gardząc, światem brzydząc, Kaję się grzechów jawnie. Ręce święte, was całuję, Za te łaski wam dziękuję, Żeście grzesznym na zbawienie Srogie zniosły poranienie, I niesłychane rany. Więc Jezu mój krwią zbroczony, Twej się cisnę do obrony, Twoich ręku do opieki Idę, prosząc, niech na wieki Nie będę zasromany. Czwarte pozdrowienie boku Pana Chrystusowego.
Witaj Jezu, któż litości Twej wypowie obfitości? Członki twoje, członki święte, Jak haniebnie są rozpięte Na krzyżu nieprzystojnie? Zbawicielów witaj boku, Miodowego pełen soku, Zbawiennego dusz obroku; Teraz z drogiej krwie w potoku Obfitujesz tak hojnie. Z poufaniem idę śmiele, Macając ran w
gardząc, światem brzydząc, Kaję się grzechów jawnie. Ręce święte, was całuję, Za te łaski wam dziękuję, Żeście grzesznym na zbawienie Srogie zniosły poranienie, I niesłychane rany. Więc Jezu mój krwią zbroczony, Twej się cisnę do obrony, Twoich ręku do opieki Idę, prosząc, niech na wieki Nie będę zasromany. Czwarte pozdrowienie boku Pana Chrystusowego.
Witaj Jezu, któż litości Twej wypowie obfitości? Członki twoje, członki święte, Jak haniebnie są rozpięte Na krzyżu nieprzystojnie? Zbawicielów witaj boku, Miodowego pełen soku, Zbawiennego dusz obroku; Teraz z drogiej krwie w potoku Obfitujesz tak hojnie. Z poufaniem idę śmiele, Macając ran w
Skrót tekstu: KochBerTur
Strona: 55
Tytuł:
Rytm świętego Bernarda
Autor:
Wespazjan Kochowski
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
liryka
Tematyka:
religia
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1668
Data wydania (nie wcześniej niż):
1668
Data wydania (nie później niż):
1668
Tekst uwspółcześniony:
tak
Tytuł antologii:
Pisma wierszem i prozą
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Kazimierz Józef Turowski
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Kraków
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Biblioteka Polska
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1859
po prawej posadził I wesoły o sprawach ich ważniejszych radził. Alić z pola przyśpieszył bohatyr nieznany, W czarny, kosztowny, piękny nasuwień ubrany; Koń czarny, puklerz wisiał z ramienia lewego Czarny, a sam nad podziw wzrostu ogromnego:
XC
Beł to Rodomont, z Sarce królik zawołany, Co po wziętem od dziewki razie zasromany, Przysiągł nie nosić szable u boku swojego I zbroją nie okrywać grzbietu szerokiego, Aż rok jeden, dzień jeden, miesiąc jeden minie. Sam tem czasem u jednej taił się jaskinie, Bo tak rycerze zwykli karać samych siebie Po nienadanej wieków dawniejszych potrzebie.
XCVII.
Tak z konia nie zsiadając, nie schylając głowy,
po prawej posadził I wesoły o sprawach ich ważniejszych radził. Alić z pola przyśpieszył bohatyr nieznany, W czarny, kosztowny, piękny nasuwień ubrany; Koń czarny, puklerz wisiał z ramienia lewego Czarny, a sam nad podziw wzrostu ogromnego:
XC
Beł to Rodomont, z Sarce królik zawołany, Co po wziętem od dziewki razie zasromany, Przysiągł nie nosić szable u boku swojego I zbroją nie okrywać grzbietu szerokiego, Aż rok jeden, dzień jeden, miesiąc jeden minie. Sam tem czasem u jednej taił się jaskinie, Bo tak rycerze zwykli karać samych siebie Po nienadanej wieków dawniejszych potrzebie.
XCVII.
Tak z konia nie zsiadając, nie schylając głowy,
Skrót tekstu: ArKochOrlCz_III
Strona: 388
Tytuł:
Orland szalony, cz. 3
Autor:
Ludovico Ariosto
Tłumacz:
Piotr Kochanowski
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
poematy epickie
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1620
Data wydania (nie wcześniej niż):
1620
Data wydania (nie później niż):
1620
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Jan Czubek
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Kraków
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Akademia Umiejętności
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1905
sztychem twarzy dosięgają.
CXII.
Nie okrył twardem smoczem łupieżem swej głowy Rodomont, który nosił król kiedyś surowy, Król Babilonu srogi, i u boku swego Nie miał tej szable, własna co bywała jego. Bo jak od Bradamanty został zwyciężony Na mostku, gdzie wir wściekłej rzeki biegł szalony, Różnie to porozrzucał wszystko, zasromany: Tak go gniew, żal i wstyd bódł srogi, niesłychany.
CXIII.
Wdział jednak inszą zbroję dobrą, doświadczoną I broń przypasał twardą, dziwnie wyostrzoną. Lecz ani ta i insza naleźć się nie mogła, Coby Afra ustrzegła, coby mu pomogła Przeciw najokrutniejszej Balizardzie jego: Tak hełmy, tarcze kraje z
sztychem twarzy dosięgają.
CXII.
Nie okrył twardem smoczem łupieżem swej głowy Rodomont, który nosił król kiedyś surowy, Król Babilonu srogi, i u boku swego Nie miał tej szable, własna co bywała jego. Bo jak od Bradamanty został zwyciężony Na mostku, gdzie wir wściekłej rzeki biegł szalony, Różnie to porozrzucał wszystko, zasromany: Tak go gniew, żal i wstyd bódł srogi, niesłychany.
CXIII.
Wdział jednak inszą zbroję dobrą, doświadczoną I broń przypasał twardą, dziwnie wyostrzoną. Lecz ani ta i insza naleźć się nie mogła, Coby Afra ustrzegła, coby mu pomogła Przeciw najokrutniejszej Balizardzie jego: Tak hełmy, tarcze kraje z
Skrót tekstu: ArKochOrlCz_III
Strona: 392
Tytuł:
Orland szalony, cz. 3
Autor:
Ludovico Ariosto
Tłumacz:
Piotr Kochanowski
Miejsce wydania:
nieznane
Region:
nieznany
Typ tekstu:
wiersz
Rodzaj:
epika
Gatunek:
poematy epickie
Poetyka żartu:
nie
Data wydania:
1620
Data wydania (nie wcześniej niż):
1620
Data wydania (nie później niż):
1620
Tekst uwspółcześniony:
tak
Redaktor wersji uwspółcześnionej:
Jan Czubek
Miejsce wydania wersji uwspółcześnionej:
Kraków
Wydawca wersji uwspółcześnionej:
Akademia Umiejętności
Data wydania wersji uwspółcześnionej:
1905