. Będźie dobra sánna drogá. A między płotámi záspy sa máło nie ná chłopie. Iest táka kurzáwá ná dworze, że y świátá nie widáć/ że cżłowiek y ocżu nie może otworzyć. Grad páda. Nie dáleko stąd/ powiedáją/ że spadł wielki grad/ ktory zboże potłukł/ y wszystkie owoce strąćił. Powiedáją też/ że gałki
Skrót tekstu: VolcDial
Strona: 51v
Tytuł:
Viertzig dialogi
Autor:
Nicolaus Volckmar
Miejsce wydania:
Toruń
Region:
Pomorze i Prusy
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty naukowo-dydaktyczne lub informacyjno-poradnikowe
Gatunek:
rozmówki do nauki języka
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1612
Data wydania (nie wcześniej niż):
1612
Data wydania (nie później niż):
1612