zadam. Przeżegnawszy, do tamtej — rzecze — cię odkładam.” 26. DO DZIADA BEZŻENNEGO
Starzałeś się jako grzyb, masz w pas siwą brodę, Młodzieńcemeś, a dzieci po wsi pasą trzodę. Bojąc się złej, nie chciałeś żony pojąć żadnej. Rozumiesz, żeś przepłynął; ach, nieboże stradny, Pobieraj się do ślubu, bowiem ci śmierć za tę Swąwolę w wieczny związek prowadzi Hekatę. Stara to kurwa z piekła, francowata i zła, Tać będzie łeb zębami, nie językiem gryzła. Lepiej było z najgorszą trwać na świecie żoną Niż się męczyć po śmierci z babą tak mierzioną. Co włos, to żądlisty
zadam. Przeżegnawszy, do tamtej — rzecze — cię odkładam.” 26. DO DZIADA BEZŻENNEGO
Starzałeś się jako grzyb, masz w pas siwą brodę, Młodzieńcemeś, a dzieci po wsi pasą trzodę. Bojąc się złej, nie chciałeś żony pojąć żadnej. Rozumiesz, żeś przepłynął; ach, nieboże stradny, Pobieraj się do ślubu, bowiem ci śmierć za tę Swąwolę w wieczny związek prowadzi Hekatę. Stara to kurwa z piekła, francowata i zła, Tać będzie łeb zębami, nie językiem gryzła. Lepiej było z najgorszą trwać na świecie żoną Niż się męczyć po śmierci z babą tak mierzioną. Co włos, to żądlisty
Skrót tekstu: PotFrasz3Kuk_II
Strona: 535
Tytuł:
Ogrodu nie wyplewionego część trzecia
Autor:
Wacław Potocki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Gatunek:
fraszki i epigramaty
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1677
Data wydania (nie wcześniej niż):
1677
Data wydania (nie później niż):
1677
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Dzieła
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Leszek Kukulski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1987
, wnet tych obodami, Drugich do jezior błotnych włóczą osękami. A jeśli też którego na wierzchu odbiegli, Abo go krucy sklwali, abo go psi zjedli. Mizerna postać rzeczy — syn ojca z daleka Omija, matka córkę. O, nigdy od wieka Nie opłakana pomsto! Tu syn ojca grzebie, A jutro, stradny synu, kto pochowa ciebie? One tak pyszne miasta chlewami się zstały, Przedtem ludzie, dziś bydło, stanowiska miały. Stoją pustkami dwory z wyniosłymi dachy, Wzdychają po mieszkańcach zmarłych złote gmachy. Biednego ptastwa, w lochach co przedtem mieszkało, Dziś nie widać, do łasa wszytko poleciało. A nocna sowa, tłumacz
, wnet tych obodami, Drugich do jezior błotnych włóczą osękami. A jeśli też którego na wierzchu odbiegli, Abo go krucy zklwali, abo go psi zjedli. Mizerna postać rzeczy — syn ojca z daleka Omija, matka córkę. O, nigdy od wieka Nie opłakana pomsto! Tu syn ojca grzebie, A jutro, stradny synu, kto pochowa ciebie? One tak pyszne miasta chlewami się zstały, Przedtem ludzie, dziś bydło, stanowiska miały. Stoją pustkami dwory z wyniosłymi dachy, Wzdychają po mieszkańcach zmarłych złote gmachy. Biednego ptastwa, w lochach co przedtem mieszkało, Dziś nie widać, do łasa wszytko poleciało. A nocna sowa, tłumacz
Skrót tekstu: TwarKBiczBar_I
Strona: 425
Tytuł:
Bicz boży abo krwawe łzy utrapionej matki ...
Autor:
Kasper Twardowski
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Gatunek:
pieśni
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1625
Data wydania (nie wcześniej niż):
1625
Data wydania (nie później niż):
1625
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Poeci polskiego baroku
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Jadwiga Sokołowska, Kazimiera Żukowska
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1965
dojachali. Niechcę za to ręczyć. Jużci z miasta wyzwaniają/ pojeżdżaj/ żeby przed nami nie zawarto. A cóż ci wrękę/ że ją na ręczniku nosisz? Pożal * Użałuj się mojej szkody/ niewiesz co mię potkało. Cóż wżdy takowego? Złamałem (złamałam) ją sobie. Nieboraku stradny (niebogo stradna) jakożeś do tego przyszedł? Powiemci jako to było. Jachalem był (jachałam była) z Panem Ojcem na przejazdkę/ tam przyszło z góry jachać. A konie poczęły wierzgać i skakać/ że ich woźnica zatrzymać nie mógł. Tam przewrócił się wóz/ że się młyńcem toczył. A jam
dojácháli. Niechcę zá to ręcżyć. Iużći z miástá wyzwaniáją/ pojeżdżay/ żeby przed námi nie záwárto. A coż ći wrękę/ że ją ná ręcżniku nośisz? Pożal * Vżáłuy śię mojey szkody/ niewiesz co mię potkáło. Coż wżdy tákowego? Złamałem (złamáłám) ją sobie. Nieboraku stradny (niebogo stradna) jákożeś do tego przyszedł? Powiemći jáko to było. Iáchalem był (jácháłám byłá) z Pánem Oycem ná przejazdkę/ tám przyszło z gory jácháć. A konie pocżęły wierzgáć y skakáć/ że ich woźnicá zátrzymáć nie mogł. Tám przewroćił śię woz/ że śię młyńcem tocżył. A jam
Skrót tekstu: VolcDial
Strona: 136
Tytuł:
Viertzig dialogi
Autor:
Nicolaus Volckmar
Miejsce wydania:
Toruń
Region:
Pomorze i Prusy
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty naukowo-dydaktyczne lub informacyjno-poradnikowe
Gatunek:
rozmówki do nauki języka
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1612
Data wydania (nie wcześniej niż):
1612
Data wydania (nie później niż):
1612