puściwszy osnowę,
Buja i między zazdrosnymi stady Swych rówienniczek zawstydza gromady! Godna zaiste ciągnąć i wóz słońca, I stać w królewskiej stajni nie od końca; Godna, żeby jej sam wystrzygał uszy I róg wybierał koronny koniuszy. Teraz niech Neptun kształt na się przybierze Gładkiego konia, jak gwoli Cererze; Teraz niech Jowisz, zalotów niesyty, Końskimi stan swój okryje kopyty, A więcej wskóra, niż gdy boskie stopy Bawolim rogiem okrył dla Europy. A gdy ją będą w bieg różnie ćwiczony Koniuszy z Litwy i drugi z Korony Kawalkowali — o, jakie korbety, Jakie pasady, jakie wężokręty, Jakie odmiany ręki będą w kole, Jakie pod rzutnym
puściwszy osnowę,
Buja i między zazdrosnymi stady Swych rówienniczek zawstydza gromady! Godna zaiste ciągnąć i wóz słońca, I stać w królewskiej stajni nie od końca; Godna, żeby jej sam wystrzygał uszy I róg wybierał koronny koniuszy. Teraz niech Neptun kształt na się przybierze Gładkiego konia, jak gwoli Cererze; Teraz niech Jowisz, zalotów niesyty, Końskimi stan swój okryje kopyty, A więcej wskóra, niż gdy boskie stopy Bawolim rogiem okrył dla Europy. A gdy ją będą w bieg różnie ćwiczony Koniuszy z Litwy i drugi z Korony Kawalkowali — o, jakie korbety, Jakie pasady, jakie wężokręty, Jakie odmiany ręki będą w kole, Jakie pod rzutnym
Skrót tekstu: MorszAUtwKuk
Strona: 11
Tytuł:
Utwory zebrane
Autor:
Jan Andrzej Morsztyn
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1654
Data wydania (nie wcześniej niż):
1654
Data wydania (nie później niż):
1654
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Utwory zebrane
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Leszek Kukulski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1971
sąsiedzie, kolejna do ciebie! Z życzliwej piję ręki, że przy jego chlebie, Za zdrowie sądeckiego starosty. Niech długo Przy fortunie zażywa zdrowia i tu mu go Życz, proszę, jeślić jeszcze nie wyszły z pamięci Jego trudy, odwagi, prace, koszty, chęci. TRZYNASTY
Ani prośby, ani tam potrzeba zalotów, Czegom nie tylko usty — krwią poprawić gotów. Prawda, mówić natura nie dała mi cudnie Jako wielom falitom, cnota zaś obłudnie; Ale równo z żywotem każde kładę słowo: Wiwat, wiwat starosta, szczęśliwie i zdrowo! CZTERNASTY
I ja więcej nie mówię, czynić z tobą mogę. O wielkich oratorach słychał
sąsiedzie, kolejna do ciebie! Z życzliwej piję ręki, że przy jego chlebie, Za zdrowie sądeckiego starosty. Niech długo Przy fortunie zażywa zdrowia i tu mu go Życz, proszę, jeślić jeszcze nie wyszły z pamięci Jego trudy, odwagi, prace, koszty, chęci. TRZYNASTY
Ani prośby, ani tam potrzeba zalotów, Czegom nie tylko usty — krwią poprawić gotów. Prawda, mówić natura nie dała mi cudnie Jako wielom falitom, cnota zaś obłudnie; Ale równo z żywotem każde kładę słowo: Wiwat, wiwat starosta, szczęśliwie i zdrowo! CZTERNASTY
I ja więcej nie mówię, czynić z tobą mogę. O wielkich oratorach słychał
Skrót tekstu: PotSielKuk_I
Strona: 122
Tytuł:
Sielanka
Autor:
Wacław Potocki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
utwory synkretyczne
Gatunek:
sielanki
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1676
Data wydania (nie wcześniej niż):
1676
Data wydania (nie później niż):
1676
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Dzieła
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Leszek Kukulski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1987
i świadków, nieznajome monstrum było; to szkoły Juris prudencyi niepotrzebne były. Jedno to słowo, tak, nietak; Dekreta pisało, kiedy idąc ad statum podściwość, eóusque; excreverat, że Władysława Łokietka, Pana wojennego, mądrego, dobrego, i któremu nic zarzucić in statu Polacy niemieli, a przecię dla jednych zalotów, które wyrządzał, i stroił żonom Polskim, wygnali go z Tronu po dwa razy. To pozwalam, że się na ów czas nie w nauki, tylko w jednę cnotę fundować było potrzeba; kiedy wszystkie zjazdy, Sejmiki, Sejmy,iedna miłość ku Bogu, ku pospolitej, i powszechnej konserwacyj rządziła, kiedy cudzoźziemskie
y świadkow, nieznáiome monstrum było; to szkoły Juris prudencyi niepotrzebne były. Jedno to słowo, ták, nieták; Dekretá pisało, kiedy idąc ad statum podśćiwość, eóusque; excreverat, że Władysławá Łokietká, Paná woiennego, mądrego, dobrego, y ktoremu nic zárzućić in statu Polacy niemieli, á przećię dla iednych zálotow, ktore wyrządzał, y stroił żonom Polskim, wygnali go z Tronu po dwá razy. To pozwalam, że się ná ow czás nie w náuki, tylko w iednę cnotę fundować było potrzebá; kiedy wszystkie ziazdy, Seymiki, Seymy,iedná miłość ku Bogu, ku pospolitey, y powszechney konserwacyi rządźiła, kiedy cudzoźźiemskie
Skrót tekstu: RadzKwest
Strona: 9
Tytuł:
Kwestie polityczne
Autor:
Franciszek Radzewski
Drukarnia:
Drukarnia Akademicka
Miejsce wydania:
Poznań
Region:
Wielkopolska
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty perswazyjne
Gatunek:
pisma polityczne, społeczne
Tematyka:
polityka
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1743
Data wydania (nie wcześniej niż):
1743
Data wydania (nie później niż):
1743
Najpierwszemu się podobała Bogu: Nie masz, co powstał z Ojcowskiego łona Hyllusa Syna, ni Amfitriona. Eurysteusza, co mściwej Junony Gniew wykonywa, w osobie twej Zony, Czuję; albowiem w nadzieję tej Pani Dość mię uściska, dość frasunkiem rani. Lecz jeszcze na mnie mało tych kłopotów, Trzeba do liczby obcych twych zalotów; Trzeba, ażeby, czy szpetną, czy gładką Obaczysz, każda ż ciebie była Matką. Nie wspomnię, coś wprzód w Parteńskiej dolinie Auge nazwanej, uczynił dziewczynie; Ani twej, z Nimfą Ormenu, robotki, Bo to u ciebie fraszki są, i plotki. Coś piątdziesiąt siostrom, gdy noc kryje, Teutranta
Naypierwszemu się podobáłá Bogu: Nie mász, co powstał z Oycowskiego łoná Hyllusa Syná, ni Amfitryoná. Eurysteuszá, co mśćiwey Iunony Gniew wykonywa, w osobie twey Zony, Czuię; álbowiem w nádźieię tey Páni Dość mię uściska, dość frásunkiem ráni. Lecz ieszcze ná mnie máło tych kłopotow, Trzebá do liczby obcych twych zalotow; Trzebá, áżeby, czy szpetną, czy głádką Obaczysz, káżda ż ćiebie byłá Mátką. Nie wspomnię, coś wprzod w Párteńskiey dolinie Auge názwáney, uczynił dźiewczynie; Ani twey, z Nimfą Ormenu, robotki, Bo to u ćiebie frászki są, y plotki. Coś piątdźieśiąt śiostrom, gdy noc kryie, Teutrántá
Skrót tekstu: OvChrośRoz
Strona: 116
Tytuł:
Rozmowy listowne
Autor:
Publius Ovidius Naso
Tłumacz:
Wojciech Stanisław Chrościński
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
utwory synkretyczne
Tematyka:
mitologia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1695
Data wydania (nie wcześniej niż):
1695
Data wydania (nie później niż):
1695
HERBU SIDŁO
Nadobna, piękna dziewka, z oczu, z twarzy, z czoła, Lub co rzecze, lub w tańcu obróci dokoła, Wierę, jest co uważać, klejnotów dość na niej, Nabożna, do kościoła ze wszytkich najraniej; Gdyby posag do takich kwadrował przymiotów, Masz blisko, nie odkładaj, sąsiedzie, zalotów. Aż ów: Nie darmo w herbie ma ta panna Sidło: Klejnoty pożyczane, na twarzy bielidło, Obyczaje zmyślone, bo wewnątrz inaczej, Nie z nabożeństwa chodzi, dla prezenty raczej, Do kościoła; pełen dom gachów u jej matki (Mógł już który otrzymać przyjaźni zadatki), Ociec z macierzą żyje właśnie jak
HERBU SIDŁO
Nadobna, piękna dziewka, z oczu, z twarzy, z czoła, Lub co rzecze, lub w tańcu obróci dokoła, Wierę, jest co uważać, klejnotów dość na niej, Nabożna, do kościoła ze wszytkich najraniej; Gdyby posag do takich kwadrował przymiotów, Masz blisko, nie odkładaj, sąsiedzie, zalotów. Aż ów: Nie darmo w herbie ma ta panna Sidło: Klejnoty pożyczane, na twarzy bielidło, Obyczaje zmyślone, bo wewnątrz inaczej, Nie z nabożeństwa chodzi, dla prezenty raczej, Do kościoła; pełen dom gachów u jej matki (Mógł już który otrzymać przyjaźni zadatki), Ociec z macierzą żyje właśnie jak
Skrót tekstu: PotPoczKuk_III
Strona: 432
Tytuł:
Poczet herbów szlachty
Autor:
Wacław Potocki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Gatunek:
herbarze
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1696
Data wydania (nie wcześniej niż):
1696
Data wydania (nie później niż):
1696
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Dzieła
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Leszek Kukulski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1987
chociaż brata jej, Hektora, Na placu położywszy, trupokupcą został,
Starał się, aby grzecznej Polikseny dostał. Ociec był nie od tego, dlategoż pan młody Bezbronny do Cyntego kościoła na gody Przyszedł, ale niż wiarę Priamównie ślubił, Przy ołtarzu go Parys niemęski zagubił. Nie wspominam dziewoi twojej, Enomanie, Uchodzącej zalotów na prędkim rydwanie; Wszak jej nie ratowały woźniki obrotne, Ani poszosne, ani wozy bystrolotne, Kiedy własny forytarz wydał ją na jatki, Skoro do niej wyjachał Tantalowic gładki.
Wszak i ty, Rozymundzie, zaledwieś wyczytał Imię półbrata mego, kiedyś się go chwytał. Jeszcześ go z twarzy nie znał ani
chociaż brata jej, Hektora, Na placu położywszy, trupokupcą został,
Starał się, aby grzecznej Polikseny dostał. Ociec był nie od tego, dlategoż pan młody Bezbronny do Cyntego kościoła na gody Przyszedł, ale niż wiarę Pryjamównie ślubił, Przy ołtarzu go Parys niemęski zagubił. Nie wspominam dziewoi twojej, Enomanie, Uchodzącej zalotów na prędkim rydwanie; Wszak jej nie ratowały woźniki obrotne, Ani poszosne, ani wozy bystrolotne, Kiedy własny forytarz wydał ją na jatki, Skoro do niej wyjachał Tantalowic gładki.
Wszak i ty, Rozymundzie, zaledwieś wyczytał Imię półbrata mego, kiedyś się go chwytał. Jeszcześ go z twarzy nie znał ani
Skrót tekstu: ZimSRoks
Strona: 10
Tytuł:
Roksolanki
Autor:
Szymon Zimorowic
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
utwory synkretyczne
Gatunek:
sielanki
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1654
Data wydania (nie wcześniej niż):
1654
Data wydania (nie później niż):
1654
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Ludwika Ślękowa
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Wrocław
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Zakład Narodowy im. Ossolińskich
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1983
do piersi strzałę zapalczywą, A drugą, która niechęć i nienawiść czyni, Utopiłem w penejskiej młodziuchnej kniehyni.
Pierwsza była arabskim powleczona złotem, Ta zasię przytępiona ołowianym grotem, Przetoż Apollo całym sercem ku niej pała, Nimfa zaś, obowiązków małżeńskich niedbała, Woli jelenie śledzić po kniejach nieludnych, Zaniechawszy urody i zalotów trudnych. Tytan, co na nią wejźrzy, z miłości umiera, Jako ogień chrust suchy i plewy pożera, Tak płomień jego serce gorące otacza; Czasem bierze otuchę, a czasem rozpacza. Widzi warkocz po szyjej białej rozpuszczony, Piękny, choć superfinem w kółko nie spleciony. Patrzy na oczy równe gwiazdom wyiskrzonym, Dziwuje
do piersi strzałę zapalczywą, A drugą, która niechęć i nienawiść czyni, Utopiłem w penejskiej młodziuchnej kniehyni.
Pierwsza była arabskim powleczona złotem, Ta zasię przytępiona ołowianym grotem, Przetoż Apollo całym sercem ku niej pała, Nimfa zaś, obowiązków małżeńskich niedbała, Woli jelenie śledzić po kniejach nieludnych, Zaniechawszy urody i zalotów trudnych. Tytan, co na nię wejźrzy, z miłości umiera, Jako ogień chrust suchy i plewy pożera, Tak płomień jego serce gorące otacza; Czasem bierze otuchę, a czasem rozpacza. Widzi warkocz po szyjej białej rozpuszczony, Piękny, choć superfinem w kółko nie spleciony. Patrzy na oczy równe gwiazdom wyiskrzonym, Dziwuje
Skrót tekstu: ZimSRoks
Strona: 14
Tytuł:
Roksolanki
Autor:
Szymon Zimorowic
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
utwory synkretyczne
Gatunek:
sielanki
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1654
Data wydania (nie wcześniej niż):
1654
Data wydania (nie później niż):
1654
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Ludwika Ślękowa
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Wrocław
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Zakład Narodowy im. Ossolińskich
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1983
Europskich/ ale też i z weselszych. Gdyż jest i tak oblana wielą rzek/ i jakby ozdobiona i okrążona na wielu miejsc morzem/ iż niemasz Prowincji/ ani obfitszej w zboże pastwiska/ pszenicę/ bydło; ani sposobniejszej i dla odbytu swych bogactw/ i dla nabycia cudzych. co pokazują na oko/ bez zalotów wszelkich/ tak wiele odnóg morskich/ które się tam wylewają; tak wiele Peninsuł/ które tam są w około/ jakby stojąc koło swej Królowej: pomiarkowanie powietrza/ łaskawość nieba sprawuje/ iż ludzie tamci są dziwnie dowcipni: co oni pokazali rozmaitymi sposobami: abowiem nie tylo objaśnili nauki/ i malarstwo/ rzezanie/ Architekturę
Europskich/ ále też y z weselszych. Gdyż iest y ták oblána wielą rzek/ y iákby ozdobiona y okrążona ná wielu mieysc morzem/ iż niemász Prouinciey/ áni obfitszey w zboże pástwiská/ pszenicę/ bydło; áni sposobnieyszey y dla odbytu swych bogactw/ y dla nábyćia cudzych. co pokázuią ná oko/ bez zálotow wszelkich/ ták wiele odnog morskich/ ktore się tám wylewáią; ták wiele Peninsuł/ ktore tám są w około/ iákby stoiąc koło swey Krolowey: pomiárkowánie powietrza/ łáskáwość niebá sprawuie/ iż ludźie támći są dźiwnie dowćipni: co oni pokazáli rozmáitymi sposobámi: ábowiem nie tylo obiáśnili náuki/ y málarstwo/ rzezánie/ Architekturę
Skrót tekstu: BotŁęczRel_I
Strona: 138
Tytuł:
Relacje powszechne, cz. I
Autor:
Giovanni Botero
Tłumacz:
Paweł Łęczycki
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Gatunek:
opisy geograficzne
Tematyka:
egzotyka, geografia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1609
Data wydania (nie wcześniej niż):
1609
Data wydania (nie później niż):
1609
chusty, jakoby w zginionej potrzebie, Wpadnie do żony, która od śmiechu się puka, Że błazna wierzącego tak kształtnie oszuka. Toż choć dyszy, chociaż mu jeszcze w gardle słono: „Prawiem ci trafił na prask, moja miła żono! Srodześ się omyliła, poprzysiąc-em gotów, Kłopotem przypłaciwszy tych twoich zalotów. Kiedybym nie uciekał, pewnie by mnie wybił: Co się zamierzył, to w bok albo we grzbiet chybił. Pod słońcem wierniejszego nie znalazłby sługi! Niech kto chce, co chce mówi o nim, raz i drugi, Nie uwierzę i choć mi kijem tak dokuczy, Powierzę mu się cale od
chusty, jakoby w zginionej potrzebie, Wpadnie do żony, która od śmiechu się puka, Że błazna wierzącego tak kształtnie oszuka. Toż choć dyszy, chociaż mu jeszcze w gardle słono: „Prawiem ci trafił na prask, moja miła żono! Srodześ się omyliła, poprzysiąc-em gotów, Kłopotem przypłaciwszy tych twoich zalotów. Kiedybym nie uciekał, pewnie by mnie wybił: Co się zamierzył, to w bok albo we grzbiet chybił. Pod słońcem wierniejszego nie znalazłby sługi! Niech kto chce, co chce mówi o nim, raz i drugi, Nie uwierzę i choć mi kijem tak dokuczy, Powierzę mu się cale od
Skrót tekstu: PotFrasz2Kuk_II
Strona: 293
Tytuł:
Ogrodu nie wyplewionego część wtora
Autor:
Wacław Potocki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Gatunek:
fraszki i epigramaty
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1677
Data wydania (nie wcześniej niż):
1677
Data wydania (nie później niż):
1677
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Dzieła
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Leszek Kukulski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1987
: Ze tajną wydał miłość/ równą go chlusnęła Miłością w oddarunek. Cóżci to nieboże Apolo wzrok promienny/ kształt/ gładkość pomoże? Którys sięzłożył ziemi ogniami doskwierać Ogniem się prażysz nowym: i któryś dozierać Winien wszytkiego/ w samej Lewkotce trwasz ninie. Twe światu dłużne oczy/ w jednej tkwią dziewczynie. A dla zalotów godzin ozimych przysparzasz. Cmisz się niegdy/ i na wzrok serdeczny szwank łożysz/ I zaćmiony śmiertelne myśli ciężko trworzysz Ani się temu mienysz/ że cię zastępuje Księżyc pobliższy ziemie; miłość to sprawuje. Wtedy się jedynie kochasz już cię nie utrzyma Klimenc/ Rodos także/ sto ani mocy ma Urodziwa Cyrce mac/ lub co
: Ze táyną wydał miłość/ rowną go chlusnęłá Miłośćią w oddárunek. Cożći to nieboże Apolo wzrok promienny/ kształt/ głádkość pomoże? Ktorys sięzłożył źiemi ogniámi doskwieráć Ogniem się práżysz nowym: y ktoryś doźieráć Winien wszytkiego/ w sámey Lewkotce trwasz ninie. Twe świátu dłużne oczy/ w iedney tkwią dźiewczynie. A dla zalotow godźin ozimych przyspárzasz. Cmisz się niegdy/ y ná wzrok serdeczny szwánk łożysz/ Y záćmiony śmiertelne myśli ćiężko trworzysz Ani się temu mienysz/ że ćię zástępuie Kśięzyc pobliższy źiemie; miłość to spráwuie. Wtedy się iedynie kochasz iuż ćię nie vtrzyma Klimenc/ Rhodos tákże/ zto áni mocy ma Vrodźiwá Cyrce mac/ lub co
Skrót tekstu: OvŻebrMet
Strona: 84
Tytuł:
Metamorphoseon
Autor:
Publius Ovidius Naso
Tłumacz:
Jakub Żebrowski
Drukarnia:
Franciszek Cezary
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
poematy epickie
Tematyka:
mitologia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1636
Data wydania (nie wcześniej niż):
1636
Data wydania (nie później niż):
1636