za czasu Kazimierza Króla/ w Polsce i jednego nie było: Prawda dziedzic niebieski sprawiła to/ poprostu ludzie się sądzili/ dwiema onymi słowy Jest: jest; Nie: nie; na jednym wozie pozwany z stroną do Sądu jeżdżali. O wielka mocy Prawdy/ która złote wieki stanowiła/ i zawsze stanowić może: Ani zapisów żadnych/ ani Menbranów gołych/ ani Chyrografów potrzebowali. Ale słowem tylko Szlacheckim/ które na on czas/ nad zdrowie namilsze i mocniejsze było/ każdą sprawę wiązali. Tożby i teraz być mogło/ ale że się kąkol miedzy szczerą pszenicę wmieszał/ tak że go i rozeznać trudno/ on to/ będąc inszej matki
zá czásu Kázimierzá Krolá/ w Polscze y iednego nie było: Prawdá dziedzic niebieski spráwiłá to/ poprostu ludzie się sądzili/ dwiemá onymi słowy Iest: iest; Nie: nie; ná iednym wozie pozwány z stroną do Sądu ieżdżáli. O wielka mocy Prawdy/ ktora złote wieki stánowiłá/ y záwsze stánowić może: Ani zapisow żadnych/ áni Menbranow gołych/ áni Chyrográfow potrzebowáli. Ale słowem tylko Szlácheckim/ ktore ná on czás/ nád zdrowie namilsze y mocnieysze było/ káżdą spráwę wiązáli. Tożby y teraz bydz mogło/ ále że się kąkol miedzy sczerą pszenicę wmieszał/ ták że go y rozeznáć trudno/ on to/ będąc inszey mátki
Skrót tekstu: KunWOb
Strona: D3v
Tytuł:
Obraz szlachcica polskiego
Autor:
Wacław Kunicki
Drukarnia:
Drukarnia dziedziców Jakuba Sibeneychera
Miejsce wydania:
Kraków
Region:
Małopolska
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
teksty perswazyjne
Tematyka:
obyczajowość
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1615
Data wydania (nie wcześniej niż):
1615
Data wydania (nie później niż):
1615
którym Żabowie, kasztelanowie połoccy, fabrykacją zadawali. Trybunał zatem inkwizycją uznał, jeżeli te zapisy nie sfabrykowane, tak do Giełwan, jako i do Szadowa. Ja byłem naznaczony ze strony Marcinkiewicza, a z strony Żabów Chodźko, podstarości grodzki oszmiański.
Ekspediowała się ta inkwizycja w Giełwanach, czyniła dosyć suspicji o sfabrykowaniu przerzeczonych zapisów. Pytałem się prywatnie Marcinkiewicza i Russela, pisarza grodzkiego upickiego, przyjaciela Marcinkiewiczowskiego, jeżeli są rzetelne te zapisy. Mocno mię o rzetelności onych asekurowali. Utrzymywałem zatem ich stronę. Pojechaliśmy potem na inkwizycją do Szadowa, gdzie pisarz miejski szadowski począł się mięszać. Na resztę inkwizycja w Szadowie już rozpoczęta zerwana została
którym Żabowie, kasztelanowie połoccy, fabrykacją zadawali. Trybunał zatem inkwizycją uznał, jeżeli te zapisy nie sfabrykowane, tak do Giełwan, jako i do Szadowa. Ja byłem naznaczony ze strony Marcinkiewicza, a z strony Żabów Chodźko, podstarości grodzki oszmiański.
Ekspediowała się ta inkwizycja w Giełwanach, czyniła dosyć suspicji o sfabrykowaniu przerzeczonych zapisów. Pytałem się prywatnie Marcinkiewicza i Russela, pisarza grodzkiego upitskiego, przyjaciela Marcinkiewiczowskiego, jeżeli są rzetelne te zapisy. Mocno mię o rzetelności onych asekurowali. Utrzymywałem zatem ich stronę. Pojechaliśmy potem na inkwizycją do Szadowa, gdzie pisarz miejski szadowski począł się mięszać. Na resztę inkwizycja w Szadowie już rozpoczęta zerwana została
Skrót tekstu: MatDiar
Strona: 246
Tytuł:
Diariusz życia mego, t. I
Autor:
Marcin Matuszewicz
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
ziemie Wielkiego Księstwa Litewskiego
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Gatunek:
pamiętniki
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
między 1754 a 1765
Data wydania (nie wcześniej niż):
1754
Data wydania (nie później niż):
1765
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Bohdan Królikowski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1986
asekurowali. Utrzymywałem zatem ich stronę. Pojechaliśmy potem na inkwizycją do Szadowa, gdzie pisarz miejski szadowski począł się mięszać. Na resztę inkwizycja w Szadowie już rozpoczęta zerwana została meo, przy-znam się, suasu, ażeby nie skończywszy inkwizycji można ten interes przez kombinacją zakończyć. Przyznał się już po zerwanej inkwizycji Marcinkiewicz do sfabrykowanych zapisów. Kombinacja potem nastąpiła. Wrócił Giełwany, przy mobiliach utrzymawszy się, które nie były wielkiego waloru.
Po tej inkwizycji pojechałem do Wilna gdzie, co wziąłem za
inkwizycje, oddałem bratu memu, teraźniejszemu pułkownikowi, na ekspens prawny, który w Wilnie mając pod samym zamkiem stancją, z wielkim ekspensem, mając
asekurowali. Utrzymywałem zatem ich stronę. Pojechaliśmy potem na inkwizycją do Szadowa, gdzie pisarz miejski szadowski począł się mięszać. Na resztę inkwizycja w Szadowie już rozpoczęta zerwana została meo, przy-znam się, suasu, ażeby nie skończywszy inkwizycji można ten interes przez kombinacją zakończyć. Przyznał się już po zerwanej inkwizycji Marcinkiewicz do sfabrykowanych zapisów. Kombinacja potem nastąpiła. Wrócił Giełwany, przy mobiliach utrzymawszy się, które nie były wielkiego waloru.
Po tej inkwizycji pojechałem do Wilna gdzie, co wziąłem za
inkwizycje, oddałem bratu memu, teraźniejszemu pułkownikowi, na ekspens prawny, który w Wilnie mając pod samym zamkiem stancją, z wielkim ekspensem, mając
Skrót tekstu: MatDiar
Strona: 246
Tytuł:
Diariusz życia mego, t. I
Autor:
Marcin Matuszewicz
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
ziemie Wielkiego Księstwa Litewskiego
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Gatunek:
pamiętniki
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
między 1754 a 1765
Data wydania (nie wcześniej niż):
1754
Data wydania (nie później niż):
1765
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Bohdan Królikowski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1986
Podawałem i inne dobra. Szpitalów bronił Chełchowski, podkomorzyc kowieński, który tam pierwej wpadł ode mnie, mając urzędowe podanie przez Buchowieckiego, pisarza ziemskiego brzeskiego. Gdy do Rzeczycy przyjechałem, zastałem tam Jałowickiego, starostę berżańskiego, który zbiegł przysłany od strażnikowej wielkiej lit. wdowej, biorącej się do dóbr Rzeczycy vigore zapisów małżeńskich. Jałowicki, człek wesoły, a mniej do pilności interesów przywiązany, nie zważał tego, że podczas obiadu w Rzeczycy, gdyśmy zaczęli głośniej mówić i wesołymi być, ja tymczasem kazałem obwołać posesją dla Fleminga, podskarbiego wielkiego lit., a tak oprócz Jelnej i Szpitalów wszystkie inne podałem Flemingowi Pociejowskie dobra
Podawałem i inne dobra. Szpitalów bronił Chełchowski, podkomorzyc kowieński, który tam pierwej wpadł ode mnie, mając urzędowe podanie przez Buchowieckiego, pisarza ziemskiego brzeskiego. Gdy do Rzeczycy przyjechałem, zastałem tam Jałowickiego, starostę berżańskiego, który zbiegł przysłany od strażnikowej wielkiej lit. wdowej, biorącej się do dóbr Rzeczycy vigore zapisów małżeńskich. Jałowicki, człek wesoły, a mniej do pilności interesów przywiązany, nie zważał tego, że podczas obiadu w Rzeczycy, gdyśmy zaczęli głośniej mówić i wesołymi być, ja tymczasem kazałem obwołać posesją dla Fleminga, podskarbiego wielkiego lit., a tak oprócz Jelnej i Szpitalów wszystkie inne podałem Flemingowi Pociejowskie dobra
Skrót tekstu: MatDiar
Strona: 290
Tytuł:
Diariusz życia mego, t. I
Autor:
Marcin Matuszewicz
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
ziemie Wielkiego Księstwa Litewskiego
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Gatunek:
pamiętniki
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
między 1754 a 1765
Data wydania (nie wcześniej niż):
1754
Data wydania (nie później niż):
1765
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Bohdan Królikowski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1986
wuja swego Branickiego, hetmana koronnego, pojechałem do Białegostoku. Tam przyjechawszy, doniosłem o mojej negocjacji pannie Korytyńskiej, jej pani podskarbiance i hetmanowi. Otrzymałem deklaracją od damy, a od podskarbianki posagu tysiąca czerw, zł z wiadomością hetmańską, a oraz naznaczenie czasu do Boćków zjechania dla otrzymania publicznej deklaracji i uformowania zapisów przed-
szlubnych. Jakoż w krótkim potem czasie z strony konkurenta ja i Owsiany, cześnik wołkowyski, sekretarz pieczęci wielkiej lit., człek wielkich cnót i doskonałości, szwagier jego, mój wielki przyjaciel, a z strony damy przyjechał Markowski, sędzia ziemski bielski. Przyjechał na tenże czas Branicki, hetman naówczas polny,
wuja swego Branickiego, hetmana koronnego, pojechałem do Białegostoku. Tam przyjechawszy, doniosłem o mojej negocjacji pannie Korytyńskiej, jej pani podskarbiance i hetmanowi. Otrzymałem deklaracją od damy, a od podskarbianki posagu tysiąca czerw, zł z wiadomością hetmańską, a oraz naznaczenie czasu do Boćków zjechania dla otrzymania publicznej deklaracji i uformowania zapisów przed-
szlubnych. Jakoż w krótkim potem czasie z strony konkurenta ja i Owsiany, cześnik wołkowyski, sekretarz pieczęci wielkiej lit., człek wielkich cnót i doskonałości, szwagier jego, mój wielki przyjaciel, a z strony damy przyjechał Markowski, sędzia ziemski bielski. Przyjechał na tenże czas Branicki, hetman naówczas polny,
Skrót tekstu: MatDiar
Strona: 313
Tytuł:
Diariusz życia mego, t. I
Autor:
Marcin Matuszewicz
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
ziemie Wielkiego Księstwa Litewskiego
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Gatunek:
pamiętniki
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
między 1754 a 1765
Data wydania (nie wcześniej niż):
1754
Data wydania (nie później niż):
1765
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Bohdan Królikowski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1986
regimentarzu generalnym wojsk W. Ks. Lit., potem wojewodzie wileńskim, hetmanie wielkim W. Ks. Lit., panie wielkim, nie chcącym się kłócić z domem Ogińskich o dobra wnuka swego. Ta tedy Ogińska, wojewodzina wileńska, między innymi córkami swymi będąc łaskawszą na Teresę, potem Sołłohubową, zapisała jej vigore zapisów swoich na przeżycie otrzymanych od męża wszystkie dobra, a potem wkrótce sama umarła.
Marcjan Ogiński, wojewoda witebski, brat stryjeczny Kazimierza Ogińskiego, wojewody wileńskiego, nieraz wspomnionego, żeni synów swoich dwóch: starszego, naówczas oboźnego, a teraźniejszego marszałka wielkiego W. Ks. Lit., z Heleną, wojewodzanką wileńską, z
regimentarzu generalnym wojsk W. Ks. Lit., potem wojewodzie wileńskim, hetmanie wielkim W. Ks. Lit., panie wielkim, nie chcącym się kłócić z domem Ogińskich o dobra wnuka swego. Ta tedy Ogińska, wojewodzina wileńska, między innymi córkami swymi będąc łaskawszą na Teresę, potem Sołłohubową, zapisała jej vigore zapisów swoich na przeżycie otrzymanych od męża wszystkie dobra, a potem wkrótce sama umarła.
Marcjan Ogiński, wojewoda witebski, brat stryjeczny Kazimierza Ogińskiego, wojewody wileńskiego, nieraz wspomnionego, żeni synów swoich dwóch: starszego, naówczas oboźnego, a teraźniejszego marszałka wielkiego W. Ks. Lit., z Heleną, wojewodzanką wileńską, z
Skrót tekstu: MatDiar
Strona: 315
Tytuł:
Diariusz życia mego, t. I
Autor:
Marcin Matuszewicz
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
ziemie Wielkiego Księstwa Litewskiego
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Gatunek:
pamiętniki
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
między 1754 a 1765
Data wydania (nie wcześniej niż):
1754
Data wydania (nie później niż):
1765
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Bohdan Królikowski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1986
, że księciu Czartoryskiemu nie wydoła, superseduje od
opieki i oddaje młodego Ogińskiego, któremu książę podkanclerzy należytą daje edukacją, już też do lat osimnastu przychodzącemu. Wtem też Sołłohub podskarbi, potem wojewoda brzeski, umarł. Zaczął tedy Ogiński, pisarz polny lit., z ciotką swoją Sołłohubową, wojewodziną brzeską, sprawę do skasowania zapisów od matki jej uczynionych i otrzymawszy dwie kondemnaty w trybunale, miał jej między innymi dobrami i Bulków zajechać.
Dowiedziawszy się zatem o tym zajeździe i że kilkaset ludzi ziemian i szlachty poszło przodem na zajazd Bulkowa, widziałem zakłócenie sumy 70 000 zł, które ociec mój dał na Bulków. Był z Orzeszką, sędzią ziemskim
, że księciu Czartoryskiemu nie wydoła, superseduje od
opieki i oddaje młodego Ogińskiego, któremu książę podkanclerzy należytą daje edukacją, już też do lat osimnastu przychodzącemu. Wtem też Sołłohub podskarbi, potem wojewoda brzeski, umarł. Zaczął tedy Ogiński, pisarz polny lit., z ciotką swoją Sołłohubową, wojewodziną brzeską, sprawę do skasowania zapisów od matki jej uczynionych i otrzymawszy dwie kondemnaty w trybunale, miał jej między innymi dobrami i Bulków zajechać.
Dowiedziawszy się zatem o tym zajeździe i że kilkaset ludzi ziemian i szlachty poszło przodem na zajazd Bulkowa, widziałem zakłócenie sumy 70 000 zł, które ociec mój dał na Bulków. Był z Orzeszką, sędzią ziemskim
Skrót tekstu: MatDiar
Strona: 317
Tytuł:
Diariusz życia mego, t. I
Autor:
Marcin Matuszewicz
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
ziemie Wielkiego Księstwa Litewskiego
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Gatunek:
pamiętniki
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
między 1754 a 1765
Data wydania (nie wcześniej niż):
1754
Data wydania (nie później niż):
1765
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Bohdan Królikowski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1986
zajechali dla otrzymania skutku deklaracji kanclerskiej, iż miał jako bezdzietny synowi wojewody mścisławskiego Janowi, wielkich talentów kawalerowi, Kodeń zapisać i inne dobra, a dla wnuka z siostry swego Chodkiewicza, wojewodzica brzeskiego, mało coś mając świadczyć.
Sama tedy kanclerzyna była temu przeciwna, nie dla miłości Chodkiewicza, ale spodziewając się dla siebie jakich zapisów, albo że zapisawszy Kodeń, ustąpi go wojewodzicowi mścisławskiemu, a ona, jak była chciwa i wszystkim rządziła się, obawiała się umniejszenia zysków swoich. Tak tedy wyperswadowała mężowi, że na Wołyń pojechał. Gdzie stanąwszy był często zalterowany. Na resztę jadł siła poziemek z mlekiem, czym się oziębił, w gorączkę wpadł tak
zajechali dla otrzymania skutku deklaracji kanclerskiej, iż miał jako bezdzietny synowi wojewody mścisławskiego Janowi, wielkich talentów kawalerowi, Kodeń zapisać i inne dobra, a dla wnuka z siostry swego Chodkiewicza, wojewodzica brzeskiego, mało coś mając świadczyć.
Sama tedy kanclerzyna była temu przeciwna, nie dla miłości Chodkiewicza, ale spodziewając się dla siebie jakich zapisów, albo że zapisawszy Kodeń, ustąpi go wojewodzicowi mścisławskiemu, a ona, jak była chciwa i wszystkim rządziła się, obawiała się umniejszenia zysków swoich. Tak tedy wyperswadowała mężowi, że na Wołyń pojechał. Gdzie stanąwszy był często zalterowany. Na resztę jadł siła poziemek z mlekiem, czym się oziębił, w gorączkę wpadł tak
Skrót tekstu: MatDiar
Strona: 328
Tytuł:
Diariusz życia mego, t. I
Autor:
Marcin Matuszewicz
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
ziemie Wielkiego Księstwa Litewskiego
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Gatunek:
pamiętniki
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
między 1754 a 1765
Data wydania (nie wcześniej niż):
1754
Data wydania (nie później niż):
1765
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Bohdan Królikowski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1986
Drugą córkę każdemu prawie sam deklarował, a nikomu nie dotrzymał. Deklarował Sinickiemu, podczaszemu mielnickiemu, i wszedł z nim w intercyzę, ale potem to się rozchwiało. Tąż łatwością sam ultro deklarował Szelucie, cześnikowi rzeczyckiemu, marszałkowi dworu księcia kanclerza. Książę kanclerz w to się wdał i dla zakonkludowania zupełnej deklaracji i uczynienia zapisów przyjechali do Wołczyna.
Gdyśmy u stołu u obiadu siedzieli, zdarzyło mi się obok siedzieć z chorążyną liwską, która zaczęła mi mówić o to, że się nie żenię, dając motiva, abym o córkę jej konkurował. Zacząłem tę pannę uważać, widziałem w niej pokorę i modescją, piękność ordynaryjną.
Drugą córkę każdemu prawie sam deklarował, a nikomu nie dotrzymał. Deklarował Sinickiemu, podczaszemu mielnickiemu, i wszedł z nim w intercyzę, ale potem to się rozchwiało. Tąż łatwością sam ultro deklarował Szelucie, cześnikowi rzeczyckiemu, marszałkowi dworu księcia kanclerza. Książę kanclerz w to się wdał i dla zakonkludowania zupełnej deklaracji i uczynienia zapisów przyjechali do Wołczyna.
Gdyśmy u stołu u obiadu siedzieli, zdarzyło mi się obok siedzieć z chorążyną liwską, która zaczęła mi mówić o to, że się nie żenię, dając motiva, abym o córkę jej konkurował. Zacząłem tę pannę uważać, widziałem w niej pokorę i modestią, piękność ordynaryjną.
Skrót tekstu: MatDiar
Strona: 352
Tytuł:
Diariusz życia mego, t. I
Autor:
Marcin Matuszewicz
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
ziemie Wielkiego Księstwa Litewskiego
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Gatunek:
pamiętniki
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
między 1754 a 1765
Data wydania (nie wcześniej niż):
1754
Data wydania (nie później niż):
1765
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Bohdan Królikowski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1986
Zacząłem tę pannę uważać, widziałem w niej pokorę i modescją, piękność ordynaryjną. Jednak w żadną rzecz z chorążyną liwską nie wdawałem się. Nad wieczór miałem już do Rasnej jechać, a tymczasem zawołał mię książę kanclerz i powiedziawszy mi, że chorąży liwski z, żoną i z córką przyjechał dla umówienia zapisów przedszlubnych z Szeluttą, kazał mi z chorążym liwskim też punkta ułożyć.
Chorąży liwski, będąc powinnym większy dać posag, mając tylko dwie córki wyżej wyrażone i syna jednego, a będąc fortuny znacznej, jednak dawał tylko wieś, Dziatkowskie nazwaną, w zastawie 25 000 zł będącą, wieś zdezolowaną i dwudziestu kilku chłopów mającą,
Zacząłem tę pannę uważać, widziałem w niej pokorę i modestią, piękność ordynaryjną. Jednak w żadną rzecz z chorążyną liwską nie wdawałem się. Nad wieczór miałem już do Rasnej jechać, a tymczasem zawołał mię książę kanclerz i powiedziawszy mi, że chorąży liwski z, żoną i z córką przyjechał dla umówienia zapisów przedszlubnych z Szeluttą, kazał mi z chorążym liwskim też punkta ułożyć.
Chorąży liwski, będąc powinnym większy dać posag, mając tylko dwie córki wyżej wyrażone i syna jednego, a będąc fortuny znacznej, jednak dawał tylko wieś, Dziatkowskie nazwaną, w zastawie 25 000 zł będącą, wieś zdezolowaną i dwudziestu kilku chłopów mającą,
Skrót tekstu: MatDiar
Strona: 352
Tytuł:
Diariusz życia mego, t. I
Autor:
Marcin Matuszewicz
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
ziemie Wielkiego Księstwa Litewskiego
Typ tekstu:
proza
Rodzaj:
literatura faktograficzna
Gatunek:
pamiętniki
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
między 1754 a 1765
Data wydania (nie wcześniej niż):
1754
Data wydania (nie później niż):
1765
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Bohdan Królikowski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Warszawa
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1986