Pazyfe mężem swym Minosem, Woli buhaja, ani Semiramis Ninem Kontentuje, stu chłopów spróbowawszy z synem; Psy, jako w Rzymie druga Mesalina, pasie, Aż dryganta w ostatku przymusiła na się. Długo Dedal rozumem, długo robi głową, Żeby ta być kobyłą mogła, tamta krową. Przypatrz się, jako grzeszą mężczyźni szkaradzie, Zazdroszcząc na oborze bykom, koniom w stadzie: Wymyślają potrawy, proszki, mocne soki; Mało im na białej płci, paskudzą otroki, Przeciw naturze rozum przywodząc, aż groza, Jako ani psa, ani obaczysz kiernoza, Bo ten świnią, tamten się kontentuje suką. Jako diabeł wymyśli, tak się ludzie tłuką
Pazyfae mężem swym Minosem, Woli buhaja, ani Semiramis Ninem Kontentuje, stu chłopów spróbowawszy z synem; Psy, jako w Rzymie druga Mesalina, pasie, Aż dryganta w ostatku przymusiła na się. Długo Dedal rozumem, długo robi głową, Żeby ta być kobyłą mogła, tamta krową. Przypatrz się, jako grzeszą mężczyźni szkaradzie, Zazdroszcząc na oborze bykom, koniom w stadzie: Wymyślają potrawy, proszki, mocne soki; Mało im na białej płci, paskudzą otroki, Przeciw naturze rozum przywodząc, aż groza, Jako ani psa, ani obaczysz kiernoza, Bo ten świnią, tamten się kontentuje suką. Jako diabeł wymyśli, tak się ludzie tłuką
Skrót tekstu: PotFrasz1Kuk_II
Strona: 77
Tytuł:
Ogród nie plewiony
Autor:
Wacław Potocki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Gatunek:
fraszki i epigramaty
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1677
Data wydania (nie wcześniej niż):
1677
Data wydania (nie później niż):
1677
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Dzieła
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Leszek Kukulski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1987
nie jest dziw żaden, miłościwy królu, iż ksiądz Dymitr tu przed W. K. M. do prawa nie stanął, abowiem a jakoby on mógł podnieść bezpiecznie oczy swe na majestat W. K. M., który tak lekko poważył? jakoby mógł u tego prawa stanąć, przeciwko któremu tak zuchwale i szkaradzie wy- stąpił? To u mnie dziw będzie, jeśli się kto w tym orszaku uczciwych ludzi najdzie, któryby go bronić chciał. Co jeśli za złością ludzką przyjdzie, tedy takowy człowiek nie to pokaże ludziom po sobie, iż Dymitra miłuje, ale to pokaże, iż jest nieprzyjacielem cnocie, uczciwości, wolności, prawu
nie jest dziw żaden, miłościwy królu, iż ksiądz Dymitr tu przed W. K. M. do prawa nie stanął, abowiem a jakoby on mógł podnieść bezpiecznie oczy swe na majestat W. K. M., który tak lekko poważył? jakoby mógł u tego prawa stanąć, przeciwko któremu tak zuchwale i szkaradzie wy- stąpił? To u mnie dziw będzie, jeśli się kto w tym orszaku uczciwych ludzi najdzie, któryby go bronić chciał. Co jeśli za złością ludzką przyjdzie, tedy takowy człowiek nie to pokaże ludziom po sobie, iż Dymitra miłuje, ale to pokaże, iż jest nieprzyjacielem cnocie, uczciwości, wolności, prawu
Skrót tekstu: GórnDzieje
Strona: 179
Tytuł:
Dzieje w Koronie Polskiej
Autor:
Łukasz Górnicki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Gatunek:
traktaty
Tematyka:
historia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1637
Data wydania (nie wcześniej niż):
1637
Data wydania (nie później niż):
1637
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Dzieła wszystkie
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Piotr Chmielowski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Salomon Lewental
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1886
, odmieńcież go w inszego człowieka, jeśli możecie i umiecie.
Druga, ten pan, będąc tak rozdrażniony, jako jest, co dobrego Polakom myślić może? Jeśli się narodem naszym brzydził zawsze, kiedy był u niego w wielkim szanowaniu, jako nie więcej teraz obrzydził go sobie, kiedy na lubelskim zjeździe był tak szkaradzie wspominany? Wierzcie mi: omnibus in hoc incumbet viribus, ut possit vindictam sumere de gente hac.
Trzecia, nie mówcie tak: król ludu mieć nie będzie.— Będzie et celeri cursu stanie. Jednoć to Polacy tak radzą, że wszytek o tym świat wie, inszy naród żaden, jedno barzo tajemno.
, odmieńcież go w inszego człowieka, jeśli możecie i umiecie.
Druga, ten pan, będąc tak rozdrażniony, jako jest, co dobrego Polakom myślić może? Jeśli się narodem naszym brzydził zawsze, kiedy był u niego w wielkim szanowaniu, jako nie więcej teraz obrzydził go sobie, kiedy na lubelskim zjeździe był tak szkaradzie wspominany? Wierzcie mi: omnibus in hoc incumbet viribus, ut possit vindictam sumere de gente hac.
Trzecia, nie mówcie tak: król ludu mieć nie będzie.— Będzie et celeri cursu stanie. Jednoć to Polacy tak radzą, że wszytek o tym świat wie, inszy naród żaden, jedno barzo tajemno.
Skrót tekstu: VotumCz_II
Strona: 460
Tytuł:
Votum
Autor:
Anonim
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty perswazyjne
Gatunek:
pisma polityczne, społeczne
Tematyka:
polityka
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1606
Data wydania (nie wcześniej niż):
1606
Data wydania (nie później niż):
1606
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Pisma polityczne z czasów rokoszu Zebrzydowskiego 1606-1608
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Jan Czubek
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Kraków
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Akademia Umiejętności
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1918
zrozumiał że była od szatana opętana/ którego gdy wyganiano. Szatan nieobiecował się z niej wyniść/ ażeby ją zabił/ co wypełnił w rękach onegoż Egzorcisty. Nazajutrz na męża jej idącego przez ulicę/ kamień z góry niespodziewanie z rynny pewnej upadający upadł/ i tak go w twarz za sprawą jako się baczyło szatańską szkaradzie obraził/ że zaledwie znać było/ żeby miał być człowiekiem. W Biskupstwie Argentyńskim dwie siostrze w jednym domu mieszkały/ starszej imię było Margorzęta/ młodszej Barbara. Starsza już w leciech była/ i w nabożeństwie dobrze doświadczona/ a obiedwie w czysttości żyły/ dla czego szatańskiego przenasladowania/ jawnie i potajemnie/ przez wiele lat
zrozumiał że byłá od szátáná opętána/ ktorego gdy wyganiano. Szátan nieobiecował sie z niey wyniść/ áżeby ią zábił/ co wypełnił w rękách onegoż Exorcisty. Názáiutrz ná mężá iey idącego przez vlicę/ kámień z gory niespodźiewánie z rynny pewney vpadáiący vpadł/ y ták go w twarz zá spráwą iáko sie bacżyło szátáńską szkárádźie obráźił/ że záledwie znáć było/ żeby miał bydź człowiekiem. W Biskupstwie Argentyńskim dwie śiestrze w iednym domu mieszkáły/ stárszey imię było Márgorzętá/ młodszey Bárbárá. Stársza iuż w lećiech bjłá/ y w nabożeństwie dobrze doświádczona/ á obiedwie w czysttośći żyły/ dla cżego szátáńskiego przenásládowáńia/ iáwnie y potáiemnie/ przez wiele lat
Skrót tekstu: SpInZąbMłot
Strona: 301
Tytuł:
Młot na czarownice
Autor:
Jacob Sprenger, Heinrich Institor
Tłumacz:
Stanisław Ząbkowic
Drukarnia:
Szymon Kempini
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty naukowo-dydaktyczne lub informacyjno-poradnikowe
Gatunek:
traktaty
Tematyka:
magia, obyczajowość, religia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1614
Data wydania (nie wcześniej niż):
1614
Data wydania (nie później niż):
1614
urodzenia swego narżeka. Wiersz Dziesiąty.
Tęskno żyć dusze mojej w nędznym ciele, Więc z nią w gorżkości rozmowę się śmiele, I rzeknę BOGU; Powiedź mi mój Panie, Czemu na zgubne sądzisz mnie karanie? A zaż to twojej dobroci przystoi, Żebyś mnie stłumił w surowości swoi Rąk właśnych dzieło, zelżywszy szkaradzie, Albo niezbożnych potakiwać radzie? Zaliż twe oczy, wzrok jest pospolity, Albo jak człowiek patrzy, widzisz i ty, Czyliż dni twoje jak człowiecze, takie? Albo twe lata z ludzkimi jednakie? Żebyś miał szukać przeciwko mnie złości, I mych umyślnie badać nieprawości? Na dowód. żem ci
urodzenia swego narżeka. Wiersz Dźieśiąty.
Tęskno żyć dusze moiey w nędznym ćiele, Więc z nią w gorżkośći rozmowę się śmiele, I rzeknę BOGV; Powiedź mi moy Pánie, Czemu ná zgubne sądźisz mie karánie? A záż to twoiey dobroći przystoi, Zebyś mie stłumił w surowośći swoi Rąk właśnych dźieło, zelżywszy szkaradźie, Albo niezbożnych potakiwać radźie? Zaliż twe oczy, wzrok iest pospolity, Albo iák człowiek pátrzy, widźisz i ty, Czyliż dńi twoie iák człowiecze, tákie? Albo twe láta z ludzkimi iednákie? Zebyś miał szukać przećiwko mnie złośći, I mych umyślnie badáć niepráwośći? Ná dowod. żem ći
Skrót tekstu: ChrośJob
Strona: 39
Tytuł:
Job cierpiący
Autor:
Wojciech Stanisław Chrościński
Drukarnia:
Drukarnia Ojców Scholarum Piarum
Miejsce wydania:
Warszawa
Region:
Mazowsze
Typ tekstu:
mieszany
Rodzaj:
epika
Gatunek:
poematy epickie
Tematyka:
religia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1705
Data wydania (nie wcześniej niż):
1705
Data wydania (nie później niż):
1705
wojsku w pole ciągnąć każe. Więc jeszcze rosa nie schła, jeszcze się mgły szare Nad Dniestrem piętrzą, jeszcze i słońce nie jare, Kiedy sto dział burzących cale niespodzianie Kozakom Zaporowskim tuż nad głową stanie. Sypie się z gór pogaństwo straszliwymi wały; Rzekłbyś, że się ruszyły okoliczne skały; Krzyczą, wrzeszczą szkaradzie, że w onym bałuchu I my, i oni zgoła postradali słuchu. Dadzą potem z dział ognia, a pod takim kurzem Chcą się podkraść pod szańce kozackie podgórzem. A ci widząc potęgę nie po swoich plecu, Gotowego czekają; każdy w ziemnym piecu Obstawiwszy się strzelbą, przez nieznaczne dziurki Patrzy, rychło-li mu się
wojsku w pole ciągnąć każe. Więc jeszcze rosa nie schła, jeszcze się mgły szare Nad Dniestrem piętrzą, jeszcze i słońce nie jare, Kiedy sto dział burzących cale niespodzianie Kozakom Zaporowskim tuż nad głową stanie. Sypie się z gór pogaństwo straszliwymi wały; Rzekłbyś, że się ruszyły okoliczne skały; Krzyczą, wrzeszczą szkaradzie, że w onym bałuchu I my, i oni zgoła postradali słuchu. Dadzą potem z dział ognia, a pod takim kurzem Chcą się podkraść pod szańce kozackie podgórzem. A ci widząc potęgę nie po swoich plecu, Gotowego czekają; każdy w ziemnym piecu Obstawiwszy się strzelbą, przez nieznaczne dziurki Patrzy, rychło-li mu się
Skrót tekstu: PotWoj1924
Strona: 163
Tytuł:
Transakcja Wojny Chocimskiej
Autor:
Wacław Potocki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
poematy epickie
Tematyka:
wojskowość
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1670
Data wydania (nie wcześniej niż):
1670
Data wydania (nie później niż):
1670
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Aleksander Brückner
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Kraków
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Zakład Narodowy im. Ossolińskich
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1924
Wstępowała, zostając mniszką, do klasztora; Sforcował się zakonnik, w konceptach dość gładki, Przekładając w ich stanie panny nad mężatki, Te wodą, tamte, nie wiem, dla jakiej przyczyny, Winem zowąc, ponieważ najwięcej się syny Wszytkie święte chlubiły, w tym ich szczęście kładzie Bóg od początku świata. Mylą się szkaradzie, Mylą się całym Pismem, nie rzekę, że bredzą, Panieńskim stan małżeński którzy upośledzą. Jeżeli Paweł, który był na sferze trzeciej, Wdowom za mąż iść każe dla rodzenia dzieci, Daleko więcej pannom, pisząc o tym dłużej, Bo sobie każda przez to zbawienie wysłuży. Prawda, na inszym miejscu tenże
Wstępowała, zostając mniszką, do klasztora; Sforcował się zakonnik, w konceptach dość gładki, Przekładając w ich stanie panny nad mężatki, Te wodą, tamte, nie wiem, dla jakiej przyczyny, Winem zowąc, ponieważ najwięcej się syny Wszytkie święte chlubiły, w tym ich szczęście kładzie Bóg od początku świata. Mylą się szkaradzie, Mylą się całym Pismem, nie rzekę, że bredzą, Panieńskim stan małżeński którzy upośledzą. Jeżeli Paweł, który był na sferze trzeciej, Wdowom za mąż iść każe dla rodzenia dzieci, Daleko więcej pannom, pisząc o tym dłużej, Bo sobie każda przez to zbawienie wysłuży. Prawda, na inszym miejscu tenże
Skrót tekstu: PotFrasz2Kuk_II
Strona: 322
Tytuł:
Ogrodu nie wyplewionego część wtora
Autor:
Wacław Potocki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Gatunek:
fraszki i epigramaty
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1677
Data wydania (nie wcześniej niż):
1677
Data wydania (nie później niż):
1677
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Dzieła
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Leszek Kukulski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1987
sięz rany walaca ociera: Duszy zioła wstręt czyni uchodżącej z pana. Na wiatr wszytko: haniebna nie zliczona rana. Jako gdy kto fijołek lubo kwiat makowy/ Lub przyłomi na żółtem pręci liliowy/ Obwisłą główką zaraz na dół się składają: I wierzchem stać nie mogąc w ziemię zagladają: tak śmiertelna leży twarz/ siłzbywszy szkaradzie/ Szyja się sobie ciężka na ramieniu kładzie. Umierasz OEbalido w młodość oszukany/ Faebusz prawi: swą widzę winę/ twoje rany Tyś mym żalem/ i zbrodnią/ z ręki giniesz mojej: Jam nieszczęśliwy śmierci jest przyczyną twojej. Ale cóżem i winien? proczbyś mię winował Zem z tobą grał/
sięz rány wálaca oćiera: Duszy źioły wstręt czyni vchodźącey z paná. Ná wiátr wszytko: hániebna nie zliczona ráná. Iako gdy kto fiiołek lubo kwiat makowy/ Lub przyłomi ná żołtem pręći liliowy/ Obwisłą głowką záraz ná doł się składáią: Y wierzchem stać nie mogąc w źięmię zágladáią: tak śmiertelna leży twarz/ śiłzbywszy szkaradźie/ Szyiá się sobie ćiężka na ramięniu kłádźie. Vmierasz OEbálido w młodość oszukány/ Phaebusz prawi: swą widzę winę/ twoie rány Tyś mym żalem/ y zbrodnią/ z ręki giniesz moiey: Iam nieszczęśliwy śmierći iest przyczyną twoiey. Ale cożem y winien? proczbyś mię winował Zem z tobą grał/
Skrót tekstu: OvŻebrMet
Strona: 249
Tytuł:
Metamorphoseon
Autor:
Publius Ovidius Naso
Tłumacz:
Jakub Żebrowski
Drukarnia:
Franciszek Cezary
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
poematy epickie
Tematyka:
mitologia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1636
Data wydania (nie wcześniej niż):
1636
Data wydania (nie później niż):
1636
swym domu Nieforemny od twego podobno Hajduka. Dziećmi się swymi brzydzą i nienawidzą.
Co powiem o miłości ku dzieciom? nie dziw to Że się w obcych nie kocha ale w swoich własnych Że się nie kocha/ to dziw/ i cud nad cudami/ A nie tylko nie kocha/ ale się i brzydzi/ A szkaradzie oszuka/ albo wszytko wydrze Pofałszowawszy w Księgach oprawę Mężową Alboli dożywocie. O takie nie trudno Co Wdowami po śmierci w czwarty tydzień idą Za Mąż/ i to przed czasem coś ad rationem Zabrawszy od Młodzieńca; Krew nic niepomoże I bliskie parantelle, i powinnowactwa/ Zręczniej przed ślubem zabrać na Regestr/ aby tym
swym domu Nieforemny od twego podobno Hayduka. Dźiećmi się swymi brzydzą y nienawidzą.
Co powiem o miłośći ku dźiećiom? nie dźiw to Że się w obcych nie kocha ále w swoich własnych Że się nie kocha/ to dźiw/ y cud nád cudámi/ A nie tylko nie kocha/ ále się y brzydźi/ A szkáradźie oszuka/ álbo wszytko wydrze Pofałszowawszy w Xięgách oprawę Mężową Alboli dożywoćie. O tákie nie trudno Co Wdowámi po śmierći w czwarty tydźień idą Zá Mąsz/ y to przed czásem coś ad rationem Zabrawszy od Młodźieńcá; Krew nic niepomoże Y bliskie parantelle, y powinnowáctwá/ Zręczniey przed ślubem zabráć ná Regestr/ áby tym
Skrót tekstu: OpalKSat1650
Strona: 41
Tytuł:
Satyry albo przestrogi do naprawy rządu i obyczajów w Polszcze
Autor:
Krzysztof Opaliński
Miejsce wydania:
Amsterdam
Region:
zagranica
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
utwory synkretyczne
Gatunek:
satyry
Tematyka:
obyczajowość
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1650
Data wydania (nie wcześniej niż):
1650
Data wydania (nie później niż):
1650