żelazny, jakoby we zbroi, Póki znacznej przysługi nie uczynił swojej Ojczyźnie; ani szable przypasował, aże Wojewoda mu ją wziąć na sejmiku każe, Jeśli nią mógł i umiał jako trzeba władać; Inaczej nie mógł mówić i inszych posiadać. O, jakoż od dawnego zwyczaj dziś daleki, Kiedy nie tylko dzieci i żacy od teki, Przez co im powszednieją, ale noszą i ci, Których z domu na wojnę nie wystraszą wici. Zbroje nie zna, obozu nie widział i szyku; Tacy dziś burmistrzują u nas na sejmiku, Tacy przed żołnierzami, ledwie godni sieni, Na ucztach, przywilej on piastując w kieszeni, Pierwsze miejsce zasiądą, choć
żelazny, jakoby we zbroi, Póki znacznej przysługi nie uczynił swojej Ojczyźnie; ani szable przypasował, aże Wojewoda mu ją wziąć na sejmiku każe, Jeśli nią mógł i umiał jako trzeba władać; Inaczej nie mógł mówić i inszych posiadać. O, jakoż od dawnego zwyczaj dziś daleki, Kiedy nie tylko dzieci i żacy od teki, Przez co im powszednieją, ale noszą i ci, Których z domu na wojnę nie wystraszą wici. Zbroje nie zna, obozu nie widział i szyku; Tacy dziś burmistrzują u nas na sejmiku, Tacy przed żołnierzami, ledwie godni sieni, Na ucztach, przywilej on piastując w kieszeni, Pierwsze miejsce zasiądą, choć
Skrót tekstu: PotFrasz3Kuk_II
Strona: 635
Tytuł:
Ogrodu nie wyplewionego część trzecia
Autor:
Wacław Potocki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Gatunek:
fraszki i epigramaty
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1677
Data wydania (nie wcześniej niż):
1677
Data wydania (nie później niż):
1677
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Dzieła
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Leszek Kukulski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1987
ukontentowania dla obojga nie długo trwały; Stelej bowim po trzech miesiącach, wraz z kilką inszemi pojmanemi w inszą okoliczę, a cztery mile od Pohemu, był odesłany. Stamtąd potym do Tobolska był przywołany, i tak już więcej swojej przyjacielki nie widział. PRZYPADKI HRABINY SZWEDZKIEJ G** PRZYPADKI HRABINY SZWEDZKIEJ G** PRZYPADKI HRABINY SZWEDZKIEJ G**
Tekieśmy, znowu przy sobie będąc sposób życia ułożyli, jak nasze pozwoliły okoliczności. Gubernator dał mi do rysowania instrumenta, a jam się musiał starać, abym przez moję lichą umiejętność w Matematyce jego łaskawość utrzymywał. Nawodziłem w tym Steleja, com tylko o tych rzeczach wiedział, i gdy Arytmetykę, którą
ukontentowania dla oboyga nie długo trwały; Steley bowim po trzech miesiącach, wraz z kilką inszemi poymanemi w inszą okoliczę, a cztery mile od Pohemu, był odesłany. Ztamtąd potym do Tobolska był przywołany, i tak iuż więcey swoiey przyiaćielki nie widział. PRZYPADKI HRABINY SZWEDZKIEY G** PRZYPADKI HRABINY SZWEDZKIEY G** PRZYPADKI HRABINY SZWEDZKIEY G**
Tekieśmy, znowu przy sobie będąc sposob żyćia ułożyli, iak nasze pozwoliły okoliczności. Gubernator dał mi do rysowania instrumenta, a iam śię musiał starać, abym przez moię lichą umieiętność w Matematyce iego łaskawość utrzymywał. Nawodziłem w tym Steleia, com tylko o tych rzeczach wiedział, i gdy Arytmetykę, ktorą
Skrót tekstu: GelPrzyp
Strona: 121
Tytuł:
Przypadki szwedzkiej hrabiny G***
Autor:
Christian Fürchtegott Gellert
Tłumacz:
Anonim
Drukarnia:
Jan Chrystian Kleyb
Miejsce wydania:
Lipsk
Region:
zagranica
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
epika
Gatunek:
romanse
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1755
Data wydania (nie wcześniej niż):
1755
Data wydania (nie później niż):
1755
Zwyciężą, niosąc zgubę swemu pokoleniu, A miasta ich nie został kamień na kamieniu. Sławni oba malarze, Zeuksys z Farrazem, Który się z nich sławniejszym popisze obrazem, Poszli z sobą o sztukę. Tamten grona winne Tak potrafił, że krucy i ptaszęta inne Jakoby do pewnego spuszczały się żeru, Do onej jego teki z płótna czy z papieru; Już był pewien wygranej. Długo i ów myśli, Różne głową figury, różne pęzlem kryśli; Mógłby równą, lecz większej dokazać chce sztuki, O kogoś chce mędrszego kusić, niż o kruki. Toż wszelakie koncepty kinąwszy na stronę, Welum albo zieloną maluje zasłonę, Lecz tak
Zwyciężą, niosąc zgubę swemu pokoleniu, A miasta ich nie został kamień na kamieniu. Sławni oba malarze, Zeuksys z Farrazem, Który się z nich sławniejszym popisze obrazem, Poszli z sobą o sztukę. Tamten grona winne Tak potrafił, że krucy i ptaszęta inne Jakoby do pewnego spuszczały się żeru, Do onej jego teki z płótna czy z papieru; Już był pewien wygranej. Długo i ów myśli, Różne głową figury, różne pęzlem kryśli; Mógłby równą, lecz większej dokazać chce sztuki, O kogoś chce mędrszego kusić, niż o kruki. Toż wszelakie koncepty kinąwszy na stronę, Welum albo zieloną maluje zasłonę, Lecz tak
Skrót tekstu: PotZmartKuk_I
Strona: 640
Tytuł:
Dialog o zmartwychwstaniu pańskim.
Autor:
Wacław Potocki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
dramat
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1676
Data wydania (nie wcześniej niż):
1676
Data wydania (nie później niż):
1676
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Dzieła
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Leszek Kukulski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1987
zemdlonego wzięli. Przywiedzionego ku swemu stołkowi Wenus mię w ręce oddała synowi,
Mówiąc: otom dziś sługę nowotnego Przyjęła, synu, do pocztu mojego. Aleć w mym domu jeszcze niebywały, Zrazu do posług nie może być śmiały. Ćwiczyć go trzeba. Wziął mię do opieki A wtym dobył strzał z haftowanej teki Piąciu celniejszych, w piersi jak umierzył, Prawie mię w serce z cięciwy uderzył, I tak ja nie wiem czym przy prawne były, Że mi mdłość i ból wszytek uleczyły, Miłą mię ciesząc nadzieją chciwego, Acz nie bez strachu prawie ostatniego. Przeto mi za złe złotowłosy Febie Nie miej, że na czas odstaję
zemdlonego wzięli. Przywiedzionego ku swemu stołkowi Wenus mię w ręce oddała synowi,
Mowiąc: otom dziś sługę nowotnego Przyjęła, synu, do pocztu mojego. Aleć w mym domu jeszcze niebywały, Zrazu do posług nie może być śmiały. Ćwiczyć go trzeba. Wziął mię do opieki A wtym dobył strzał z haftowanej teki Piąciu celniejszych, w piersi jak umierzył, Prawie mię w serce z cięciwy uderzył, I tak ja nie wiem czym przy prawne były, Że mi mdłość i bol wszytek uleczyły, Miłą mię ciesząc nadzieją chciwego, Acz nie bez strachu prawie ostatniego. Przeto mi za złe złotowłosy Febie Nie miej, że na czas odstaję
Skrót tekstu: SzlichWierszeWir_I
Strona: 181
Tytuł:
Wiersze rozmaite JE. Mci Pana Jerzego z Bukowca Szlichtinka
Autor:
Jerzy Szlichtyng
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Gatunek:
pieśni
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
między 1620 a 1640
Data wydania (nie wcześniej niż):
1620
Data wydania (nie później niż):
1640
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Wirydarz poetycki
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Aleksander Brückner
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Lwów
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Towarzystwo dla Popierania Nauki Polskiej
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1910
dawno takich sieła, Że gdy dzieci od piersi matka odsadzieła, Nie jadły, aż co sobie z łuku ubijały, Czym się z młodu w rycerskie dzieła zaprawiały, A póty się ustawnie z sąsiadami wadząc I twardy żywot zawsze na wojnie prowadząc, Piórko — chyba za czapką? — w ręku go nie mieli I miasto teki z szablą z dzieciństwa chodzieli. A tacy-ć oni byłi odważni Scytowie, Sarmatowie, choć świata całego panowie, Choć przedtym głowy jego nie po raz burzyli, Choć niepodobne rzeczy do wiary robili, Cóż to pomogło? Kiedy oni wojowali, Oni na sławę robiąc krwią się oblewali, A tu ich inkaustem, jako
dawno takich sieła, Że gdy dzieci od piersi matka odsadzieła, Nie jadły, aż co sobie z łuku ubijały, Czym się z młodu w rycerskie dzieła zaprawiały, A póty się ustawnie z sąsiadami wadząc I twardy żywot zawsze na wojnie prowadząc, Piórko — chyba za czapką? — w ręku go nie mieli I miasto teki z szablą z dzieciństwa chodzieli. A tacy-ć oni byłi odważni Scytowie, Sarmatowie, choć świata całego panowie, Choć przedtym głowy jego nie po raz burzyli, Choć niepodobne rzeczy do wiary robili, Cóż to pomogło? Kiedy oni wojowali, Oni na sławę robiąc krwią się oblewali, A tu ich inkaustem, jako
Skrót tekstu: MorszZWybór
Strona: 232
Tytuł:
Wybór wierszy
Autor:
Zbigniew Morsztyn
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
między 1658 a 1680
Data wydania (nie wcześniej niż):
1658
Data wydania (nie później niż):
1680
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Janusz Pelc
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Kraków
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Zakład Narodowy im. Ossolińskich
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1975