rozpalony I z sił i wszytkich zmysłów wysmażony, Padłem podle niej i to w śliczne usta, To w piersi, których nie kryła już chusta, I w kształtną szyję, prawie bez przestania Nieuprzykrzone daję całowania, I już mię zła myśl na coś podwodziła, Ale się wśród tych pieszczot obudziła I z mych się węzłów wywikławszy, rzecze: „A tak-że mi to, niewdzięczny człowiecze, Chęć moję płacisz? A zła-żem ci była, Kiedym ci służyć sobie pozwoliła? Ale mnie służyć trzeba z powolnością, Ja panem chcę być, ja chcę być jejmością, Inaczej wnet cię wypuszczę z posługi, Bom z łaski bogów nie tak
rozpalony I z sił i wszytkich zmysłów wysmażony, Padłem podle niej i to w śliczne usta, To w piersi, których nie kryła już chusta, I w kształtną szyję, prawie bez przestania Nieuprzykrzone daję całowania, I już mię zła myśl na coś podwodziła, Ale się wśród tych pieszczot obudziła I z mych się węzłów wywikławszy, rzecze: „A tak-że mi to, niewdzięczny człowiecze, Chęć moję płacisz? A zła-żem ci była, Kiedym ci służyć sobie pozwoliła? Ale mnie służyć trzeba z powolnością, Ja panem chcę być, ja chcę być jejmością, Inaczej wnet cię wypuszczę z posługi, Bom z łaski bogów nie tak
Skrót tekstu: MorszAUtwKuk
Strona: 160
Tytuł:
Utwory zebrane
Autor:
Jan Andrzej Morsztyn
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1654
Data wydania (nie wcześniej niż):
1654
Data wydania (nie później niż):
1654
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Utwory zebrane
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Leszek Kukulski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1971
z sercem i myśli uwięzły. Nie płaczże tedy; wkrótce złote nici, Jakimi słońce światu nie rozświeci, Czesząc, przypomnisz sobie moję wróżkę. A teraz, chcesz-li, żeby-ć tę przegróżkę Niebo w sowitym nadgrodziło włosie, Daj mi te, które leżą na pokosie,
I pomotawszy ten dar w węzłów wiele, Wdziej mi na ręce niezbyte manele, A oraz wdziejesz na ręce okowy, Na serce pęto, skąd więzień nienowy Przyznam (na sławę twoję proszę o to), Żem jest niewolnik kupny za to złoto. DO JAGI
Dwieścieśkroć gęby, Jago, obiecała, Dwieścieś ust dała, tyłeś odebrała; Dosyć
z sercem i myśli uwięzły. Nie płaczże tedy; wkrótce złote nici, Jakimi słońce światu nie rozświeci, Czesząc, przypomnisz sobie moję wróżkę. A teraz, chcesz-li, żeby-ć tę przegróżkę Niebo w sowitym nadgrodziło włosie, Daj mi te, które leżą na pokosie,
I pomotawszy ten dar w węzłów wiele, Wdziej mi na ręce niezbyte manele, A oraz wdziejesz na ręce okowy, Na serce pęto, skąd więzień nienowy Przyznam (na sławę twoję proszę o to), Żem jest niewolnik kupny za to złoto. DO JAGI
Dwieścieśkroć gęby, Jago, obiecała, Dwieścieś ust dała, tyłeś odebrała; Dosyć
Skrót tekstu: MorszAUtwKuk
Strona: 270
Tytuł:
Utwory zebrane
Autor:
Jan Andrzej Morsztyn
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1654
Data wydania (nie wcześniej niż):
1654
Data wydania (nie później niż):
1654
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Utwory zebrane
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Leszek Kukulski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1971
one sępy/ i harpie piekielne/ które cię ustawicznie/ jako Prometeusza niezbożnego klują. Masz frukty ogniste/ których przełknąć trudno; które gardziel twój dawić będą na wieki. Spodziewałeś się psotę robić z niewiastami/ psotę nie godną i do wspomnienia. Masz ogień/ masz siarkę/ z tymiś teraz związany/ od tych węzłów nie będziesz oswobodzony na wieki. Wziąłeś teraz zapłatę za niecnoty twoje Mahometańskie: widzisz w piekle Mahometa twego: widzisz jako cierpi za wszeteczną naukę swoję/ w której pozwala wszelakich zbrodni z niewiastami/ bez wstydu/ aż groza wspominać. Słuchałeś łotra/ psiną oczy zakrywszy płodziłeś niewstydy: cierpże/ i kąpaj
one sępy/ y hárpie piekielne/ ktore ćię vstáwicznie/ iáko Prometeuszá niezbożnego kluią. Masz frukty ogniste/ ktorych przełknąć trudno; ktore gardźiel twoy dawić będą ná wieki. Spodźiewałeś się psotę robić z niewiástámi/ psotę nie godną y do wspomnienia. Masz ogień/ masz śiárkę/ z tymiś teraz związány/ od tych węzłow nie będźiesz oswobodzony ná wieki. Wźiąłeś teraz zapłátę zá niecnoty twoie Máhometáńskie: widźisz w piekle Máhometá twego: widźisz iáko ćierpi zá wszeteczną náukę swoię/ w ktorey pozwala wszelákich zbrodni z niewiástámi/ bez wstydu/ aż grozá wspomináć. Słuchałeś łotrá/ pśiną oczy zákrywszy płodźiłeś niewstydy: ćierpże/ y kąpay
Skrót tekstu: BirkOboz
Strona: 37
Tytuł:
Kazania obozowe o Bogarodzicy
Autor:
Fabian Birkowski
Drukarnia:
Andrzej Piotrowczyk
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty perswazyjne
Gatunek:
kazania
Tematyka:
religia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1623
Data wydania (nie wcześniej niż):
1623
Data wydania (nie później niż):
1623
, któremi rzeczy wszystkie, awantury swoje wyrażali ku wiecznej pamięci. Inne te Quipos, albo sznurki pamiętne do Religii, inne do ceremonii, inne wojenne rzeczy, inne Rząd Rzeczy pospolitej opisujące, inne podatkowe. Były wysadzone osoby, albo Oficjalistowie tego pilnujący, którzy spytani, jak z regestru wszystko powiadali, wszelkie zwięzłości z węzłów tych solwujący. Ciż sami Perwańczykowie trojaką rządzili się formą, jako z tych Quipos dochodzą, imò Formâ Monarchicâ, 2dò Tribubûs jednego obierając tylko na wojnę Wodza, 3tio Formâ Barbaricâ okrucieństwem, sine Rege, sine Lege rządząc się, będąc vagabundi, jak Braziliani, Florydani, Nowej Hiszpanii Obywatele, i nasi Cyganie,
, ktoremi rzeczy wszystkie, áwantury swoie wyrażali ku wieczney pamięci. Inne te Quipos, albo sznurki pamiętne do Religii, inne do ceremonii, inne woienne rzeczy, inne Rząd Rzeczy pospolitey opisuiące, inne podatkowe. Były wysadzone osoby, albo Officialistowie tego pilnuiący, ktorzy spytani, iak z regestru wszystko powiadali, wszelkie zwięzłości z węzłow tych solwuiący. Ciż sami Perwańczykowie troiaką rządzili się formą, iáko z tych Quipos dochodzą, imò Formâ Monarchicâ, 2dò Tribubûs iednego obieraiąc tylko na woynę Wodza, 3tio Formâ Barbaricâ okrucieństwem, sine Rege, sine Lege rządząc się, będąc vagabundi, iak Braziliani, Floridani, Nowey Hiszpanii Obywatele, y nasi Cyganie,
Skrót tekstu: ChmielAteny_IV
Strona: 569
Tytuł:
Nowe Ateny, t. 4
Autor:
Benedykt Chmielowski
Miejsce wydania:
Lwów
Region:
Ziemie Ruskie
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty naukowo-dydaktyczne lub informacyjno-poradnikowe
Gatunek:
encyklopedie, kompendia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1756
Data wydania (nie wcześniej niż):
1756
Data wydania (nie później niż):
1756
Nieprzyjaciół najwięcej żywcem brali dla ofiar, mało tracąc w batalii. Z instytucyj Motezumy Króla, najwyborniejsza Szlachta włosy czerwoną sobie zawiązywali bindą, a za te, zatykali pióra do góry stojące, jak koły, a z tyłu na dół też pióra wisiały, jak kosy splątane w węzły, czyli kosmy; a ile tych było węzłów, tyle odważnych akcyj, tego opowiadali, i znaczyli. Sam nawet Król w ich się liczył komput, często podobnego zażywając stroju. Inni zwali się orłami, inni lwami, tygrysami, dla nieustraszonego serca. Inni byli, ale niższej prerogatywy, błękitno malowani, strój ich dystyngwowany; bo tylko piersi ich zbrojne, i
Nieprzyiacioł naywięcey żywcem brali dla ofiar, mało tracąc w batalii. Z instytucyi Motezumy Krola, naywybornieysza Szláchta włosy czerwoną sobie zawiązywáli bindą, a za te, zatykali piora do góry stoiące, iak koły, a z tyłu na dół też pióra wisiały, iak kosy zplątane w węzły, czyli kosmy; a ile tych było węzłow, tyle odważnych akcyi, tego opowiadali, y znaczyli. Sam nawet Krol w ich się liczył komput, często podobnego zażywaiąc stroiu. Inni zwali się orłami, inni lwami, tygrysami, dla nieustraszonego serca. Inni byli, ale niższey prerogatywy, błękitno malowani, stroy ich dystyngwowany; bo tylko piersi ich zbroyne, y
Skrót tekstu: ChmielAteny_IV
Strona: 595
Tytuł:
Nowe Ateny, t. 4
Autor:
Benedykt Chmielowski
Miejsce wydania:
Lwów
Region:
Ziemie Ruskie
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty naukowo-dydaktyczne lub informacyjno-poradnikowe
Gatunek:
encyklopedie, kompendia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1756
Data wydania (nie wcześniej niż):
1756
Data wydania (nie później niż):
1756
iż przynależą myśli/ i jej chciwości/ którą wolą zowiem/ jako przyczynie kierującej rzecz wzbudzająca namiętność/ ale niejako rzecz/ na którejby namiętność miała zasieść/ gdyż namiętność nie bywa przez mienienia ciała. Wszak z namiętności przynależą tylko do chciwości smysłowej/ względem rzeczy/ na której namiętność zasiadła. Z których powieści łacne rozwiązanie węzłów pierwszych uczynić/ i przeciwne dowody zgodzić. Wiele jest namiętności ogółem.
NAmiętności likiem trudno wypowiedzieć: gdyż rozmaicie ich wyliczają Autorowie: Tomas liczy ich jedenaście. Cicero czterech liczy przedniejszych/ od których insze pochodzą: Frasunek/ bojaźń/ radność/ chciwość. Pod frasunkiem zamyka zazdrość/ zawiść/ miłosierdzie/ ucisk/ utrapienie/
iż przynależą myśli/ y iey chćiwośći/ ktorą wolą zowiem/ iáko przyczynie kieruiącey rzecz wzbudzáiąca namiętność/ ale nieiako rzecz/ ná ktoreyby namiętność miałá zaśieść/ gdyż namiętność nie bywa przez mienienia ćiáłá. Wszak z namiętnośći przjnależą tylko do chciwośći smysłowey/ względem rzeczy/ ná ktorey namiętność zaśiadłá. Z ktorych powieści łácne rozwiązanie węzłow pierwszych vczynić/ y przećiwne dowody zgodźić. Wiele iest namiętnośći ogułem.
NAmiętnośći likiem trudno wypowiedźieć: gdyż rozmaićie ich wyliczaią Authorowie: Thomas liczy ich iedennaśćie. Cicero czterech liczy przednieyszych/ od ktorych insze pochodzą: Frasunek/ boiaźń/ radność/ chćiwość. Pod frasunkiem zámyka zazdrość/ zawiść/ miłośierdźie/ vćisk/ vtrapienie/
Skrót tekstu: PetrSEt
Strona: 134
Tytuł:
Etyki Arystotelesowej [...] pierwsza część
Autor:
Sebastian Petrycy
Drukarnia:
Maciej Jędrzejowczyk
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty naukowo-dydaktyczne lub informacyjno-poradnikowe
Gatunek:
podręczniki
Tematyka:
filozofia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1618
Data wydania (nie wcześniej niż):
1618
Data wydania (nie później niż):
1618
pokarbowane; Skoro okiem przebieżał od sęka do sęka, Poznał, że to boginiej jego własna ręka. To miejsce było jedno z tych, kędy wieczorem I z rana na przechadzki częstokroć z Medorem Angelika z bliskiego domu więc chadzała, Kiedy z niem u pasterza ludzkiego mieszkała.
CIII.
Angelikę z Medorem pospołu związanych Ztem węzłów i na stu miejsc widzi napisanych; Ile słów, raczej liter, tyle gwoździ było, Któremi mu się serce żałosne dzieliło. Wynajduje sposobów sto, żeby nie wierzył Temu, czemu na wielki żal swój już uwierzył, I przymusza się wierzyć, że to insza była Angelika co w drzewie imię swe wyryła.
CIV.
pokarbowane; Skoro okiem przebieżał od sęka do sęka, Poznał, że to boginiej jego własna ręka. To miejsce było jedno z tych, kędy wieczorem I z rana na przechadzki częstokroć z Medorem Angelika z blizkiego domu więc chadzała, Kiedy z niem u pasterza ludzkiego mieszkała.
CIII.
Angelikę z Medorem pospołu związanych Stem węzłów i na stu miejsc widzi napisanych; Ile słów, raczej liter, tyle goździ było, Któremi mu się serce żałosne dzieliło. Wynajduje sposobów sto, żeby nie wierzył Temu, czemu na wielki żal swój już uwierzył, I przymusza się wierzyć, że to insza była Angelika co w drzewie imię swe wyryła.
CIV.
Skrót tekstu: ArKochOrlCz_II
Strona: 221
Tytuł:
Orland szalony, cz. 2
Autor:
Ludovico Ariosto
Tłumacz:
Piotr Kochanowski
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
poematy epickie
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1620
Data wydania (nie wcześniej niż):
1620
Data wydania (nie później niż):
1620
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Jan Czubek
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Kraków
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Akademia Umiejętności
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1905
nie mamy; Bez drabinym wlazł na mur, chorągiew na wieży Wytknąłem: mój podemną nieprzyjaciel leży.
LXIX.
Jeśli beło, noc przedtem, wielkie narzekanie Na onem łożu i płacz i ciężkie wzdychanie, Ta druga beła śmiechu pełna i radości, Wesela i rozkoszy, smaku i słodkości. Nie tak się wielą węzłów bluszcze i macice Do muru i do swojej przywięzują tycze, Jakośmy byli w on czas gęstemi węzłami Spół ściśnieni: piersiami, rękami, nogami. PIEŚŃ XXV.
LXX.
Kilka miesięcy ta rzecz miedzy nami trwała, Że o niej żadna żywa dusza nie wiedziała; Nakoniec, nie wiem jako, beła postrzeżona I
nie mamy; Bez drabinym wlazł na mur, chorągiew na wieży Wytknąłem: mój podemną nieprzyjaciel leży.
LXIX.
Jeśli beło, noc przedtem, wielkie narzekanie Na onem łożu i płacz i ciężkie wzdychanie, Ta druga beła śmiechu pełna i radości, Wesela i rozkoszy, smaku i słodkości. Nie tak się wielą węzłów bluszcze i macice Do muru i do swojej przywięzują tycze, Jakośmy byli w on czas gęstemi węzłami Spół ściśnieni: piersiami, rękami, nogami. PIEŚŃ XXV.
LXX.
Kilka miesięcy ta rzecz miedzy nami trwała, Że o niej żadna żywa dusza nie wiedziała; Nakoniec, nie wiem jako, beła postrzeżona I
Skrót tekstu: ArKochOrlCz_II
Strona: 277
Tytuł:
Orland szalony, cz. 2
Autor:
Ludovico Ariosto
Tłumacz:
Piotr Kochanowski
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
poematy epickie
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1620
Data wydania (nie wcześniej niż):
1620
Data wydania (nie później niż):
1620
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Jan Czubek
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Kraków
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Akademia Umiejętności
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1905
straciwszy rozum przez grzech/ dość mając dziwnych jasności Chrystusa nie szukają. Gęste im/ oczy/ z nieba promienie przerażają/ a przecie grzechów ciemności miłują. O jaka liczba choć Katolików/ którzy jak bydło żyją. nic u nich w więzach JEZUS/ choć im stąd daje oświecenie/ że dla nich/ i dla ich węzłów grzechowych/ gorzej niż z bydłem powolniej sobie żołnierze poczynają. XIX. DOść mieli pasterze światła niebieskiego/ te pochodnie które trzymają teraz Duchowie niebiescy/ do przeczytania słowa wiecznego nie posłużą. A małoż było takich pochodni przy pojmanym Chrystusie/ a przecię o żadnym nie czytamy żeby to Słowo przeczytał/ żeby to Słowo poznał?
stráćiwszy rozum przez grzech/ dość máiąc dźiwnych iásnośći Chrystusá nie szukáią. Gęste im/ oczy/ z niebá promienie przerażáią/ á przećie grzechow ćiemnośći miłuią. O iaka liczbá choć Kátholikow/ ktorzy iak bydło żyią. nic v nich w więzach IEZVS/ choć im ztąd dáie oświecenie/ że dla nich/ y dla ich węzłow grzechowych/ gorzey niż z bydłem powolniey sobie żołnierze poczynaią. XIX. DOść mieli pásterze świátłá niebieskiego/ te pochodnie ktore trzymáią teraz Duchowie niebiescy/ do przeczytániá słowá wiecznego nie posłużą. A małoż było tákich pochodni przy poimánym Chrystuśie/ á przećię o żadnym nie ćzytamy żeby to Słowo przeczytał/ żeby to Słowo poznał?
Skrót tekstu: HinPlęsy
Strona: 54
Tytuł:
Plęsy Jezusa z aniołami
Autor:
Marcin Hińcza
Drukarnia:
Franciszek Cezary
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty perswazyjne
Tematyka:
religia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1636
Data wydania (nie wcześniej niż):
1636
Data wydania (nie później niż):
1636