, Gdzie mi pan jego zaleca prywatę, Widzę, że prawda; lecz żona nie wierzy, Ani sama przyść, ani do wieczerzy Pannom nie każe, wstydzą się tytułu, Lecz go wyskrobać trudno z protokółu. Nie podlega to najmniejszej paskudzie, Co Pan Bóg stworzył, a okrzcili ludzie. Nazajutrz, skoro skrzypek zarznie smyczkiem, Aż moje panny w taniec z panem Piczkiem. 448. NOWY JARMARK W PROSZOWICACH
Przywieziono z Krakowa kalendarz mi nowy. Patrzę pilno na końcu w regiestr jarmarkowy, Aż tylko w Proszowicach trzy ich między tylą. Niechajże się drukarze od tych czas nie mylą, Bo gdy rok tysiąc sześćset siedmdziesiąty ósmy Po Narodzeniu Pańskim
, Gdzie mi pan jego zaleca prywatę, Widzę, że prawda; lecz żona nie wierzy, Ani sama przyść, ani do wieczerzy Pannom nie każe, wstydzą się tytułu, Lecz go wyskrobać trudno z protokółu. Nie podlega to najmniejszej paskudzie, Co Pan Bóg stworzył, a okrzcili ludzie. Nazajutrz, skoro skrzypek zarznie smyczkiem, Aż moje panny w taniec z panem Piczkiem. 448. NOWY JARMARK W PROSZOWICACH
Przywieziono z Krakowa kalendarz mi nowy. Patrzę pilno na końcu w regiestr jarmarkowy, Aż tylko w Proszowicach trzy ich między tylą. Niechajże się drukarze od tych czas nie mylą, Bo gdy rok tysiąc sześćset siedmdziesiąty ósmy Po Narodzeniu Pańskim
Skrót tekstu: PotFrasz1Kuk_II
Strona: 199
Tytuł:
Ogród nie plewiony
Autor:
Wacław Potocki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Gatunek:
fraszki i epigramaty
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1677
Data wydania (nie wcześniej niż):
1677
Data wydania (nie później niż):
1677
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Dzieła
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Leszek Kukulski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1987
swój podnosi, zasięga kto inny,
I gdzie skrzydlatej uderzeniem nogi Końskiej wynikło źródło Kaballiny; Mnie zaś posiłek miły na te drogi — Skłonne chętliwie oczy mej dziewczyny. Dosyć mam, że gdy zabrzmię w słodką stronę, Odniosę z mirtu, nie z lauru koronę.
Miłość jest Muzą, Kupido mym Febem, Który jak smyczkiem grawa na mej lirze Tym łukiem, którym wojuje i z niebem; I piórem swoich skrzydeł po papierze Pisze wiersz, na śmierć niedbały z pogrzebem. Ty przy tym, Kasiu, ubłagana szczerze, Nie tylko z chęcią tu czytaj swe strzały, Ale i ludziom zaleć do pochwały. DO SWOICH KSIĄŻEK
Dokąd się,
swój podnosi, zasięga kto iny,
I gdzie skrzydlatej uderzeniem nogi Końskiej wynikło źródło Kaballiny; Mnie zaś posiłek miły na te drogi — Skłonne chętliwie oczy mej dziewczyny. Dosyć mam, że gdy zabrzmię w słodką stronę, Odniosę z mirtu, nie z lauru koronę.
Miłość jest Muzą, Kupido mym Febem, Który jak smyczkiem grawa na mej lirze Tym łukiem, którym wojuje i z niebem; I piórem swoich skrzydeł po papiérze Pisze wiersz, na śmierć niedbały z pogrzebem. Ty przy tym, Kasiu, ubłagana szczérze, Nie tylko z chęcią tu czytaj swe strzały, Ale i ludziom zaleć do pochwały. DO SWOICH KSIĄŻEK
Dokąd się,
Skrót tekstu: MorszAUtwKuk
Strona: 6
Tytuł:
Utwory zebrane
Autor:
Jan Andrzej Morsztyn
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1654
Data wydania (nie wcześniej niż):
1654
Data wydania (nie później niż):
1654
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Utwory zebrane
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Leszek Kukulski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1971
noc gra panu, Siła mu obiecuje; gdy przyszło po ranu, Upomina się, żeby nie robił daremnie. A ów: „Idź precz, bo krzywdy nie cierpisz ode mnie. Tyś mnie dźwiękiem godzinę ucieszył, a ja cię Przez całą noc nadzieją: to za to masz, bracie. Tyś mnie smyczkiem, ja tobie mieszkiem wstrząsnął wczora; Iłem ja wziął do uszu, ty schowasz do wora. Więc kwita; bo wiatr za wiatr, nadzieja za dźwięki,
Dość za granie słuchanie, a w przydatku dzięki.” Tak też mnie za te księgi podobno kto powie: Za pisanie — czytanie i Boże daj zdrowie.
noc gra panu, Siła mu obiecuje; gdy przyszło po ranu, Upomina się, żeby nie robił daremnie. A ów: „Idź precz, bo krzywdy nie cierpisz ode mnie. Tyś mnie dźwiękiem godzinę ucieszył, a ja cię Przez całą noc nadzieją: to za to masz, bracie. Tyś mnie smyczkiem, ja tobie mieszkiem wstrząsnął wczora; Iłem ja wziął do uszu, ty schowasz do wora. Więc kwita; bo wiatr za wiatr, nadzieja za dźwięki,
Dość za granie słuchanie, a w przydatku dzięki.” Tak też mnie za te księgi podobno kto powie: Za pisanie — czytanie i Boże daj zdrowie.
Skrót tekstu: PotFrasz4Kuk_I
Strona: 322
Tytuł:
Fraszki albo Sprawy, Powieści i Trefunki.
Autor:
Wacław Potocki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Gatunek:
fraszki i epigramaty
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1669
Data wydania (nie wcześniej niż):
1669
Data wydania (nie później niż):
1669
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Dzieła
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Leszek Kukulski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1987
młokosa; Skoro ćwiercią i drugą w obozie wynędzi, Koń zdechnie, na trzecią go, ręczę, nie napędzi. O równej szlachcie mówię: raz straciwszy, już ci Nie mają drugi o czym. Pana dom nie puści Z włoskich pieszczot: woli wziąć do ręku oktawkę Doma niźli kopiją w pole, na zabawkę I smyczkiem po skopowych, przy słodkich kieliszkach, Niż po nieprzyjacielskich szablą machać kiszkach. 426. NA ZIEMI SIĘ RODZIWSZY, NIE SZUKAJ MORZA
Jednę tylko dziurę w niej mając, gdzie się chowa, Namówi do spiżarnie mysz polną domowa; Której że się orzechy i żołądź przyjadła, Rada by też zażyła połcia abo sadła. Aż gospodyni
młokosa; Skoro ćwiercią i drugą w obozie wynędzi, Koń zdechnie, na trzecią go, ręczę, nie napędzi. O równej szlachcie mówię: raz straciwszy, już ci Nie mają drugi o czym. Pana dom nie puści Z włoskich pieszczot: woli wziąć do ręku oktawkę Doma niźli kopiją w pole, na zabawkę I smyczkiem po skopowych, przy słodkich kieliszkach, Niż po nieprzyjacielskich szablą machać kiszkach. 426. NA ZIEMI SIĘ RODZIWSZY, NIE SZUKAJ MORZA
Jednę tylko dziurę w niej mając, gdzie się chowa, Namówi do spiżarnie mysz polną domowa; Której że się orzechy i żołądź przyjadła, Rada by też zażyła połcia abo sadła. Aż gospodyni
Skrót tekstu: PotMorKuk_III
Strona: 255
Tytuł:
Moralia
Autor:
Wacław Potocki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Gatunek:
fraszki i epigramaty, pieśni
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1688
Data wydania (nie wcześniej niż):
1688
Data wydania (nie później niż):
1688
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Dzieła
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Leszek Kukulski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1987
idą, przyganiał; Wolą w domu starzyzny dziadów swych dodzierać Niż za to, pięć tysięcy co warto, umierać. 447 (D). USARIA Z WŁOCHÓW
Pospolite ruszenie trzecie wici głoszą. Szlachcicowi staremu z lamusa wynoszą Przodków jego rynsztunki i ozdobę domu; A onegdajszy chodzi od kramu do kramu: Pyta, jeśli łuk smyczkiem i sajdak wijolą, Kołczan skrzypcami, którym końcem strzały kolą; Rozumie, że tak zbroje, jak próbują garka: Trąca, czy nie stłuczona, czy dzwoni, czy tarka.
Dopieroż kiedy stanie wedle mnie w szeregu, Co przed półroczem woły poganiał do Brzegu, Albo mi łokciem mierzy, albo funtem waży,
idą, przyganiał; Wolą w domu starzyzny dziadów swych dodzierać Niż za to, pięć tysięcy co warto, umierać. 447 (D). USARIA Z WŁOCHÓW
Pospolite ruszenie trzecie wici głoszą. Szlachcicowi staremu z lamusa wynoszą Przodków jego rynsztunki i ozdobę domu; A onegdajszy chodzi od kramu do kramu: Pyta, jeśli łuk smyczkiem i sajdak wijolą, Kołczan skrzypcami, którym końcem strzały kolą; Rozumie, że tak zbroje, jak próbują garka: Trąca, czy nie stłuczona, czy dzwoni, czy tarka.
Dopieroż kiedy stanie wedle mnie w szeregu, Co przed półroczem woły poganiał do Brzegu, Albo mi łokciem mierzy, albo funtem waży,
Skrót tekstu: PotFrasz2Kuk_II
Strona: 448
Tytuł:
Ogrodu nie wyplewionego część wtora
Autor:
Wacław Potocki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Gatunek:
fraszki i epigramaty
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1677
Data wydania (nie wcześniej niż):
1677
Data wydania (nie później niż):
1677
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Dzieła
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Leszek Kukulski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1987
tłuki/ Hamon: Proteas drugi/ by byli co sztuki Mieli na miecz/ Finea legli ręka czułą. Z białą wtąż Alfit kapłan Cerery insułą. Ty nie mniej Lampetydo nie na tę przyzwany Potrzebę/ ale raczej abyś rym kochany W pokoju opiewając/ na gęślach przygrawał/ A dobrej myśli gościom śpiewaniem dodawał. Z smyczkiem gdzieś go na stronie Petal obaczywszy/ Rzeknąc/ Dograsz ostatka w piekle się stawiwszy: Mieczem ciął przez lewą skroń. Padł/ a dobierając Palcami stron/ smutnego coś zagrał konając. Za śmierć się niewinnego Likornas wziął śmiały: Drąg z podwoju prawego wymknąwszy nie mały/ Oweg ów kark poraził; tak zamalowany/ Przewrócił
tłuki/ Hámon: Proteás drugi/ by byli co sztuki Mieli ná miecz/ Phinea legli ręka czułą. Z białą wtąż Alphit kápłan Cerery insułą. Ty nie mniey Lámpetydo nie ná tę przyzwány Potrzebę/ ále raczey ábyś rym kochany W pokoiu opiewáiąc/ ná gęślách przygrawał/ A dobrey myśli gośćiom spiewániem dodawał. Z smyczkiem gdźieś go ná stronie Petal obaczywszy/ Rzeknąc/ Dogrász ostátká w piekle się stawiwszy: Mieczem ćiął przez lewą skroń. Padł/ á dobieráiąc Pálcámi stron/ smutnego coś zágrał konáiąc. Zá śmierć się niewinnego Lykornás wźiął śmiáły: Drąg z podwoiu práwego wymknąwszy nie máły/ Oweg ow kárk poráźił; ták zámalowány/ Przewroćił
Skrót tekstu: OvŻebrMet
Strona: 108
Tytuł:
Metamorphoseon
Autor:
Publius Ovidius Naso
Tłumacz:
Jakub Żebrowski
Drukarnia:
Franciszek Cezary
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
poematy epickie
Tematyka:
mitologia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1636
Data wydania (nie wcześniej niż):
1636
Data wydania (nie później niż):
1636