Mikołaj Zebrzydowski
: Apologia abo sprawota szlachcica polskiego. Bym nie był ten, którym jest w takowym prawie z łaski Bożej urodzony, że mi ma być wolno o prawa i wolności moje, o pakta i kondycje, którem z dzisiejszym panem moim uczynieł których mi cale dotrzymać na ś. ewangelią przysiągł, że (mówię) ma mi być wolno o
Mikołaj Zebrzydowski
: Apologia abo sprawota szlachcica polskiego. Bym nie był ten, którym jest w takowym prawie z łaski Bożej urodzony, że mi ma być wolno o prawa i wolności moje, o pakta i kondycye, którem z dzisiejszym panem moim uczynieł których mi cale dotrzymać na ś. ewangelią przysiągł, że (mówię) ma mi być wolno o
Skrót tekstu: ZebrzApolCz_III
Strona: 210
Tytuł:
Apologia abo sprawota szlachcica polskiego.
Autor:
Zebrzydowski Mikołaj
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty perswazyjne
Gatunek:
pisma polityczne, społeczne
Tematyka:
polityka
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1607
Data wydania (nie wcześniej niż):
1607
Data wydania (nie później niż):
1607
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Pisma polityczne z czasów rokoszu Zebrzydowskiego 1606-1608
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Jan Czubek
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Kraków
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Akademia Umiejętności
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1918
nim go ułożysz, pióra wprzód nie maczaj; Bo jeśli nieuważny, musi być jałowy: Łacniej w pióro inkaust niż koncept do głowy. 117. KTO SIĘ NIEPOTRZEBNIE WYMAWIA, OSKARŻA
Wprzód prawo, potem wina; toż sąd, kara za niem. Szkoda się przed chorobą moim leczyć zdaniem. Pierwsze miejsce ma skarga niż sprawota w czesie; Kto przed skargą sprawuje, sam na się bicz niesie. 118. JESZCZE SŁOŃCE CHODZI
Jeśli to kogo, czego spodziewał się, minie, Niech nie rzuca nadzieje: w jednej to godzinie Fortuna zrobi, co mu cały rok odwłacza; Jeszcze się słońce co noc w oceanie macza, Jeszcze nie dziś jego
nim go ułożysz, pióra wprzód nie maczaj; Bo jeśli nieuważny, musi być jałowy: Łacniej w pióro inkaust niż koncept do głowy. 117. KTO SIĘ NIEPOTRZEBNIE WYMAWIA, OSKARŻA
Wprzód prawo, potem wina; toż sąd, kara za niem. Szkoda się przed chorobą moim leczyć zdaniem. Pierwsze miejsce ma skarga niż sprawota w czesie; Kto przed skargą sprawuje, sam na się bicz niesie. 118. JESZCZE SŁOŃCE CHODZI
Jeśli to kogo, czego spodziewał się, minie, Niech nie rzuca nadzieje: w jednej to godzinie Fortuna zrobi, co mu cały rok odwłacza; Jeszcze się słońce co noc w oceanie macza, Jeszcze nie dziś jego
Skrót tekstu: PotMorKuk_III
Strona: 72
Tytuł:
Moralia
Autor:
Wacław Potocki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Gatunek:
fraszki i epigramaty, pieśni
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1688
Data wydania (nie wcześniej niż):
1688
Data wydania (nie później niż):
1688
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Dzieła
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Leszek Kukulski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1987
Kalecy na jednę zgodzili się radę/ Aby wsparli ratunkiem ciał swych spolnym wadę. Był ten ciemny i z chromym. Więc po tej uradzie Ciemnooki chromego/ na swe barki kladzie By mu drogę skazował/ jakoż na tym Styrze/ Okiem swoim Podsobka wszędy wodzi szczyrze. Niewola Cnot Mistrzyni/ i prac jest sprawota: Chromy chodzi/ nieuk mądr/ i widzi Ciemnota.
Na toż. ŚLepy nosi chromego/ chromy tor wskazuje/ I ciemnym gdzie ma chodzić/ tam i sam kieruje. Tak sobie są wygodni/ gdy ślepy chromemu Nóg pożycza/ a chromy oczu swych ślepemu. I biedzie chociaj dwie są/ przecię nic nieszkodzą
Kálecy ná iednę zgodźili się rádę/ Aby wspárli rátunkiem ćiał swych spolnym wádę. Był ten ćiemny y z chromym. Więc po tey vrádzie Ciemnooki chromego/ ná swe bárki kládźie By mu drogę skázował/ iákosz ná tym Styrze/ Okiem swoim Podsobká wszędy wodźi sczyrze. Niewola Cnot Mistrzyni/ y prac iest spráwotá: Chromy chodźi/ nievk mądr/ y widźi Ciemnotá.
Ná tosz. SLepy nośi chromego/ chromy tor wskázuie/ I ćiemnym gdźie ma chodźić/ tám y sám kieruie. Ták sobie są wygodni/ gdy ślepy chromemu Nog pożycza/ á chromy oczu swych ślepemu. I biedzie chociay dwie są/ przećię nic nieszkodzą
Skrót tekstu: GawDworz
Strona: 56
Tytuł:
Dworzanki albo epigramata polskie
Autor:
Jan Gawiński
Drukarnia:
Balcer Smieszkowicz
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Gatunek:
fraszki i epigramaty
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1664
Data wydania (nie wcześniej niż):
1664
Data wydania (nie później niż):
1664