, w obrzydłym żywocie mdleją duchy żywiące w swoim własnym pocie. Kark uciska niezmiernie głowy ciężar srogi, ręce mi są tłumokiem, tłumokiem i nogi, które w ciężkich fatygach wytchnienia szukają, nie wiedząc, kędy przypaść zmordowane mają. Wstać pragnę, to zaś znowu kładę się, lub głowie z łokcia mego dla wsparcia przybieram wezgłowie. Raz chcę leżeć na gębę, drugi raz do góry, twardym bokom przybieram materac z swej skóry, a gdy wszytkie kąciki zwiedzam w mej łożnicy, w żadnym pozbyć nie mogę zbyt ckliwej tęsknicy. Ach, cóż rzec? Wszystkie siły wraz we mnie truchleją, choć chcę bieżeć za Tobą, zaraz nogi mdleją.
, w obrzydłym żywocie mdleją duchy żywiące w swoim własnym pocie. Kark uciska niezmiernie głowy ciężar srogi, ręce mi są tłumokiem, tłumokiem i nogi, które w ciężkich fatygach wytchnienia szukają, nie wiedząc, kędy przypaść zmordowane mają. Wstać pragnę, to zaś znowu kładę się, lub głowie z łokcia mego dla wsparcia przybieram wezgłowie. Raz chcę leżeć na gębę, drugi raz do góry, twardym bokom przybieram materac z swej skóry, a gdy wszytkie kąciki zwiedzam w mej łożnicy, w żadnym pozbyć nie mogę zbyt ckliwej tesknicy. Ach, cóż rzec? Wszystkie siły wraz we mnie truchleją, choć chcę bieżeć za Tobą, zaraz nogi mdleją.
Skrót tekstu: HugLacPrag
Strona: 98
Tytuł:
Pobożne pragnienia
Autor:
Herman Hugon
Tłumacz:
Aleksander Teodor Lacki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
ziemie Wielkiego Księstwa Litewskiego
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Tematyka:
religia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1673
Data wydania (nie wcześniej niż):
1673
Data wydania (nie później niż):
1673
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Krzysztof Mrowcewicz
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
"Pro Cultura Litteraria"
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1997
żadne tej, co lipa, nie dokaże sztuki. TERPSICHORE
Ślicznie rozwita lipo, w której chłodnym cieniu Stół stoi wyciosany na gładkim kamieniu! Tyś głowy gospodarskiej od upału słońca, Kiedy z pola powraca, zaszczyt i obrońca. Tu zdjęty snem odpocznie; kto ma spełna zdrowie, Trawnik mu za materac, kamień za wezgłowie. Siadszy pod zasłoną twych oganistych cieni, Zje z dobrym przyjacielem po zrazie pieczeni, A potem, co w piwnicy stoi pogotowiu Wypiwszy, nie zapomnią o wzajemnym zdrowiu. Jeśli trudny Lijeus, nie turbując Bacha, Alboż nam zła pszeniczna Ceres, nasza swacha? Ma też i chmiel swój korzeń. A mnie nikt
żadne tej, co lipa, nie dokaże sztuki. TERPSICHORE
Ślicznie rozwita lipo, w której chłodnym cieniu Stół stoi wyciosany na gładkim kamieniu! Tyś głowy gospodarskiej od upału słońca, Kiedy z pola powraca, zaszczyt i obrońca. Tu zdjęty snem odpocznie; kto ma spełna zdrowie, Trawnik mu za materac, kamień za wezgłowie. Siadszy pod zasłoną twych oganistych cieni, Zje z dobrym przyjacielem po zrazie pieczeni, A potem, co w piwnicy stoi pogotowiu Wypiwszy, nie zapomnią o wzajemnym zdrowiu. Jeśli trudny Lijeus, nie turbując Bacha, Alboż nam zła pszeniczna Ceres, nasza swacha? Ma też i chmiel swój korzeń. A mnie nikt
Skrót tekstu: PotSielKuk_I
Strona: 115
Tytuł:
Sielanka
Autor:
Wacław Potocki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
utwory synkretyczne
Gatunek:
sielanki
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1676
Data wydania (nie wcześniej niż):
1676
Data wydania (nie później niż):
1676
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Dzieła
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Leszek Kukulski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1987
swoim i innymi Turkami na końcu jechał i za nim szedł jeszcze jeden szwadron Sasów. Siedział poseł na koniu kasztanowatym hetmańskim, barzo pięknym. Gdy wszedł do sali, gdzie było senatus consilium, zastał króla na tronie siedzącego i senatorów siedzących w czapkach, którzy za przyjściem tegoż posła trochę powstali, a potem dano posłowi wezgłowie aksamitne, pąsowe, galonowane, na którym on, wprzód trochę skłoniwszy się królowi, siadł, a potem za daniem głosu od marszałka nadwornego koronnego zaczął mowę swoją po turecku. Odpowiedział mu Małachowski, kanclerz wielki koronny. Potem tenże poseł, skłoniwszy się królowi, wyszedł i z tąż paradą był odprowadzony do stancji
swoim i innymi Turkami na końcu jechał i za nim szedł jeszcze jeden szwadron Sasów. Siedział poseł na koniu kasztanowatym hetmańskim, barzo pięknym. Gdy wszedł do sali, gdzie było senatus consilium, zastał króla na tronie siedzącego i senatorów siedzących w czapkach, którzy za przyjściem tegoż posła trochę powstali, a potem dano posłowi wezgłowie aksamitne, pąsowe, galonowane, na którym on, wprzód trochę skłoniwszy się królowi, siadł, a potem za daniem głosu od marszałka nadwornego koronnego zaczął mowę swoją po turecku. Odpowiedział mu Małachowski, kanclerz wielki koronny. Potem tenże poseł, skłoniwszy się królowi, wyszedł i z tąż paradą był odprowadzony do stancji
Skrót tekstu: MatDiar
Strona: 532
Tytuł:
Diariusz życia mego, t. I
Autor:
Marcin Matuszewicz
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
ziemie Wielkiego Księstwa Litewskiego
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Gatunek:
pamiętniki
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
między 1754 a 1765
Data wydania (nie wcześniej niż):
1754
Data wydania (nie później niż):
1765
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Bohdan Królikowski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1986
chłody. Więc jako się każda rzecz większa zda ku zmierzchu/ Toż i onę omąmi. Gdy tylko co zwierzchu Niebo widzi/ około wodę niezmierzoną/ A przed już/ i za sobą ziemię utraconą. Zaczym ustanowiona przy onym to brzegu Długo myśli o swoim pierwszym tym noclegu Gospodęli bezpieczną w pustyni mieć może: Darn wezgłowie/ i ziemia miękkie jej da łoże: Niebo nagie od przykrych wiatrów ją zasłoni/ Abo i las zwierzętom drapieżnym obroni: Jednak będąc przy sobie/ i o Bogów pieczy Nic nie wątpiąc/ ogromy głos jakiś człowieczy W tym usłyszy. Stanie tu/ i co za nowina Słucha pilno. Była tam przy tym brzegu trzcina
chłody. Więc iáko się káżda rzecz większa zda ku zmierzchu/ Toż y onę omąmi. Gdy tylko co zwierzchu Niebo widzi/ około wodę niezmierzoną/ A przed iuż/ y zá sobą ziemię vtráconą. Záczym vstánowiona przy onym to brzegu Długo myśli o swoim pierwszym tym noclegu Gospodęli bespieczną w pustyni mieć może: Darn wezgłowie/ y ziemiá miękkie iey da łoże: Niebo nágie od przykrych wiátrow ią zásłoni/ Abo y lás zwierzętom drapieżnym obroni: Iednák będąc przy sobie/ y o Bogow pieczy Nic nie wątpiąc/ ogromy głos iákiś człowieczy W tym vsłyszy. Stánie tu/ y co zá nowiná Słucha pilno. Byłá tám przy tym brzegu trzciná
Skrót tekstu: TwarSPas
Strona: 50
Tytuł:
Nadobna Paskwalina
Autor:
Samuel Twardowski
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
poematy epickie
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1701
Data wydania (nie wcześniej niż):
1701
Data wydania (nie później niż):
1701
w pustyniach jak Synogarlica Osierociała, smutno jęcząc lata, Odpocząć nie chce w zielonej gęstwinie, Szuka sposobnej na swój żal Jaskinie. Tam czas zbawienny, tam spoczynek z trudu, Tam słodkie zmiłym JEZUSEM rozmowy, Tam z łez fontanny na obmycie brudu, Tam wolność wieczna za ciężkie okowy, Tam śmierci obraz chowa za wezgłowie, Gdy się przypatrzy codzień trupiej głowie. O Święta Pani! wie o tym świat cały, Ze cię grzech w pyszne wprowadził Pałace, Wie, że Pokuta wpędziła cię w skały; Komuż ten instynkt w serce nie kołace? Kto się do grzechów Pałacowych czuje, Niech z MAGDALENĄ w skale pokutuje. O
w pustyniach iák Synogarlica Osierociała, smutno ięcząc láta, Odpocząć nie chce w zieloney gęstwinie, Sżuka sposobney ná swoy żal Jaskinie. Tam czas zbáwienny, tam spoczynek z trudu, Tam słodkie zmiłym JEZUSEM rozmowy, Tam z łez fontanny ná obmycie brudu, Tam wolność wieczna zá cięszkie okowy, Tam śmierci obraz chowa zá wezgłowie, Gdy się przypatrzy codzień trupiey głowie. O Swięta Pani! wie o tym świat cáły, Ze cię grzech w pyszne wprowadził Páłace, Wie, że Pokuta wpędziła cię w skáły; Komuż ten instynkt w serce nie kołace? Kto się do grzechow Páłacowych czuie, Niech z MAGDALENĄ w skále pokutuie. O
Skrót tekstu: DrużZbiór
Strona: 206
Tytuł:
Zbiór rytmów
Autor:
Elżbieta Drużbacka
Miejsce wydania:
Warszawa
Region:
Mazowsze
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
utwory synkretyczne
Gatunek:
pieśni, poematy epickie, satyry, żywoty świętych
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1752
Data wydania (nie wcześniej niż):
1752
Data wydania (nie później niż):
1752
, lub — przyznamy sami — Nie grubiańsko kradną, ale z konceptami. Jako to — nie będzieszli tęskliwego ucha — To mnie waszmość — starego bywalca — posłucha«.
»Nie będę — odpowiada Polak — na przestrogę I owszem, co mi powiesz, zażyć tego mogę«. —
I tak bok osłabiały na miętkim wezgłowie Wsparszy — poważny starzec w personie i w mowie Rzecz zaczyna, któremu starość już niemiła Zapuszczoną do pasa brodę usrebrzyła:
»Lat temu kilkadziesiąt jeszcze te jagody, Dziś siwizną zarosłe, kwiat posiewał młody Małoznacznego wąsa, z którym na oblicze Wejrzawszy płci dwojakiej widzimy rożnice — Służyłem w Nordwegi jej książęciu Brenkowi. Ten rodzonemu
, lub — przyznamy sami — Nie grubijańsko kradną, ale z konceptami. Jako to — nie będzieszli teskliwego ucha — To mnie waszmość — starego bywalca — posłucha«.
»Nie będę — odpowiada Polak — na przestrogę I owszem, co mi powiesz, zażyć tego mogę«. —
I tak bok osłabiały na miętkim wezgłowie Wsparszy — poważny starzec w personie i w mowie Rzecz zaczyna, ktoremu starość już niemiła Zapuszczoną do pasa brodę usrebrzyła:
»Lat temu kilkadziesiąt jeszcze te jagody, Dziś siwizną zarosłe, kwiat posiewał młody Małoznacznego wąsa, z ktorym na oblicze Wejrzawszy płci dwojakiej widzimy rożnice — Służyłem w Nordwegi jej książęciu Brenkowi. Ten rodzonemu
Skrót tekstu: KorczWiz
Strona: 45
Tytuł:
Wizerunk złocistej przyjaźnią zdrady
Autor:
Adam Korczyński
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
poematy epickie
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1698
Data wydania (nie wcześniej niż):
1698
Data wydania (nie później niż):
1698
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Roman Pollak, Stefan Saski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Kraków
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Polska Akademia Umiejętności
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1949
cara list Lubomirskiego; I podał go drugiemu, dał trzeciemu drugi, Aż się wszyscy obeszli, jako rząd był długi. Tak więc kota grawają małe dzieci właśnie, I tego karzą, w czyich ręku słomka zgaśnie. Skoro doszedł wezyra, ukłoni się pięknie, A potem gdy na obie kolana uklęknie, Włożył go pod wezgłowie, wlazszy na podnóżek, Na którym jak pręt siedział on strugany bożek. Tenże Żorawińskiemu, nim jął mówić, rzecze: Że skróci, że swej mowy długo nie przewlecze; Pan wojenny, marsowej nawykszy muzyki, Nie kocha tych oracyj ani retoryki; Rana trąba u niego nad wszelkie koncenty, Cyceronem daruje żaki i
cara list Lubomirskiego; I podał go drugiemu, dał trzeciemu drugi, Aż się wszyscy obeszli, jako rząd był długi. Tak więc kota grawają małe dzieci właśnie, I tego karzą, w czyich ręku słomka zgaśnie. Skoro doszedł wezyra, ukłoni się pięknie, A potem gdy na obie kolana uklęknie, Włożył go pod wezgłowie, wlazszy na podnóżek, Na którym jak pręt siedział on strugany bożek. Tenże Żorawińskiemu, nim jął mówić, rzecze: Że skróci, że swej mowy długo nie przewlecze; Pan wojenny, marsowej nawykszy muzyki, Nie kocha tych oracyj ani retoryki; Rana trąba u niego nad wszelkie koncenty, Cyceronem daruje żaki i
Skrót tekstu: PotWoj1924
Strona: 324
Tytuł:
Transakcja Wojny Chocimskiej
Autor:
Wacław Potocki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
poematy epickie
Tematyka:
wojskowość
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1670
Data wydania (nie wcześniej niż):
1670
Data wydania (nie później niż):
1670
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Aleksander Brückner
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Kraków
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Zakład Narodowy im. Ossolińskich
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1924
CO INSZEGO
Jadąc w drogę przez miasto, nie pamiętam czyje, Pytam dziewki na rynku, którą zegar bije. Odpowie mi z żałością, co znać było na niej: Nie zegar u nas bije, ale zrzędna pani. 20. CZĘSTOWANIE ŻOŁNIERSKIE Z WDOWĄ
Przyjechał się zalecać żołnierz jeden wdowie. Kazawszy ta na krześle położyć wezgłowie, Prosi go, żeby usiadł; a ten, wziąwszy stołka: „Dobrzeć tak na chudego — odpowie — pachołka, Mościa Pani; kto twardej przywyknie kulbace, O krzesła i o miękkie mniej dba materace.” Więc gdy dłużej owego częstowania będzie, Skoro wdowa na krześle, ów na stołku siędzie: „Bywało
CO INSZEGO
Jadąc w drogę przez miasto, nie pamiętam czyje, Pytam dziewki na rynku, którą zegar bije. Odpowie mi z żałością, co znać było na niej: Nie zegar u nas bije, ale zrzędna pani. 20. CZĘSTOWANIE ŻOŁNIERSKIE Z WDOWĄ
Przyjechał się zalecać żołnierz jeden wdowie. Kazawszy ta na krześle położyć wezgłowie, Prosi go, żeby usiadł; a ten, wziąwszy stołka: „Dobrzeć tak na chudego — odpowie — pachołka, Mościa Pani; kto twardej przywyknie kulbace, O krzesła i o miękkie mniej dba materace.” Więc gdy dłużej owego częstowania będzie, Skoro wdowa na krześle, ów na stołku siędzie: „Bywało
Skrót tekstu: PotFrasz2Kuk_II
Strona: 242
Tytuł:
Ogrodu nie wyplewionego część wtora
Autor:
Wacław Potocki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Gatunek:
fraszki i epigramaty
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1677
Data wydania (nie wcześniej niż):
1677
Data wydania (nie później niż):
1677
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Dzieła
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Leszek Kukulski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1987