, W groby tak wiele ludzi z świata schodzi, Za ludźmi tyle łez płynie Nijobów, Osierociałych żon, matek, powinnych, A cóż o stratach rzec się może innych? Pułki w ogromne stanowicie szyki, W te na rzeź ludzi ciągniecie tysiące, Na ludzi żywych i na nieboszczyki Całego roku liczycie miesiące, W miesiące spezy, w spezy łzy jak rzyki I złoto płynie nie ustawające. Ubogich ludzi, na to państw ruina: A tej w was wchodzi, cni królowie, wina. O nieobjęty krzywd ludzkich dostatku! Jakże tak wielką zaniesiesz machinę, Kiedy pójść z świata każą na ostatku Tam, gdzie najmniejszą płacić odrobinę Duszą potrzeba
, W groby tak wiele ludzi z świata schodzi, Za ludźmi tyle łez płynie Nijobów, Osierociałych żon, matek, powinnych, A cóż o stratach rzec się może innych? Pułki w ogromne stanowicie szyki, W te na rzeź ludzi ciągniecie tysiące, Na ludzi żywych i na nieboszczyki Całego roku liczycie miesiące, W miesiące spezy, w spezy łzy jak rzyki I złoto płynie nie ustawające. Ubogich ludzi, na to państw ruina: A tej w was wchodzi, cni królowie, wina. O nieobjęty krzywd ludzkich dostatku! Jakże tak wielką zaniesiesz machinę, Kiedy pójść z świata każą na ostatku Tam, gdzie najmniejszą płacić odrobinę Duszą potrzeba
Skrót tekstu: MałpaCzłow
Strona: 170
Tytuł:
Małpa Człowiek
Autor:
Anonim
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
utwory synkretyczne
Gatunek:
satyry, traktaty
Tematyka:
obyczajowość
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1715
Data wydania (nie wcześniej niż):
1715
Data wydania (nie później niż):
1715
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Archiwum Literackie
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Paulina Buchwaldówna
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Wroclaw
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Zakład Narodowy im. Ossolińskich
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1962
tak wiele ludzi z świata schodzi, Za ludźmi tyle łez płynie Nijobów, Osierociałych żon, matek, powinnych, A cóż o stratach rzec się może innych? Pułki w ogromne stanowicie szyki, W te na rzeź ludzi ciągniecie tysiące, Na ludzi żywych i na nieboszczyki Całego roku liczycie miesiące, W miesiące spezy, w spezy łzy jak rzyki I złoto płynie nie ustawające. Ubogich ludzi, na to państw ruina: A tej w was wchodzi, cni królowie, wina. O nieobjęty krzywd ludzkich dostatku! Jakże tak wielką zaniesiesz machinę, Kiedy pójść z świata każą na ostatku Tam, gdzie najmniejszą płacić odrobinę Duszą potrzeba w podchlebnym przydatku
tak wiele ludzi z świata schodzi, Za ludźmi tyle łez płynie Nijobów, Osierociałych żon, matek, powinnych, A cóż o stratach rzec się może innych? Pułki w ogromne stanowicie szyki, W te na rzeź ludzi ciągniecie tysiące, Na ludzi żywych i na nieboszczyki Całego roku liczycie miesiące, W miesiące spezy, w spezy łzy jak rzyki I złoto płynie nie ustawające. Ubogich ludzi, na to państw ruina: A tej w was wchodzi, cni królowie, wina. O nieobjęty krzywd ludzkich dostatku! Jakże tak wielką zaniesiesz machinę, Kiedy pójść z świata każą na ostatku Tam, gdzie najmniejszą płacić odrobinę Duszą potrzeba w podchlebnym przydatku
Skrót tekstu: MałpaCzłow
Strona: 170
Tytuł:
Małpa Człowiek
Autor:
Anonim
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
utwory synkretyczne
Gatunek:
satyry, traktaty
Tematyka:
obyczajowość
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1715
Data wydania (nie wcześniej niż):
1715
Data wydania (nie później niż):
1715
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Archiwum Literackie
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Paulina Buchwaldówna
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Wroclaw
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Zakład Narodowy im. Ossolińskich
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1962
się też gdzie ruszą, jadą prawie z ‘Zoną, Z Tablatury stąpając pompą aż mierżoną; Tak kiedyś w strój Pogaństwo ubranego drogi, Cielca wodzili w koło z złocistemi rogi, Rzeczesz źle to? i to źle: Bo cóż za różnica? Tam Cielec strojny, a tu strojna twa Cielica. Która za spezy twoje, i znaczny wydatek, Zbeztwiona, przyprawi ci rogi na ostatek. O marne koszty wasze i podległy winie! Którzy własne swe Zony macie za Boginie. Ty tedy nie miej za Boginią swojej/ niech ci Zoną będzie/ a ty też jej Mężem; niech wie: a choć ci jej będą zajrzeć/ zdrowoć
się też gdźie ruszą, iádą práwie z ‘Zoną, Z Táblatury stąpáiąc pompą áż mierżoną; Ták kiedyś w stroy Pogáństwo ubránego drogi, Cielcá wodźili w koło z złoćistemi rogi, Rzeczesz źle to? y to źle: Bo coż zá roźnicá? Tám Cielec stroyny, á tu stroyna twá Cielicá. Ktora za spezy twoie, y znáczny wydatek, Zbestwiona, przypráwi ći rogi ná ostátek. O márne koszty wásze y podległy winie! Ktorzy własne swe Zony maćie zá Boginie. Ty tedy nie miey zá Boginią swoiey/ niech ći Zoną będźie/ á ty też iey Mężem; niech wie: á choć ći iey będą záyrzeć/ zdrowoć
Skrót tekstu: GorzWol
Strona: 12
Tytuł:
Gorzka wolność młodzieńska
Autor:
Andrzej Żydowski
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
mieszany
Rodzaj:
teksty perswazyjne
Tematyka:
obyczajowość
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
między 1670 a 1700
Data wydania (nie wcześniej niż):
1670
Data wydania (nie później niż):
1700
powinien, lecz przeczytaj sobie, Wszak tu stoi: bym prostym z Posłem jachał pasem, Aby namniej pobocznym niekrążył nawiasem. Dopieroż bym się nazad w tej wracał podroży, Niech sobie Pan twój tego daremnie niewroży. Tak goniec, z uknowanej strącony imprezy, Ferman, i swe w zanadrze nazad schował spezy Przecięż aby pamiętał na respekt Poselski, Wziął za pracą lub zdradną, zegarek Angelski. Poselstwa Wielkiego do Turek
Tkneło to do żywego w sedno Seraskiera; Ze się tych nie udała sideł maniera, Więc o inszej pomyśli, ze Szwedami, zdradzie (O czym niżej) gdy niemógł tą być na zawadzie. Dalsza
powinien, lecz przeczytay sobie, Wszak tu stoi: bym prostym z Posłem iáchał pasem, Aby namniey pobocznym niekrążył nawiásem. Dopieroż bym się nazad w tey wracał podroży, Niech sobie Pan twoy tego dáremnie niewroży. Ták goniec, z uknowáney strącony imprezy, Ferman, y swe w zánadrze nazad schował spezy Przecięż áby pamiętał ná respekt Poselski, Wziął za pracą lub zdrádną, zegárek Angelski. Poselstwa Wielkiego do Turek
Tkneło to do żywego w sedno Seráskiera; Ze się tych nie udáłá sideł maniera, Więc o inszey pomyśli, ze Szwedámi, zdrádzie (O czym niżey) gdy niemogł tą bydź ná záwadzie. Dalsza
Skrót tekstu: GośPos
Strona: 58
Tytuł:
Poselstwo wielkie [...] Stanisława Chomentowskiego [...] od Augusta II [...] do Achmeta IV
Autor:
Franciszek Gościecki
Drukarnia:
Collegium Societatis Iesu
Miejsce wydania:
Lwów
Region:
Ziemie Ruskie
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Gatunek:
relacje
Tematyka:
egzotyka, polityka
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1732
Data wydania (nie wcześniej niż):
1732
Data wydania (nie później niż):
1732
zatym kto tego był przyczyną tymczasem dysymulując, a inszego sposobu Rzeczypospolitej poratowania nie mając, Jędrzeja Trzebickiego, przedtym podkanclerza koronnego, teraz po Pietrze Gembickim, biskupa krakowskiego, z inszymi dwiema senatorami do cesarza Ferdynanda III wyprawuje, o posiłki przeciwko wspólnym nieprzyjaciołom prosząc, a żupy bocheńskie i wielickie w zastaw za podjęte na to wojsko spezy aż do skończenia wojny onerując. Aleć i to poselstwo siła czasu wzięło, bo prawie pod ten czas cesarz Ferdynand obumarł był. Musiano tedy czekać elekcji cesarskiej, która gdy na syna jego Leopolda padła, dopiero posłowie kondycjami pewnymi u nowego cesarza i u elektorów (oprócz jednego księcia brandenburskiego, który temu przeczył) wymogli
zatym kto tego był przyczyną tymczasem dysymulując, a inszego sposobu Rzeczypospolitej poratowania nie mając, Jędrzeja Trzebickiego, przedtym podkanclerza koronnego, teraz po Pietrze Gembickim, biskupa krakowskiego, z inszymi dwiema senatorami do cesarza Ferdynanda III wyprawuje, o posiłki przeciwko wspólnym nieprzyjaciołom prosząc, a żupy bocheńskie i wielickie w zastaw za podjęte na to wojsko spezy aż do skończenia wojny onerując. Aleć i to poselstwo siła czasu wzięło, bo prawie pod ten czas cesarz Ferdynand obumarł był. Musiano tedy czekać elekcyi cesarskiej, która gdy na syna jego Leopolda padła, dopiero posłowie kondycyjami pewnymi u nowego cesarza i u elektorów (oprócz jednego księcia brandeburskiego, który temu przeczył) wymogli
Skrót tekstu: JemPam
Strona: 237
Tytuł:
Pamiętnik dzieje Polski zawierający
Autor:
Mikołaj Jemiołowski
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Gatunek:
kroniki
Tematyka:
historia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
między 1683 a 1693
Data wydania (nie wcześniej niż):
1683
Data wydania (nie później niż):
1693
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Jan Dzięgielewski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
"DIG"
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
2000
bodaj przepadł! wołając; a Księża zawołali Amen. Nie długo potym Syciński, Ojca, Matkę i siostrę z Nieba piorunem zabitych stracił, i sam morsu conscientie zagrysł się. Miły Boże, szczęśliwe te czasy nasze pozbawiły nas tak wielkiego skrupułu, że dla naszych prywat, już nam się godzi rwać Sejmy, tak wielkie spezy, trudy, prace, zjeżdżania się z tak wielkim Kosztem wszystkich Stanów Rzeczypospolitej, dla swego prywatnego interesu w nie jedno obrócić, Ojczyznę w zamięszaniach bez rady zostawić, nie to u nas sumnienia nie razi, jak śliwkę połknął. Patrem suffocare idem est apud Stoicos, qvod gallum gallinaceum occidere; coś z Cycerona pamiętam
boday przepadł! wołaiąc; a Xięża zawołali Amen. Nie długo potym Syćiński, Oyca, Matkę y śiostrę z Nieba piorunem zabitych ztraćił, y sam morsu conscientie zagrysł śię. Miły Boże, szczęśliwe te czasy nasze pozbawiły nas tak wielkiego skrupułu, że dla naszych prywat, iuż nam śię godźi rwać Seymy, tak wielkie spezy, trudy, prace, zieżdzania śię z tak wielkim Kosztem wszystkich Stanow Rzeczypospolitey, dla swego prywatnego interessu w nie iedno obroćić, Oyczyznę w zamięszaniach bez rady zostawić, nie to u nas sumnienia nie raźi, iak śliwkę połknął. Patrem suffocare idem est apud Stoicos, qvod gallum gallinaceum occidere; coś z Cycerona pamiętam
Skrót tekstu: KonSRoz
Strona: 3
Tytuł:
Rozmowa pewnego ziemianina ze swoim sąsiadem
Autor:
Stanisław Konarski
Miejsce wydania:
Warszawa
Region:
Mazowsze
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty perswazyjne
Gatunek:
dialogi, pisma polityczne, społeczne
Tematyka:
polityka
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1733
Data wydania (nie wcześniej niż):
1733
Data wydania (nie później niż):
1733
póki Konkurenci miedzy sobą się nie pomiarkują, poty Sejmy bez Marszałków rozłazić się będą. His suppositis: Możesz być nieszczęśliwszy Status Rzptej, jako zostawać bez Sejmów? zjeżdżać się tak wiele razy z całej Polski i Litwy, trudzić Króla, Senat, Posłów, aby się z tak dalekich krajów zgromadzali na jedno magnum nihil. Spezy niezkończone z wielkim uszczerbkiem prywatnych fortun łożyć, bez najmniejszego in publicum pożytku. Czasu kilka niedziel na dysputach niepotrzebnych strawić, i tandem tak wielkie świata całego Polskiego motus, zawody, prace, mozoły, nadzieje tym jednym kończyć: parturiunt montes, nascetur ridiculus mus. Tak dalece, że cały Diariusz ten Sejmów naszych być może
poki Konkurenci miedzy sobą śię nie pomiarkuią, poty Seymy bez Marszałkow rozłaźić śię będą. His suppositis: Możesz bydź nieszczęśliwszy Status Rzptey, iako zostawać bez Seymow? zieżdzać śię tak wiele razy z całey Polski y Litwy, trudźić Krola, Senat, Posłow, aby śię z tak dalekich kraiow zgromadzali na iedno magnum nihil. Spezy niezkończone z wielkim uszczerbkiem prywatnych fortun łożyć, bez naymnieyszego in publicum pożytku. Czasu kilka niedźiel na dysputach niepotrzebnych ztrawić, y tandem tak wielkie świata całego Polskiego motus, zawody, prace, mozoły, nadźieie tym iednym kończyć: parturiunt montes, nascetur ridiculus mus. Tak dalece, że cały Dyaryusz ten Seymow naszych bydź może
Skrót tekstu: KonSRoz
Strona: 53
Tytuł:
Rozmowa pewnego ziemianina ze swoim sąsiadem
Autor:
Stanisław Konarski
Miejsce wydania:
Warszawa
Region:
Mazowsze
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty perswazyjne
Gatunek:
dialogi, pisma polityczne, społeczne
Tematyka:
polityka
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1733
Data wydania (nie wcześniej niż):
1733
Data wydania (nie później niż):
1733
z dużym Piragmotem Na przemiany, kowadła ciężkim tłuką młotem. Lecz jeszcze na posiłki wyciągamy oczy: Bo nam tej gry pomogą sąsiedzi ochoczy. Ociec święty obiecał, skoro cesarz skończy Wojnę z heretykami (cóż mi po opończy, Gdy już zmoknę do nici? ), bo na te imprezy Wszytkie zbiory i wszytkie swoje łoży spezy. Przydał: jako zbijecie Turczyna do szczętu, Dam w każdym roku miejsce na pamiątkę świętu. Toć z Rzymu otrzymali natenczas Polacy, To im przyniósł ich poseł Grochowski Achacy. Podziękowawszy za nie (i to nie poślednia Cnota), lepszej nowiny wyglądamy z Wiednia. Preparamenta na wojnę Papież WOJNA CHOCIMSKA
Naprzód, że
z dużym Piragmotem Na przemiany, kowadła ciężkim tłuką młotem. Lecz jeszcze na posiłki wyciągamy oczy: Bo nam tej gry pomogą sąsiedzi ochoczy. Ociec święty obiecał, skoro cesarz skończy Wojnę z heretykami (cóż mi po opończy, Gdy już zmoknę do nici? ), bo na te imprezy Wszytkie zbiory i wszytkie swoje łoży spezy. Przydał: jako zbijecie Turczyna do szczętu, Dam w każdym roku miejsce na pamiątkę świętu. Toć z Rzymu otrzymali natenczas Polacy, To im przyniósł ich poseł Grochowski Achacy. Podziękowawszy za nie (i to nie poślednia Cnota), lepszej nowiny wyglądamy z Wiednia. Preparamenta na wojnę Papież WOJNA CHOCIMSKA
Naprzód, że
Skrót tekstu: PotWoj1924
Strona: 55
Tytuł:
Transakcja Wojny Chocimskiej
Autor:
Wacław Potocki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
poematy epickie
Tematyka:
wojskowość
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1670
Data wydania (nie wcześniej niż):
1670
Data wydania (nie później niż):
1670
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Aleksander Brückner
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Kraków
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Zakład Narodowy im. Ossolińskich
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1924
. Dilawer, czyli z Czerkies, czyli rodem z Rusi, Owo się z chrześcijana w pogana przekrztusi, Przez kilkadziesiąt rządząc lat Mezopotamy, (Skąd nie tylko od skroni długie puścił szlamy, Ale sławny z rozumu, z szczęścia i z wymowy), Teraz pokój od ściany zawarszy Persowej, Pełen złota karawan na wojenne spezy Daruje Osmanowi, i tej mu imprezy, Gdzie zeszłe lata swoje chciałby podać światu, Pomoże, gotów służyć jego majestatu. Chciwy Osman, (jako gdy kogo dypsas uje, Im więcej pije, większe tym pragnienie czuje, W rzece stoi po garło, tak go on jad zwiera, Że pijąc, od pragnienia
. Dilawer, czyli z Czerkies, czyli rodem z Rusi, Owo się z chrześcijana w pogana przekrztusi, Przez kilkadziesiąt rządząc lat Mezopotamy, (Skąd nie tylko od skroni długie puścił szlamy, Ale sławny z rozumu, z szczęścia i z wymowy), Teraz pokój od ściany zawarszy Persowej, Pełen złota karawan na wojenne spezy Daruje Osmanowi, i tej mu imprezy, Gdzie zeszłe lata swoje chciałby podać światu, Pomoże, gotów służyć jego majestatu. Chciwy Osman, (jako gdy kogo dypsas uje, Im więcej pije, większe tym pragnienie czuje, W rzece stoi po garło, tak go on jad zwiera, Że pijąc, od pragnienia
Skrót tekstu: PotWoj1924
Strona: 243
Tytuł:
Transakcja Wojny Chocimskiej
Autor:
Wacław Potocki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
poematy epickie
Tematyka:
wojskowość
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1670
Data wydania (nie wcześniej niż):
1670
Data wydania (nie później niż):
1670
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Aleksander Brückner
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Kraków
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Zakład Narodowy im. Ossolińskich
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1924
sto lamp wisiało z blachy srebrolitej, Gdzie się wniść okrom cara żadną miarą żywą Nikomu nie godziło, pałało oliwą. Na stronie kortygarda; za nią niedaleki Arsenał; dalej stały kuchnie i apteki. Wszędy się jedwab świecił, wszędy szklniło złoto; Ani się Osmanowi dziwować, że o to Gniewał się niesłychanie, kiedy takie spezy Łożywszy, jako żaba z wiersze, spadł z imprezy. Przeszło tysiąc namiotów i szop na kształt dworów W onym stało ambicie, rozlicznych kolorów; Rzekłbyś, że Wenecja albo nowa Sparta. Brama jedna szeroka, w której zawsze warta Ognie kładzie, nakoło malowane płoty; Pod nimi gęsto wszytkie leżały piechoty; W
sto lamp wisiało z blachy srebrolitej, Gdzie się wniść okrom cara żadną miarą żywą Nikomu nie godziło, pałało oliwą. Na stronie kortygarda; za nią niedaleki Arsenał; dalej stały kuchnie i apteki. Wszędy się jedwab świecił, wszędy śklniło złoto; Ani się Osmanowi dziwować, że o to Gniewał się niesłychanie, kiedy takie spezy Łożywszy, jako żaba z wiersze, spadł z imprezy. Przeszło tysiąc namiotów i szop na kształt dworów W onym stało ambicie, rozlicznych kolorów; Rzekłbyś, że Wenecyja albo nowa Sparta. Brama jedna szeroka, w której zawsze warta Ognie kładzie, nakoło malowane płoty; Pod nimi gęsto wszytkie leżały piechoty; W
Skrót tekstu: PotWoj1924
Strona: 322
Tytuł:
Transakcja Wojny Chocimskiej
Autor:
Wacław Potocki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
poematy epickie
Tematyka:
wojskowość
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1670
Data wydania (nie wcześniej niż):
1670
Data wydania (nie później niż):
1670
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Aleksander Brückner
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Kraków
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Zakład Narodowy im. Ossolińskich
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1924