nas I. K. Mość Ordę prowadzi: lepiej nam wszytkiem w polu poczciwie umrzeć, aniżeli czekać, żeby nas po Domach zbierano, i na progach szyje ucinano. W czym rozumiem, żem nie zgrzeszył, bo jakie rady, takie też muszą być w ludziach afekty. Powtarzam to, iż tak szpetny i szkaradny na potomną pamięć jest postępek, że Tatarów wezwał I. K. Mość, iż go żadna rzecz nie oczyści ani omyje. Zem ja zaś odezwał się z tym, ba nietylko ja, ale każdy kto się w Ojczyźnie i poczciwej sławie Przodków swoich kocha, nierozumiem aby był mógł patrzyć na to,
nas I. K. Mość Ordę prowádźi: lepiey nam wszytkiem w polu poczćiwie vmrzeć, ániżeli czekáć, żeby nas po Domách zbierano, y ná progách szyie vcinano. W czym rozumiem, żem nie zgrzeszył, bo iákie rády, tákie też muszą bydź w ludźiách áffekty. Powtarzam to, iż ták szpetny y szkárádny ná potomną pámięć iest postępek, że Tátárow wezwał I. K. Mość, iż go żadna rzecz nie oczyśći áni omyie. Zem ia záś odezwał się z tym, bá nietylko ia, ále káżdy kto się w Oyczyznie y poczćiwey sławie Przodkow swoich kocha, nierozumiem áby był mogł pátrzyć ná to,
Skrót tekstu: LubJMan
Strona: 85
Tytuł:
Jawnej niewinności manifest
Autor:
Jerzy Sebastian Lubomirski
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty perswazyjne
Gatunek:
pisma polityczne, społeczne
Tematyka:
polityka
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1666
Data wydania (nie wcześniej niż):
1666
Data wydania (nie później niż):
1666
sprędka nachyliła/ jako więc pospolicie białegłowy zwykły czynić/ i podwiką usta zatkawszy/ w chisteczkę ciało Pańskie wyłożyła/ i zawiwszy/ w garniec gdzie żaba była/ z nauki szatańskiej wrzuciła/ potym w stajni blisko gumna domu swego zakopała/ przydawszy wiele inszych rzeczy do czarów należących. Ale za sprawą łaski Boga wszechmogącego/ tak szkaradny uczynek wytawił się. Nazajutrz abowiem/ gdy robotnik jeden na robotę blisko onej stajni szedł/ usłyszał głos jakoby dziecięcia płaczącego/ i czym bliżej przystąpił aż do miejsca onego/ gdzie garniec był zakopany/ tym lepiej on głos słyszał. I rozumiejąc tam być dziecię zakopane/ szedł do urzędu/ rzecz onę opowiedział: który zesławszy
zprędká náchyliłá/ iáko więc pospolićie białęgłowy zwykły czynić/ y podwiką vstá zátkawszy/ w chisteczkę ciáło Pańskie wyłożyłá/ y záwiwszy/ w gárniec gdźie żábá byłá/ z náuki szátáńskiey wrzućiłá/ potym w stáyni blisko gumná domu swego zákopáłá/ przydawszy wiele inszych rzeczy do cżárow należących. Ale zá spráwą łáski Bogá wszechmogącego/ ták szkárádny vczynek wytáwił sie. Názáiutrz ábowiem/ gdy robotnik ieden ná robotę blisko oney stáyni szedł/ vsłyszał głos iákoby dźiećięćiá płáczącego/ y czym bliżey przystąpił áż do mieyscá onego/ gdźie gárniec był zákopány/ tym lepiey on głos słyszał. Y rozumieiąc tám bydź dźiećię zákopáne/ szedł do vrzędu/ rzecż onę opowiedźiał: ktory zesławszy
Skrót tekstu: SpInZąbMłot
Strona: 80
Tytuł:
Młot na czarownice
Autor:
Jacob Sprenger, Heinrich Institor
Tłumacz:
Stanisław Ząbkowic
Drukarnia:
Szymon Kempini
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty naukowo-dydaktyczne lub informacyjno-poradnikowe
Gatunek:
traktaty
Tematyka:
magia, obyczajowość, religia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1614
Data wydania (nie wcześniej niż):
1614
Data wydania (nie później niż):
1614
wydzierca Zdziczawszy. Ale aza ksiądz biskup to zgani I zbystrzałą naturę znowu obróchmani? 172. SAM SIĘ CHWALI, ZŁE SĄSIADY MA
Przyrodzona to ludziom, że jako swej twarzy Nie widzą, chyba komu w zwierciedle się zdarzy, Tak wielu wad na ciele, a na duszy żadnej, Choć wszytkim grzech widomy, choć będzie szkaradny. Na przykład jeśli mu z ust abo z nosa cuchnie, Nie czuje, chociaż sąsiad ledwie że nie puchnie. Chrapiąc, wszytkich obudzi; sam śpi, biednej myszy, Skrobnieli w kącie chleba kawałek, dosłyszy. Aleć gorszy smród gębą, niż wychodzi z brzucha, Kiedy człeka chlubnego rozsądny kto słucha
wydzierca Zdziczawszy. Ale aza ksiądz biskup to zgani I zbystrzałą naturę znowu obrochmani? 172. SAM SIĘ CHWALI, ZŁE SĄSIADY MA
Przyrodzona to ludziom, że jako swej twarzy Nie widzą, chyba komu w zwierciedle się zdarzy, Tak wielu wad na ciele, a na duszy żadnej, Choć wszytkim grzech widomy, choć będzie szkaradny. Na przykład jeśli mu z ust abo z nosa cuchnie, Nie czuje, chociaż sąsiad ledwie że nie puchnie. Chrapiąc, wszytkich obudzi; sam śpi, biednej myszy, Skrobnieli w kącie chleba kawałek, dosłyszy. Aleć gorszy smród gębą, niż wychodzi z brzucha, Kiedy człeka chlubnego rozsądny kto słucha
Skrót tekstu: PotMorKuk_III
Strona: 102
Tytuł:
Moralia
Autor:
Wacław Potocki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Gatunek:
fraszki i epigramaty, pieśni
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1688
Data wydania (nie wcześniej niż):
1688
Data wydania (nie później niż):
1688
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Dzieła
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Leszek Kukulski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1987