DOMOWEJ PIERWSZEJ
Nie wczas-eś nam o Wielki, umarł Władysławie, Kiedy było, o! kiedy potrzeba cię prawie, Jednobyś był pogroził, a przynamniej w-swoje Ubrał kogo inszego polerowną zbroje, Jako niegdy Achilles Patrokla miłego, Zarazbyś buntownika skrócił zuchwałego, I tak skarał, twarde mu włożywszy temruki, Jako kiedyś Sulimy i harde Pawłuki. Jeźli, mogąc przeniknąć w-swojej tej fortunie Polskie wszystkie granice, zawartego w-trunie Bał się ciebie, i nie śmiał blisko przystepować, Lubo byli którzy cię Machine te knować Z-nim marzyli, na stanu Szlacheckiego zgube: O! krzywdeć w-tym czynili. Chciałeś raczej w-klube
DOMOWEY PIERWSZEY
Nie wczas-eś nam o Wielki, umarł Władysławie, Kiedy było, o! kiedy potrzeba ćie prawie, Iednobyś był pogroźił, á przynamniey w-swoie Ubrał kogo inszego polerowną zbroie, Iáko niegdy Achilles Patrokla miłego, Zarazbyś buntownika skroćił zuchwáłego, I tak skarał, twarde mu włożywszy temruki, Iáko kiedyś Sulimy i hárde Pawłuki. Ieźli, mogąc przeniknąć w-swoiey tey fortunie Polskie wszystkie granice, zawartego w-trunie Bał sie ćiebie, i nie śmiał blisko przystepowáć, Lubo byli ktorzy ćie Machine te knować Z-nim marzyli, na stanu Szlácheckiego zgube: O! krzywdeć w-tym czynili. Chćiałeś raczey w-klube
Skrót tekstu: TwarSWoj
Strona: 12
Tytuł:
Wojna domowa z Kozaki i z Tatary
Autor:
Samuel Twardowski
Drukarnia:
Collegium Calissiensis Societatis Iesu
Miejsce wydania:
Kalisz
Region:
Wielkopolska
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
poematy epickie
Tematyka:
historia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1681
Data wydania (nie wcześniej niż):
1681
Data wydania (nie później niż):
1681
na mię zdrady skryte/ I wszytkie kunszty/ które knują/ są odkryte. Grzeszników nędza jest uciecha diabłu. Lamentu dzień trzeci. Diabli nieprzyjaciele nieubłagani.
O wy nieprzyjaciele złością rozgłoszeni/ Prawie bez miłosierdzia tyraństwem wsławieni! Nicem wam nie był winien/ że na mię swe sztuki Strojąc/ kładziecie pęta/ i twarde temruki; Złość nazbyt przeciwko mnie waszę wywieracie/ I chcielibyście większą/ lecz sił tych nie macie. Przyznam/ że słabość wasza pożycie mi dała. Bo gdyby wola wasza takie siły miała/ Tak siła ucierpiałbym na duszy/ i ciele/ Jakobyście wymyślić mogli na mnie wiele. I gorszebyście
ná mię zdrady skryte/ Y wszytkie kunszty/ ktore knuią/ są odkryte. Grzesznikow nędza iest ućiecha diábłu. Lámentu dźień trzeći. Diabli nieprzyiaćiele nieubłagáni.
O wy nieṕrzyiáćiele złośćią rozgłoszeni/ Prawie bez miłośierdźiá tyraństwem wsłáwieni! Nicem wam nie był winien/ że na mię swe sztuki Stroiąc/ kłádźiećie pętá/ y twárde temruki; Złość názbyt przećiwko mnie wászę wywieráćie/ Y chćielibyśćie większą/ lecż śił tych nie maćie. Przyznam/ że słabość wásza pożyćie mi dała. Bo gdyby wolá waszá takie śiły miáłá/ Ták śiłá ućierpiałbym ná duszy/ y ćiele/ Iakobyśćie wymyślić mogli ná mie wiele. Y gorszebyśćie
Skrót tekstu: BesKuligHer
Strona: 89
Tytuł:
Heraklit chrześcijański
Autor:
Piotr Besseusz
Tłumacz:
Mateusz Ignacy Kuligowski
Drukarnia:
Kollegium Scholarum Piarum
Miejsce wydania:
Warszawa
Region:
Mazowsze
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Tematyka:
religia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1694
Data wydania (nie wcześniej niż):
1694
Data wydania (nie później niż):
1694
/ do braci się na Andros uniosły. Wojsko podeszło/ i gdzie nie wyda ich strona/ Grozi mieczem: pobożność stachem zwycięzona Swe wydała rodzone/ na srogą śmierć: a tu Ustraszonemu słuszna wyrozumieć bratu. Ni Hektor/ ni Eneas Androwi prżybiegli Na odsiecz/ pod dziesiąty rok was samych strzegli. Zrządzono im na barki temruki niewolne: One k niebu/ poniekąd/ ręce/ wzniowszy wolne Krzyknęły: Ojcze Bache/ ratuj: i ratował Daru dawca/ który to ratunkiem szacował Trefnie zgubić. Te jako z rezy wyszły/ wiedzieć Nie mogę/ ani o tym trafiłbym powiedzieć. Koniec nieszczęścia jawny/ w pierze powkraczały. I w twej
/ do bráći się ná Andros vniosły. Woysko podeszło/ y gdźie nie wydá ich stroná/ Groźi mieczem: pobożność stáchem zwyćiezoná Swe wydáłá rodzone/ ná srogą śmierć: á tu Vstrászonemu słuszna wyrozumieć brátu. Ni Hektor/ ni AEneas Androwi prżybiegli Na odśiecz/ pod dźieśiąty rok was samych strzegli. Zrządzono im ná bárki temruki niewolne: One k niebu/ poniekąd/ ręce/ wzniowszy wolne Krzyknęły: Oycze Báche/ rátuy: y rátował Dáru dawcá/ ktory to rátunkiem szácował Trefnie zgubić. Te iáko z rezy wyszły/ wiedźieć Nie mogę/ áni o tym tráfiłbym powiedźieć. Koniec nieszczęśćia iáwny/ w pierze powkraczáły. Y w twey
Skrót tekstu: OvŻebrMet
Strona: 337
Tytuł:
Metamorphoseon
Autor:
Publius Ovidius Naso
Tłumacz:
Jakub Żebrowski
Drukarnia:
Franciszek Cezary
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
poematy epickie
Tematyka:
mitologia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1636
Data wydania (nie wcześniej niż):
1636
Data wydania (nie później niż):
1636