Kto by rzekł, że tak wielkiej urodzaje matki Do jednej szufladki (Piętra pod nimi trzeszczą), W szpiklerz, potem w trzos zmieszczą.
Okrzętna gospodyni cały dom rozrządza, Do kądziele napądza. Nikt darmo nie je chleba: Nic nie umiesz — prząść trzeba.
Koni stajnia od końca do końca jak długa, A spaśnych wołów druga. Widzęć tam z śniegiem chmurę: Chłopcze, gotuj wilczurę!
Niechaj do malowanych zaprzągają sani, Jedzie ze mną i pani. Bo kiedyż kapłon tłusty, Jeśli nie w mięsopusty?
Sąsiedzie, ja dziś z tobą, a ty jutro ze mną W kompaniją wzajemną, Zażyjmy łaski bożej, Co nasza niwa
Kto by rzekł, że tak wielkiej urodzaje matki Do jednej szufladki (Piętra pod nimi trzeszczą), W szpiklerz, potem w trzos zmieszczą.
Okrzętna gospodyni cały dom rozrządza, Do kądziele napądza. Nikt darmo nie je chleba: Nic nie umiesz — prząść trzeba.
Koni stajnia od końca do końca jak długa, A spaśnych wołów druga. Widzęć tam z śniegiem chmurę: Chłopcze, gotuj wilczurę!
Niechaj do malowanych zaprzągają sani, Jedzie ze mną i pani. Bo kiedyż kapłon tłusty, Jeśli nie w mięsopusty?
Sąsiedzie, ja dziś z tobą, a ty jutro ze mną W kompaniją wzajemną, Zażyjmy łaski bożej, Co nasza niwa
Skrót tekstu: PotNabKuk_I
Strona: 528
Tytuł:
Pieśni nabożne ...
Autor:
Wacław Potocki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Gatunek:
pieśni
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1677
Data wydania (nie wcześniej niż):
1677
Data wydania (nie później niż):
1677
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Dzieła
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Leszek Kukulski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1987
zawiść: która wszem zjadłym zębem szkodzi Nie zna grzechów które się między ludżmi dzieją W miastach, myślimu spewnych złości ni truchleją. Słów, nie zmyśla, tysiąc go słupów nie okrywa. Bogatych i na balkach wdomu jego zbywa Złocistych, Krwią obfitą nie kropi ołtarzy Spobożności, ni mu się na tę świątość zdarzy Sta spaśnych białych wołów oraz ofiarować. Siedzi wdomu spokojnie, zwykł niewinny chować Wiek bez dachu, nie Umie kunsztu inakszego Chyba zwierza ułowić a strudu ciężkiego. Po pracy się w Izmenie skąpać przeźroczystym Lub sięść nad Alfeusza nurtem zabrzezystym. Czasem lasu ciemnego gęstwinę strychuje. Gdzie Lerna zimnie wody z gęstwy ukazuje. Stąd się umknie,
záwiść: ktora wszęm ziádłym zębęm szkodźi Nie zná grzechow ktore się międźy ludżmi dźieią W miástách, myslimu zpewnych złośći ni truchleią. Słow, nie zmysla, tysiąc go słupow nie okrywa. Bogátych y ná bálkách wdomu iego zbywa Złocistych, Krwią obfitą nie kropi ołtarzy Zpobożności, ni mu się ná tę swiątość zdárzy Stá spaśnych biáłych wołow oraz ofiárowáć. Siedźi wdomu spokoynie, zwykł niewinny chowáć Wiek bez dáchu, nie Vmie kunsztu inákszego Chybá zwierzá ułowić á ztrudu cięszkiego. Po pracy się w Izmęnie skąpáć przeźroczystym Lub sięść nád Alpheuszá nurtęm zábrzezystym. Czásęm lásu ćięmnego gęstwinę strychuie. Gdźie Lerna źimnie wody z gęstwy ukázuie. Ztąd się umknie,
Skrót tekstu: SenBardzTrag
Strona: 143
Tytuł:
Smutne Starożytności Teatrum, to jest Tragediae Seneki rzymskiego
Autor:
Seneka
Tłumacz:
Jan Alan Bardziński
Drukarnia:
Jan Christian Laurer
Miejsce wydania:
Toruń
Region:
Pomorze i Prusy
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
dramat
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1696
Data wydania (nie wcześniej niż):
1696
Data wydania (nie później niż):
1696