pale Jak babą wbijać możesz, lub rozkołysanym Ściany rozwalać możesz jakoby taranem, Taki pałce podobien. Drugi zaś natura Wielce ubogaciła, że jak jaka gora Wzniosła się nad doliny, tak żeby od niego, Jak od bulwerku abo od wału jakiego Mógł się trop pieszych strzelać; gdyć jeszcze u chłopa Wielkiego ta nad gębą stodoła czy szopa,
Ale gdy chłopek mały a z okrutnym nosem, Właśnie jako podstawek pod wielkim kolosem. Bywa czasem i taki, który w swej urodzie Upośledzony, jako właśnie więc po wodzie Śliwka lub tarka pływa, nie znać go przy twarzy. Jest i taki, co choć się w odlewaniu zdarzy, Jednak nieborak od
pale Jak babą wbijać możesz, lub rozkołysanym Ściany rozwalać możesz jakoby taranem, Taki pałce podobien. Drugi zaś natura Wielce ubogaciła, że jak jaka gora Wzniosła się nad doliny, tak żeby od niego, Jak od bulwerku abo od wału jakiego Mogł się trop pieszych strzelać; gdyć jeszcze u chłopa Wielkiego ta nad gębą stodoła czy szopa,
Ale gdy chłopek mały a z okrutnym nosem, Właśnie jako podstawek pod wielkim kolosem. Bywa czasem i taki, ktory w swej urodzie Upośledzony, jako właśnie więc po wodzie Śliwka lub tarka pływa, nie znać go przy twarzy. Jest i taki, co choć się w odlewaniu zdarzy, Jednak nieboras od
Skrót tekstu: MorszZWierszeWir_I
Strona: 386
Tytuł:
Wiersze
Autor:
Zbigniew Morsztyn
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Gatunek:
pieśni
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1675
Data wydania (nie wcześniej niż):
1675
Data wydania (nie później niż):
1675
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Wirydarz poetycki
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Aleksander Brückner
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Lwów
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Towarzystwo dla Popierania Nauki Polskiej
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1910
ten godności. A kto żadnej nie wiadom, podobny dziecinie, Choć był w hiszpańskiej, włoskiej, francuskiej krainie. DZIWY ABO ABSURDA
Wróbl siedzi na kościele, napinając kusze, Stamtąd woła na wilka: „Umykaj swej dusze!” ITEM
Trzy przęślice jechały na słomianym wozie; Koza wilka prowadzi w rucianym powrozie. ITEM
Stodoła się rozigrała, sarnę ułowiła, Co stępa obaczywszy oknem wyskoczyła. ITEM
Siekiera się rozbujała, Wisłę przepłynęła, Kobiałka się przeciwiąc z pierzem utonęła. ITEM
Kożuch poszedł do łasa i ułowił śledzia, Pomiotło zaś pływając zabiło niedźwiedzia. NAGROBEK KOSTYRZE
Kostyra tu spoczywa, nago urodzony, Nago z karczmy przychadzał, nago pogrzebiony. Nago
ten godności. A kto żadnej nie wiadom, podobny dziecinie, Choć był w hiszpańskiej, włoskiej, francuskiej krainie. DZIWY ABO ABSURDA
Wróbl siedzi na kościele, napinając kusze, Stamtąd woła na wilka: „Umykaj swej dusze!” ITEM
Trzy przęślice jechały na słomianym wozie; Koza wilka prowadzi w rucianym powrozie. ITEM
Stodoła się rozigrała, sarnę ułowiła, Co stępa obaczywszy oknem wyskoczyła. ITEM
Siekiera się rozbujała, Wisłę przepłynęła, Kobiałka się przeciwiąc z pierzem utonęła. ITEM
Kożuch poszedł do łasa i ułowił śledzia, Pomiotło zaś pływając zabiło niedźwiedzia. NAGROBEK KOSTYRZE
Kostyra tu spoczywa, nago urodzony, Nago z karczmy przychadzał, nago pogrzebiony. Nago
Skrót tekstu: ZbierDrużBar_II
Strona: 596
Tytuł:
Wiersze zbieranej drużyny
Autor:
Anonim
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Gatunek:
fraszki i epigramaty
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1675
Data wydania (nie wcześniej niż):
1675
Data wydania (nie później niż):
1675
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Poeci polskiego baroku
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Jadwiga Sokołowska, Kazimiera Żukowska
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1965
wielkiej wody. Gdyż na swobodzie, myśl o przygodzie.
Krzywda od Dobrodzieja nie ma być ciężka.
Od języka barziej boli, niż od miecza.
Chłop na Klaczy jeździ, a Klacze szuka.
W długiej mowie, lada co się powie.
Łakomy wszytkim zły, sobie nagorszy.
Wielka Klatka, ptaków mało. Wielka stodoła, zboża pusto.
Ubogiemu wiela niedostawa, skąpemu wszystkiego.
Zbytna wolność w swawolą się obraca.
Kto lisa w worze kupuje, Psa abo kota najduje.
Złemu rzemieślnikowi Każde naczynie złe.
Wtakiej wodzie takowe ryby łowią.
Czasu wojny nie masz rządu.
Zdobrymi dobra sprawa.
Zartować ostroźnie potrzeba.
Nie Kładź palca
wielkiey wody. Gdyż na swobodzie, myśl o przygodzie.
Krzywda od Dobrodzieja nie ma być ćięzka.
Od języka barziey boli, niż od miecza.
Chłop na Klaczy jeździ, a Klacze szuka.
W długiey mowie, leda co śię powie.
Łakomy wszytkim zły, sobie nagorszy.
Wielka Klatka, ptakow mało. Wielka stodoła, zboża pusto.
Ubogiemu wiela niedostawa, skąpemu wszystkiego.
Zbytna wolność w swawolą śię obraca.
Kto lisa w worze kupuie, Psa abo kota nayduje.
Złemu rzemieślnikowi Każde naczynie złe.
Wtakiey wodzie takowe ryby łowią.
Czasu woyny nie masz rządu.
Zdobrymi dobra sprawa.
Zartować ostroźnie potrzeba.
Nie Kładź palca
Skrót tekstu: FlorTriling
Strona: 77
Tytuł:
Flores Trilingues
Autor:
Anonim
Drukarnia:
Johannes Zacharias Stollius
Miejsce wydania:
Gdańsk
Region:
Pomorze i Prusy
Typ tekstu:
mieszany
Rodzaj:
teksty perswazyjne
Gatunek:
przysłowia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1702
Data wydania (nie wcześniej niż):
1702
Data wydania (nie później niż):
1702
się nadstawiać, zdobić i proporcyjonować muszą dla sławy, powabności, adresu i pańskości swojej. Ale tobie odłogiem od wszytkiego będącej, co po tym zbytku, moja wojska upieką albo podczaszyna derbska, w liczbie honoru swojego jedenasta? Za co, pytam się, w gatunek jednej sukni i stroju ma wchodzić śpiżarnia, browar, stodoła, folwark, ba, i cała majętnostka albo tak wielu zgryźliwych jako molów kredytorów, męża podciwego turbacji, frasunków i zabiegów, dzieci i czeladki własnej niedostatki i krzywdy? Jeżeli dla szacunku znajomej godności i osoby, to zawód: Bo i dudek pstry bywa, a w ozdobę przecie I smak stołów nie wchodzi w bażanty
się nadstawiać, zdobić i proporcyjonować muszą dla sławy, powabności, adresu i pańskości swojej. Ale tobie odłogiem od wszytkiego będącej, co po tym zbytku, moja wojska upieką albo podczaszyna derbska, w liczbie honoru swojego jedenasta? Za co, pytam się, w gatunek jednej sukni i stroju ma wchodzić śpiżarnia, browar, stodoła, folwark, ba, i cała majętnostka albo tak wielu zgryźliwych jako molów kredytorów, męża podciwego turbacyi, frasunków i zabiegów, dzieci i czeladki własnej niedostatki i krzywdy? Jeżeli dla szacunku znajomej godności i osoby, to zawód: Bo i dudek pstry bywa, a w ozdobę przecie I smak stołów nie wchodzi w bażanty
Skrót tekstu: MałpaCzłow
Strona: 289
Tytuł:
Małpa Człowiek
Autor:
Anonim
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
utwory synkretyczne
Gatunek:
satyry, traktaty
Tematyka:
obyczajowość
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1715
Data wydania (nie wcześniej niż):
1715
Data wydania (nie później niż):
1715
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Archiwum Literackie
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Paulina Buchwaldówna
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Wroclaw
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Zakład Narodowy im. Ossolińskich
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1962
wentylacyj, osobliwie podczas młocenia, i wiania. Ma być dobrze poszyta, by tok albo bojowisko od deszczu nie rozkisło się, zboże nie wiane zostanie na noc w stodole, w którym, aby myszy rękate szkody nie uczyniły, poznacz na kupie, litery palcem w koło popisawszy, albo sznurkiem zmierzywszy, albo jeźli zamczysta stodoła zamknij, klucz weź do siebie. Choćbyś przemierzył, to pracy wiele, i gumienny plewy przysypie, a tyle ukradnie zboża. Najlepiejby w stodole mieć z tarcic komórkę, tam z sypować nie wiane zboża, dobrze zamykać, póki się nie doczekasz wiatru. Przy młoceniu i wianiu, noszeniu do szpichlerza, być potrzeba
wentylacyi, osobliwie podczas młocenia, y wiania. Ma być dobrze poszyta, by tok albo boiowisko od deszczu nie roskisło się, zboże nie wiane zostanie na noc w stodole, w ktorym, aby myszy rękate szkody nie uczyniły, poznacz na kupie, litery palcem w koło popisawszy, albo sznurkiem zmierzywszy, albo ieźli zamczysta stodoła zamkniy, klucz weź do siebie. Choćbyś przemierzył, to pracy wiele, y gumienny plewy przysypie, á tyle ukradnie zboża. Naylepieyby w stodole mieć z tarcic komorkę, tam z sypować nie wiane zboża, dobrze zamykać, poki się nie doczekasz wiatru. Przy młoceniu y wianiu, noszeniu do szpichlerza, bydz potrzeba
Skrót tekstu: ChmielAteny_III
Strona: 407.
Tytuł:
Nowe Ateny, t. 3
Autor:
Benedykt Chmielowski
Miejsce wydania:
Lwów
Region:
Ziemie Ruskie
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty naukowo-dydaktyczne lub informacyjno-poradnikowe
Gatunek:
encyklopedie, kompendia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1754
Data wydania (nie wcześniej niż):
1754
Data wydania (nie później niż):
1754
za czem ma precz ustąpić z tej roli; a Zieba Wojciech sam ma być gospodarzem.
3305. (635) Druga sprawa. — la brat Hylarius, faktor na ten czas Kasiny, napominając Sebastiana Ceklarza, żeby nie pustoszył chałupy, a onnie dbał na to nic ale pognoił w niwec, ze się obaliła stodoła, okoł i pół chałupy, którą on powinien poprawiać, według prawa i dekretu (I. 302)
Ojca Erasma, Przeora na ten czas Krakowskiego, odsądzyłem go od tej roli, a osadziłem Wojciecha Zedlika na tej ze roli Ceklarzowskiej, a jeśliby ją chciał potem komu przedać, tedy bliższy będzie który z tych
za częm ma precz ustąpic z tey roli; a Zieba Woyciech sąm ma byc gospodarzem.
3305. (635) Druga sprawa. — la brat Hylarius, factor na tęn czas Kasiny, napominaiąc Sobestyana Ceklarza, zeby nie pustoszył chałupy, a onnie dbał na to nic ale pognoił w niwec, ze sie obaliła stodoła, okoł y puł chałupy, ktorą on powinięn poprawiac, według prawa y decretu (I. 302)
Oyca Erasma, Przeora na tęn czas Krakowskiego, odsądzyłęm go od tey roli, a osadziłem Woyciecha Zedlika na tey ze roli Ceklarzowskieÿ, a iesliby ią chciał potem komu przedac, tedy bliszszy będzie ktory z tych
Skrót tekstu: KsKasUl_1
Strona: 348
Tytuł:
Księgi gromadzkie wsi Kasina Wielka, cz. 1
Autor:
Anonim
Miejsce wydania:
Kasina Wielka
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty urzędowo-kancelaryjne
Gatunek:
księgi sądowe
Tematyka:
sprawy sądowe
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
między 1601 a 1650
Data wydania (nie wcześniej niż):
1601
Data wydania (nie później niż):
1650
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Księgi sądowe wiejskie
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Bolesław Ulanowski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Kraków
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Akademia Umiejętności
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1921
ubóstwo sama otrzymała.
MAĆIEK.
Słysz Nanko i cóż pleciesz? gdieżbyś dzieci podział? Kiedybyś Macierzy wszystko samej oddał.
PRZYTULA.
O Synku/ z drugiemi musisz się dorabiać Nie wszystko na ręce nasze się oglądać. Ja gdym się ożeniał niemiałem nic zgoła/ Teraz bydła mnóstwo/ nie czcza i stodoła. Gdyż i sama Netka nie popróżnowała/ Chcąc aby jak ludzie na świecie się miała.
MAĆIEK.
Bo nie tak na on czas bywały złe lata/ Gdyż teraz czym poczniesz na wszystkim utrata/
PRZYTULA.
PRawda/ zły robotnik nie ujdzie utraty: Za pracąć dostatek bywa/ nie za laty. Wiele ich w naszej
vbostwo sámá otrzymáłá.
MAĆIEK.
Słysz Nánko y coż plećiesz? gdieżbyś dzieći podźiał? Kiedybyś Máćierzy wszystko sámey oddał.
PRZYTVLA.
O Synku/ z drugiemi muśisz sie dorábiać Nie wszystko ná ręce násze sie oglądáć. Ia gdym się ożeniał niemiałem nic zgołá/ Teraz bydłá mnostwo/ nie czcza i stodołá. Gdyż y sámá Netká nie poproznowáłá/ Chcąc áby iák ludzie ná świećie sie miáłá.
MAĆIEK.
Bo nie ták ná on czás bywáły złe látá/ Gdyż teraz czym poczniesz ná wszystkim vtrátá/
PRZYTVLA.
PRawdá/ zły robotnik nie vydźie vtráty: Zá pracąć dostátek bywa/ nie zá láty. Wiele ich w nászey
Skrót tekstu: PaxUlis
Strona: F4
Tytuł:
Tragedia o Ulissesie
Autor:
Adam Paxillus
Drukarnia:
Wojciech Kobyliński
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
dramat
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1603
Data wydania (nie wcześniej niż):
1603
Data wydania (nie później niż):
1603
syn mój godzi. Więc i na kozacką mogliby go obrać/ Bowiem też na szkapie potrafi harcować. Nie czekając siodła oklepci on wsiądzie/ Chociaż na bystrzejszy koń go nie pozbędzie. Nie wczasy jakby mu borowa jagoda/ Wycierpi głód/ zimno/ za nic niepogoda/ Ktemu na wydzirstwo ma ohcote wielką/ Bo moja stodoła ma z nim biedę wszelką. Zaledwie komora przed nim wolna bywa/ Takci Maciek często rządnie dokazywa. Szkoda go przy sobie już mam dalej bawić/ Muszę na hajducklą z tobą go wyprawić.
CHUDYFERENS.
Lecz o Pana idże by się nie frasował/ Ześ bez jego wolej syna wyprawował.
PRZYTULA.
A
syn moy godźi. Więc y ná kozácką mogliby go obráć/ Bowiem też ná szkápie potráfi hárcowáć. Nie czekáiąc śiodłá oklepći on wśiędźie/ Choćiász ná bystrzeyszy koń go nie pozbędźie. Nie wczásy iákby mu borowa iágoda/ Wyćierpi głod/ źimno/ zá nic niepogoda/ Ktemu na wydźirstwo ma ohcote wielką/ Bo moia stodołá ma z nim biedę wszelką. Záledwie komorá przed nim wolna bywa/ Tákći Máćiek często rządnie dokazywa. Szkoda go przy sobie iuż mam daley bawić/ Muszę ná háyducklą z tobą go wypráwić.
CHVDYFERENS.
Lecz o Páná idźe by sie nie frásował/ Ześ bez iego woley syná wypráwował.
PRZYTVLA.
A
Skrót tekstu: PaxUlis
Strona: G2v
Tytuł:
Tragedia o Ulissesie
Autor:
Adam Paxillus
Drukarnia:
Wojciech Kobyliński
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
dramat
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1603
Data wydania (nie wcześniej niż):
1603
Data wydania (nie później niż):
1603
Dobroskiego rozgromiono w przeszłym tygodniu, propter transfugas i do kilkudziesiąt ludzi szkodą w naszych exterretur. Taka to Wołochów poczciwość. Pali przysłał tu Kozaków żebrząc clementiam j.k.m., pasierbów w zastawę dając, na co jeszcze nie odebrał rezolucyjej.
W nocy, circa horam 12, za Winnikami tu chłopu chałupa i stodoła zgorzała, wielkiego nas strachu nabawiła. W tej godzinie imp. konte mło-
dy skakając koło fontanny w ogrodzie tak dobrze się w niej unorzał, że peruka po wierzchu pływała. Król im. już natenczas spał; królowa im. wieczerzą jadła, od której był śmiech i łajanie. Die 18 ejusdem
Król im. cały
Dobroskiego rozgromiono w przeszłym tygodniu, propter transfugas i do kilkudziesiąt ludzi szkodą w naszych exterretur. Taka to Wołochów poczciwość. Pali przysłał tu Kozaków żebrząc clementiam j.k.m., pasierbów w zastawę dając, na co jeszcze nie odebrał rezolucyjej.
W nocy, circa horam 12, za Winnikami tu chłopu chałupa i stodoła zgorzała, wielkiego nas strachu nabawiła. W tej godzinie jmp. conte mło-
dy skakając koło fontanny w ogrodzie tak dobrze się w niej unorzał, że peruka po wierzchu pływała. Król jm. już natenczas spał; królowa jm. wieczerzą jadła, od której był śmiech i łajanie. Die 18 eiusdem
Król jm. cały
Skrót tekstu: SarPam
Strona: 127
Tytuł:
Pamiętnik z czasów Jana Sobieskiego
Autor:
Kazimierz Sarnecki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Gatunek:
pamiętniki
Tematyka:
historia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
między 1690 a 1696
Data wydania (nie wcześniej niż):
1690
Data wydania (nie później niż):
1696
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Janusz Woliński
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Wrocław
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Zakład Narodowy im. Ossolińskich
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1958
Miasto nic tylko znowu psi się podraznili, co już byli trochę umilkli do Domów szukać Ludzi i Człowieka nie masz co żywo w Lassach. Wyjechalismy znowu z Miasta stanęlismy między Folwarkami cicho już tez oswitło. Az Chłop wyirzał stodoły przez poszycie snopka podniósłszy do stodoły owej wołać go szukać żadnym sposobem znaleźć go nie mogli bo pełna stodoła Zboża az dopiro pocznę wołać chłopię atóz ty swojej zguby pragniesz i co się kryjesz przed Tatarami od Chrześcijanów zginiesz bo mnie tu nic więcej nietrzeba tylko wypytac się co się dzieje bom ja od króla, a tu nie mogę w Całym Miasteczku znaleźć Człowieka i ty się nie pokazesz chodzies my cię już widzieli a toż
Miasto nic tylko znowu psi się podraznili, co iuż byli trochę umilkli do Domow szukać Ludzi y Człowieka nie masz co zywo w Lassach. Wyiechalismy znowu z Miasta stanęlismy między Folwarkami cicho iuz tez oswitło. Az Chłop wyirzał ztodoły przez poszycie snopka podnioszszy do stodoły owey wołac go szukac zadnym sposobęm znaleść go nie mogli bo pełna stodoła Zboza az dopiro pocznę wołać chłopię atoz ty swoiey zguby pragniesz y co się kryiesz przed Tatarami od Chrzescijanow zginiesz bo mnie tu nic więcey nietrzeba tylko wypytac się co się dzieie bom ia od krola, a tu nie mogę w Całym Miasteczku znaleść Człowieka y ty się nie pokazesz chodzies my cię iuz widzieli a toz
Skrót tekstu: PasPam
Strona: 237
Tytuł:
Pamiętniki
Autor:
Jan Chryzostom Pasek
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Gatunek:
pamiętniki
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
między 1656 a 1688
Data wydania (nie wcześniej niż):
1656
Data wydania (nie później niż):
1688