ciałem zmyślenie zachorzał; Skoro swego dokazał i miłość ostydnie, Nie może patrzyć na nią, tak mu barzo zbrzydnie. Tak prędko wielki płomień w swoim ciele gasi, Wypchnąwszy siostrę, której dopiero się łasi, Nie dbając na rzewne łzy królewny niebogi, Którą nie tak gwałt boli, jako że za progi Bezbożny brat z szkaradą hańbą ją wypycha. Czyż i ten nie boleje, czyż i ten nie wzdycha Na swój grzech, który, jako ktoś mądry powieda, Póki nie wykonany, widzieć się nam nie da. Dopiero popełniwszy, człowiek go postrzeże, Skoro, co dotąd głaskał, strasznie w serce rzeże; Nie rzeże, ale rąbie w
ciałem zmyślenie zachorzał; Skoro swego dokazał i miłość ostydnie, Nie może patrzyć na nię, tak mu barzo zbrzydnie. Tak prędko wielki płomień w swoim ciele gasi, Wypchnąwszy siostrę, której dopiero się łasi, Nie dbając na rzewne łzy królewny niebogi, Którą nie tak gwałt boli, jako że za progi Bezbożny brat z szkaradą hańbą ją wypycha. Czyż i ten nie boleje, czyż i ten nie wzdycha Na swój grzech, który, jako ktoś mądry powieda, Póki nie wykonany, widzieć się nam nie da. Dopiero popełniwszy, człowiek go postrzeże, Skoro, co dotąd głaskał, strasznie w serce rzeże; Nie rzeże, ale rąbie w
Skrót tekstu: PotFrasz1Kuk_II
Strona: 110
Tytuł:
Ogród nie plewiony
Autor:
Wacław Potocki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Gatunek:
fraszki i epigramaty
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1677
Data wydania (nie wcześniej niż):
1677
Data wydania (nie później niż):
1677
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Dzieła
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Leszek Kukulski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1987
Rzadka na białejgłowie z pochwałą korona. Kładź i Semiramidę z Pazyfaą społu: Tamta konia nieludzko, ta kochała wołu. KALIOPE
W koniech piękne dziewoje, nie ma to być wadą, W koniech wielkie królowe uciechy swe kładą. Na koniu polska Wanda wprzód bitwę pomyślną Odniosła, potem wodą ogarniona wiślną; Koniem ubiegła wróżkę ojcowską szkaradą Piękna Hippodamija Mirtylową zdradą; Helle z złotorunego spadła w morze skopa; Jedna morze na krowie pławi Europa. Bogdaj jeździć na koniu jako ludzie, a nie Na krowie, chociaż pannie, albo na baranie, Jako druga Klelia okazy ją zwady, Gładkości i wrodzonych cnót pławiąc zakłady. APOLLO
I ja się znowu do swej
Rzadka na białejgłowie z pochwałą korona. Kładź i Semiramidę z Pazyfaą społu: Tamta konia nieludzko, ta kochała wołu. KALIOPE
W koniech piękne dziewoje, nie ma to być wadą, W koniech wielkie królowe uciechy swe kładą. Na koniu polska Wanda wprzód bitwę pomyślną Odniosła, potem wodą ogarniona wiślną; Koniem ubiegła wróżkę ojcowską szkaradą Piękna Hippodamija Mirtylową zdradą; Helle z złotorunego spadła w morze skopa; Jedna morze na krowie pławi Europa. Bogdaj jeździć na koniu jako ludzie, a nie Na krowie, chociaż pannie, albo na baranie, Jako druga Klelija okazy ją zwady, Gładkości i wrodzonych cnót pławiąc zakłady. APOLLO
I ja się znowu do swej
Skrót tekstu: PotLibKuk_I
Strona: 92
Tytuł:
Libusza
Autor:
Wacław Potocki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
utwory synkretyczne
Gatunek:
sielanki
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1675
Data wydania (nie wcześniej niż):
1675
Data wydania (nie później niż):
1675
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Dzieła
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Leszek Kukulski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1987
. Twierdził to i Chodkiewicz, że jak począł z młodu Wojnę służyć, takiego huku, dymu, smrodu Nie uznał, jakim nas dziś głuszy, ślepi, dusi, Kiedy się żwawy Osman o Kozaków kusi. Tylko też było szkody z onej srogiej burze; Bowiem ci w swoich szańcach siedząc jako w murze, Tak szkaradą kul gęstwą, która się tam zwali, Jednego tylko z swoich junaków stradali. A skoro kilka godzin bez wszelkiego skutku Grzmi Osman, każe się swym zmykać pomalutku; Jeśli się tam jeszcze kto morduje z tym światem, Dorznąć go, a te działa wszytkie z aparatem Wprowadzić do taboru, wygnać niedobitki, A tak podciąć
. Twierdził to i Chodkiewicz, że jak począł z młodu Wojnę służyć, takiego huku, dymu, smrodu Nie uznał, jakim nas dziś głuszy, ślepi, dusi, Kiedy się żwawy Osman o Kozaków kusi. Tylko też było szkody z onej srogiej burze; Bowiem ci w swoich szańcach siedząc jako w murze, Tak szkaradą kul gęstwą, która się tam zwali, Jednego tylko z swoich junaków stradali. A skoro kilka godzin bez wszelkiego skutku Grzmi Osman, każe się swym zmykać pomalutku; Jeśli się tam jeszcze kto morduje z tym światem, Dorznąć go, a te działa wszytkie z aparatem Wprowadzić do taboru, wygnać niedobitki, A tak podciąć
Skrót tekstu: PotWoj1924
Strona: 169
Tytuł:
Transakcja Wojny Chocimskiej
Autor:
Wacław Potocki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
poematy epickie
Tematyka:
wojskowość
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1670
Data wydania (nie wcześniej niż):
1670
Data wydania (nie później niż):
1670
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Aleksander Brückner
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Kraków
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Zakład Narodowy im. Ossolińskich
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1924
/ i niesłychane okrucieństwo swoje/ na obywatele wszytkie wylał/ nikomu zgoła/ ani białymgłowom ani starcom/ ani dziateczkom w pieluchach nie folgując. Przez trzy tylko dni/ ośmdziesiąt tysięcy pogłowia poległo/ czterdzieści tysięcy w niewolą żywcem wzięto: takie drugie zaprzedano. kościół Jerozolimski splugawiono/ i złupiono: a sam potym Antychus dziwną i szkaradą śmiercią skończył. Podobne znaki przed zburzeniem od Rzymian miasta Jerozolimskiego na powietrzu były widziane. Bo jako pisze Józef historyk Żydowski: Pierwszego dnia Maja przed zachodem słońca pokazały się zewsząd po powietrzu wozy, i roty zbrojne przez obłoki przecho- dzące, miasto wszystko w około otaczając. I drudzy Historykowie takie znaki i widoki na niebie przed
/ y niesłycháne okrućieństwo swoie/ ná obywátele wszytkie wylał/ nikomu zgołá/ áni białymgłowom áni stárcom/ áni dźiateczkom w pieluchách nie folguiąc. Przez trzy tylko dni/ ośmdźieśiąt tyśięcy pogłowia poległo/ czterdźieśći tyśięcy w niewolą żywcem wźięto: tákie drugie záprzedano. kośćioł Ierozolimski splugáwiono/ y złupiono: á sam potym Antychus dźiwną y szkárádą śmierćią skończył. Podobne znáki przed zburzeniem od Rzymian miástá Ierozolimskiego ná powietrzu były widźiáne. Bo iáko pisze Iozeph historyk Zydowski: Pierwszego dniá Máiá przed zachodem słońcá pokazáły się zewsząd po powietrzu wozy, y roty zbroyne przez obłoki przecho- dzące, miásto wszystko w około otaczáiąc. Y drudzy Historykowie tákie znáki y widoki ná niebie przed
Skrót tekstu: BemKom
Strona: 8.
Tytuł:
Kometa to jest pogróżka z nieba na postrach, przestrogę i upomnienie ludzkie
Autor:
Mateusz Bembus
Drukarnia:
Andrzej Piotrkowczyk
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty perswazyjne
Gatunek:
pisma religijne
Tematyka:
religia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1619
Data wydania (nie wcześniej niż):
1619
Data wydania (nie później niż):
1619