, gdyby za co, trzeba. 4 (F). NA OGRÓD NIE WYPLEWIONY NA FRASZKILAS
W las idąc, czytelniku, słuszna wprzódy, że się Sprawisz ode mnie, co w tym zawiera się lesie. Im dalej weń, więcej drew, przypowieści wedle: Są tam buki, są dęby, są sośnie, są jedle. Po staremu wszytko drwa, co ten plac osięgły, Chociaż jedne na wągle, a drugie na węgły. Nie trzeba lekceważyć i leśnej jabłoni; Są maliny do smaku, są róże do woni; Tylko ostrożnie siągać, bo to nie na stole; W ostatku też odpuścisz, choć cię i zakole
, gdyby za co, trzeba. 4 (F). NA OGRÓD NIE WYPLEWIONY NA FRASZKILAS
W las idąc, czytelniku, słuszna wprzódy, że się Sprawisz ode mnie, co w tym zawiera się lesie. Im dalej weń, więcej drew, przypowieści wedle: Są tam buki, są dęby, są sośnie, są jedle. Po staremu wszytko drwa, co ten plac osięgły, Chociaż jedne na wągle, a drugie na węgły. Nie trzeba lekceważyć i leśnej jabłoni; Są maliny do smaku, są róże do woni; Tylko ostrożnie siągać, bo to nie na stole; W ostatku też odpuścisz, choć cię i zakole
Skrót tekstu: PotFrasz1Kuk_II
Strona: 14
Tytuł:
Ogród nie plewiony
Autor:
Wacław Potocki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Gatunek:
fraszki i epigramaty
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1677
Data wydania (nie wcześniej niż):
1677
Data wydania (nie później niż):
1677
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Dzieła
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Leszek Kukulski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1987
aby winszowała W leciech podeszłą, zdrową oglądała. Z nią aniołowie idą w drogę sami, Wiatry ustają z swojemi szumami, Łagodny zefir tuż powiewa mile, Pogodną niebo ukazuje chwilę. Ziemia, którędy stopy swe stawiała,
Rozkoszne kwiatki z siebie wypuszczała. Błędne obłoki melodyje dają, Pagórki skaczą, wały radość znają. Wyniosłe sośnie na dół się skłaniają I drzewa wszytkie wielką radość mają. Ale tych matek co tam za radości, Gdy się witają w nieznajomej włości, A społem usta całując równają, Ręce na sobie wzajem zawieszają? O, jako wdzięczne tam rozmowy były, Że ludzi wszytkich myśli się zdziwiły! A SKĄDŻE Ml TO, ŻE
aby winszowała W leciech podeszłą, zdrową oglądała. Z nią aniołowie idą w drogę sami, Wiatry ustają z swojemi szumami, Łagodny zefir tuż powiewa mile, Pogodną niebo ukazuje chwilę. Ziemia, ktorędy stopy swe stawiała,
Rozkoszne kwiatki z siebie wypuszczała. Błędne obłoki melodyje dają, Pagorki skaczą, wały radość znają. Wyniosłe sośnie na doł się skłaniają I drzewa wszytkie wielką radość mają. Ale tych matek co tam za radości, Gdy się witają w nieznajomej włości, A społem usta całując rownają, Ręce na sobie wzajem zawieszają? O, jako wdzięczne tam rozmowy były, Że ludzi wszytkich myśli się zdziwiły! A SKĄDŻE Ml TO, ŻE
Skrót tekstu: DachDialOkoń
Strona: 56
Tytuł:
Dyjalog o cudownym Narodzeniu...
Autor:
Jan Dachnowski
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
dramat
Gatunek:
dialogi, jasełka
Tematyka:
religia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1621
Data wydania (nie wcześniej niż):
1621
Data wydania (nie później niż):
1621
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Staropolskie pastorałki dramatyczne: antologia
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Jan Okoń
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Wrocław
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Zakład Narodowy im. Ossolińskich
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1989
co mię wiążecie? Rozwiążcie, dzieci! Pieśni będzie, ile chcecie. Wam, dzieci, piękne pieśni będą, a ty za tę Uczynność weźmiesz, miła, inakszą zapłatę”. Wtym zaczynał, a nimfy zewsząd się zbiegały I niektóre z faunami taniec gotowały. Źwierz dziki z gór się sypał; las i wielkie sośnie, I cokolwiek bujnego drzewa w boru rośnie, Wierzchami potrząsały, właśnie by rozumne, I wiatrowie ciszyli swoje wiania szumne. Ani się tak dziwuje Izmar Orfeowi, Ani skała parnaska mądremu Febowi. A on śpiewał, jako świat stworzeń od początku, Jako przed wiekiem rzeczy tych nie było szczątku, Jako ziemia w swych grunciech
co mię wiążecie? Rozwiążcie, dzieci! Pieśni będzie, ile chcecie. Wam, dzieci, piękne pieśni będą, a ty za tę Uczynność weźmiesz, miła, inakszą zapłatę”. Wtym zaczynał, a nimfy zewsząd się zbiegały I niektóre z faunami taniec gotowały. Źwierz dziki z gór się sypał; las i wielkie sośnie, I cokolwiek bujnego drzewa w boru rośnie, Wierzchami potrząsały, właśnie by rozumne, I wiatrowie ciszyli swoje wiania szumne. Ani się tak dziwuje Izmar Orfeowi, Ani skała parnaska mądremu Febowi. A on śpiewał, jako świat stworzeń od początku, Jako przed wiekiem rzeczy tych nie było szczątku, Jako ziemia w swych grunciech
Skrót tekstu: SzymSiel
Strona: 22
Tytuł:
Sielanki
Autor:
Szymon Szymonowic
Miejsce wydania:
Zamość
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
utwory synkretyczne
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1614
Data wydania (nie wcześniej niż):
1614
Data wydania (nie później niż):
1614
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Sielanki i pozostałe wiersze polskie
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Janusz Pelc
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Wrocław
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Zakład Narodowy im. Ossolińskich
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1964
, Równa to, gdy straszydła kto na wróble stawi. Straszydła stoją, wróble proso wypijają, Drewniani naszy słudzy tak nas oganiają. I ja teraz tę szkodę mojej niebytności Przyczytam a czeladzi zwykłej niedbałości. Pańko Nie dziw, że Amaryllis zawsze narzekała Ani z jabłoni swoich jabłek obierała. Ciebie doma nie było, ciebie wyglądały Sośnie wysokie, ciebie i ten chróścik mały. Ale komu polewka dworska zasmakuje, Niech się mu dom przewraca, on tego nie czuje. Wonton Bezecny dwór, bodaj się o nim ani śniło! Niechaj się nim zabawia, komu zginąć miło. Jam raz zginął: tak mucha więźnie w pajęczynie, Tak sikora na lepie
, Równa to, gdy straszydła kto na wróble stawi. Straszydła stoją, wróble proso wypijają, Drewniani naszy słudzy tak nas oganiają. I ja teraz tę szkodę mojej niebytności Przyczytam a czeladzi zwykłej niedbałości. Pańko Nie dziw, że Amaryllis zawsze narzekała Ani z jabłoni swoich jabłek obierała. Ciebie doma nie było, ciebie wyglądały Sośnie wysokie, ciebie i ten chróścik mały. Ale komu polewka dworska zasmakuje, Niech się mu dom przewraca, on tego nie czuje. Wonton Bezecny dwór, bodaj się o nim ani śniło! Niechaj się nim zabawia, komu zginąć miło. Jam raz zginął: tak mucha więźnie w pajęczynie, Tak sikora na lepie
Skrót tekstu: SzymSiel
Strona: 121
Tytuł:
Sielanki
Autor:
Szymon Szymonowic
Miejsce wydania:
Zamość
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
utwory synkretyczne
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1614
Data wydania (nie wcześniej niż):
1614
Data wydania (nie później niż):
1614
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Sielanki i pozostałe wiersze polskie
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Janusz Pelc
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Wrocław
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Zakład Narodowy im. Ossolińskich
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1964
ginie, Część pierwsza.
Nie inaczej, jak kiedy skrytym wiatr pośmykiem W Las się w kradnie, i pięknym wyniesione szykiem Dęby, Sosny, jedlice, z cichym skrązy tłumem; Toż się wzdąwszy rozpostrze, i burzącym szumem Wali, łamie, wywraca, druzgoce, rozdziera, Cokolwiek wspaniałego w sobie las zawiera, Lecą sośnie, walą się wysmukłe jedliny, Drą się trzaskiem niezmiernym, buki i dębiny A lubo wysilony wicher co ocali; Sam się las sobą tłucze, drzewo drzewo wali. Poselstwa Wielkiego do Turek.
Takać burza i w Polsce, lat dziesięć bez mała Obses, wszystko z kreteszem ruinując, trwała: Póki jej Bóg w dobroci
ginie, Część pierwsza.
Nie inaczey, iák kiedy skrytym wiatr posmykiem W Las się w kradnie, y pięknym wyniesione szykiem Dęby, Sosny, iedlice, z cichym skrązy tłumem; Toż się wzdąwszy rospostrze, y burzącym szumem Wali, łamie, wywraca, druzgoce, rozdziera, Cokolwiek wspániáłego w sobie las záwiera, Lecą sośnie, walą się wysmukłe iedliny, Drą się trzaskiem niezmiernym, buki y dębiny A lubo wysilony wicher co ocali; Sam się las sobą tłucze, drzewo drzewo wali. Poselstwa Wielkiego do Turek.
Takać burza y w Polszcze, lat dzieśięć bez małá Obses, wszystko z kreteszem ruinuiąc, trwała: Poki iey Bog w dobroci
Skrót tekstu: GośPos
Strona: 4
Tytuł:
Poselstwo wielkie [...] Stanisława Chomentowskiego [...] od Augusta II [...] do Achmeta IV
Autor:
Franciszek Gościecki
Drukarnia:
Collegium Societatis Iesu
Miejsce wydania:
Lwów
Region:
Ziemie Ruskie
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Gatunek:
relacje
Tematyka:
egzotyka, polityka
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1732
Data wydania (nie wcześniej niż):
1732
Data wydania (nie później niż):
1732