/ żeście się na wieczne Ojców waszych granice rzucili. a one przekopawszy władzy zakonnej z przejrzenia Bożego nad wami przełożonej sprzeciwiliście się? Skąd tak surowa krnąbrność zmysły wasze ogarnęła/ żeście i dom zbawienia waszego opuścili/ i starszym waszym porządną Cerkiewną poważnością wam podanym Rządźcą/ Pasterzem i Nauczycielem pogardzili? Skąd tak okrutna szkaradej lekkomyślności śmiałość/ rozum wasz zniewoliła? Zejście się krżywoprzysięstwem samych was obelżyć nie wstydzili/ Wschodowi na imię żywego Boga do śmierci swej w sprawach duchownych posłuszeństwo (Konstantynopolskiemu mówię Patriarsze) oddawać przysiągszy. Zachodowi nieodpowiednie/ i jego Pasterzowi Biskupowi Rzymskiemu karkiście wasze nachylili? Powiedz mi Synu co cię i twoich do odstępstwa przywiodło?
/ żeśćie się ná wiecżne Oycow wászych gránice rzućili. á one przekopawszy władzy zakonney z przeyrzenia Bożego nád wámi przełożoney sprzećiwiliśćie się? Skąd ták surowa krnąbrność smysły wásze ogárnęłá/ żeśćie y dom zbáwienia wászego opuśćili/ y stárszym wászym porządną Cerkiewną poważnośćią wam podánym Rządźcą/ Pásterzem y Náucżyćielem pogárdźili? Skąd ták okrutna szkárádey lekkomyślnośći śmiáłość/ rozum wász zniewoliłá? Ześćie się krżywoprzyśięstwem sámych was obelżyć nie wstydźili/ Wschodowi ná imię żywego Bogá do śmierći swey w spráwách duchownych posłuszeństwo (Konstántinopolskiemu mowię Pátriársze) oddáwáć przyśiągszy. Zachodowi nieodpowiednie/ y iego Pásterzowi Biskupowi Rzymskiemu kárkiśćie wásze náchylili? Powiedz mi Synu co ćię y twoich do odstępstwá przywiodło?
Skrót tekstu: SmotLam
Strona: 30v
Tytuł:
Threnos, to iest lament [...] wschodniej Cerkwi
Autor:
Melecjusz Smotrycki
Miejsce wydania:
Wilno
Region:
ziemie Wielkiego Księstwa Litewskiego
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty perswazyjne
Gatunek:
pisma religijne
Tematyka:
religia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1610
Data wydania (nie wcześniej niż):
1610
Data wydania (nie później niż):
1610
polskich, mając świeżo od świętej pamięci ojca W. K. M. króla Zygmunta, małżonki świętej jego, królowej koronowanej, która nam W. K. M. porodziła, szanować-eśmy tak nie umieli, żeby z nami w tej Koronie wytrwać mogła. Owa, nie jest to rzecz podobna, żeby stąd wielkiej i szkaradej osławy Korona nie wzięła. Szerzyć się z tym nie chcę długo, gdyż każdy i najprostszy człowiek baczyć to może. Zaczym nie dbać nam o dobrą sławę u postronnych narodów, byłoby to przeciwko dobrym obyczajom przodków naszych, którzy u jednego stołu z tymi siadać nie chcieli, którzy kiedy pokazali się niedbałymi o dobrą sławę
polskich, mając świeżo od świętej pamięci ojca W. K. M. króla Zygmunta, małżonki świętej jego, królowej koronowanej, która nam W. K. M. porodziła, szanować-eśmy tak nie umieli, żeby z nami w téj Koronie wytrwać mogła. Owa, nie jest to rzecz podobna, żeby stąd wielkiej i szkaradej osławy Korona nie wzięła. Szerzyć się z tym nie chcę długo, gdyż każdy i najprostszy człowiek baczyć to może. Zaczym nie dbać nam o dobrą sławę u postronnych narodów, byłoby to przeciwko dobrym obyczajom przodków naszych, którzy u jednego stołu z tymi siadać nie chcieli, którzy kiedy pokazali się niedbałymi o dobrą sławę
Skrót tekstu: GórnDzieje
Strona: 206
Tytuł:
Dzieje w Koronie Polskiej
Autor:
Łukasz Górnicki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Gatunek:
traktaty
Tematyka:
historia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1637
Data wydania (nie wcześniej niż):
1637
Data wydania (nie później niż):
1637
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Dzieła wszystkie
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Piotr Chmielowski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Salomon Lewental
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1886
ją wiencem. I ona mi dzieweczką; a jam jej młodziencem. Toż dziatki jak organy/ każde z nich koleją/ Co o swych tam Filidach i Dafnach umieją/ Hymen nam zaśpiewają. A w tej niewinności Sto lat żyjąc oboje/ żadnej ludzkiej złości/ Ani tego Olbrzyma bojemy się gromu/ I postaci szkaradej. Mała dosyć domu Zaporka upilnuje/ i w nim depozytu Lada piesek ustrzeże. Jakożbyś mię i tu Teraz tak nie zastała/ wartując w tę trwogę/ Kiedyby mi nie o tę Nimfę szło niebogę/ Którą to ustawicznie srogi ten dziw goni/ A tu nie śmie przystąpić. Co gdy skończy do niej: O
ią wiencem. Y oná mi dzieweczką; a iam iey młodziencem. Toż dziatki iák orgány/ káżde z nich koleią/ Co o swych tám Filidách y Dáfnách vmieią/ Hyḿen nąm záśpiewáią. A w tey niewinności Sto lat żyiąc oboie/ żadney ludzkiey złosci/ Ani tego Olbrzymá boiemy się gromu/ Y postaci szkárádey. Máła dosyć domu Zaporká vpilnuie/ y w nim depozytu Ládá piesek vstrzeże. Iákożbyś mię y tu Teraz ták nie zástáłá/ wártuiąc w tę trwogę/ Kiedyby mi nie o tę Nimfę szło niebogę/ Ktorą to vstáwicznie srogi ten dziw goni/ A tu nie smie przystąpić. Co gdy skonczy do niey: O
Skrót tekstu: TwarSPas
Strona: 53
Tytuł:
Nadobna Paskwalina
Autor:
Samuel Twardowski
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
poematy epickie
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1701
Data wydania (nie wcześniej niż):
1701
Data wydania (nie później niż):
1701
takowy. Zażywaj, lecz z rozumem, świata, któraś młoda, niedługo ta, niedługo trwa twoja uroda. Nie każ na długą hardo, która gładkość czujesz, czas cię z laty zaskoczy, gdy się nie spodziejesz». A ty, Damofon, naszej słuchaj, słuchaj rady, nie daj się tak miłości wszytkiego szkaradej. Jeśli tobą Filida wzgardzać jako będzie, nie owszeki się k tobie Najas nie przysiądzie. Harde Jowisz zwykł karać w piorunów srogości, a ty doznasz po innej serdecznej miłości".
Nie słuchał tego jednak Damofon, a pieśni weselej już zaczynał, z nim mieszkańcy leśni wzajemnie przyśpiewali. A puszczone głosy jam zbierał,
takowy. Zażywaj, lecz z rozumem, świata, któraś młoda, niedługo ta, niedługo trwa twoja uroda. Nie każ na długą hardo, która gładkość czujesz, czas cię z laty zaskoczy, gdy się nie spodziejesz». A ty, Damofon, naszej słuchaj, słuchaj rady, nie daj się tak miłości wszytkiego szkaradéj. Jeśli tobą Filida wzgardzać jako będzie, nie owszeki się k tobie Naias nie przysiędzie. Harde Jowisz zwykł karać w piorunów srogości, a ty doznasz po innej serdecznej miłości".
Nie słuchał tego jednak Damofon, a pieśni weselej już zaczynał, z nim mieszkańcy leśni wzajemnie przyśpiewali. A puszczone głosy jam zbierał,
Skrót tekstu: WieszczSielGur
Strona: 37
Tytuł:
Sielanki albo Pieśni
Autor:
Adrian Wieszczycki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
utwory synkretyczne
Gatunek:
pieśni, sielanki
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1634
Data wydania (nie wcześniej niż):
1634
Data wydania (nie później niż):
1634
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Utwory poetyckie
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Anna Gurowska
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Instytut Badań Literackich PAN, Stowarzyszenie "Pro Cultura Litteraria"
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
2001
wierę chrześcijańskich ręku! Na koniec się w posoce uszargawszy po pas, Zostawują trupy psom i krukom na opas, Zrabują, co tylko jest, i pełni korzyści Wracają, jakby Turka znieśli, chłopi czyści! Rzecz tak haniebną skoro Lubomirski słyszy, Wszytkim milczeć rozkaże i chce to mieć w ciszy; Niechaj Chodkiewicz sprawy tak szkaradej nie wie, Gdyż by na miejscu umarł bez wątpienia w gniewie (Kolerze był podległy starzec ten z natury); Pewnie by do jednego kazał wiesić ciury. CZĘŚĆ PIĄTA
Tak mówił Lubomirski i sam nie bez gniewu Każe z nich kilkunastu wnet przysądzić drzewu, Przy licu na gorącym porwanych terminie; Aleć nie wyrównała ona
wierę chrześcijańskich ręku! Na koniec się w posoce uszargawszy po pas, Zostawują trupy psom i krukom na opas, Zrabują, co tylko jest, i pełni korzyści Wracają, jakby Turka znieśli, chłopi czyści! Rzecz tak haniebną skoro Lubomirski słyszy, Wszytkim milczeć rozkaże i chce to mieć w ciszy; Niechaj Chodkiewicz sprawy tak szkaradej nie wie, Gdyż by na miejscu umarł bez wątpienia w gniewie (Kolerze był podległy starzec ten z natury); Pewnie by do jednego kazał wiesić ciury. CZĘŚĆ PIĄTA
Tak mówił Lubomirski i sam nie bez gniewu Każe z nich kilkunastu wnet przysądzić drzewu, Przy licu na gorącym porwanych terminie; Aleć nie wyrównała ona
Skrót tekstu: PotWoj1924
Strona: 180
Tytuł:
Transakcja Wojny Chocimskiej
Autor:
Wacław Potocki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
poematy epickie
Tematyka:
wojskowość
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1670
Data wydania (nie wcześniej niż):
1670
Data wydania (nie później niż):
1670
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Aleksander Brückner
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Kraków
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Zakład Narodowy im. Ossolińskich
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1924
kotary. Wąskie ścieżki, którymi póki dzień chadzano, Na noc je bydły, końmi zewsząd zastawiano; Wkrótce: co krok, to na łeb trzeba by upadać; Nie wiedzieć, co wprzód czynić, czy bić, czy się składać, Zwłaszcza w tej stronie, którą naszy chcieli zwady, Niepodobna bez klęski i hańby szkaradej. I nie są tak ospali Turcy, jako prawią; W nocy się bankietami, w nocy grami bawią; Co bonczuk, co znak, to ksiądz, hodzia ich językiem, Któremu, gdy całą noc niesłychanym krzykiem, Jako kazał Mahomet w swoim al-Koranie, Budzi ich do pacierzy, gęba nie ustanie. Każdy namiot
kotary. Wąskie ścieżki, którymi póki dzień chadzano, Na noc je bydły, końmi zewsząd zastawiano; Wkrótce: co krok, to na łeb trzeba by upadać; Nie wiedzieć, co wprzód czynić, czy bić, czy się składać, Zwłaszcza w tej stronie, którą naszy chcieli zwady, Niepodobna bez klęski i hańby szkaradéj. I nie są tak ospali Turcy, jako prawią; W nocy się bankietami, w nocy grami bawią; Co bonczuk, co znak, to ksiądz, hodzia ich językiem, Któremu, gdy całą noc niesłychanym krzykiem, Jako kazał Mahomet w swoim al-Koranie, Budzi ich do pacierzy, gęba nie ustanie. Każdy namiot
Skrót tekstu: PotWoj1924
Strona: 212
Tytuł:
Transakcja Wojny Chocimskiej
Autor:
Wacław Potocki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
poematy epickie
Tematyka:
wojskowość
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1670
Data wydania (nie wcześniej niż):
1670
Data wydania (nie później niż):
1670
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Aleksander Brückner
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Kraków
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Zakład Narodowy im. Ossolińskich
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1924
piątek z masłem, na się, Wybrawszy mi od postu karpie i karasie.” 39 (D). O GRZECHU
Nieprzyjacielem stać się potrzeba grzechowi, Kto chce być przyjacielem Bogu, Pismo mówi. Kiedyby tyran jaki na to cię zapłacił, Żeby najokrutniejszą śmiercią z świata stracił, Ale pierwej, pod strachem tak szkaradej zguby, Wrzucił cię na krótki czas do smrodliwej gruby, Żeby cię, jako w beczce goździami natknionej, We dnie i w nocy żądła kłuły z każdej strony, Gdyby szczęście z takiego wyniosło okowu, Czy szedłżebyś tam, pytam, dobrowolnie znowu? Uciekłbyś co najdalej, za morze byś
piątek z masłem, na się, Wybrawszy mi od postu karpie i karasie.” 39 (D). O GRZECHU
Nieprzyjacielem stać się potrzeba grzechowi, Kto chce być przyjacielem Bogu, Pismo mowi. Kiedyby tyran jaki na to cię zapłacił, Żeby najokrutniejszą śmiercią z świata stracił, Ale pierwej, pod strachem tak szkaradej zguby, Wrzucił cię na krótki czas do smrodliwej gruby, Żeby cię, jako w beczce goździami natknionej, We dnie i w nocy żądła kłuły z każdej strony, Gdyby szczęście z takiego wyniosło okowu, Czy szedłżebyś tam, pytam, dobrowolnie znowu? Uciekłbyś co najdalej, za morze byś
Skrót tekstu: PotFrasz2Kuk_II
Strona: 249
Tytuł:
Ogrodu nie wyplewionego część wtora
Autor:
Wacław Potocki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Gatunek:
fraszki i epigramaty
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1677
Data wydania (nie wcześniej niż):
1677
Data wydania (nie później niż):
1677
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Dzieła
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Leszek Kukulski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1987
zielonością światu, bo skoro Ceres ustąpi Pomonie, wszytko z swych glanców spada, wszytko płonie.
43 Już zwierz, ptak, ryby, biedne nawet gady, co żywo na wczas i na pokój zmierza. Jeden Mars polski do wojny, do zwady w pole mężnego prowadzi żołnierza. Ani się Turków, ani się szkaradej obawia zimy – kauzie swej dowierza. Niechaj na mrozie kto inszy w garść chucha: wiatr, mróz i słońce cnotliwego słucha.
44 Westchnąć ci tylko przyszło nad Kamieńcem zguby do śmierci niepowetowanej, i spuścić oko podeszłe rumieńcem prze wstyd dla świata całego nagany. Mógłże kiedy kto takiem być szaleńcem i hetmanowi nie ufać
zielonością światu, bo skoro Ceres ustąpi Pomonie, wszytko z swych glanców spada, wszytko płonie.
43 Już zwierz, ptak, ryby, biedne nawet gady, co żywo na wczas i na pokój zmierza. Jeden Mars polski do wojny, do zwady w pole mężnego prowadzi żołnierza. Ani się Turków, ani się szkaradéj obawia zimy – kauzie swej dowierza. Niechaj na mrozie kto inszy w garść chucha: wiatr, mróz i słońce cnotliwego słucha.
44 Westchnąć ci tylko przyszło nad Kamieńcem zguby do śmierci niepowetowanéj, i spuścić oko podeszłe rumieńcem prze wstyd dla świata całego nagany. Mógłże kiedy kto takiem być szaleńcem i hetmanowi nie ufać
Skrót tekstu: PotMuzaKarp
Strona: 25
Tytuł:
Muza polska
Autor:
Wacław Potocki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Gatunek:
panegiryki
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1676
Data wydania (nie wcześniej niż):
1676
Data wydania (nie później niż):
1676
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Adam Karpiński
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Instytut Badań Literackich PAN, Stowarzyszenie "Pro Cultura Litteraria"
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1996
Jezus, Syn twój jedyny! AKTU TRZECIEGO PERSONY: Maryja Matka Pańska, Pan Jezus, Maryja Magdalena, Piotr, Jan, Tomasz, Szymon Zelotes; milczące: Maryja Jakubowa, Salomea, Jakub, Andrzej, Filip, Jakub Alfeuszów, Bartłomiej, Mateusz, Judasz Jakubów, Apostołowie Panna Maryja
Co za przyczyna burze tak szkaradej? Miesza się miasto, pospólstwo się snuje, Kapłani wszyscy schodzą się do rady; Czy i nam z Panem takąż śmierć gotuje Naród niewierny, ślepy na swe wady? Mnieć już, niestocie, ten świat nie smakuje! Serce mi zbodły siedrniorakie miecze, Że pewnie łzami do ostatka ściecze.
Pierwszą mi ranę dał
Jezus, Syn twój jedyny! AKTU TRZECIEGO PERSONY: Maryja Matka Pańska, Pan Jezus, Maryja Magdalena, Piotr, Jan, Tomasz, Szymon Zelotes; milczące: Maryja Jakubowa, Salomea, Jakub, Andrzej, Filip, Jakub Alfeuszów, Bartłomiej, Mateusz, Judasz Jakubów, Apostołowie Panna Maryja
Co za przyczyna burze tak szkaradej? Miesza się miasto, pospólstwo się snuje, Kapłani wszyscy schodzą się do rady; Czy i nam z Panem takąż śmierć gotuje Naród niewierny, ślepy na swe wady? Mnieć już, niestocie, ten świat nie smakuje! Serce mi zbodły siedrniorakie miecze, Że pewnie łzami do ostatka ściecze.
Pierwszą mi ranę dał
Skrót tekstu: PotZmartKuk_I
Strona: 616
Tytuł:
Dialog o zmartwychwstaniu pańskim.
Autor:
Wacław Potocki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
dramat
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1676
Data wydania (nie wcześniej niż):
1676
Data wydania (nie później niż):
1676
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Dzieła
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Leszek Kukulski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1987