mu nad szyją. Aż co nam w-tym pokoju dobre dni rodziło, I wczasy i rozkoszy, toż nam zawadziło. Owo wszytko, (kiedy się porachujem z-sobą) Dobro nasze w-ieden grób poszło razem z-Tobą, Na to miejsce, lichoty, trwogi, różno blade Biedy, nedzy, choroby, zaboje szkarade, Uciekania, włóczegi, głody do umoru, Jako z płaczorodego wysuły się woru. Bodaj był nie umierał! a jeżliżeś kiedy Ponać miał Libityne, przynajmniej nie tedy Rozkosze jego panowania Część PIERWSZA
Bo gdy się Nieprzyjaciel, (który długo temu Rumorowi nie wierzył, a szcześciu się swemu Do tąd jeszcze dziwował,)
mu nad szyią. Aż co nam w-tym pokoiu dobre dni rodźiło, I wczásy y roskoszy, toż nam zawádźiło. Owo wszytko, (kiedy sie porachuiem z-sobą) Dobro nasze w-ieden grob poszło razem z-Tobą, Na to mieysce, lichoty, trwogi, rożno blade Biedy, nedzy, choroby, zaboie szkárade, Ućiekania, włoczegi, głody do umoru, Iako z płaczorodego wysuły sie woru. Boday był nie umierał! á ieżliżeś kiedy Ponać miał Libityne, przynaymniey nie tedy Rozkosze jego panowania CZESC PIERWSZA
Bo gdy sie Nieprzyiaćiel, (ktory długo temu Rumorowi nie wierzył, á szcześćiu sie swemu Do tąd ieszcze dźiwował,)
Skrót tekstu: TwarSWoj
Strona: 12
Tytuł:
Wojna domowa z Kozaki i z Tatary
Autor:
Samuel Twardowski
Drukarnia:
Collegium Calissiensis Societatis Iesu
Miejsce wydania:
Kalisz
Region:
Wielkopolska
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
poematy epickie
Tematyka:
historia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1681
Data wydania (nie wcześniej niż):
1681
Data wydania (nie później niż):
1681
ona (jako ją sam X. Skarga zowie) złota Tertullianowa/ imieniem wszystkich Chrześcijan/ na zadane im w niewinności potwarzy/ obrona albo iustificatio, Świadkiem i on wielce przykładny żywot potężnego prawdziwej wiary Defensora i wielkiego Cerkiewnego Filara Afhanasiusza ś. którego ani scriptami/ ani dysputaciami niezbożni Ariuszowi sektarze przewyciężyć nie mogąc/ różne a szkarade/ ku ohydzie i obelżeniu jego/ potwarzy zmyślali/ miedzy któremi były i te/ jakoby niewiaste jedną/ będąc u niej gościem/ kmyśli swej plugawej zniewolić. I jakoby swemu Klerykowi Arseniusowi rękę/ na czynienie Czarnoksięstwa/ uciąć miał/ a na podparcie tego swego udania ręki gdzieś ludzkiej dostawszy/ ukazowali ją tym którzy
oná (iáko ią sam X. Skárgá zowie) złota Tertulliánowa/ imieniem wszystkich Chrześćian/ ná zádane im w niewinnośći potwarzy/ obroná álbo iustificatio, Swiádkiem y on wielce przykłádny żywot potężnego prawdźiwey wiáry Defensorá y wielkiego Cerkiewnego Filará Afhánásiuszá ś. ktorego áni scriptámi/ áni disputáciámi niezbożni Ariuszowi sektarze przewyćiężyć nie mogąc/ rozne á szkáráde/ ku ohydźie y obelżeniu ie^o^/ potwarzy zmyśláli/ miedzy ktoremi były y te/ iákoby niewiáste iedną/ będąc v niey gośćiem/ kmyśli swey plugáwey zniewolić. Y iákoby swemu Clerikowi Arseniusowi rękę/ ná cżynienie Cżárnokśięstwá/ vćiąć miał/ á ná podpárćie tego swego vdánia ręki gdźieś ludzkiey dostawszy/ vkázowáli ią tym ktorzy
Skrót tekstu: SmotLam
Strona: 26
Tytuł:
Threnos, to iest lament [...] wschodniej Cerkwi
Autor:
Melecjusz Smotrycki
Miejsce wydania:
Wilno
Region:
ziemie Wielkiego Księstwa Litewskiego
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty perswazyjne
Gatunek:
pisma religijne
Tematyka:
religia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1610
Data wydania (nie wcześniej niż):
1610
Data wydania (nie później niż):
1610
dawali/ a inszą chorym/ i ową onym/ a oną owym nie pożyteczną być powiadali. Tej tym podobne calumnie/ te wszeteczne bajki/ te Bogu mierzjone bluźnierstwa na mię zmyśliwszy światu wszystkiemu publikować/ i za pewną niewiadomym powieść udawać Adwersarze moi nie wstydzili się. Przydając do tych i świeże co czas potrwarzy/ i szkarade złorzeczeństwa/ nie tylko słowy ale i scriptami rozmaitymi/ których tejże faryny ludzie czasów niedawno przeszłych/ ku oświadczeniu śmiertelnego jadu napełnionej przeciwko wiernym Bożym/ złości i nieprzyjaźni/ a nie mniej głupstwa i szaleństwa swego z Druku wydać nie wzdrygali się/ zmyślając niewstydliwie na niewinne i niwczym niepodoyźrzane Syny moje/ rzeczy nie
dawáli/ á inszą chorym/ y ową onym/ á oną owym nie pożytecżną być powiádáli. Tey tym podobne calumnie/ te wszeteczne bayki/ te Bogu mierźione bluźnierstwá ná mię zmyśliwszy świátu wszystkiemu publikowáć/ y zá pewną niewiádomym powieść vdawáć Adwersarze moi nie wstydźili się. Przydáiąc do tych y świeże co cżás potrwarzy/ y szkáráde złorzecżeństwá/ nie tylko słowy ále y scriptámi rozmáitymi/ ktorych teyże fariny ludźie cżásow niedawno przeszłych/ ku oświádcżeniu śmiertelnego iádu nápełnioney przećiwko wiernym Bożym/ złośći y nieprzyiáźni/ á nie mniey głupstwá y szaleństwá swego z Druku wydáć nie wzdrygáli się/ zmyśláiąc niewstydliwie ná niewinne y niwcżym niepodoyźrzáne Syny moie/ rzecży nie
Skrót tekstu: SmotLam
Strona: 27v
Tytuł:
Threnos, to iest lament [...] wschodniej Cerkwi
Autor:
Melecjusz Smotrycki
Miejsce wydania:
Wilno
Region:
ziemie Wielkiego Księstwa Litewskiego
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty perswazyjne
Gatunek:
pisma religijne
Tematyka:
religia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1610
Data wydania (nie wcześniej niż):
1610
Data wydania (nie później niż):
1610
co jej lubo/ to mówić i czynić przymusza. Co widząc święta wschodnia Cerkiew/ iż próżno w napomnieniu i sztrofowaniu onej pracowała/ oświadczywszy się Bogiem i ludźmi/ od siebie ją/ jako nieposłuszną i krnąbrną/ odrzu- ciła. Izali mogła/ pytam cię/ święta Chrystusowa Oblubienica chwały Pańskiej ujmę cierpieć? Mogłali tak szkarade Chrystusowych mandatów zgwałcenie dalej znosić? Przystało li jej Pana i Zbawiciela swego/ który ją przenadroższa krwią swoją z wiecznego potępienia wybawił opuścić? A nędznemu człowiekowi/ który władze jego sobie hardzie przypisuje pod regiment podlec/ żadnym sposobem wiernej onej Bożej służebnice/ ani ogień/ ani miecz/ ani śmierć/ ani żywot ani wysokości/
co iey lubo/ to mowić y cżynić przymusza. Co widząc święta wschodnia Cerkiew/ iż prożno w nápomnieniu y sztrofowániu oney prácowáłá/ oświádcżywszy się Bogiem y ludźmi/ od śiebie ią/ iáko nieposłuszną y krnąbrną/ odrzu- ćiłá. Izali mogłá/ pytam ćię/ święta Chrystusowá Oblubienicá chwały Páńskiey vymę ćierpieć? Mogłáli ták szkáráde Chrystusowych mándatow zgwałcenie dáley znośić? Przystało li iey Páná y Zbáwićielá swego/ ktory ią przenadroższa krwią swoią z wiecżne^o^ potępienia wybáwił opuśćić? A nędznemu cżłowiekowi/ ktory władze ie^o^ sobie hárdźie przypisuie pod regiment podlec/ żadnym sposobem wierney oney Bożey służebnice/ áni ogień/ áni miecż/ ani śmierć/ áni zywot áni wysokośći/
Skrót tekstu: SmotLam
Strona: 87v
Tytuł:
Threnos, to iest lament [...] wschodniej Cerkwi
Autor:
Melecjusz Smotrycki
Miejsce wydania:
Wilno
Region:
ziemie Wielkiego Księstwa Litewskiego
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty perswazyjne
Gatunek:
pisma religijne
Tematyka:
religia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1610
Data wydania (nie wcześniej niż):
1610
Data wydania (nie później niż):
1610
nich ponoszę/ gdy nazwisko moje Swej wolej przypisują lżąc świetne pokoje Szkaradnemi postępki. Złości na mię kładą Udając to jakbym w nich im miała być radą. I tak roście mniemanie u świata wszytkiego/ Ze ja Wolność otwieram drzwi do grzechu złego. Wczym też krzywdę odnoszę w sławie mię szarpają/. Zbrodnie swoje szkarade na mój kark wkładają. Przeto abym uść mogła takiej hańby srogiej/ Bym znieść mogła mnienanie/ zostać w sławie drogiej. Pokażę/ że cnoty me w tym się obierają/ Co Bogom także ludziom potrzebnego znają. Szkaradość grzechu tępią strzegą pobożności/ W której mnie pilno wprawiał Ociec od młodości. Którego tu spomionę
nich ponoszę/ gdy názwisko moie Swey woley przypisuią lżąc świetne pokoie Szkárádnemi postępki. Zlośći ná mię kłádą Vdáiąc to iákbym w nich im miáłá być rádą. Y ták roście mniemánie v świátá wszytkiego/ Ze ia WOLNOSC otwieram drzwi do grzechu złego. Wczym też krzywdę odnoszę w sławie mię szárpáią/. Zbrodnie swoie szkáráde ná moy kárk wkłádáią. Przeto ábym vść mogłá tákiey hánby srogiey/ Bym znieść mogłá mnienánie/ zostáć w sławie drogiey. Pokażę/ że cnoty me w tym sie obieráią/ Co Bogom tákże ludźiom potrzebnego znáią. Szkárádość grzechu tępią strzegą pobożnosći/ W ktorey mnie pilno wpráwiał Oćiec od młodośći. Ktorego tu spomionę
Skrót tekstu: WitkWol
Strona: B3
Tytuł:
Złota wolność koronna
Autor:
Stanisław Witkowski
Drukarnia:
Szymon Kempini
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
teksty perswazyjne
Gatunek:
pisma polityczne, społeczne
Tematyka:
polityka
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1609
Data wydania (nie wcześniej niż):
1609
Data wydania (nie później niż):
1609
piękniejszego stworzenia, mniemiała. Buja wtym orzeł przez świat, dość pięknych mijając Ptaków, onę ich piękność sowie przysądzając. Już i zgłodniał, wyrok swój mając w wiernej pieczy; Aż z trafunku usłyszy, że coś szpetnie skrzeczy. Porwie się na głos, którym gdy gniazda doleci, Obaczy, siedząc na nim, zbyt szkarade dzieci. Patrzy znaków piękności, czy nie przyjacielskie, Które według udania miały być anielskie. Ale im dłużej patrzy, tym szpetniejsze widzi; Jednak że się szpetnością głodny nic nie brzydzi, Porwie jedno, więc drugie, nakoniec do tego Przyszło, że pojadł wszystkie, aż do ostatniego. Co sowa obaczywszy, łzami
piękniejszego stworzenia, mniemiała. Buja wtym orzeł przez świat, dość pięknych mijając Ptaków, onę ich piękność sowie przysądzając. Już i zgłodniał, wyrok swój mając w wiernej pieczy; Aż z trafunku usłyszy, że coś szpetnie skrzeczy. Porwie się na głos, którym gdy gniazda doleci, Obaczy, siedząc na nim, zbyt szkarade dzieci. Patrzy znaków piękności, czy nie przyjacielskie, Które według udania miały być anielskie. Ale im dłużej patrzy, tym szpetniejsze widzi; Jednak że się szpetnością głodny nic nie brzydzi, Porwie jedno, więc drugie, nakoniec do tego Przyszło, że pojadł wszystkie, aż do ostatniego. Co sowa obaczywszy, łzami
Skrót tekstu: VerdBłażSet
Strona: 9
Tytuł:
Setnik przypowieści uciesznych
Autor:
Giovanni Mario Verdizzotti
Tłumacz:
Marcin Błażewski
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
przypowieści, specula (zwierciadła)
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1608
Data wydania (nie wcześniej niż):
1608
Data wydania (nie później niż):
1608
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Wilhelm Bruchnalski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Kraków
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Akademia Umiejętności
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1897
to się gniewała, I siła drugich bogiń nań pobuntowała. Co mu ja tak wykładam: że wileńskie saski Będą nań tego roku okrutnej niełaski, Dlatego, że im wacki rad często nawiedzi, Ile ich jedno razy słucha więc spowiedzi. Przeto mało nie wnidą nań w tajemną radę, Pewnie mu upominki zgotują szkarade. Jaka cześć saska będzie, gdy wasze samice Wywrócą Samuela z nauką na nice. Albo mu tedy dajcie z Wilna już weniją, Za tych cnot i nauki wielką perfekcyją, Jako mu i w Poznaniu świeżo uczyniono, Czyli, jako piszecie, jaśnie wyświecono. Albo mu inszą zlecić zabaweczkę łatwą, Dajcie mu szydło w
to się gniewała, I siła drugich bogiń nań pobuntowała. Co mu ja tak wykładam: że wileńskie saski Będą nań tego roku okrutnej niełaski, Dlatego, że im wacki rad często nawiedzi, Ile ich jedno razy słucha więc spowiedzi. Przeto mało nie wnidą nań w tajemną radę, Pewnie mu upominki zgotują szkarade. Jaka cześć saska będzie, gdy wasze samice Wywrócą Samuela z nauką na nice. Albo mu tedy dajcie z Wilna już weniją, Za tych cnot i nauki wielką perfekcyją, Jako mu i w Poznaniu świeżo uczyniono, Czyli, jako piszecie, jaśnie wyświecono. Albo mu inszą zlecić zabaweczkę łatwą, Dajcie mu szydło w
Skrót tekstu: ChądzJRelKontr
Strona: 303
Tytuł:
Relacja
Autor:
Jan Chądzyński
Drukarnia:
Drukarnia Jezuicka
Miejsce wydania:
Wilno
Region:
ziemie Wielkiego Księstwa Litewskiego
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
utwory synkretyczne
Gatunek:
pisma religijne, satyry
Tematyka:
religia
Poetyka żartu:
tak
Data wydania:
1623
Data wydania (nie wcześniej niż):
1623
Data wydania (nie później niż):
1623
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Kontrreformacyjna satyra obyczajowa w Polsce XVII wieku
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Zbigniew Nowak
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Gdańsk
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Gdańskie Towarzystwo Naukowe
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1968
Po dzieciach i pieniądzach żalu nie wyżenie; Bo jeśli na godzinę zapomnieć pozwoli, Znowu płacz w oczy wraca, znowu serce boli. Może czas do ostatniej zdartemu koszuli Wrócić zgubę; po dzieciach nigdy nie utuli, A zwłaszcza komu giną dorosłe, jako mnie: I sam z nimi umieram, kiedy je przypomnię. O szkarade szaleństwo! płakać na karanie, A zarabiać po wziętej chłoście zaraz na nie! Opłakiwać tak rzewnie synowskie pogrzeby, A grzechów nie żałować i nie starać, żeby Widziałeś ich po śmierci, bo na twój płacz szczery Patrzy i w złotogłowy Bóg obraca kiery; Patrzy i anielskimi pióry ich odziewa, Gdy ociec łzami głupstwa
Po dzieciach i pieniądzach żalu nie wyżenie; Bo jeśli na godzinę zapomnieć pozwoli, Znowu płacz w oczy wraca, znowu serce boli. Może czas do ostatniej zdartemu koszuli Wrócić zgubę; po dzieciach nigdy nie utuli, A zwłaszcza komu giną dorosłe, jako mnie: I sam z nimi umieram, kiedy je przypomnię. O szkarade szaleństwo! płakać na karanie, A zarabiać po wziętej chłoście zaraz na nie! Opłakiwać tak rzewnie synowskie pogrzeby, A grzechów nie żałować i nie starać, żeby Widziałeś ich po śmierci, bo na twój płacz szczery Patrzy i w złotogłowy Bóg obraca kiery; Patrzy i anielskimi pióry ich odziewa, Gdy ociec łzami głupstwa
Skrót tekstu: PotMorKuk_III
Strona: 84
Tytuł:
Moralia
Autor:
Wacław Potocki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Gatunek:
fraszki i epigramaty, pieśni
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1688
Data wydania (nie wcześniej niż):
1688
Data wydania (nie później niż):
1688
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Dzieła
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Leszek Kukulski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1987
gęste przetapiają kleje; Ale frukty najwięcej w tak pięknym kolorze Wabią odważnych ludzi przez smrodliwe morze. Gdyby wewnątrz, jak z wierzchu, nie żal by odwadze; Ukąsisz — same w gębie jadowite sadze. Język ci drutem stanie, potrętwieją zęby, Nos i oczy piekielne okurzą otręby I jeśli nie masz wody, tak szkarade gusty Wymyć, pojedziesz nazad z zaprawnymi usty. Teć to są, te jabłuszka, tynkowane damy, Farbiczką przyrodzone pokrywając plamy; Ale skoro ją poczniesz, a farbiczka zlezie, Swarząc się język stanie, czupryna oblezie. TERPSYCHORE
Komu dały być pięknym z przyrodzenia nieba, Krom wody żadnego mu bielidła nie trzeba; Szpetna —
gęste przetapiają klije; Ale frukty najwięcej w tak pięknym kolorze Wabią odważnych ludzi przez smrodliwe morze. Gdyby wewnątrz, jak z wierzchu, nie żal by odwadze; Ukąsisz — same w gębie jadowite sadze. Język ci drutem stanie, potrętwieją zęby, Nos i oczy piekielne okurzą otręby I jeśli nie masz wody, tak szkarade gusty Wymyć, pojedziesz nazad z zaprawnymi usty. Teć to są, te jabłuszka, tynkowane damy, Farbiczką przyrodzone pokrywając plamy; Ale skoro ją poczniesz, a farbiczka zlezie, Swarząc się język stanie, czupryna oblezie. TERPSYCHORE
Komu dały być pięknym z przyrodzenia nieba, Krom wody żadnego mu bielidła nie trzeba; Szpetna —
Skrót tekstu: PotLibKuk_I
Strona: 104
Tytuł:
Libusza
Autor:
Wacław Potocki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
utwory synkretyczne
Gatunek:
sielanki
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1675
Data wydania (nie wcześniej niż):
1675
Data wydania (nie później niż):
1675
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Dzieła
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Leszek Kukulski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1987
Gdzie z długą oracyją i wielkim szacunkiem, Lada ciurę carowi dają upominkiem. Nie przeto Osman lepszy, mordem dycha szczerem, Z nikim, nawet i z samym nie mówi wezyrem, Nic go one nie ruszą z Zadniestrza nowiny, Gdy do tej jego przyszła impreza ruiny. Więc po wszytkich obozach i wzdłuż i wszerz każe Szkarade głosić banda: kto mu łeb pokaże Kozacki, od swojego odcięty tułowu, Sto czerwonych we złocie będzie miał obłowu. Już i naturę w sobie łomie tyran zgryzny, Jakby i sam żyć nie chciał, napił się trucizny; Orda rozbija wozy od Kamieńca Osman głowy kozackie oszacował CZĘŚĆ PIĄTA
I skępstwo, i łakomstwo, bywa
Gdzie z długą oracyją i wielkim szacunkiem, Lada ciurę carowi dają upominkiem. Nie przeto Osman lepszy, mordem dycha szczerém, Z nikim, nawet i z samym nie mówi wezyrem, Nic go one nie ruszą z Zadniestrza nowiny, Gdy do tej jego przyszła impreza ruiny. Więc po wszytkich obozach i wzdłuż i wszerz każe Szkarade głosić banda: kto mu łeb pokaże Kozacki, od swojego odcięty tułowu, Sto czerwonych we złocie będzie miał obłowu. Już i naturę w sobie łomie tyran zgryzny, Jakby i sam żyć nie chciał, napił się trucizny; Orda rozbija wozy od Kamieńca Osman głowy kozackie oszacował CZĘŚĆ PIĄTA
I skępstwo, i łakomstwo, bywa
Skrót tekstu: PotWoj1924
Strona: 166
Tytuł:
Transakcja Wojny Chocimskiej
Autor:
Wacław Potocki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
poematy epickie
Tematyka:
wojskowość
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1670
Data wydania (nie wcześniej niż):
1670
Data wydania (nie później niż):
1670
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Aleksander Brückner
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Kraków
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Zakład Narodowy im. Ossolińskich
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1924