Księżycu jasny i wy gwiazdy śliczne! Widzicie nasze prace ustawiczne.
Tu pieśń skończyły, potym się pytały, Któreby też z nich najlepiej śpiewały. Lecz się nie mogły zgodzić, bo bez mała
I młodsza starszej nie wyrownywała; Gdy się latom swym akomodowały, Starsze o rzeczach poważnych śpiewały, Śrzednie o figlach tylko i zalotach, Młodsze (znać się im przykrzą) o robotach.
Wtym się porwały, ale jako błogo Zrobiły, tego nie wiem, też od kogo Żeby spać poszły dziewczę przychodziło Kończyć a już się ku dniowi młodziło. Jam ledwie wytrwał, żem nie krzyknął na nie, Bóg zapłać panny za takie śpiewanie. Ale
Księżycu jasny i wy gwiazdy śliczne! Widzicie nasze prace ustawiczne.
Tu pieśń skończyły, potym się pytały, Ktoreby też z nich najlepiej śpiewały. Lecz się nie mogły zgodzić, bo bez mała
I młodsza starszej nie wyrownywała; Gdy się latom swym akommodowały, Starsze o rzeczach poważnych śpiewały, Śrzednie o figlach tylko i zalotach, Młodsze (znać się im przykrzą) o robotach.
Wtym się porwały, ale jako błogo Zrobiły, tego nie wiem, też od kogo Żeby spać poszły dziewczę przychodziło Kończyć a już się ku dniowi młodziło. Jam ledwie wytrwał, żem nie krzyknął na nie, Bog zapłać panny za takie śpiewanie. Ale
Skrót tekstu: MorszZWierszeWir_I
Strona: 370
Tytuł:
Wiersze
Autor:
Zbigniew Morsztyn
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Gatunek:
pieśni
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1675
Data wydania (nie wcześniej niż):
1675
Data wydania (nie później niż):
1675
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Wirydarz poetycki
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Aleksander Brückner
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Lwów
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Towarzystwo dla Popierania Nauki Polskiej
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1910
z gliny W proch nieznaczny rozdrobi śmiertelna łotryni,
Przecię dnia ostatniego, w świetniejsze odziani Członki do chwały będą niebieskiej wybrani. Tym kształtem pomarańcze dwie w żyznym Kanopie, Gdy słońce przemieszkiwa w złotorunym Skopie, Listami się okrywszy, coraz rozrastają W latorośle, a jabłka po kwietniu wydają. Nie inaczej początek małżeńskiej przyjaźni: W zalotach się zieleni zrazu dla bojaźni I nadziejej, a skoro gruntowną umowę Uczyni, bierze wieńce rozkwitłe na głowę; Gdy zaś stanie przymierze ślubne, po nim gody, Na końcu wyrastają małżeńskie jagody. Z nich plemienia ludzkiego nieprzebrana tłuszcza Rojąc się, światu temu zgrzybieć nie dopuszcza, Coraz pod stare strychy młódź nową podsadza, Którą
z gliny W proch nieznaczny rozdrobi śmiertelna łotryni,
Przecię dnia ostatniego, w świetniejsze odziani Członki do chwały będą niebieskiej wybrani. Tym kształtem pomarańcze dwie w żyznym Kanopie, Gdy słońce przemieszkiwa w złotorunym Skopie, Listami się okrywszy, coraz rozrastają W latorośle, a jabłka po kwietniu wydają. Nie inaczej początek małżeńskiej przyjaźni: W zalotach się zieleni zrazu dla bojaźni I nadziejej, a skoro gruntowną umowę Uczyni, bierze wieńce rozkwitłe na głowę; Gdy zaś stanie przymierze ślubne, po nim gody, Na końcu wyrastają małżeńskie jagody. Z nich plemienia ludzkiego nieprzebrana tłuszcza Rojąc się, światu temu zgrzybieć nie dopuszcza, Coraz pod stare strychy młódź nową podsadza, Którą
Skrót tekstu: ZimSRoks
Strona: 24
Tytuł:
Roksolanki
Autor:
Szymon Zimorowic
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
utwory synkretyczne
Gatunek:
sielanki
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1654
Data wydania (nie wcześniej niż):
1654
Data wydania (nie później niż):
1654
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Ludwika Ślękowa
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Wrocław
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Zakład Narodowy im. Ossolińskich
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1983
przypowieść im prawi. 391. SZYDŁA NA MOTOWIDŁA
Dwu jednymi sztukami mędrków godzi na się, Przecież głupszego mędrszy zwyczajnie upasie; Tak i złodzieja złodziej, który z nich uprzedzi, Krawiec krawca, szwiec szewca najprędzej wyśledzi, Tak jurysta jurystę, choć oba wiadomi Instygować i bronić, w ratuszu przełomi. Taż w zalotach, w kupiectwie i w myślistwie sztuka: Równi będąc, wżdy jeden drugiego oszuka. Nie tylko wszyscy ludzie, ale ptacy, zwierze Łowcami, wszyscy na się stawiają więcierze. Sikora musze, dzierzba sikorze na zdradzie, Kobuz dzierzbie, kobuza jastrząb pastwą kładzie, Na tego orzeł, strzelec na orła się skrada; Żaden
przypowieść im prawi. 391. SZYDŁA NA MOTOWIDŁA
Dwu jednymi sztukami mędrków godzi na się, Przecież głupszego mędrszy zwyczajnie upasie; Tak i złodzieja złodziej, który z nich uprzedzi, Krawiec krawca, szwiec szewca najprędzej wyśledzi, Tak jurysta jurystę, choć oba wiadomi Instygować i bronić, w ratuszu przełomi. Taż w zalotach, w kupiectwie i w myślistwie sztuka: Równi będąc, wżdy jeden drugiego oszuka. Nie tylko wszyscy ludzie, ale ptacy, zwierze Łowcami, wszyscy na się stawiają więcierze. Sikora musze, dzierzba sikorze na zdradzie, Kobuz dzierzbie, kobuza jastrząb pastwą kładzie, Na tego orzeł, strzelec na orła się skrada; Żaden
Skrót tekstu: PotMorKuk_III
Strona: 232
Tytuł:
Moralia
Autor:
Wacław Potocki
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Gatunek:
fraszki i epigramaty, pieśni
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1688
Data wydania (nie wcześniej niż):
1688
Data wydania (nie później niż):
1688
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Dzieła
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Leszek Kukulski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1987
że ty Ilionę Córkę starszą Priamusa. T. Tylkoć o żalotach, a obiad wiego diabeł kiedy będzie gotowy, wolę zraz pieczeni, a niżeli tę waszę Ilionę, o której oznajmując wczora Virgiliusz do mnie tak napisać raczył, Praterea Sceptrum Ilione quod asserat olim maxima naturam Priami. B. A nie rad słyszysz o zalotach, mowmysz o krwawych Ekspedytiach, w których przedtym odważni Kawalerowie, blachu tylko przedniego zażywali, pokazując tym Nieprzyjacielom, iż mu tyłu nie podadzą. T. Wódz uciekający przyczyną jest zawsze przegranej. B. Nadzieja zwycięstwa wielu oraz zabitą okryła śmiercią, ponieważ żaden nie idzie do boju, chyba spodziewając się zwycięstwa. B.
że ty Ilionę Corkę stárszą Priámusá. T. Tylkoć o żalotách, á obiad wiego diabeł kiedy będźie gotowy, wolę zraz pieczeni, á niżeli tę wászę Ilionę, o ktorey oznaymuiąc wczorá Virgiliusz do mnie ták nápisáć raczył, Praterea Sceptrum Ilione quod asserat olim maxima naturam Priami. B. A nie rad słyszysz o zalotách, mowmysz o krwáwych Expeditiách, w ktorych przedtym odważni Káwálerowie, bláchu tylko przedniego záżywáli, pokázuiąc tym Nieprzyiaćielom, iż mu tyłu nie podádzą. T. Wodz vćiekáiący przyczyną iest záwsze przegráney. B. Nádźieiá zwyćięstwá wielu oraz zábitą okryłá śmierćią, poniewasz żaden nie idźie do boiu, chyba spodżiewáiąc się zwyćięstwá. B.
Skrót tekstu: AndPiekBoh
Strona: 26
Tytuł:
Bohatyr straszny
Autor:
Francesco Andreini
Tłumacz:
Krzysztof Piekarski
Drukarnia:
Mikołaj Aleksander Schedel
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
dramat
Gatunek:
dialogi
Poetyka żartu:
tak
Data wydania:
1695
Data wydania (nie wcześniej niż):
1695
Data wydania (nie później niż):
1695
gachów. Do rąneczka z chłopcy Mało nie co dzień/ Piątkom pewnie nieprzepuszczą/ Muzyka/ Bankieciki/ taneczki/ rozmowki Z Mężczyznami/ nauczą przed czasem wszytkiego. Jedna też drugiej powie. Piosneczki śpiewają Które wycwiczą lepiej/ niżli Ovidius Wdawnych swoich Książeczkach de Arte amandi. Miasto świętych Żywotów będzie tam co w druczku O zalotach i różnych przebiegach młodzieńskich. Jeśli też do Kościoła przydzie/ więcej oczka Po gachach młodych chodzą/ niżli po ołtarzach. W Mieście na zjeżdzie jakim pod Sądy i Roki Z okienka ustawicznie/ na tego owego Ten taki/ ten owaki/ to grzeczny/ nadobny. Dziewczęciu ledwie siedm lat/ a już wie co choży Co
gachow. Do rąneczká z chłopcy Máło nie co dźień/ Piątkom pewnie nieprzepuszczą/ Muzyká/ Bánkiećiki/ taneczki/ rozmowki Z Męszczyznámi/ náuczą przed czásem wszytkiego. Iedna tesz drugiey powie. Piosneczki śpiewáią Ktore wycwiczą lepiey/ niżli Ovidius Wdawnych swoich Kśiążeczkách de Arte amandi. Miásto świętych Żywotow będźie tam co w druczku O zalotách y rożnych przebiegách młodźienskich. Ieśli tesz do Kośćiołá przydźie/ więcey oczká Po gachách młodych chodzą/ niżli po ołtárzách. W Mieśćie ná ziezdźie iákim pod Sądy y Roki Z okienká vstáwicznie/ ná tego owego Ten táki/ ten owaki/ to grzeczny/ nadobny. Dźiewczęćiu ledwie śiedm lat/ á iusz wie co choży Co
Skrót tekstu: OpalKSat1650
Strona: 33
Tytuł:
Satyry albo przestrogi do naprawy rządu i obyczajów w Polszcze
Autor:
Krzysztof Opaliński
Miejsce wydania:
Amsterdam
Region:
zagranica
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
utwory synkretyczne
Gatunek:
satyry
Tematyka:
obyczajowość
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1650
Data wydania (nie wcześniej niż):
1650
Data wydania (nie później niż):
1650
wosk się miękczące, nie pytał, coby to było? gdyż widział to być cudem bożym.
Jakie towarzystwo masz w posiedzeniu z sobą, takiemi ich też powieściami zabawiaj. Według słuchaczów niech twa będzie zawsze mowa, I to jeśli smakować będą twoje słowa. Bo jak żołnierz o wojnie rad słucha, tak młodzi O zalotach, inaczej im się nie wygodzi.
Ktokolwiek ze złym towarzyszy, by nic więcej złego w nim nie było, dosyć złego czyni, i równo abo jednako sądzon będzie.
Sam się głupim osądza, kto z głupim przestaje, Taką mędrzec naukę nam wszytkim podaje.
Ktokolwiek mówiącemu w rzecz się wdawszy jego mowy poprawić swoją wymową
wosk się miękczące, nie pytał, coby to było? gdyż widział to być cudem bożym.
Jakie towarzystwo masz w posiedzeniu z sobą, takiemi ich też powieściami zabawiaj. Według słuchaczów niech twa będzie zawsze mowa, I to jeśli smakować będą twoje słowa. Bo jak żołnierz o wojnie rad słucha, tak młodzi O zalotach, inaczéj im się nie wygodzi.
Ktokolwiek ze złym towarzyszy, by nic więcéj złego w nim nie było, dosyć złego czyni, i równo abo jednako sądzon będzie.
Sam się głupim osądza, kto z głupim przestaje, Taką mędrzec naukę nam wszytkim podaje.
Ktokolwiek mówiącemu w rzecz się wdawszy jego mowy poprawić swoją wymową
Skrót tekstu: SaadiOtwSGul
Strona: 251
Tytuł:
Giulistan to jest ogród różany
Autor:
Saadi
Tłumacz:
Samuel Otwinowski
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
mieszany
Rodzaj:
utwory synkretyczne
Gatunek:
przypowieści, specula (zwierciadła)
Tematyka:
religia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
między 1610 a 1625
Data wydania (nie wcześniej niż):
1610
Data wydania (nie później niż):
1625
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
I. Janicki
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Świdzińscy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1879
Księżycu jasny i wy, gwiazdy śliczne, Widzicie nasze prace ustawiczne.
Tu pieśń skończyły, potym się pytały, Które-li też z nich nalepiej śpiewały, Lecz się nie mogły zgodzić, bo bez mała I młodsza starszej nie wyrównywała, Gdy się latom swym akomodowały: Starsze o rzeczach poważnych śpiewały, Śrzednie o figlach tylko i zalotach, Młodsze (znać się im przykrzą) o robotach. Wtym się porwały, ale jako błogo Zrobiły, tego nie wiem, też od kogo, Żeby spać poszły, dziwczę przychodziło, A już się niebo ku dniowi młodziło. Jam ledwo wytrwał, żem nie krzyknął na nie: „Bóg zapłać, panny
Księżycu jasny i wy, gwiazdy śliczne, Widzicie nasze prace ustawiczne.
Tu pieśń skończyły, potym się pytały, Które-li też z nich nalepiej śpiewały, Lecz się nie mogły zgodzić, bo bez mała I młodsza starszej nie wyrównywała, Gdy się latom swym akomodowały: Starsze o rzeczach poważnych śpiewały, Śrzednie o figlach tylko i zalotach, Młodsze (znać się im przykrzą) o robotach. Wtym się porwały, ale jako błogo Zrobiły, tego nie wiem, też od kogo, Żeby spać poszły, dziwczę przychodziło, A już się niebo ku dniowi młodziło. Jam ledwo wytrwał, żem nie krzyknął na nie: „Bóg zapłać, panny
Skrót tekstu: MorszZWybór
Strona: 71
Tytuł:
Wybór wierszy
Autor:
Zbigniew Morsztyn
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
między 1658 a 1680
Data wydania (nie wcześniej niż):
1658
Data wydania (nie później niż):
1680
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Janusz Pelc
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Kraków
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Zakład Narodowy im. Ossolińskich
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1975